"Najgorsze są ronda". Pytamy kobietę taksówkarz o umiejętności polskich kierowców

- Podszedł mężczyzna w szlafroku i zapytał, czy go gdzieś zawiozę. Po chwili przeczytał wypis ze szpitala. "Biegał nago po ulicy pod wpływem LSD". O niebezpieczeństwach pracy taksówkarza, klientach i złych nawykach Polaków za kierownicą w rozmowie z Gazeta.pl opowiada Agata Kamińska, taksówkarka.

W tym tygodniu zabieramy Was w podróż po polskich drogach. W wakacje pokonujemy samochodem tysiące kilometrów - niektórzy za "kółkiem", inni na miejscach dla pasażerów. To więc moment, żeby przyjrzeć się temu zagadnieniu z bliska. I z różnych perspektyw: kierowcy ciężarówki, taksówkarza czy kursanta nauki jazdy. Przygotowaliśmy dla Was materiały, które przez cały tydzień będziemy pokazywać na Gazeta.pl, ale jeśli chcecie podzielić się Waszą perspektywą - śmiało. Czekamy na Wasze listy pod adresem: listydoredakcji@gazeta.pl.

Zawód: taksówkarz. Jakimi jesteśmy klientami?

Gazeta.pl: Czy twój zawód może być niebezpieczny?

Agata Kamińska, taksówkarka*: Bywa niebezpiecznie, ale jakoś sobie radzę. Trzy miesiące temu mój kolega z korporacji został napadnięty przez klienta. Pokłócili się o cenę za kurs, która wahała się w granicach 15 zł. Najprawdopodobniej ten chłopak był pod wpływem narkotyków. Gdy wsiadał do taksówki, nie było tego widać, bo pewnie wziął je chwilę wcześniej i jeszcze nie zaczęły działać. Skończyło się tak, że ganiał taksówkarza dookoła samochodu z nożem. W pewnym momencie uciekł, ale na szczęście znalazła go policja.

Jednak zdecydowanie częściej niż z klientem zdarza mi się pokłócić z kimś na ulicy. W końcu robię  po 200-300 kilometrów dziennie. Ktoś komuś zajechał drogę, ktoś kogoś nie wpuścił. Denerwuje mnie, kiedy ktoś jedzie po buspasie, mimo że nie powinien. Albo ktoś staje na naszym postoju. Zawsze w takiej sytuacji zwracam uwagę, bo dla mnie postój jest jak biurko. To moje miejsce pracy. Ludzie tego nie szanują, mówią, że oni „tylko na chwilę” albo „a co to panią obchodzi”, „przecież tu jeszcze są miejsca”. Kiedy ktoś nie chce ustąpić, mówię, że zaraz zadzwonię po kolegów, to oni wytłumaczą. To zwykle pomaga. W końcu wielki facet raczej mnie się nie przestraszy.

Czy zdarza się, że klienci cię podrywają?

Jak najbardziej. Mój rekord to dwie propozycje małżeństwa w ciągu jednego dnia. Jednak jeśli są nachalni, potrafię ich uspokoić. Mówię, że prowadzę, muszę mieć spokój, żeby się skupić. Raczej są to niewinne flirty. Zazwyczaj dziękuję i mówię, że bardzo mi miło. Jeśli pada jakieś zaproszenie, to mówię, że nie jestem zainteresowana i że kogoś mam. Zwykle to ucina temat.

Zdarzają się niebezpieczne sytuacje, gdy jesteś podrywana?

Pewnego razu do mojej taksówki wsiadł pijany facet, który chciał jechać do agencji towarzyskiej. Nie wiedziałam, gdzie to jest, bo jeszcze nie znam wszystkich lokali tego typu. Powiedział, że dopiero wyszedł z więzienia po sześciu latach, ale mieszka tu w okolicy i na pewno pamięta, że gdzieś tutaj jedna była. Krążyliśmy, bo też nie wiedział, gdzie to jest. W końcu zadzwoniłam do kolegi taksówkarza, który nas pokierował. W międzyczasie pan zaczął wieszać się na moim fotelu. Był zniecierpliwiony, powtarzał, że on już bardzo chciałby się tam dostać. W końcu na niego krzyknęłam, żeby się uspokoił i zapiął pasy, bo jak nie, to się zatrzymam i nigdzie dalej nie pojedziemy. Na szczęście wystarczyło. Zdecydowanie przekroczył moją granicę strefy komfortu.

Klienci nie mają problemu z przyznaniem się, gdzie jadą?

Zazwyczaj gdy chcą jechać do agencji towarzyskiej, to nie mówią tego wprost, tylko podają adres gdzieś w okolicy. Wstydzą się przede mną. A ja i tak świetnie wiem, gdzie jadą, bo może nie znam adresów wszystkich agencji, ale tych najważniejszych tak.

JAKUB ORZECHOWSKI

Jakich dziwnych sytuacji doświadczyłaś jeżdżąc taksówką? 

W marcu zawiozłam klienta do szpitala. Zapłacił i poszedł. Nagle podszedł do mnie mężczyzna w szlafroku i zapytał, czy go gdzieś zawiozę. Powiedziałam, że ok, ale tak mu się przyjrzałam i w końcu zapytałam: „Czy lekarz nie będzie zły, że ucieka pan ze szpitala?”. Odpowiedział: „Nie, luzik, jestem już wypisany”. I zaczął czytać opis wypisu. „Pacjent zgarnięty w środku nocy, biegał nago po ulicy pod wpływem LSD”. Mina mi zrzedła, na co on: „Spoko, pani się nie martwi, to już dawno ze mnie zeszło”. Zawiozłam go tam gdzie chciał, nie był agresywny. Zastanawiałam się tylko, czy w tym szlafroku ma pieniądze. Miał. Zapłacił i poszedł.

Czy zdarza się, że klienci nie chcą płacić?

Raz miałam dziwną sytuację. Do taksówki z ulicy wsiała zadbana kobieta około czterdziestki. Była roztrzęsiona. Powiedziała „Boże, jak dobrze, że jest pani kobietą”. Poprosiła o kurs pod Warszawę. Dziwnie się zachowywała, więc zapytałam, czy nie chce podjechać do lekarza, czy wszystko w porządku, czy nikt jej nie napadł. Zastanawiałam się nawet, czy ktoś jej nie zgwałcił. Zapewniała, że wszystko jest w porządku, powtarzała „proszę się nie martwić”. Gdy dojeżdżałyśmy na miejsce, musiałam się zatrzymać i sprawdzić, czy ktoś nie jedzie, bo byłam na podporządkowanej. W tym czasie pani wyskoczyła z auta i zaczęła biec. Zajechałam jej drogę i powiedziałam, że musi zapłacić za kurs. To było jakieś niecałe 40 zł. A ona do mnie „Nie muszę”. Byłam nieustępliwa. W końcu zaczęła grzebać w torebce, która spadła jej na ziemię, wszystko się porozsypywało. Chwilę to trwało, w końcu dała mi stówę. Spojrzałam w drugą stronę, żeby sięgnąć po resztę, a ona odwróciła się na pięcie i pobiegła. Nie wiem, czy była pod wpływem narkotyków, czy miała problemy psychiczne, ale to był najdziwniejszy kurs, jaki miałam.

O jakich ciemnych stronach twojego zawodu się nie mówi?

Nigdy nie wiemy, kto wsiada do samochodu. Może to być ktoś pod wpływem narkotyków albo ktoś niebezpieczny. Znajomy dostał kiedyś telefon od centrali z pytaniem, czy miał kurs z panią ze szpitala przy ul. Sobieskiego. Potwierdził, powiedział, że wsiadła klientka, powiedziała gdzie chce jechać, na koniec zapłaciła i wysiadła. A centrala: „No to fajnie, bo ta pani uciekła ze szpitala psychiatrycznego i jest poszukiwana przez policję”. 

Rzadko mówi się też o kosztach, które na taksówce są bardzo duże. ZUS jest ogromny, trzeba zapłacić za bazę, czyli opłatę za wydawanie zleceń. To zależy od korporacji, czasami jest to 3 zł netto od zlecenia, innym razem jest to określony procent, np. 10 proc. albo stała kwota, np. 600 zł miesięcznie. Poza tym gdy taksówkarz nie pracuje, to nie zarabia. Dużo płacimy też za obsługę samochodu, benzynę, częstszą wymianę oleju, filtrów, opon.

Czekamy na Wasze opinie.Chcesz coś dodać?Czekamy na Wasze opinie.Chcesz coś dodać? Fot. Gazeta.pl

Czekamy na Wasze opinie pod adresem: listydoredakcji@gazeta.pl

Jak w ogóle trafiłaś do tego zawodu?

Z wyboru. Lubię jeździć samochodem, a szukałam pracy, w której będę mogła sama regulować godziny pracy. Mam dziadków, którymi się opiekuję i muszę być dostępna.

Co najbardziej lubisz w tej pracy?

Wolność. W tej chwili nie wyobrażam sobie powrotu na etat. W mojej korporacji mam 9 dyżurów miesięcznie, kiedy muszę być w konkretnych godzinach w pracy. Trwają 9 godzin, w trakcie mam 3 godziny przerwy. W pozostałe dni pracuję wtedy, kiedy się zaloguję. Sama decyduję, czy chcę pospać do 12, czy pracować od 4 rano lub do północy. Zazwyczaj pracuję 9-10 godzin dziennie przez 5-6 dni w tygodniu. Najbardziej lubię jeździć wtedy, kiedy jest dużo zleceń, czyli od 4-5 rano do 10 oraz od 14 do 20. To godziny, kiedy ludzie jeżdżą do i z pracy.

Czy klienci dobrze cię traktują?

Spotykam różnych ludzi. Często są sympatyczni, mówią „o, kobieta na taksówce, miło z panią jechać”. Inni dopytują ile lat mam prawo jazdy, bo wyglądam bardzo młodo. Pytają, czy się nie boję, dopytują, dlaczego wybrałam ten zawód.
Zdarzają się też niemiłe sytuacje. Raz klientka miała do mnie pretensje. Spóźniła się na taksówkę, więc odezwałam się do centrali. Próbowali się do niej dodzwonić, ale nie odbierała. Uznali, że kurs się nie odbędzie, więc odjechałam. Za chwilę dostałam do samo zlecenie. Gdy podjechałam na miejsce, pani wyskoczyła do mnie z pretensją, że „co to w ogóle są za zwyczaje, że taksówka nie poczeka 10 minut na klienta”. Wytłumaczyłam, jak wyglądała sytuacja, a ona, że ma chore dziecko i nie mogła odebrać. Nie rozumiała, że kiedy ktoś się spóźnia, to dla mnie jest to strata pieniędzy.

BARTOSZ BAŃKA

Czego w zachowaniu klientów nie lubisz najbardziej?

Nienawidzę trzaskania drzwiami. Rozumiem, że część osób nie robi tego specjalnie, ale to jest naprawdę wkurzające. Nie lubię też, kiedy ktoś nie zapyta i ładuje się do przodu. To niepisana zasada, że siada się z tyłu.

Trafiają się pijani klienci?

Tak, bo jeżdżę też nocami. Pijani mężczyźni zazwyczaj próbują udowodnić, że wcale nie są pijani, tylko szarmanccy i eleganccy. Bardziej męczące są pijane kobiety. Są niezadowolone, że jadą ze mną, pogadałyby sobie z facetem, próbowałyby go poderwać.

Co bliscy i znajomi myślą o twoim zawodzie?

Kiedy powiedziałam dziadkom, byli przerażeni. Bo panuje opinia, że to niebezpieczny zawód. Dzisiaj już przywykli, ale są niezadowoleni, bo z wykształcenia jestem inżynierem. W zawodzie zarabiałabym znacznie więcej, bo zarobki na taksówce nie są powalające. Wychodzi w granicach 3 tys. zł netto. Wcześniej pracowałam w laboratorium geotechnicznym. Zarabiałam mało, bo byłam świeżo po studiach. Dobre zarobki były kwestią czasu, którego nie miałam. Najprawdopodobniej jednak kiedyś wrócę do zawodu.

Znajomi za to wiedzieli, że lubię prowadzić samochód, więc raczej nie byli zdziwieni.

Jest wiele stereotypów na temat twojego zawodu.

Główny jest taki, że taksówkarz zawsze chce oszukać i jedzie dookoła

Zgadzasz się z tym?

Nie, bo to nam się kompletnie nie opłaca. Znacznie lepiej jest wziąć więcej zleceń, niż wozić ludzi dookoła po mieście.

To skąd to się wzięło?

Stąd, że ludzie nie zawsze znają najkrótszą trasę. Ja zawsze na początku pytam, którędy klient chce jechać. Zdarzają się tacy, którzy mówią, że bardzo się spieszą i że nie interesują ich kilometry, tylko czas. Są też tacy, którzy mówią wprost: proszę jechać jak najkrótszą, bo chcę jak najmniej zapłacić. Jeszcze inni mówią, jak mam pojechać. Zazwyczaj te kursy najbardziej się opłacają, bo ludzie wybierają trasy dużo dłuższe niż te, które ja bym wybrała. Wtedy płacą więcej.

A może jest grupa taksówkarzy, którzy w ten sposób oszukują i wyrobili złą opinię całej branży?

Jest taka grupa. Najczęściej jednak nie są to prawdziwi taksówkarze. Taksówka musi mieć syrenkę, paski, numer i koguta na dachu. Kierowca musi mieć z kolei identyfikator w widocznym dla pasażera miejscu. Jeżeli tego nie ma, to znaczy, że ktoś siedzi w taksówce, ale nie jest taksówkarzem i nie ma zdanego egzaminu z topografii miasta. Niestety są korporacje, które zatrudniają przypadkowe osoby, mimo że te osoby nie mają prawa do wykonywania zawodu. Nie mają egzaminu, badań lekarskich i psychotechnicznych.

Jest jeszcze grupa nazwana „szachownice”. Zamiast pasków z naszą czerwono-żółtą flagą mają naklejoną na boku szachownicę. Najczęściej mają cenę 20 zł za kilometr. Niedawno było głośno o sprawie pewnej kobiety, która za krótki kurs takim samochodem musiała zapłacić 600 zł. To jest tzw. okazjonalny przewóz osób. Oni mogą wybrać sobie cenę za kilometr taką, jaką chcą. Tylko żeby taki kurs był legalny, muszą wcześniej podpisać umowę w siedzibie przedsiębiorcy, czego zwykle nie robią. Oni nie mają też taksometru ani kasy fiskalnej. Po prostu mówią, jaka jest cena i trzeba to niestety zapłacić.

Jak się przed tym chronić?

Trzeba zwracać uwagę na to, do jakiej taksówki się wsiada i czy kierowca ma identyfikator. Niestety ludzie często patrzą tylko na to, ile zapłacą. Nie patrzą, że różnica wynosi np. 20 groszy na kilometrze, co oznacza, że jak przejadą 10 km, to zapłacą 2 złote więcej. To nie jest majątek.

Spędzasz dużo czasu na drogach. Jak jeżdżą Polacy?

Nie korzystają z lusterek. Zmieniając pas nie sprawdzą, czy właśnie na kogoś nie wjeżdżają. Polacy nie jeżdżą źle, ale jest wśród nas wielu rodzynków, którzy w ogóle nie powinni mieć prawa jazdy. Wielu z nas nie potrafi parkować. Stajemy tak, jak nam wygodnie, często zajmujemy dwa miejsca. Polacy nie potrafią też jeździć na suwak, dopiero się tego uczą. Najgorsze są jednak ronda. Ludzie kompletnie nie potrafią po nich jeździć. Na przykład skręcają w lewo i zawracają z prawego pasa. Albo wszyscy jadą prawym pasem, bo boją się lewego. Na prawym jest sznur samochodów, na lewym dwa auta.

MAŁGORZATA KOŁCZ

A prędkość?

Sama ją przekraczam. W Warszawie ludzie jeżdżą dynamicznie. Jest wiele takich miejsc, gdzie są niepotrzebne ograniczenia do 50 kilometrów na godzinę, jak na Puławskiej w stronę Piaseczna. Jest szeroko, kilka pasów i to nie ma sensu. Ale to nie jest tak, że Polacy przekraczają dozwolone prędkości, a reszta Europy jest święta.

Czy Polacy często jeżdżą na podwójnym gazie?

Dosyć często. Taksówkarze reagują w takich sytuacjach. Ostatnio dwóch moich kolegów z korporacji zatrzymało kierowcę karetki transportowej. To był młody chłopak, kompletnie pijany. Po pracy wziął samochód służbowy i wiózł znajomych z imprezy na imprezę. W środku było kilka osób. Zatrzymali kierowcę i poczekali na policję. Koledzy próbowali uspokajać kierowcę, bo był agresywny. Szacunek dla taksówkarzy, że im się udało, bo wyeliminowali kolejnego kretyna z drogi. 

Ale mamy też inny problem. Kiedyś wieczorem jechałam Okopową za kimś, kogo podejrzewałam o jazdę pod wpływem. Jechał zygzakiem, w ogóle nie trzymał się swojego pasa ruchu, znacznie przekraczał prędkość, przejeżdżał na czerwonym. Jechałam za nim, mając na linii policję, żeby mówić im, gdzie jedzie. Zatrzymali go dopiero na al. 17 stycznia. Okazało się, że pan nie był pod wpływem alkoholu, tylko był w podeszłym wieku i nie ogarniał, co się dzieje. Starsi Polacy zdecydowanie gorzej radzą sobie na drodze. Mają długo prawo jazdy, ale czują się niepewnie za kierownicą. Mają gorszą koncentrację i szybkość reakcji.

Jak traktują cię inni kierowcy?

Zdarza się, że jak ktoś widzi koguta na dachu, to złośliwie nie chce wpuścić. „Bo taksówkarze zawsze i wszędzie się wpychają”. Przyznam, że sama dopóki jeździłam zwykłym samochodem i nie miałam pomysłu, żeby jeździć na taksówce, sama tak się zachowywałam. Mówiłam pod nosem „O Jezu, znowu się taksówkarz wpycha”. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Teraz sama się wpycham, bo nie mam czasu. Jeśli go mam, to nie mam problemu z tym, żeby kogoś wpuścić.

Czy firmy przewozowe są dla was problemem?

Tak, bo ci ludzie jeżdżą poniżej kosztów, nie mają badań, nie znają miasta. Często są zatrudniani Ukraińcy, którzy mają kupione prawo jazdy. Tam kierowcą może być każdy, nawet przestępca, w przeciwieństwie do taksówkarzy, którzy nie mogą być karani. Tam nigdy nie wiemy, kto nas wiezie i kim jest. Nie ma tam ubezpieczenia. Taksówkarz wykupując OC musi zgłosić, że to jest taksówka i wtedy pasażerowie mają dodatkowe ubezpieczenie w razie wypadku. Często ci przewoźnicy wożą dzieci bez fotelików, bo w taksówce nie potrzeba. Tylko to nie są taksówki.

*Agata Kamińska, 28 lat, jeździ na taksówce od roku. Z wykształcenia jest inżynierem, wcześniej pracowała w laboratorium geotechnicznym.

Masz inne zdanie? Napisz do nas!Masz inne zdanie? Napisz do nas! Fot. Gazeta.pl

Czekamy na Wasze opinie pod adresem: listydoredakcji@gazeta.pl

Pomyśl, zanim wyprzedzisz lub wyminiesz inne auto. Życie człowieka jest cenniejsze niż twój pośpiech

Więcej o:
Komentarze (59)
"Najgorsze są ronda". Pytamy kobietę taksówkarz o umiejętności polskich kierowców
Zaloguj się
  • eligiusz_podchrapek

    Oceniono 24 razy 12

    "To moje miejsce pracy. Ludzie tego nie szanują, mówią, że oni „tylko na chwilę” albo „a co to panią obchodzi”, „przecież tu jeszcze są miejsca”. Kiedy ktoś nie chce ustąpić, mówię, że zaraz zadzwonię po kolegów, to oni wytłumaczą. To zwykle pomaga. W końcu wielki facet raczej mnie się nie przestraszy."

    To ja przypominam taksówkarzom, że jak jest znak zakazu zatrzymywania, to mnie nie interesuje, że Pan/Pani taksówkarz "tylko na chwilę".
    Bezczelność taksówkarzy (oprócz tego różnej maści kurierów/dostawców itp) sięga zenitu. Przepisy mają bardzo głęboko.

  • mikron

    Oceniono 19 razy 9

    Najpierw:

    - Jest wiele stereotypów na temat twojego zawodu. Główny jest taki, że taksówkarz zawsze chce oszukać i jedzie dookoła. Zgadzasz się z tym?

    - Nie, bo to nam się kompletnie nie opłaca. Znacznie lepiej jest wziąć więcej zleceń, niż wozić ludzi dookoła po mieście.

    Kilka sekund później:

    -Jeszcze inni mówią, jak mam pojechać. Zazwyczaj te kursy najbardziej się opłacają, bo ludzie wybierają trasy dużo dłuższe niż te, które ja bym wybrała. Wtedy płacą więcej.

    ===

    I taka to logika.
    Ciekawe, że nie zastanowiła pani Weroniki Bruździak-Gębury.

  • sverir

    Oceniono 11 razy 7

    Ach, typowe, typowe - no są tacy, co oszukują, ale to tylko taka grupa i zwykle nie prawdziwi taksówkarze. A może warto było dopytać, co jest oszustwem? Znajomi taksówkarze za oszustwo mają nabicie wyższej taryfy, przewiezienie niemal literalnie przez całe miasto lub w ogóle wymyślona z góry cena. Ale nabicie 3-4 złotych na kilkukilometrowym kursie, to już za oszustwo nie uwazają. Grzeczne pytanie "którędy jechać" czasami dotyczy preferencji klienta, często jednak to wybadanie, czy klient zorientuje się, że trasa wcale najkrótsza nie jest. Generalnie to są tylko drobne cwaniactwa, znajomi taksówkarze też narzekają na tych grubszych oszustów, którzy psują im imidż, ale te drobne cwaniactwa są dość charakterystyczne dla całego środowiska.

  • waclawbuclaw

    Oceniono 10 razy 6

    "W Warszawie ludzie jeżdżą dynamicznie. Jest wiele takich miejsc, gdzie są niepotrzebne ograniczenia do 50 kilometrów na godzinę, jak na Puławskiej w stronę Piaseczna. Jest szeroko, kilka pasów i to nie ma sensu."

    Polactwo zawsze wie najlepiej, gdzie ograniczenie postawił jakiś debil, bo przecież można jechać szybko i dynamicznie. I bezpiecznie oczywiście.

  • strach_sie_bac

    Oceniono 16 razy 6

    "Jest taka grupa. Najczęściej jednak nie są to prawdziwi taksówkarze."

    Uśmiałem się do łez :D :D :D Już kilka razy zdarzyło się u "nieprawdziwych" taksówkarzy z dużych korporacji, że próbowali mnie wieźć na dworzec albo lotnisko przez "Berlin".

  • troll_putina

    Oceniono 7 razy 5

    Gorszych chamów niż cierpy na Warszawskich ulicach nie ma - pomijam tu już element okradania klientów, ale sam styl jazdy, parkowania na środku dróg, wpychania się, braku kierunkowskazów. Jakby pół dnia za jakimś cierpem jeździć to zapewne byłoby sporo ponad 24 punkty. A co do pijanych kierowców - radze wpisać "pijany taksówkarz" na TVN WWA, niesamowite ile ich jeździ i powoduje dzwony.

  • tim7

    Oceniono 23 razy 5

    Ostatni akapit to stek bzdur ewidentnie napisany po to, by obrzydzić ludziom inne formy transportu. Jeżdżę w firmie przewozowej. Nie jestem karany (wymóg - zaświadczenie), nie poniżej kosztów (zarabiam, nikt normalny nie dopłaca do nierentownego interesu), mam badania zawodowe (ważne), znam bardzo dobrze miasto, nie jestem Ukraińcem, Mam ważne prawo jazdy od 24 lat (w przeciwieństwie do wielu taksiarzy, którzy takowego nie mają - zabrane za punkty, patrz niedawny artykuł o kontroli w taksówkach), klienta ZAWSZE wie kto go wiezie, ja też wiem z góry kogo i gdzie oraz za ile wiozę, JEST ubezpieczenie, więc proszę nie p%*dolić kłamstw, klient z dzieckiem zwykle ma swój fotelik - młodzi, świadomi dzisiaj rodzice (bo wie, że bez wymaganego fotelika odmówię przewozu dziecka). "W taksówce nie potrzeba"?! A taksówka podlega innym prawom fizycznym podczas wypadku?

    Artykuł ewidentnie pisany na zamówienie korporacji taksówkarskich. Widać, wejście kolejnego gracza przyprawiło taksiarzy o mocny ból dupy. Bo skoro nam się opłaca, a końcowa cena usługi jest o połowę niższa, to pomyślcie Klienci, jak mocno i jak długo byliście rżnięci w dudę przez tyle lat. To też ci najbzczelniejści właśnie wykorzystywali lukę prawną, i rżneli ludzi (obcokrajowców z Okęcia głównie) na gruby szmal (rachunek po kilka stów). Już o nich nie słychać, bo zagranica się dowiedziała o oszustwach i przerzuciła się na znane w swoich krajach inne formy usług transportowych. Tańszych i bezpieczniejszych niż wąsaty Janusz w starym, zdezelowanym meśku pamiętającym czasy DDR. Skończyło się Eldorado, wąsacze...

  • zamorsky

    Oceniono 9 razy 5

    Przekraczam prędkość... wpycham się... przecież nie mam czasu a liczy się kasa...

  • zec

    Oceniono 12 razy 4

    Kiedyś gdzieś czytałem listę zawodów, które najbardziej zżerają mózg. Na pierwszym miejscu był "taksówkarz". Tu widać dokładnie, ze to święta prawda.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX