"Dobro dziecka nie polega na wydłużaniu życia za wszelką cenę". Lekarka o sprawie Alfiego Evansa

- Jeśli prawdą jest, że doszło do zniszczenia 70 proc. tkanki mózgowej, to katastrofa - tak sprawę Alfiego Evansa komentuje dla Gazeta.pl dr hab. Marzena Zielińska, anestezjolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. - Człowiek ma prawo godnie żyć i godnie umrzeć - dodaje.

Trwają protesty w związku z decyzją brytyjskiego sądu. Odmówił rodzicom 2-letniego Alfiego Evansa prawa przewiezienia go do rzymskiego Szpitala Dzieciątka Jezus, który zaoferował choremu dwulatkowi terapię.

Dwa dni temu personel szpitala Alder Hey w Liverpoolu odłączył chłopca, wbrew woli jego rodziców, od aparatury podtrzymującej życie. Alfie Evans cierpi na niezidentyfikowaną chorobę neurologiczną. Lekarze oceniają, że dziecko jest w "stanie wegetatywnym" i głębokiej śpiączce. Choroba zniszczyła 70 procent mózgu dziecka.

Wicepremier Beata Szydło zapowiedziała, że przedstawi szefowi rządu Mateuszowi Morawieckiemu pomysł, aby Polska interweniowała w sprawie Alfiego Evansa. Wyrazy wsparcia rodzinie przekazał również prezydent Andrzej Duda. Ponad 240 tysięcy osób z całego świata podpisało się pod petycją do królowej Elżbiety i brytyjskiego parlamentu z prośbą o interwencję w sprawę dwulatka.

"Pozwólmy odejść dziecku naturalnie"

Marcin Kozłowski, Gazeta.pl: Tajemnicza choroba zniszczyła 70 proc. mózgu Alfiego Evansa - mówią lekarze. Dlaczego tak się stało?

Dr hab. Marzena Zielińska, anestezjolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu: Istnieje grupa chorób, które prowadzą u dzieci do zniszczenia centralnego układu nerwowego. Nie wszystkie zostały do końca zdefiniowane, ale ich skutki kliniczne są widoczne. To są choroby nieuleczalne, bardzo często uwarunkowane genetycznie. Niektóre z nich należą do grupy tzw. chorób mitochondrialnych, w których dochodzi do zaburzeń funkcjonowania na poziomie mitochondrium komórkowego. W tej grupie chorób centralny układ nerwowy dziecka ulega stopniowej degradacji -zniszczeniu.

Nie znam historii medycznej tego chłopca, ale wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z taką nieuleczalną chorobą. Uszkodzenie mózgu postępuje, a skutecznego leku - terapii, która byłaby w stanie zahamować ten proces - nie ma. Prędzej czy później dojdzie do całkowitego zniszczenia mózgu

Jak długo może trwać walka chłopca z tą chorobą?

Lekarze w takich sytuacjach nigdy nie wiedzą, jaka będzie dynamika tej choroby. Nie wiadomo, czy dziecko umrze za miesiąc, czy za rok. Wiemy tylko, że nikt nie potrafi zatrzymać tego procesu.

Czy takie dziecko ma świadomość tego, co się wokół niego dzieje?

Najprawdopodobniej nie, ale to tylko spekulacje. Jeśli prawdą jest, że doszło do zniszczenia 70 proc. tkanki mózgowej, to katastrofa.

Człowiek jako osoba z myślami i uczuciami funkcjonuje dzięki układowi nerwowemu. Jeśli dochodzi do tak poważnego zniszczenia struktur nerwowych, które odpowiadają za jego funkcje intelektualne - możliwość myślenia, zapamiętywania, czucia - to traci de facto to, co odpowiada za rozwój jego osobowości i tym samym czyni go osobą. Żyje, to znaczy bije jego serce, oddycha, ale czy czuje, formułuje myśli? To bardzo trudne do określenia.

Rodzice Alfiego twierdzą, że nie odczuwa bólu.

Są metody, które pozwalają sprawdzić, czy do człowieka docierają bodźce bólowe. Sprawdza się np. to, czy wycofuje rękę w reakcji na silny bodziec bólowy. Być może właśnie takie testy przeprowadzono.

Niewykluczone, że chłopiec nie odczuwa bólu, jeśli doszło do zniszczenia określonych obszarów w mózgu, które za odczuwanie bólu odpowiadają.

W doniesieniach medialnych czytamy o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej życie. Co tak naprawdę stało się w wyniku decyzji sądu?

W medycynie nazywa się to zmianą kwalifikacji terapii. Zaprzestano terapii daremnej, czyli stosowania środków nadzwyczajnych, sztucznie podtrzymujących, wydłużających życie. Zmieniono ją na terapię paliatywną.

W terapii paliatywnej są trzy filary: pacjenta ma nie boleć, ma nie być głodny i nie ma mu być zimno. To oznacza, że chłopiec na pewno jest odżywiany, na pewno troszczą się, żeby nie miał zaburzeń temperatury i żeby nic go nie bolało. To po prostu zmiana terapii. Nic więcej.

Chłopca odłączono kilka dni temu od respiratora. Rodzice mówili o sukcesie, bo dziecko przez kilka godzin oddychało samodzielnie.

To, że ktoś jest podłączony do respiratora, to nie znaczy, że respirator całkowicie za niego oddycha. Czasami jest tak, że pacjent wymaga tylko wsparcia ze strony respiratora. Odłączenie pacjenta od respiratora wcale nie oznacza, że on z godziny na godzinę umrze. Sprzęt w takich sytuacjach jest po to, żeby wspomóc pacjenta, a nie po to, by maszyna oddychała za niego.

W przypadku tego chłopca najprawdopodobniej nie doszło do uszkodzenia ośrodka oddechowego. Tak się może jednak stać. Obszar zniszczenia obejmuje coraz większy zakres, będzie dotyczył również ośrodka oddechowego i ośrodka krążeniowego. Wówczas będzie można mówić o śmierci mózgu.

Od czego zależy to, czy lekarze chcą podejmować dalszą walkę o pacjenta?

Wszystkie metody, które podtrzymują oddychanie, wspomagają działanie układu krążenia, są metodami intensywnej terapii. Intensywna terapia jest pomostem dla tych pacjentów, u których widzimy perspektywę wyleczenia. Dlatego podtrzymujemy funkcje życiowe, dając organizmowi szansę na wyleczenie.

W przeciwnym wypadku taka terapia jest daremna.

Trudno się jednak dziwić rodzicom, że chcą walczyć o swoje dziecko.

Lekarze zawsze mają na względzie dobro dziecka, ale dobrem nie jest podtrzymywanie przy życiu za wszelką cenę. Musimy wiedzieć, w którym momencie nie jesteśmy w stanie nic więcej zaoferować. Człowiek ma prawo godnie żyć, ale też godnie umrzeć. Umieranie wśród aparatury medycznej, w momencie, w którym choroba jest nieuleczalna, jest nieludzkie, nieetyczne.

Czasami rodzice mówią nam: "Nieważne, byleby był. Nie możemy znieść myśli, że jego nie będzie". A ja odpowiadam: "Zastanawiali się państwo, czy to jest dobre dla niego?".

Gdzieś rozmywa się czasami dobro pacjenta z naszym dobrym samopoczuciem. Powinno się pozwolić, by takie dziecko odeszło w sposób naturalny.

W komentarzach o sprawie Alfiego pojawiają się hasła takie jak "eutanazja".

W żadnym wypadku nie jest to eutanazja! Eutanazja jest śmiercią na żądanie, musi dojść do aktu wstrzyknięcia np. jakiejś trucizny, która pozbawia człowieka życia.

W przypadku Alfiego Evansa doszło do zrezygnowania z elementu terapii. To nic nie zmieniło w naturalnej ewolucji jego choroby. Współczesna medycyna stawia pokusę podtrzymywania funkcji życiowych pacjenta niemal bez końca. Wysiądą nerki - dializujemy. Nie oddycha - respirator. Nie bije serce - dajemy leki. Można protezować w intensywnej terapii prawie każdy narząd.

Jeżeli w perspektywie tych działań, które nazywamy pomostowymi, jest szansa na wyzdrowienie pacjenta, to usprawiedliwia to ich zastosowanie. Jeżeli tej perspektywy nie ma, to należy zadać sobie pytanie, dokąd to prowadzi i czy są to działania etyczne.

Z kleszczami nie ma żartów. Coraz więcej z nich przenosi groźne kleszczowe zapalenie mózgu

Więcej o:
Komentarze (229)
Alfie Evans. Lekarz: Człowiek ma prawo godnie umrzeć
Zaloguj się
  • diesel_7

    Oceniono 60 razy 46

    Trzeźwo myśląca pani doktor a nie jakaś Brocha z woda święconą ... ci siebie z PiS kazali bym rodzić nawet potworki ... Pogański kraj pogańskie obyczaje jak mawiał klasyk ...

  • ar.co

    Oceniono 53 razy 37

    Jak Wojtyła nie chciał uporczywego podtrzymywania przy życiu, to jakoś nie było problemu z odłączeniem od aparatury.

  • Oceniono 30 razy 26

    Język łatwo fałszuje rzeczywistość. Alfie nie walczy z chorobą, jak pisze wiele osób, on powoli, nieuchronnie, cicho umiera. Nie ma szans tak jak dorosły człowiek, umierający na nowotwór, powiedzieć "Dajcie mi spokojnie umrzeć w domu, z bliskimi przy mnie". Alfiemu nie dano takiej szansy. Takich dzieci jak Alfie jest na świecie wiele. Są też w Polsce. Leżą miesiącami na oddziałach intensywnej terapii. Są odsysane z tchawicy -co jest bolesne, nakłuwane, aby pobrać im krew na badania, żywione przez równe rurki włożone do ich żołądków. Nie reagują na otoczenie, nie nawiązują kontaktu z rodzicami. Leżą. Są przekładne, czasem noszone. Przypominają lalkę, którą opiekują się rodzice, z pomocą personelu medycznego. Podłączone do aparatury, która wspomaga lub zastępuje ich własny oddech. Są poddawane daremnej terapii, która nie może ich wyleczyć. Można by powiedzieć, że lekarze walczą o życie tych dzieci. I to również, tak jak walka Alfiego, jest nieprawdą. Lekarzom jest zwyczajnie wygodnie nie podejmować trudnych dyskusji z rodzicami. Zapominają, że nie rodzice są ich pacjentem, a takie chore dzieci jak Alfie. Trzeba współczuć rodzicom i dokładać wszelkich starań, aby ulżyć ich cierpieniu, ale w imię współczucie nie można zadawać ich dziecku, niczym nie uzasadnionym cierpień. Łatwo zapominamy, że wszyscy jesteśmy śmiertelni. Zespół leczący pacjenta, jeżeli stwierdzi ponad wszelką wątpliwość, że nie może go wyleczyć i zmierza on do nieuchronnej śmierci ma obowiązek zaprzestać terapii daremnej i zająć się opieką paliatywną. To usiłują robić lekarze z Liverpoolu pomimo histerycznej nagonki rozpętanej przez media społecznościowe. Poddają się jej nawet autentyczne autorytety etyczne. Przecież powinniśmy być z rodzicami Alfiego i wspierać ich w akceptacji nieuchronnej śmierci dziecka. To wielki dar, który mogą dać swojemu Alfiemu, spokój odejścia z zachowaniem godności. Niestety "Gdy rozum śpi budzą się upiory" -Goya.

  • me_on_gazeta

    Oceniono 25 razy 23

    Postawa pisowskich polityków, właściwie politykierów, jest tak głęboko nieetyczna i zabobonna, że robi się niedobrze. Jak można zbierać punkty u ciemnej, rozmodlonej gawiedzi, posługując się umierającym dzieckiem?!

  • justas32

    Oceniono 40 razy 22

    Pani Szydło chce wydać miliony złotych dla angielskiego dziecka bez mózgu. Ona uwielbia wydawać nasze pieniądze - zwłaszcza dla swoich. Bo im się przecież należy ...

  • roman.tur

    Oceniono 38 razy 22

    Mądrego to dobrze przeczytać. Ale nie przez przypadek w tej sprawie najbardziej głośni są Włosi i Polacy - dwa katolickie narody, z ogromnymi kompleksami wobec europejskich mocarstw (Francja, Niemcy, UK) ktore sobie swoja polityczna niemoc kompensuja poczuciem dumy z wlasnej religijnej ciemnoty. Brytyjczycy sa do cna pragmatyczni, empiryczni i racjonalni, inaczej zreszta by nie zbudowali imperium pobijajac polowy swiata bedac mala wyspa na polnocy Europy.

  • Alter Pearl

    Oceniono 33 razy 17

    Ciemny lud i tak nie zrozumie... Egoistyczni rodzice, nie potrafiący pogodzić się z tragedią, która spotkała ich i ich potomstwo, wolą mieć ociekające śliną warzywo, które nie potrafi nawet sklecić zdania, samo podnieść się z łóżka czy nawet zaspokoić potrzeby fizjologicznej. Robią z siebie męczenników, żądać pieniędzy od podatników na pomoc itd... A tymczasem "czarni" którzy wręcz nakazują rodzić takie dzieci też potem nie potrafią sklecić zdania na ten ten temat.. ani kiwnąć palcem żeby pomóc. Za to samochody od bezdomnego z chęcią przyjmą.. na tacę od chorych emerytów też.. Szkoda gadać...

  • otopolskiepieklo

    Oceniono 15 razy 13

    dla przypomnienia małe podsumowanie:

    1) jak wspomniano to lekarze/sąd decydują o dziecku - podejrzewam, ze w Polsce jest tak samo - w interesie dziecka a nie rodziców, to że część piszących uważa, ze dziecko to przedmiot i własność rodziców, to nie dziwi, bo ci sami uwazają że zonę można sprać na kwaśne jabło, bo zupa była za słona

    2) lekarze - czyli specjaliści - ocenili jaki jest stan dziecka, to że jakiś znachor gdzieś obiecuje cuda, to ma małe znaczenie

    3) na podstawie faktów sąd zadecydował tak a nie inaczej - choć to może w pierwszym momencie dziwić, jednak ODMOWA ma uzasadnienie - w Polsce tez istnieje 'zaprzestanie uporczywej terapii' - wola rodziny nie ma znaczenia

    4) prawdopodobnie chłopiec ma MDS - absolutnie nieuleczalną chorobę/syndrom do tego niezwykle rzadki - jedynie ok 16 dzieci dotychczas zidentyfikowano z tym syndromem - wszystkie zmarły, nie ma żadnej terapii i chyba jeszcze długo nie będzie

    5) totalnym ZDZICZENIEM jest zachowanie fundamentalistów, którzy atakuja lekarzy, sedziego, nawet posuwają się do aktów bezpośredniej przemocy (co niekoniecznie dziwi, bo to samo srodowisko morduje w USA lekarzy z klinik aborcyjnych - oczywiście w imię życia i miłosci katolickiej). Niestety Polacy judzenie przez polityków i księzy sa bardzo podatnym - jak czytam - srodowiskiem, co jedynie będzie utrwalac ZŁĄ opinię o Polakach (zarówno w UK jak i w całym swiecie)

    6) juz TOTALNYM chamstwem jest zachowanie politykjów typu duda czy szydło, którzy ZNOWU tańczą na trumnach/tragedii i zbijają polityczny kapitał - równie turpistyczne jest zachowanie rutkowskiego, ale to specjalnie nie dziwi

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX