Gorzkie słowa ratownika: Korytarzy życia już nie ma. Kierowcy nie chcą stać w korkach

Ratownicy w rozmowie z TVN24 Łódź stwierdzili wprost: kierowcy przestali tworzyć korytarze życia. Dzieje się tak głównie za sprawą tych, którzy po wypadku, gdy utworzy się korek jadą pod prąd.

O korytarzach ratunkowych głośno, po raz kolejny, zrobiło się w ubiegłym roku, gdy film z autostrady A4 zamieścili strażacy. Wówczas, choć część kierowców usunęła się, tworząc tzw. korytarz życia, to niektórzy z nich nie kwapili się do pomocy, albo po prostu wychodzili z aut, by zerkać, co się wydarzyło. Przez to strażacy musieli ostatnie 400 metrów podbiec do miejsca wypadku.

Po akcji społecznej "Korytarz życia - włącz myślenie", można było oczekiwać, że sytuacja się poprawi. Jednak jak mówi w rozmowie z TVN24 Łódź rzecznik prasowy łódzkiego pogotowia Adam Stępka, korytarze praktycznie przestały występować.

"Korytarzy życia na autostradach w Polsce już nie ma"

- Z bólem musimy stwierdzić, że z każdym miesiącem jest gorzej. Z naszej perspektywy wygląda to tak, że korytarzy życia na autostradach w Polsce już nie ma - mówi Stępka. Jako przykład podaje wydarzenia z ostatniej niedzieli, gdy karetki nie mogły dojechać do poszkodowanych w wypadku na autostradzie A2 (w częśći w województwie łódzkim).

Stępka wyjaśnia, że jest kilka przeszkód na drodze utworzenia korytarza życia. Jednym z nich jest to, że kierowcy zawracają na autostradzie i jadą pod prąd, by uniknąć stania w korku. Zdarzają się też tacy kierowcy, którzy mimo sygnałów od karetek nie zjeżdżają na bok. Niektórzy z nich są jednak usprawiedliwieni - nie mają po prostu gdzie zjechać, ponieważ pas awaryjny jest zablokowany przez zawracających.

- Obyś nigdy nie ucierpiał na autostradzie. Życzę tego wszystkim mocniej niż kiedykolwiek - kwituje Stępka, podkreślając, że po wypadku liczy się każda sekunda.

Więcej o:
Komentarze (123)
Ratownicy o korytarzach życia na autostradach w Polsce
Zaloguj się
  • jan.w2

    Oceniono 28 razy 22

    Trzeba być pie...nym ćwokiem, żeby spowodować wypadek na autostradzie, ale jeszcze większym ćwokiem trzeba być, żeby utrudniać akcję ratunkową. Kiedyś zdarzyło mi się widzieć jak rządowa ku... w rządowym aucie na "kogutach" omijała korek na autostradzie pasem awaryjnym. Inna sprawa, że tzw. służby, a psiarnia w szczególności niemiłosiernie pie... się z usuwaniem skutków wypadku. Jak już są jakieś ofiary, to łażeniu, opisywaniu, medytowaniu, pomiarom i oczekiwaniu niewiadomo na co nie ma końca.

  • krzywelustro

    Oceniono 27 razy 21

    Blokowanie "korytarzy życia" powinno być kwalifikowane jako przestępstwo przeciwko życiu, niezależnie od innych przepisów łamanych przez kierowcę (jazda pod prąd, jazda poboczem, jazda buspasem, jazda pasem ratunkowym, ignorowanie znaków poziomych na jezdni, jazda slalomem za karetką na sygnale jak za pilotem itp.). Z mocy prawa tego typu przypadki powinny być rozstrzygane przez sąd, a zatrzymywanie prawa jazdy w takich przypadkach co do zasady powinno być obowiązkowe.

    To nie jest gołosłowna opinia. Dwa lata temu jako pierwszy przyjechałem na miejsce wypadku na ósemce na Podlasiu. Jedna osoba zginęła na miejscu, trzy były ciężko ranne (w tym dwie nieprzytomne, potężnie krwawiły, ale wyraźnie oddychały). Wykręciłem 112 i czekałem na przyjazd służb, próbując dostać się do poszkodowanych (pogniecione drzwi praktycznie były nie do otwarcia, kierownica wgniatała się w żebra). Pomagali mi inni kierowcy. Niektórzy mieli jakieś metalowe drągi i inne narzędzia, ale niewiele to dało. Droga w obydwie strony była całkowicie zablokowana przez dwa rozbite auta (czołówka), więc natychmiast po obydwu stronach zablokowała się na całej szerokości, bo kierowcy sądzili że jakoś przejadą (a może tylko chcieli sobie popatrzeć). Sygnały dźwiękowe przynajmniej kilku pojazdów uprzywilejowanych słychać było z daleka już po ok. 10 minutach, ale nic nie nadjeżdżało, bo nie miało którędy. Po kolejnym kwadransie przez błotniste pole dojechała lekka karetka. Jednak i jej załoga była dosyć bezradna. Ponad pół godziny po moim telefonie na miejsce wypadku przybiegli(!) zdyszani strażacy z jakimiś łomami w garściach. Dopiero im udało się otworzyć drzwi rozbitego auta. Niestety, dla kierowcy było już za późno na ratunek, umarł podczas przenoszenia do helikoptera.

    Strażacy opowiadali później, że ciężki, dobrze i nowocześnie wyposażony samochód musieli zostawić ok. dwa kilometry przed wypadkiem, bo nie było którędy jechać dalej.

  • pd2016

    Oceniono 23 razy 17

    Kultura jazdy polskich samochodziarzy przypomina "dobrą zmianę" - winni są wszyscy za wyjątkiem ich samych...

  • gazeciarz80

    Oceniono 18 razy 16

    Należy wyposażyć karetki w duże, mocne zderzaki i upoważnić do torowania sobie drogi. A ubezpieczyciele nie powinni zwracać za takie szkody.
    Do tego drakońskie mandaty na podstawie nagrania z karetki i po sprawie. Mówię drakońskie, czyli zaczynające się od 4-5 tys a nie stówa czy dwie

  • js08836

    Oceniono 18 razy 14

    To, że panuje bajzel w podejściu do tzw korytarzy życia, to wina Policji i przekazów w TV, i sposobie nauczania na kursach. Policja apeluje ,aby na drodze dwupasmowej zjeżdżały jak najbliżej lewej krawędzi jezdni i jak najbliżej prawej tak ,aby środek jezdni był przejezdny. No i mamy zamieszanie bo na kursach uczą wyraźnie, że należy na drogach dwujezdniowych zatrzymać w taki sposób, aby pobocze określone linią ciągłą było wolne dla służb ratowniczych i Policji. Tak powinno być w przypadku, gdy droga szybkiego ruchu takie pobocze ma bo właśnie, to pobocze nazywane jest drogą awaryjną. Na niej nie ma prawa zatrzymać się nikt, no chyba, że awaria auta zmusza o tego. Gorzej jest na drogach pozbawionych poboczy ,a takie też są. Wtedy w/g nauczania na kursach na prawo jazdy uczą, że należy na rogach dwujezdniowych zjechać możliwie, jak najbliżej krawędzi pasa jezdni na którym się znajdujesz. Właśnie wtedy następuje udrożnienie środka jezdni. Brak jednoznacznych wytycznych powoduje, że na jezdniach z poboczem jedni zjeżdżają do osi jezdni inni do krawędzi tworząc zator nie do przebycia przez służby ratownicze. Sprawa jest dużo łatwiejsza na drogach dwukierunkowych o jednym pasie ruchu. Na takiej drodze każdy kierowca wie, że należy zjechać jak najbardziej na prawą stronę jezdni. Może w końcu Policja i ośrodki szkolenia zaczną mówić jednym głosem bo, to oni wprowadzają zamęt. Osobiści, jak każdy inny dostosuje się do przepisów, ale muszą być one jednoznaczne nie pozostawiające wątpliwości.

  • sierra65

    Oceniono 22 razy 12

    wolacy to bydlacy - to widać codziennie i wszędzie - w rządzie, w sejmie, senacie, pisowskiej prasie i telewizji i na ulicy !!!

  • dvla

    Oceniono 19 razy 11

    Kierowcy mają przepisy w doopie bo co im grozi???

    Maksymalnie 500 zlotych ? To śmiech na sali

    W Niemczech czy Skandynawii potrafią się błyskawicznie dostosować do lokalnego prawa :)

  • nanabun

    Oceniono 18 razy 10

    Nie trzeba robić "kampanii społecznych", tylko dowalać mandaty. Np. po 5 tys. za zawracanie na autostradzie. Do polactwa inaczej się nie dotrze, jesteśmy zbyt prymitywnym narodem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX