Pisarz na widok dziennikarki miał zawołać: "ku**y już są". Teraz przeprasza. Ale czy na pewno?

Wiktoria Beczek
"Tak powiedziałem? Ku**y już są?" - nie dowierza Janusz Rudnicki po tym, jak dziennikarka ujawniła, co zawołał na jej widok do kolegi. Pisarz przeprasza za swoje słowa, ale trudno uwierzyć w jego poczucie winy.

W najnowszych "Wysokich Obcasach" edukatorka seksualna dr Alicja Długołęcka wyjaśnia czym jest molestowanie, mówi, jak ważne jest ujawnianie takich zachowań i jak zachować się, gdy ofiarą molestowania pada ktoś bliski.

W rozmowie przytoczonych zostało wiele przykładów przekraczania granic, jeden z nich podała dziennikarka, która przeprowadzała wywiad. Anna Śmigulec opowiedziała historię spotkania ze znanym pisarzem, który po wywiadzie odprowadził ją do kawiarni nieopodal i powiedział, że może jeszcze wpadnie tam z kolegą. 

Rzeczywiście, z godzinę później, kiedy siedziałam już z koleżanką, reporterką, dołączył do naszego stolika. Rozmawiamy miło, kafejka pełna ludzi, aż tu nagle w drzwiach pojawia się ów kolega, a pisarz woła do niego: „Chodź, ku**y już są!”. Zamurowało mnie. Nie zrobiłam nic, choć na co dzień jestem asertywna i reaguję, gdy komuś dzieje się krzywda

- opisała dziennikarka. Namówiona przez dr Długołęcką zdecydowała się na podanie nazwiska pisarza. Chodziło o Janusza Rudnickiego, autora m.in. "Chodźcie, idziemy" i "Śmierci czeskiego psa".

Zły, bolesny, ale żart

Odpowiedź Rudnickiego nadeszła niebawem i została opublikowana na stronach "Wysokich Obcasów". Autor nie dowierza, że użył słów "Ku**y już są" i przekonuje, że "to musiało być zaokrąglone". "Coś w rodzaju, człowiek ich szuka po burdelach, a one siedzą tu, we Wrzeniu Świata. Czyli jakaś mikroprzypowieść" - pisze Rudnicki. 

Okolicznością łagodzącą ma być stwierdzenie pisarza, że do mężczyzn też mówi per "ku**o" lub "pi**olino", a kobiety do niego mawiają "cześć, ch**u". "To jest po prostu taka gra na słowa, tylko i wyłącznie na słowa, a nie na ich znaczenie" - czytamy. Rudnicki "jasne, że przeprasza" za swój "bolesny, ale przecież, no trudno, żeby inaczej, żart". 

"Nonapology" Rudnickiego

Komentarz Rudnickiego to w istocie "nonapology", czyli tylko pozorne przeprosiny i kolejne obrażenie adresata. O "nonapology" pisała redakcja Kobieta.gazeta.pl po skandalicznej wypowiedzi Romana Sklepowicza.

Przeprosiny bez poczucia winy są często stosowane w polityce i PR-ze. "Przepraszam osoby, które poczuły się urażone" albo "przykro mi, że tak się poczułeś" to niemal klasyczne przykłady "nonapology". 

W tym przypadku Rudnicki stosuje trzy wybiegi - podważa prawdziwość słów dziennikarki ("Tak powiedziałem? (...) Czegoś tam chyba brakuje"), próbuje zmniejszyć znaczenie tego, co powiedział ("Do mężczyzn też mówię czasami per 'ku**o'") i stwierdza, że był to żart, który stosował tyle razy, a jej jednej nie rozbawił ("Ze wszystkimi można wszystko, tak myślałem, tak chciałem, naiwny."). 

Gdzie gwałt, a gdzie żarty...

Trudno dziwić się formie "przeprosin" Rudnickiego. Zaledwie tydzień wcześniej pisarz pół-żartem padł na kolana przed Agnieszką Kublik z "Gazety Wyborczej", by "wyznać" jej swoje grzechy i na jej ręce złożyć przeprosiny wobec wszystkich kobiet.

Ale Rudnicki mówił coś jeszcze - że akcja #metoo stała się problemem. - Bo jeżeli wszystkie były molestowane to znaczy, że nikt. Jak wszyscy, to nikt. Jeśli coś powszednieje, to powszechne przestaje być groźne - stwierdził. 

Ta mieszanka wpisów od rzeczywiście molestowania, gwałtu, próby gwałtu, po wpisy typu: no miałam 15 lat i ktoś tam za mną krzyknął "lala, bucik ci się roz***rdala". To wszystko jest razem i trochę traci zęby ta akcja

- ocenił pisarz. Niezależnie od jego oceny, wykrzykiwanie obraźliwych haseł za nastolatką to również molestowanie. Jak każde - wyjaśnia kodeks pracy - nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności, poniżenie albo upokorzenie.

Im szybciej zrozumiemy, że takie zachowania sprawiają realną krzywdę, tym lepiej.

Więcej o:
Komentarze (208)
Janusz Rudnicki przeprasza Annę Śmigulec
Zaloguj się
  • pe_ro

    Oceniono 38 razy 26

    Kaczyński o dziennikarce powiedział na konferencji: "ta małpa w czerwonym" - to taka kacza kultura z Żoliborza.

  • shane00

    Oceniono 30 razy 20

    Próbował zgrywać macho przed swoim kolegą. Jeśli potem zostanie sam na sam z kobieta to skończy w 10 sekund i spyta ją czy miała orgazm. A następnego dnia będzie opowiadał kumplom że ja r.chal aż wióry leciały. Niektórzy faceci są tacy żałośni... :/

  • maaac

    Oceniono 25 razy 19

    Facet jednoznacznie wydaje mi się chamem. Chamem i bucem, któremu z jego chamstwem jest dobrze. Jednak gdzie w takiej opisanej w artykule postawie i zachowaniu można dostrzec "molestowanie" to może powiedzieć tylko "edukatorka seksualna", którą od Wisłockiej, Starowicza czy Beaty Uhse dzielą lata świetlne.

    PS. Niestety jedną z nielicznych grzechów, wad, zaniedbań Polski po 1989 było całkowite zniszczenie rangi i magisterki i doktoratu.

  • lina555

    Oceniono 19 razy 17

    "Wysoka kultura" A może tak Wyborcza przestałaby drukować pana Rudnickiego? Ostracyzm to niegłupia sprawa.

  • ohmy

    Oceniono 25 razy 17

    Facet przyznał, że zawsze stosował ten dowcip i wszystkie kobiety nim rozbawiał. Może i się śmiały, ale raczej był to nerwowy śmiech.
    Ciekawa sprawa, że od razu postanowiłam nigdy nie tknąć żadnej z jego książek. Nie byłabym już w stanie przeczytać ich bez uprzedzenia.

  • obeznany

    Oceniono 23 razy 17

    Jakie elyty taki lud. Ciemny.

  • wc-wartosci_chrzescijanskie

    Oceniono 35 razy 15

    Czas patriotów, przepraszam, Czas chamów

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX