Sfilmował pracę na fermie drobiu. Nam mówi: Smród był tak intensywny, że szczypały oczy

We wtorek do internetu trafiło nagranie pokazujące zabijanie kurczaków na fermie drobiu w Sidłowie. - Slogany na paczkach z mięsem w stylu "Wyprodukowano z miłością", to absolutne kłamstwo. Ludzie na fermie nie lubią ani swojej pracy, ani kurczaków - mówi dla Gazeta.pl autor nagrania. Z kolei właściciel fermy zapewnia, że selekcja zwierząt odbywa się zgodnie z procedurami i prawem.

Do fundacji Otwarte Klatki kilka miesięcy temu zgłosił się mężczyzna, który opowiedział o nieprawidłowościach na fermie drobiu w Sidłowie. Zdecydował, że za pomocą ukrytej kamery nagra, co dzieje się za murami zakładu.

Traktowanie kurczaków na fermie drobiu w Sidłowie

Tak w rozmowie z Gazeta.pl wspomina pracę na fermie:

Warunki pracy były straszne, wszystko było brudne i śmierdzące. Ściółka nie była zmieniana przez sześć tygodni, zamiast tego przysypywano ją cienką warstwą słomy. W kurnikach było bardzo gorąco, praktycznie bez wentylacji. Na całej fermie panował bardzo nieprzyjemny zapach, a w kurnikach był tak intensywny, że szczypały oczy. Martwe ptaki były pozostawiane przy drzwiach do kurników. Często leżą tam przez kilka dni. Jeśli kierownik poleci, żeby je wywieźć, trzeba pakować gnijące trupy w worki i wywozić na taczce do chłodni. W chłodni smród jest najbardziej odrażający. Gorzej na tej farmie nic nie śmierdzi. Podczas załadunku i rozładunku trzeba było wstrzymywać oddech, a żeby nabrać powietrza musiałem odejść na kilka metrów

- wspomina autor nagrania.

Dodaje, że przedmiotowy stosunek do kurczaków był dla niego szokujący, choć - jak mówi - wiedział, był świadomy tego, co dzieje się w tej branży. - Ale wiedzieć to jedno, a widzieć to co innego - mówi. - Wszyscy pracownicy i przełożeni traktują tę pracę z taką oczywistością, jakby szyli kurtki lub naprawiali drogi. Ten kurczak jest zdrowy - dobrze, ten jest chory - do zabicia. Co w tym dziwnego? Praca, jak praca. Czasami wątpiłem w celowość swoich działań. Przecież ci ludzie nigdy w życiu nie zdadzą sobie sprawy, że robią coś złego - dodaje.

Nie pamiętam ani jednego pozytywnego momentu związanego z pracą na farmie, ani jednej interesującej osoby. Praca w takim miejscu i dla takich ludzi to kompletny brak szacunku do siebie. A slogany na paczkach z mięsem w stylu "Wyprodukowano z miłością" to absolutne kłamstwo. Ludzie na fermie nie lubią ani swojej pracy ani kurczaków

- podsumowuje swoją pracę na fermie.

Autor filmu nagrywał zachowanie pracowników fermy przez osiem tygodni. Na nagraniu opublikowanym na Facebooku przez Otwarte Klatki widać pisklęta, które poddawane są selekcji: zabijane są te, które mają problemy z poruszaniem się, są chore, ślepe albo zdeformowane - mają np. trzy nogi.

Jak odbywa się selekcja? Pracownicy podnoszą wytypowane pisklę za nogę, po czym uderzają jego głową w metalowe pręty lub plastikowe wiaderka. - On już dawno powinien być ubity. Patrz, ile już paszy zjadł, jaki duży urósł - mówi w pewnym momencie filmu jeden z pracowników, pokazując ślepego kurczaka, którego następnie szybkim ruchem zabija. - Tak jak Hitler do Oświęcimia wysyłał, tak samo ty tu wysyłasz - mówi w pewnym momencie ten sam pracownik fermy.

Fundacja Otwarte Klatki złożyła zawiadomienie do prokuratury

System hodowli kurczaków brojlerów wzbudza kontrowersje wśród obrońców praw zwierząt. Kurczaki, którym udaje się przeżyć wstępną selekcję, są ich zdaniem przekarmiane.

Przyczyn problemu nie należy szukać w poszczególnych osobach, czy fermach, a w tym, jak skonstruowany jest cały system przemysłowej hodowli brojlerów. Zwierzęta, które obecnie znajdują się na polskich fermach, powstały w wyniku starannej selekcji ras pod kątem jak największego przyrostu masy w możliwie najkrótszym czasie. Gdyby porównać to do rozwoju człowieka, 5-letnie dziecko ważyłoby 150 kg.

- tłumaczy Anna Iżyńska z Otwartych Klatek.

Jak dodaje, od najbardziej powszechnych schorzeń wśród brojlerów należą m.in. kalectwa i deformacje kości (od silnego bólu do całkowitego bezruchu i braku możliwości stania na nogach), liczne choroby układu krążenia oraz choroby metaboliczne (niedotlenienie serca, przeciążenie wątroby), choroby mięśni oraz bolesne urazy (zerwania ścięgien, pęknięcia kości).

- Według badań organizacji takich jak komitet SCAHAW, poszczególne wymienione przypadłości dotyczą od 26 do nawet 90 proc. brojlerów. Nie są to więc odosobnione przypadki, a powszechne problemy - mówi Iżyńska.

Fundacja Otwarte Klatki postanowiła złożyć w sprawie fermy drobiu w Sidłowie zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, a dokładnie naruszenia przepisów art. 35 ustawy o ochronie zwierząt, a także art. 33 ust. 1a oraz art. 6 ust. 1.

Art. 6. 1. Nieuzasadnione lub niehumanitarne zabijanie zwierząt oraz znęcanie się nad nimi jest zabronione.
Art. 33 1a. Uśmiercanie zwierząt może odbywać się wyłącznie w sposób humanitarny polegający na zadawaniu przy tym minimum cierpienia fizycznego i psychicznego.

Film udostępniony przez Otwarte Klatki na Facebooku został odtworzony już 150 tys. razy. Udostępniło go ponad 3,5 tys. osób.

Dodatkowe kontrole na fermie drobiu w Sidłowie

Krzysztof Węgrzyn, powiatowy lekarz weterynarii, również widział film opublikowany przez Otwarte Klatki.

- Ten film mną wstrząsnął - mówi nam Węgrzyn. - Rozporządzenie Rady (WE) nr 1099/2009 zezwala na selekcję za pomocą uderzenia w głowę lub przemieszczenia kręgów szyjnych. Selekcja na fermie jest niezbędna, ale musi odbywać się na określonych warunkach. Na nagraniu widać, że odbywa się ona na hali za pomocą uderzenia głową w paszociągi. Drób powinien być najpierw zaniesiony do innego pomieszczenia.

Sposób selekcji zaprezentowany na nagraniu jest nie do zaakceptowania

- tłumaczy weterynarz.

Podkreśla, że ostatnia kontrola odbyła się 9 kwietnia br. Zapewnia, że dokumentacja na fermie w Sidłowie jest prowadzona w odpowiedni sposób. - To był głupi wybryk pracowników - dodaje. Zapowiada jednak dodatkowe kontrole na fermie oraz przekazanie zaleceń dla właścicieli, by przeprowadzili wśród pracowników dodatkowe szkolenie z zakresu przepisów dotyczących selekcji.

Właściciel fermy drobiu w Sidłowie: selekcja zgodna z prawem

Co na to właściciel fermy drobiu w Sidłowie? Tomasz Lisiak w rozmowie z Gazeta.pl potwierdza, że selekcja - zgodnie z prawem i procedurami obowiązującymi na fermie - powinna odbywać się w innym pomieszczeniu, a nie na hali. Dodaje jednak, że sposób uboju kurczaków -  za pomocą uderzenia w głowę - jest zgodny z prawem. Zaznacza, że każdy pracownik fermy przed rozpoczęciem pracy przechodzi wszystkie potrzebne szkolenia, w tym te dotyczące selekcji.

Na filmie pracownik nie idzie przez kurnik i nie zabija kurczaków, które mu się nie podobają, tylko za każdym razem tłumaczy, dlaczego dane zwierzę zostaje poddane selekcji

- mówi Tomasz Lisiak.

Co myśli o zawiadomieniu do prokuratury, które złożyła Fundacja Otwarte Klatki?

Nie widzę tu znamion znęcania się nad zwierzętami. Zastosowana jest jedna z dwóch dopuszczonych przez prawo metod

- odpowiada Lisak i dodaje: - Pracownik uśmiercał kurczaki za pomocą mocnego uderzenia w głowę, następnie chował je do wiaderka. Nie uderzał nim po dziesięć razy, nie dźgał jakimś kłującym narzędziem ani nie podrzynał gardła, by się wykrwawił. Po dokonaniu uboju nie wyrywał mu skrzydeł czy nóg, tylko wkładał do wiaderka.

Lisak zapewnia, że na fermie wprowadzono program naprawczy, w ramach którego ponownie przeszkolono wszystkich pracowników. Zapowiada też wyciągnięcie konsekwencji wobec pracownika, który dokonywał selekcji na hali, nie stosując się do przepisów obowiązujących na fermie. Mówi też, że pracownik nie przyznaje się do wypowiedzenia słów "Tak jak Hitler do Oświęcimia wysyłał, tak samo i Ty tu wysyłasz". Ma twierdzić, że nie przypomina sobie, by kiedykolwiek użył takich słów, mimo że wyraźnie słychać, jak wypowiada je na nagraniu. - Są to słowa karygodne i nieakceptowalne. Aczkolwiek nie mam wpływu na prywatne rozmowy pracowników. Ten pracownik twierdzi, iż nie potrafi powiedzieć, czy są to jego słowa, gdyż głos jest zmieniony, a twarzy nie widać - tłumaczy Tomasz Lisiak. I dodaje:

Pracownik zobowiązał się na piśmie, by w przypadku powtórnego niezastosowania się do procedur dotyczących selekcji rozwiązać z nim natychmiast umowę, a 100 proc. pensji przekazać na schronisko dla zwierząt

- tłumaczy Tomasz Lisiak.

Co mówi polskie prawo o zabijaniu zwierząt? Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, zwierzęta mogą być zabijane tylko po decyzji powiatowego lekarza weterynarii, uprzednio muszą zostać pozbawione świadomości, zaś do samego ogłuszenia i zadania śmierci musi dojść w osobnym, specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu. Dotyczy to jednak zwierząt zabijanych w ubojni, a nie tych poddawanych selekcji na fermie.

Jeśli chodzi o widoczne na filmie zabijanie zwierząt, wszystko wskazuje na to, że takie traktowanie brojlerów jest normą na fermach, co potwierdza także wypowiedź Pani Anny Hoffman, Zastępcy Dyrektora Biura Ochrony Zdrowia i Zwierząt w Głównym Inspektoracie Weterynarii. W przypadku drobiu dopuszcza się takie sposoby zabijania jak przemieszczenie kręgów szyjnych czy uderzenie w głowę. Naszym zdaniem przepis, na który powołuje się w tym przypadku pani Hoffman, zaczerpnięty z Rozporządzenia Rady (WE) nr 1099/2009, nie znajduje tu jednak zastosowania. Konieczność uśmiercenia stwierdzić musi bowiem wykwalifikowany lekarz weterynarii. Rozporządzenie wskazuje też, że taka metoda nie może być stosowana rutynowo, a jedynie wtedy, gdy nie ma alternatywy.

- tłumaczy Anna Iżyńska z Otwartych Klatek.

Czy to zwierzę możemy spotkać w Polsce? I nie chodzi nam o ogrody zoologiczne
1/16Szakal złocisty występuje w Polsce.
Zobacz także
  • Brutalnie mordowali świnie. Bestialstw w ubojni w gminie Brawice Barwice: Bestialskie traktowanie świń w ubojni. Zabijane młotkiem zwierzęta umierały powoli
  • "Elektroda w odbyt, druga w pysk". Tak zabija się lisy na futra. Ustawa posłów PiS to zmieni
Komentarze (148)
Ferma drobiu. Jak traktuje się kurczaki, które trafiają na nasz stół?
Zaloguj się
  • jasta80

    Oceniono 42 razy 26

    czytam te komentarze i jestem w szoku. Nie macie za krzty szacunku dla zwierząt, które w końcu wykorzystuje się, by stały się naszym pożywieniem. Tyle możemy im dać co warunki godne jakiegokolwiek istnienia. Niezadawanie cierpienia zwierzętom, które hoduje się na mięso, to chyba na prawdę nie jest duże wymaganie... jeśli tego nie jesteśmy w stanie spełnić to sami jesteśmy gorsi niż zwierzęta...

  • faktami_w_morde

    Oceniono 20 razy 18

    dyslokacja kręgów szyjnych w celu przerwania rdzenia kręgowego jest prawidłową metodą humanitarnego uśmiercania takich zwierząt. Po przerwaniu rdzenia kręgowego następuje natychmiastowa śmierć i przerwanie przewodnictwa bólowego również. Na pewno jednak nie należy uśmiercać w obecności innych zwierząt które oczekują na śmierć (stres) ani pozostawiać martwych wśród żywych. Największe wątpliwości dotyczą czystości i najważniejsze- wentylacji. Ściółka bardzo pyli, wznieca się pył przy ciągłym przemieszczaniu się takiej liczby ptaków - to jest niedopuszczalne by odpowiedniej wentylacji nie było. Zwyczajnie się takie zwierzta duszą. Kolejny producent do bojkotu jego produktów.

  • wrobelek_elemel

    Oceniono 37 razy 17

    Jak byście tyle mięcha nie w3,14erdalali to by było mniej takich zjawisk.

  • patriot.wr

    Oceniono 24 razy 12

    Pomyśleć, ze są tacy debile, którzy myślą, że kurczaki rosną od razu w opakowanych tackach!

  • m.a.l.a_syrenka

    Oceniono 9 razy 5

    Szybciej, więcej, taniej... kto to kupuje? Pan, pani... a dlaczego? Bo taniej.

  • Ania Pirowicz

    Oceniono 6 razy 4

    Wyprodukować mięso z miłością???? To się chyba tylko w jakimś chorym umyśle mogło zrodzić!

  • stereotyp76

    Oceniono 5 razy 3

    No tak, bo zarzynane w sposób koszerny krowy, owce i drób nie cierpią przecież wcale.

  • cob22

    Oceniono 13 razy 3

    Po pierwsze nie do Oswiecimia tylko do Auschwitz.
    Po drugie jest to swinstwo bez granic ale porownywanie z obozami zaglady sa idiotyzmem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje