Taka Ciekawostka: NASA chwali się kosmicznym gigantem, który tak naprawdę walczy o przetrwanie

Główna część SLS, w przyszłości największej rakiety kosmicznej w historii, została zmontowana i niedługo ma ruszyć na testy. NASA zorganizowała na początku tygodnia wielką imprezę z tej okazji. Na wiele sposobów podkreślano, jak wielkim osiągnięciem jest SLS i jakie wielkie rzeczy będzie można przy jej pomocy osiągnąć. A tak naprawdę to największe dziecko NASA walczy o przetrwanie.

Sytuacja SLS jest bardzo ciekawa. Z jednej strony to imponująca maszyna - docelowo najpotężniejsza rakieta w historii ludzkości, która umożliwi NASA wysłanie ludzi na Księżyc i Marsa. Z drugiej strony jeszcze przed swoim pierwszym lotem jest przestarzała koncepcyjnie. Do tego horrendalnie droga.

W efekcie nie jest jeszcze pewne, czy historia SLS nie zakończy się bardzo przedwcześnie i nie stanie się jedną z największych pomyłek w historii NASA.

Walka o przetrwanie giganta

Obecne kierownictwo agencji usilnie stara się uniknąć takiej przyszłości, robi więc co może, aby wzmocnić poparcie dla SLS w Waszyngtonie i wśród Amerykanów. Poniedziałkowe wydarzenie w zakładach Michoud w Luizjanie zorganizowano głównie po to, aby pokazać SLS w możliwe najbardziej korzystnym świetle i podkreślić, że prace szybko idą naprzód. Na miejscu był obecny szef NASA Jim Bridenstine, który wygłosił entuzjastyczną mowę na rzecz programu budowy wielkiej rakiety i planów wysłania przy jej pomocy ludzi na Księżyc w 2024 roku.

SLS sama w sobie rzeczywiście jest imponująca. To, co pokazano w zakładach Michoud na obrzeżach Nowego Orleanu, to tak zwany "stopień centralny". Główna, największa, centralna część rakiety. Ma 65 metrów długości i 8,4 metra średnicy. Po zatankowaniu paliwem ma ważyć niemal tysiąc ton. Po jej bokach mają być docelowo montowane dwie dodatkowe rakiety, identyczne do tych jakie pomagały w startach wahadłowcom kosmicznym. Na szczycie ma zostać natomiast umieszczony drugi stopień - mierzący niemal 14 metrów długości, pięć metrów średnicy i ważący po zatankowaniu 30 ton. Na jego szczycie będzie natomiast ładunek. Na razie ma to być nowy załogowy statek NASA - Orion.

W swojej pierwszej wersji SLS nie będzie jeszcze najpotężniejszą rakietą w historii. Dopiero w rozbudowanej wersji oznaczonej Block 2, ma wynosić na orbitę 130 ton ładunku i pobić rekord poprzedniej rakiety księżycowej NASA - Saturn V. 130 ton to odpowiednik około trzech standardowych wagonów pasażerskich PKP.

Opisywanie całej historii powstawania SLS to zadanie na wiele stron. Dość powiedzieć, że prace formalnie rozpoczęto w 2011 roku, na gruzach wcześniejszego programu budowy rakiety Ares V, który nie wyszedł poza fazę projektów. Początkowo zakładano pierwszy lot w 2018 roku i koszt opracowania oraz budowy pierwszy dwóch rakiet rzędu 10 miliardów dolarów. Obecnie pierwszy lot jest zaplanowany na jesień 2020 roku, a koszty urosły gdzieś w rejon niemal 15 miliardów dolarów. Za opóźnienia i wzrost kosztów odpowiedzialny jest głównie koncern Boeing, który buduje "stopień centralny". Audyty NASA jasno wskazują, że od początku źle skonstruowano kontrakt z firmą, źle nadzorowano jego wykonanie a Boeing nieudolnie zarządzał pracami.

embed

Za droga, za późno, za mało nowoczesna

Opóźnienia i wysokie koszty to dwa z trzech głównych zarzutów pod adresem SLS. Trzecim jest to, jak bardzo zachowawczo ją zaprojektowano. W obliczu tego, co tworzą obecnie firmy prywatne, jawi się jako dinozaur. Spóźniony o kilka dekad. Te trzy problemy są powiązane i jest bardzo możliwe, że skończą historię SLS zanim ta na dobre się zacznie.

Kluczową kwestią jest to, jak będzie wyglądać poparcie dla nowej rakiety w Waszyngtonie. To Biały Dom i Kongres decydują o tym, ile NASA dostanie pieniędzy na SLS. Na razie ma ona ich poparcie. Donald Trump wiele razy deklarował chęć możliwie szybkiego ponownego wysłania Amerykanów na Księżyc. Zmusił NASA do przyśpieszenia pierwszego lądowania w ramach programu Artemis z 2028 na 2024 rok. Powołany przez niego na stanowisko Bridenstein również deklaruje poparcie dla tego planu. W Kongresie jest dodatkowo grono polityków wytrwale popierających SLS pomimo kontrowersji, ponieważ wielomiliardowy program oznacza dużo intratnych kontraktów dla firm w ich okręgach wyborczych.

To poparcie nie jest jednak nie do zachwiania. Zwłaszcza, że amerykańskie firmy prywatne dostarczają coraz więcej amunicji krytykom SLS, którzy widzą rakietę nie jako wielkie osiągnięcie, ale wielkie marnotrawstwo. Wielu z nich w ogóle uważa koncepcję lotów załogowych na Księżyc czy Marsa jako chybioną, ponieważ ich zdaniem lepiej używać bezzałogowych sond, które łatwiej i bezpieczniej dostarczą ciekawszych danych naukowych.

Odkładając jednak na bok kwestię sporu pomiędzy zwolennikami misji załogowych a bezzałogowych, SLS jest od początku do końca zaprojektowana jako jednorazowego użytku. Przeczy to obecnym trendom zapoczątkowanym przez firmę SpaceX, czyli staraniom uczynienia przynajmniej fragmentów rakiet wielorazowego użytku, celem ograniczenia kosztów. W przypadku SLS doszło paradoksalnie do regresu w tej kwestii. Jej główne silniki RS-25 to byłe główne silniki wahadłowców kosmicznych, które pozostały po zamknięciu ich programu. Są wielorazowego użytku, ale po zamontowaniu w SLS stały się jednorazówkami.

Problem z alternatywą

Połączenie nieudolnego zarządzania z zachowawczymi rozwiązaniami przekłada się na szacowany bardzo wysoki koszt wielkich rakiet NASA. Pojedynczy start może kosztować od 800 milionów do nawet dwóch miliardów dolarów, w zależności od sposobu liczenia. NASA ma spory problem jednoznacznie określić tą kwotę, ponieważ kontrakt z Boeingiem na "stopień centralny" tak napisano, iż nie można się doliczyć ile właściwie kosztuje pojedynczy.

Cenę dałoby się utrzymać blisko tej dolnej wartości, gdyby od razu podpisać wieloletni kontrakt na budowę kilkunastu rakiet SLS. Jednak oznaczałoby to konieczność wydania około dziesięciu miliardów dolarów, których w budżecie NASA nie ma. Musiałby je dodatkowo przyznać Waszyngton. Jest to uznawane za mało prawdopodobne. Zwłaszcza, że sam program Artemis ma wymagać w najbliższych latach dodatkowych 20 - 30 miliardów dolarów ponad standardowy roczny budżet NASA wynoszący około 20 miliardów. I nie jest pewne, czy Kongres je przyzna.

W Waszyngtonie pojawia się bowiem coraz więcej głosów, że zamiast budować horrendalnie drogą i zachowawczą SLS lepiej po prostu skorzystać z rakiet firm prywatnych. Najczęściej wymieniana jest Falcon Heavy firmy SpaceX. Jeden lot ma kosztować mniej niż 200 mln dolarów. Ma ona jednak o 1/3 mniejsze możliwości niż pierwsza wersja SLS i misja na Księżyc wymagałaby dwóch startów. Jednak co najważniejsze nie jest certyfikowana do lotów załogowych.

Szef SpaceX Elon Musk przyznał, że nie ma planów ubiegać się o taki certyfikat NASA. To skomplikowany proces, który okazał się dla jego firmy małym koszmarem przy okazji prac nad niewielką kapsułą Dragon 2 wynoszoną przez rakietę Falcon 9 do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wymusił przekonstruowanie szeregu rozwiązań i rezygnację z tych najbardziej awangardowych (lądowanie na stałym lądzie przy pomocy silników rakietowych - teraz są to klasyczne spadochrony i do wody). Wymagania NASA w kwestii bezpieczeństwa są po prostu bardzo ostre, co nie współgra z filozofią działania Muska, dla którego zachowawczość i konserwatyzm to wróg. Agencja kosmiczna woli jednak chuchać na zimne nauczona tragediami z przeszłości.

Poza Falcon Heavy potencjalnym rozwiązaniem mogłaby być rakieta Delta V Heavy firmy United Launch Alliance. Ta ma jednak jeszcze gorsze osiągi niż Falcon Heavy przy wyższych kosztach. Nie jest też certyfikowana do lotów załogowych. Inne potencjalne rozwiązania z rynku prywatnego nie osiągnęły nawet stadium prototypu.

Biorąc to wszystko pod uwagę, NASA na początku 2019 roku przeprowadziła analizy i uznała, iż obecnie nie ma alternatywy dla SLS. Nie ma rakiety, która pozwoliłaby osiągnąć założone lądowanie ludzi na Księżycu w 2024 i jednocześnie ograniczyć koszty. Po postraszeniu Boeinga zerwaniem kontraktu na SLS, przyznano więc, że na razie nie można tego zrobić.

Ostatnie podrygi

Los wielkiej rakiety rozstrzygnie się definitywnie najpóźniej w połowie przyszłej dekady. Jeśli uda się okiełznać galopujące koszty i opóźnienia oraz rzeczywiście polecieć na Księżyc w 2024 roku, jest możliwe, że Waszyngton będzie skłonny dalej w nią inwestować. Jednak jeśli to się nie uda, to najpewniej zostanie skasowana.

Do 2025 roku ma bowiem latać wielka rakieta Muska o nazwie Superheavy o teoretycznie większych możliwościach niż SLS i w pełni wielokrotnego użytku. Od początku jest planowane uzyskanie dla niej certyfikacji do lotów załogowych. Do tego czasu ma też latać rakieta New Glenn firmy Blue Origin założonej przez Jeffa Bezosa (szef Amazona) o osiągach gorszych od SLS, ale w większości wielokrotnego użytku i potencjalnie wielokrotnie tańsza.

Najbliższe lata będą więc ciekawym okresem dla fanów lotów kosmicznych. Swoistym wyścigiem pomiędzy państwowym a prywatnym. NASA deklaruje, że nie będzie miała oporów przed wykorzystywaniem rakiet firm prywatnych o ile będą rzeczywiście tańsze i tak samo niezawodne. Jeśli tak się stanie, to SLS będzie ostatnim podrygiem klasycznego amerykańskiego państwowego programu kosmicznego.

Osobiście obstawiam, że tak właśnie się stanie. Dalszy rozwój SLS zostanie skasowany wobec tańszych i równie dobrych alternatyw prywatnych. Jednak o ile nie dojdzie do jakiejś katastrofy w fazie prób, to stanie się to dopiero za kilka lat. SLS będzie miała najpewniej swój "łabędzi śpiew"i wyśle ludzi ku Księżycowi, aby potem odejść do lamusa.

Więcej o:
Komentarze (220)
Rakieta SLS NASA gotowa do wstępnych testów. Zmontowano kluczową część
Zaloguj się
  • ref-lex

    Oceniono 23 razy 11

    Nie ma problemu. Sa tutaj pod spodem wybitni … polscy specjaliści, ktorzy ocenia i wyjasnia swiatu zaasadnosc i przydatność rakiet amerykańskich. W koncu to polacy wymyslili samochod syrene i lampe naftowa.

  • adin_null_adin

    Oceniono 8 razy 4

    Wygląda na to, że gdy chińscy astronauci pomalują Księżyc na żółto nie będzie miał kto napisać Coca-Cola.

  • panitutajniestala

    Oceniono 8 razy 4

    Jak sie o tym wszystkim Greta Thunberg dowie, to marny ich los....., i tej rakiety tez :)

  • kertog123

    Oceniono 22 razy 4

    Artykuł utrzymany w pesymistycznym tonie a rzeczywistość wygląda tak: przeymysł kosmiczny rozwija sie w KOSMICZNYM tempie. Głównie dzieki SpaceX, Blue Origin i paru innym prywatnym podmiotom. Dosłownie w ciągu kilku lat powstały rakiety wielokrotnego użytku, koszt wysłania 1kg ładunku w kosmos spadł chyba 10 krotnie, a wraz z powstanie SpaceX Starship spadnie jeszcze wielokrotnie. Nadchodzi czas prawdziwego podboju kosmosu na wielką skalę. Dosłownie kilka lat dzieli nas od powstania bazy na orbicie księzyca. Praktycznie co kilka dni któraś agencja lub prywatna firma wysyła ładunek na orbitę, ba były takie dni na początku tego roku że na 1 dzień zaplanowane były trzy różne misję. Stało sie to tak powszechne, że serwisy tv o tym nawet nie informują. Niestety Polska jak zwykle 50 lat do tyłu. Morawiecki bredzi coś o lotnisku w Radomui podczas gdy trzeba by poważnie zastanowić sie nad budową kosmodromu. Nawet Węrzy wyprzedzają nas o kilka długości wysyłając swojego satelitę i planując wysyłkę astronauty na ISS. Nasi włodarze za to zajeli sie przejmowanie sądów i cofają nas do początków XX wieku

  • slowiczek_poznanski

    Oceniono 5 razy 3

    wojtek - czku ta niewydolna "panstwa" firma jaka jest NASA ponad 50 lat temu wyslala kilka ekspedycji na Ksiezyc by sobie chlopcy pograli tam w golfa i poszaleli 'melexem".
    Ta niewydolna "panstwowa" firma miala promy kosmiczne o jakich inni moga tylko pomarzyc.
    Ta niewydolna "panstwowa" firma zainstalowala GPS (nawet odbierany na furmankach), masz dzieki nim internet.
    Ta niewydolna "panstwowa" firma do spolki z inna niewydolna "panstwowa" firma jaka jest Pentagon ma, nikt nie wie ile, "X-37B" zdolnych do kontrolowania co sie dzieje na orbicie okoloziemskiej.

    A tak przy okazji, E. Musk bez NASA $$$ i ich specjalistow tez daleko tzn. wysoko by nie polecial.

    To o czym gen. Kwast mowi jest realizowane tylko ciebie wojtus nikt nie poinformowala.
    Bo po co.
    Ta niewydolna "panstwowa" firma wyslala dziesiatki roznych takich ladujacych na Marsie, krecacych sie po Ukladzie Slonecznym, a wyslane w 1977r. Voyagers 1-2 opuscily Uklad Sloneczny i ciagla "nadaja".

  • crichton1

    Oceniono 17 razy 3

    Problem z SLS jest taki, że SpaceX to nie tylko Elon Musk. To bardzo pragmatyczny sztab specjalistów od budowy rakiet przekonanych, że zmieniają świat. Oni myślami od dawna są na Marsie, a wraz z nimi reszta ludzkości. Mimo, że ich bezkonkurencyjne rakiety Falcon 9 niemal zmonopolizowały rynek lotów na orbitę, firma SpaceX od dwóch lat konsekwentnie realizuje plan ich całkowitego zastąpienia nową rakietą o nazwie BFR, która docelowo ma być jedyną rakietą budowaną przez ich firmę. BFR w założeniach ma być rakietą wielokrotnego użytku jak samolot. Ma umożliwić więcej niż jeden lot jednego dnia. Na Marsa ma zabrać sto osób a nie trzech astronautów. Koszty lotu na samym początku mają być przynajmniej sto razy niższe niż dotychczasowe koszty lotu jednej rakiety NASA, a to ma być zaledwie początek, skoro ich marzeniem jest, żeby każdego kto chce było stać na lot na Marsa. Oprócz SpaceX tą samą ścieżką podąża firma Blue Origin, które choć na razie jest w tyle za SpaceX, jest daleko przed NASA. Jedyna szansa dla programu SLS jest taka, że SpaceX nagle zaprzestanie robić to co robi. A na to się nie zanosi. Rakiety, które po wykonaniu zadania lądują z powrotem na ziemi, były 1 0 lat temu science-fiction. Dzisiaj niemal wszystkie rakiety SpaceX i Blue Origin robią to rutynowo. Przyszłość lotów załogowych w kosmos wyznaczać będzie konkurencja między firmami SpaceX, Blue Origin i miejmy nadzieję innymi, a nie rakiety jednorazowego użytku budowane przez NASA dla wąskiej grupy astronautów.

  • ozyrys

    Oceniono 1 raz 1

    Widzę że tu piszą sami ,,eksperci,,

  • snowbird1

    Oceniono 5 razy 1

    Eh, Boening, znowu ten Boeing. A tak w ogole to caly koncept SST jest o d... potluc. Zamiast prywatnej inicjatywy, panstwowy moloch, zamiast budowy osobnych czesci rakiety na ziemi a calego montazu na orbicie co obnizyloby koszty, montaz dinozaura na ziemi i start z powierzchni planety. SST to wlasciwie powtorka "Saturna", tak samo niewydajna i rozrzutna. Blad koncepcyjny od samego poczatku, daj Boze, ze do konca.

  • zdzisiek66

    Oceniono 21 razy 1

    Miliardy $ wydane, a jak trzeba wysłać astronautę na orbitę, to nadal trzeba grzecznie Rosjan poprosić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX