"Ludzie toną w ciszy. Nie krzyczą, nie machają rękami". Jak poznać, że ktoś się topi?

"Pomocy!" - krzyczy tonący, machając rękami. Do morza wskakuje Pamela Anderson i płynie na ratunek. Po minucie mężczyzna jest na brzegu. Kilka sekund sztucznego oddychania i już po wszystkim - niedoszły topielec dziękuje ratownikom i idzie do domu. Tak ratowanie tonących wygląda w "Słonecznym Patrolu". A jak jest naprawdę?

Jest dopiero połowa lata, a według wstępnych danych policji od początku kwietnia utonęły już 232 osoby. Ciepła pogoda zaczęła się w tym roku wyjątkowo wcześniej - wcześnie doszło do pierwszych utonięć. Jeszcze przed początkiem lata około 100 osób straciło życie w wodzie. W całym ubiegłym roku utonęło 449 osób, w tym 62 kobiety - wynika z danych policji.

Policja apeluje o rozsądek podczas wypoczynku nad wodą: i zachowanie podstawowych zasad, takich jak przygotowanie się do kąpieli i stopniowe schładzanie organizmu przed kąpielą. Ponadto trzeba pamiętać o tym, by nie skakać do wody w nieznanych nam miejscach i tam gdzie jest to zabronione oraz nie pływać będąc pod wpływem alkoholu. 

Jednak wokół utonięć panuje wiele mitów. Jednym z nich jest właśnie to, że toną osoby nieumiejące pływać. Innym - że topią się najczęściej dzieci. Wg policyjnych statystyk w 2017 utonęło 9 dzieci w wieku do 14 lat i 20 nastolatków w wieku 15-18 lat. Największa grupą wśród ofiar utonięć są mężczyźni w średnim i zaawansowanym wieku. W zeszłym roku w prawie 100 przypadkach przyczyną utonięcia był alkohol. 

O wyjaśnienie kilku mitów związanych z bezpieczeństwem nad wodą poprosiliśmy Łukasza Stępnia, ratownika medycznego i współautora bloga kryzysowo.pl. Przypominamy naszą rozmowę sprzed dwóch lat.

Olga Kołakowska: W internecie krąży historia o kapitanie, który ratuje dziewczynkę tonącą tuż za plecami rodziców. Ojciec dziecka w ogóle nie zauważa niebezpieczeństwa, bo myśli, że tonący głośno wzywa pomocy. Tymczasem najczęściej tonie się bezgłośnie.

Łukasz Stępień: Zgadza się. Osoba, która się topi, ma usta na powierzchni wody przez pół sekundy, maksymalnie sekundę.

Tonący myśli tylko o tym, żeby wziąć haust powietrza, a nie wołać o pomoc.

Nawet język polski jest przeciwko nam w takim momencie. Słowa "ratunku" czy "pomocy" są bardzo długie w porównaniu z angielskim "help". Nie ma możliwości, żeby je wykrzyczeć. Często zresztą w takich przypadkach dochodzi do zachłyśnięcia, woda dostaje się do płuc, do żołądka, co jeszcze bardziej utrudnia wzywanie pomocy.

A jak się porusza tonący? Z filmów znamy taki obraz: krzyki, machanie rękami do ratownika, rozchlapywanie wody.

- Rękami tonący na pewno nie macha, bo, gdy tylko je podniesie, idzie na dno. Raczej stara się rozgarniać wodę, żeby utrzymać się na powierzchni. Często utrzymuje pozycję pionową, czasem próbuje płynąć do tyłu, ale mu to nie wychodzi, ma nieskoordynowane ruchy. Najbardziej charakterystyczne zachowanie tonącego jest takie, że bierze haust powietrza, idzie pod wodę, wynurza się, potem znowu haust i znowu pod wodę. Robi to w chaotyczny, niezgrabny sposób. Jeśli jesteśmy blisko tonącego, np. na statku, to od razu rzuca się w oczy także jego nieobecny wzrok.

Generalnie, jeżeli nie jesteśmy pewni, czy ktoś się bawi, czy naprawdę tonie, najlepiej jest krzyknąć: "czy wszystko w porządku?". Jeśli nam nie odpowie, to sygnał, że trzeba reagować.

Czyli wygląda to zupełnie inaczej niż w "Słonecznym patrolu". Wyobrażam sobie, że ten serial musi strasznie wkurzać prawdziwych ratowników.

- Tak. A największa krzywda, jaką "Słoneczny Patrol" zrobił ratownictwu medycznemu, to pokazywanie fałszywego obrazu resuscytacji. W telewizji to wygląda tak: wyciągamy kogoś z wody, resuscytacja trwa 30, góra 60 sekund i pacjent nagle odzyskuje przytomność, zaczyna kasłać wodą, grzecznie dziękuje ratownikom, a potem odchodzi i wszystko gra.

W rzeczywistości nie jest aż tak przyjemnie. Osoba podtopiona wymaga przyjazdu karetki z pełnym osprzętem.

Resuscytacja też nie wygląda jak w filmie, a trzeba ją prowadzić aż do przybycia pogotowia, co może trwać nawet 45 minut w przypadku małych miejscowości.

W dodatku resuscytacja jest wyczerpująca fizycznie. Najlepszy sposób to prowadzenie resuscytacji przez przynajmniej dwie osoby które zmieniają się co dwie minuty. Właściwe uciskanie klatki piersiowej jest kluczowe dla przeprowadzenia skutecznej resuscytacji.

embed

Szczegółowe informacje nt resuscytacji oraz resuscytacji w wodzie znajdziesz w tutaj (s. 6) i tutaj (s. 40).  

Kiedy można przerwać resuscytację?

- Gdy przyjedzie karetka. Gdy podtopionemu wrócą krążenie i oddech. Albo kiedy zupełnie opadniemy z sił. Resuscytacje powinna zostać również przerwana jeżeli coś zagraża naszemu bezpieczeństwu. Jeszcze jedna ważna sprawa, o której zwykle się nie mówi: osoby podejmujące resuscytację często w zamieszaniu zapominają o wezwaniu pogotowia! To wydaje się absurdalne, ale to jest częsty i poważny problem.

Zwykle, wzywając karetkę, podajemy dyspozytorowi adres. A co powiedzieć, gdy np. jesteśmy na niestrzeżonym kąpielisku?

- Powiedzmy, z jakiej miejscowości szliśmy, jaką drogą, co widzimy wokół siebie. Zwróćmy uwagę na charakterystyczne elementy w okolicy, np. jakiś kościół czy ruiny. Tylko pamiętajmy, że to musi być coś rozpoznawalnego dla każdego. Przypomniała mi się historia z czasów pracy w pogotowiu. Ktoś zadzwonił po karetkę, a gdy zapytaliśmy, gdzie dokładnie jest kąpielisko, na którym doszło do wypadku, odpowiedział "obok chałupy Heńka Maliniaka".

Jeśli to możliwe, ktoś powinien wejść na główną drogę, żeby móc sprowadzić karetkę na miejsce. To najwygodniejsze dla ratowników.

Warto tutaj wspomnieć, że wzdłuż blisko 190 km plaż wybrzeża zachodniopomorskiego co 100 m WOPR zainstalował słupki bezpieczeństwa. Każdy słupek posiada indywidualny numer, który pozwala na natychmiastową lokalizację miejsca wypadku przez służby ratunkowe.

Kto topi się najczęściej?

Wbrew pozorom ci, którzy nie potrafią pływać, nie topią się często. Takie osoby zwykle boją się wchodzić do wody albo trzymają się blisko brzegu.

Wiedzą, na ile mogą sobie pozwolić. Najczęściej toną ludzie, którym wydaje się, że potrafią pływać, tak zwani niedzielni pływacy. Oni chodzą popływać tylko w sezonie, często podkręcają się kroplą alkoholu, a potem np. chcą przepłynąć na drugi brzeg jeziora. I w połowie opadają z sił.

A gdzie najczęściej dochodzi do utonięć?

Pierwsza myśl to oczywiście „w morzu”. Mimo że o tego typu wypadkach słyszymy w mediach najczęściej, to stanowią one tylko drobny procent wszystkich utonięć (3% w 2017r.). Zapewne wciąż to wynika z pewnego respektu przed żywiołem. W rzeczywistości najbardziej niebezpieczne są zamknięte akweny, takie jak jeziora, stawy bądź zalewy. Do ponad 70% wszystkich utopień dochodzi właśnie w tego typu miejscach.

Pływanie po kilku głębszych jest rzeczywiście takie niebezpieczne czy media straszą nas na wyrost?

- Ja uważam, że o tym mówi się wręcz za mało. Od kilku lat prowadzone są wielkie akcje ostrzegające przed prowadzeniem samochodu po alkoholu. Marzy mi się podobna kampania skierowana do pływaków - "piłeś, nie pływaj". Statystyki są bezlitosne. Blisko 25% wszystkich utonięć w zeszłym roku było bezpośrednio spowodowanych nadużywaniem alkoholu.

Alkohol wyzwala w nas poczucie nieśmiertelności - wierzymy, że możemy popłynąć dalej, pozwolić sobie na więcej.

A dodatkowo obniża naszą koordynację ruchową.

Piłeś? Nie wchodź do wody! Alkohol i woda to zabójcze połączenie

Jakie przykłady bezmyślności szczególnie pana szokują?

- Gdy mieszkałem w Warszawie, jeździłem SKM i przez okno widziałem osoby kąpiące się w Wiśle. To fatalny pomysł. Rzeki są najbardziej niebezpiecznym miejscem do kąpieli. Prąd rzeki może nas porwać, a poza tym stale zmienia dno - każdego dnia może być inne. Z kolei na jeziorach plagą są motorówki. Mnóstwo osób przepływa zbyt blisko brzegu, wywołując fale, które przewracają materace czy pontony.

Motorówkarze często ignorują też własne bezpieczeństwo, rezygnując z kapoków.

- W polskiej kulturze kapoki czy kaski rowerowe są synonimem obciachu. A w innych krajach uważa się, że ktoś, kto wchodzi bez kapoka na łódkę, wygląda absurdalnie.

Ale jeśli potrafimy pływać, to chyba można sobie ten kapok odpuścić?

- W żadnym razie. Jeśli nieoczekiwanie wpadniemy do wody, możemy zachłysnąć się wodą albo złapać skurcz . A wtedy nie pomoże nawet to, że świetnie pływamy. Nie ma takiej osoby, która ze skurczem w ręce czy nodze potrafiłaby normalnie pływać.

A dzieci? Jak zadbać o ich bezpieczeństwo? Rodzice często kupują koła ratunkowe, rękawki, dmuchane materace, wierząc, że to uchroni je przed utonięciem. Słusznie?

- To można porównać ze strzeżonymi osiedlami - przekładamy odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo na kogoś innego. Na osiedlu wierzymy, że jest pan ochroniarz, który nas ochroni, i przestajemy dbać o to, żeby zabezpieczyć mieszkanie przed włamaniem czy pożarem.

A tu kupujemy dziecku naramienniki i myślimy, że już nie musimy tak bardzo się nim zajmować, bo przecież nic mu się nie stanie.

Czyli naramienniki nie są w ogóle przydatne?

- Owszem, są. Ale na pewno to nie mogą być naramienniki z taniego supermarketu, bo one mogą szybko sparcieć. Jeśli kupujemy taki sprzęt dla dziecka, to musimy pamiętać, że jakość zawsze kosztuje. Warto też pomyśleć o zakupie kolorowej czapki - nie tylko chroni malucha przed słońcem, ale pozwoli nam łatwiej wyłowić go wzrokiem z tłumu.

Ale najważniejsza i tak jest ciągła kontrola.

Kilkulatek tonie szybciej niż dorosły, wystarczy mu 10 sekund.

A dzieci, jak to dzieci, są ciekawe świata, robią sobie często zabawy np. w sprawdzanie głębokości. Dziecko robi krok, myśli: "o jeszcze mam grunt, przejdę jeszcze kawałeczek dalej". Później kolejny krok: "o, mogę iść jeszcze kawałeczek". A potem przychodzi fala i popycha dziecko nie kawałeczek, tylko kilka kawałeczków dalej, gdzie jest nagły spad. Dziecko straci równowagę, zachłyśnie się wodą...

Czy, jeśli umiemy pływać, to wystarczy, żeby wyciągnąć kogoś na brzeg?

- Pierwsza zasada ratownictwa brzmi "dobry ratownik to żywy ratownik". Często, gdy pierwsi widzimy tonącego, chcemy wbiec do wody i go wyciągnąć. A to zwykle najgorsze, co możemy zrobić.

Tonący jest spanikowany, walczy o życie. Gdy do niego dopłyniemy, może nas potraktować jako słupek, po którym będzie się wspinać, albo jak bojkę, której złapie się kurczowo.

Z takiego uścisku nie da się łatwo uwolnić. Osoba, która nie jest odpowiednio wyszkolona, może z ratownika stać się poszkodowanym.

Nawet jeśli zdołamy prawidłowo złapać tonącego i zacząć go holować, możemy opaść z sił. Holowanie to naprawdę ciężka praca. Tak że najbezpieczniejsze, co możemy zrobić, to wezwać ratowników profesjonalnych - dlatego tak ważne jest, żeby kąpać się na kąpieliskach strzeżonych.

A jeśli ratowników nie ma w pobliżu?

- Wtedy najbezpieczniej jest podpłynąć rowerem wodnym, łódką, kajakiem i próbować wyciągnąć tonącego albo chociaż podać mu wiosło. Odradzam podpływanie na materacach - możemy sami wpaść do wody.

Strzeżone kąpieliska są bezpieczniejsze, ale nie jest ich wcale w Polsce tak wiele.

- Często spotykam się z takim argumentem. Ale tak naprawdę wszystko jest w naszych rękach. Gdy chcemy mieć strzeżone kąpielisko, powinniśmy wystosować pismo do urzędu gminy. Jeśli pozostanie bez odzewu, zacznijmy zbierać podpisy pod petycją. Jest naprawdę wiele sposobów, żeby skłonić urzędników do wyznaczenia strzeżonego kąpieliska.

Komentarze (30)
Jak pomóc tonącemu? Ratownik radzi, co powinniśmy zrobić
Zaloguj się
  • jackanapes

    Oceniono 8 razy 8

    Nie bądźmy małostkowi - Pamela była świetna w przywracaniu niedoszłym topielcom naturalnych funkcji układu krążenia.

  • pogromca_mrowek

    Oceniono 4 razy 4

    Bardzo mało osób tonie. Bardzo mało. Polacy mają bardzo dużo szczęścia - na to co wyprawiają, zwłaszcza narąbani w 3d (bo jakże inaczej się "bawić" nad jeziorem?) więc na to co ludzie wyprawiają jest mało, bardzo mało wypadków śmiertelnych. Większości się udaje.

  • sawicki.wroc

    Oceniono 2 razy 2

    Jak mawiał Marek Kotański w Polsce są trzy główne przyczyny bezdomności.
    Pierwszą jest ALKOHOL drugą jest ALKOHOL a trzecią jest ... tak bez końca. Identycznie są trzy zasadnicze przyczyny tragedii nad wodą oraz tragedii na górskich szlakach i tak dalej.
    Tu nikt nie odkrył Ameryki
    Po prostu - alkohol jest znanym od tysięcy lat środkiem przeciwlekowym i przeciwbolowym. Po alkoholu tak jak po psychotropach człowiek przestaje myśleć racjonalnie i przestaje się bać konsekwencji swoich zachowań. Potem tragedia jest kwestią czasu.

  • antypopisowiec

    Oceniono 2 razy 2

    Kiedyś byłem świadkiem zdarzenia jak pijany kąpał się i nagle zniknął pod wodą. Nikt tego nie zauważył, tylko jego kolega , który skoczył do wody i go uratował. Zauważyliśmy dopiero całe zajście gdy go wyciągał z wody i pospieszylismy z pomocą. Wszystko trwało bardzo krótką chwilę.

  • nstemi

    Oceniono 1 raz 1

    W ubiegłym roku widziałam tonące dziecko. Ze dwa metr od plaży w spokojnej zatoczce, ale mówimy o kilkulatku. Żadnych krzyków, dramatu, tak cicho, nie umiem tego opisać. Zanim mózg przetworzył to co zobaczyłam i zrozumiałam, ze dzieciak jest w ogromnym niebezpieczeństwie upłynęło kilka dobrych sekund. Byłam w wodzie kilka,może kilkanaście metrów dalej, ale szczęśliwie zanim dopłynęłam matka dziecka zauważyła co się dzieje, wpadła do wody i wyciągnęła malucha. Wszystko się dobrze skończyło. Nie wiem jak ten dzieciak sam się tam znalazł, ale faktycznie na własne oczy widziałam: tonięcie jest ciche i bez -z przeproszeniem- fajerwerków. Do dziś nie wiem, czy nie powinnam była od razu wrzeszczeć, że dziecko tonie zamiast płynąć... Moje pływanie-tak do technicznie w miarę poprawnego- "szlifowała" ratowniczka WOPR, która często mi opowiadała jak się ratuje tonących, ale opowiadanie, oglądanie nijak się nie ma to do realu. Ratownicy mają to wyszkolone...

  • ministrant1-pl

    Oceniono 15 razy 1

    W takim katolickim Kraju, jak Polska to nie należy występować przeciw Woli Bożej i ratować podtopieńca, czy już utoplanego, tylko należy uklęknąć, złożyć rączki do modlitwy, tak jak robią to profesjonaliści - księża i modlić się gorliwie o Łaskę Pańską a jak to nie pomoże to robić to samo do Maryji, Królowej Korony Polskiej. Jak i to nie pomoże, należy pogodzić się z wolą Bożą i podziękować za "dar życia wiecznego po śmierci".

  • pomaranczowoczarny

    0

    Tonie się faktycznie milcząco a potem przychodzi taka bezwolność i obojętność, do ostatniej fazy nie doszedłem bo mnie wyciągnięto. Tonąłem 2 razy z czego pierwszego nie pamiętam bo miałem z 3-4 lata i wymazało mi się z pamięci a drugi raz w wieku około 10 lat i tu pamiętam wszystko dokładnie do dziś a upłynęło prawie 35 lat.

  • dziadekjam

    Oceniono 10 razy 0

    Nie tylko "Słoneczny patrol" traktowany jest przez widzów jako źródło wiedzy. Niektórzy podobnie traktują "Jak rozpętałem II Wojnę Światową" :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX