"Przez pięćdziesiąt lat Karadima wykorzystał dziesiątki chłopców w wieku od 12 do 17 lat, na ogół białych i blondynów"

Sprawą byłego księdza Fernando Karadimy Chile żyje do dziś. Watykan bardzo długo milczał i przymykał na nią oczy. Wielu młodych ludzi zostało zaś głęboko skrzywdzonych. "Według czternastu świadków na procesie i około pięćdziesięciu zarejestrowanych skarg pierwsze przypadki molestowania seksualnego miały miejsce pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku i powtarzały się do 2010 roku. Przez pięćdziesiąt lat Karadima wykorzystał dziesiątki chłopców w wieku od 12 do 17 lat, na ogół białych i blondynów" - pisze Frédérik Martel w książce "Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie".

Fragment książki Frédérika Martela "Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie" dotyczący sprawy Karadimy:*

(...) W trakcie innej kolacji, gdy Santiago Schuler częstuje mnie czerwonym winem, którego jest w Chile wyłącznym sprzedawcą, pytam go o "homoseksualny dwór" [Augusto] Pinocheta. Przywołujemy całą serię
nazwisk i za każdym razem Schuler podnosi telefon i rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi pozostającymi kiedyś w bliskich kontaktach z Pinochetem, odtwarza gejowskie albo przyjazne gejom otoczenie dyktatora. Stale powtarzają się nazwiska sześciu osób. Wszystkie te osoby są bezpośrednio związane z nuncjuszem apostolskim Angelo Sodanem [w latach 1991-2006, za czasów Jana Pawła II, sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej - przyp. red.].

Najsłynniejszą z tych osób jest Fernando Karadima. To katolicki ksiądz, który w latach osiemdziesiątych kieruje parafią El Bosque w śródmieściu Santiago. Udałem się tam. Kościół parafialny znajduje się w eleganckiej dzielnicy Las Condes, zaledwie kilkaset metrów od nuncjatury. Angelo Sodano był więc sąsiadem Karadimy, chodził do niego w odwiedziny pieszo. Był to zarazem kościół, do którego uczęszczali ochroniarze Pinocheta. Dyktator miał dobre relacje z Karadimą. Chronił go przez długi czas, mimo powtarzających się od lat osiemdziesiątych pogłosek o popełnianych przez niego nadużyciach seksualnych.

Według kilku źródeł parafia Karadimy, tak jak nuncjatura Sodana, była infiltrowana przez służby bezpieczeństwa. Homoseksualizm chilijskiego księdza był więc już wtedy znany wszystkim oficjalnym
osobistościom, tak samo jak jego wybryki seksualne.

- Pinocheta fascynowały informacje o homoseksualistach, które przekazywali mu jego przyjaciele, informatorzy i agenci. Interesował się przede wszystkim gejami wśród hierarchów katolickich - mówi
mi Schuler.

Kiedy pytam o to Ernesta Ottone, byłego przywódcę chilijskiej partii komunistycznej, długo przebywającego na wygnaniu poza krajem, przedstawia mi interesującą analizę:

- Pinochet był na początku źle widziany przez Kościół. Musiał znaleźć jakichś księży pinochetystów, proboszczów, ale też biskupów.Ta kampania rekrutacyjna, to formowanie grupy sojuszników dyktatury było właśnie zadaniem kościoła Karadimy. Sodano bronił tej strategii, a ponieważ nuncjusz był znanym antykomunistą i do tego osobą niezwykle próżną, urok władzy zrobił swoje. Należał do twardej prawicy. Moim zdaniem Sodano był po prostu pinochetystą.

Inny lewicowy przywódca, Marco Enríquez-Ominami, kilkakrotny kandydat w wyborach prezydenckich w Chile, również potwierdza skłonności Sodana do pinochetyzmu.

Nuncjusz apostolski staje się więc zaufanym powiernikiem Karadimy do tego stopnia, że jedno z pomieszczeń przeznaczonych dla niego w El Bosque nazwano "la sala del nuncio" (salon nuncjusza). Tam poznaje wielu seminarzystów i młodych księży, których przedstawia mu osobiście Karadima. Chilijczyk staje się więc pośrednikiem, Włoch jest mu wdzięczny za ten rodzaj uprzejmości. Ci młodzi ludzie krążą wokół Kościoła i Unii Kapłańskiej. Do Unii należy pięciu biskupów i dziesiątki bardzo konserwatywnych księży. Ale organizacja jest bez reszty oddana Karadimie – podobnie jak Legioniści Chrystusa będą oddani księdzu Marcialowi Macielowi.

To był rodzaj sekty, Karadima był jej szefem

- komentuje adwokat Juan Pablo Hermosilla. - Ani Opus Dei, ani Legioniści Chrystusa nie byli jeszcze w Chile dobrze ulokowani, grupa Karadimy w pewnym stopniu przecierała im szlaki.

Za pośrednictwem tej księżowskiej sieci i dzięki swym osobistym kontaktom wśród homoseksualistów Karadima ma dokładne informacje o chilijskim klerze.

- Karadima pracował ręka w rękę z Sodanem - dodaje Hermosilla.

Angelo Sodano w Warszawie w 2003 roku podczas procesji Bożego Ciała (fot. Wojciech Olkuśnik / AG)Angelo Sodano w Warszawie w 2003 roku podczas procesji Bożego Ciała (fot. Wojciech Olkuśnik / AG) Angelo Sodano w Warszawie w 2003 roku podczas procesji Bożego Ciała (fot. Wojciech Olkuśnik / AG)

Swoim gościom dawał do zrozumienia, że ma niemałe wpływy. Utrzymuje, że jako nuncjusz ma wysokie notowania w Rzymie i jest chroniony bezpośrednio przez Jana Pawła II, co wydaje się wielką przesadą.

- Pozował na świętego i zresztą seminarzyści nazywali go "el santo, el santito". Mawiał, że będzie po śmierci kanonizowany – dodaje Hermosilla.

Mónica González, znana chilijska dziennikarka śledcza, potwierdza: - Karadima chciał wiedzieć wszystko o życiu prywatnym księży, słuchał plotek i pogłosek. Interesował się księżmi postępowymi i wytrwale sprawdzał, czy byli gejami. Wszystkie te informacje przekazywał nuncjuszowi, aby zablokować karierę tych z lewicy.

Możliwe, że te informacje mogły być przekazywane przez Sodana jego faszystowskim przyjaciołom albo przez Karadimę bezpośrednio Pinochetowi i doprowadziły do aresztowania postępowych księży. Kilku świadków wspomina tajne narady Sodana z Sergió Rillónem, sługusem Pinocheta, i wymianę informacji
między nimi. Sodano, który ma posłuch u Karadimy i pyszni się swoją wielką wiedzą, mógłby zatem dzielić się swoimi tajemnicami z chilijskim dyktatorem.

Wielu oficerów armii, agentów tajnej policji Pinocheta i kilku jego osobistych doradców, jak Rodrigo Serrano Bombal, były oficer, albo Osvaldo Rivera, jego człowiek od kultury, to również bywalcy kościoła Karadimy. Ministrowie i generałowie Pinocheta jako dobrzy katolicy tam chodzą na msze.

Można nawet powiedzieć, że El Bosque staje się w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych parafią dyktatury i istotnym miejscem dla chilijskich faszystów. Jest ich tak wielu, mają tak wiele zbrodni
i występków do odpokutowania, że można się zastanawiać, jakim cudem mogą przystępować do komunii i mieć nadzieję na czyściec! Chyba że ksiądz Fernando Karadima z błogosławieństwem nuncjusza obiecuje im od razu raj.

Według wszystkich świadectw Angelo Sodano jest postacią wciąż obecną w El Bosque. Stale pokazuje się w towarzystwie Karadimy, czasem odprawia z nim mszę. Wysłannik Jana Pawła II, faszysta w życiu kościelnym i zarazem piękność nocy, podczas niektórych ceremonii pokazuje się nawet u boku Pinocheta. Poza tym obraca się w profaszystowskim i wściekle antykomunistycznym środowisku dyktatora. Kontaktuje się bezpośrednio z Sergió Rillónem, szarą eminencją Pinocheta, który zajmuje się osobiście sprawami religijnymi, a także z Francisco Javierem Cuadrą, szatańskim specjalnym doradcą dyktatora, potem jednym z jego ministrów, a w końcu ambasadorem Watykanie (odtajnione archiwa CIA potwierdzają te informacje,
tak samo jak Osvaldo Rivera, inny bliski doradca Pinocheta, z którym też rozmawialiśmy).

Sodano wydaje się dobrze czuć w tym faszystowskim środowisku. Ochrona Pinocheta traktuje go jak jednego ze swoich, bo jest arcybiskupem, osobą godną zaufania, choć nieprzeniknioną. Ponieważ
ma kontakt z Janem Pawłem II i uchodzi za przyszłego kardynała, staje się cennym pionkiem w grze. On z kolei, dumny, że wzbudza takie zainteresowanie, podwaja swoje starania. Roosevelt mawiał, że
nie można nigdy lekceważyć człowieka, który sam siebie przecenia! Próżny jak mało który nuncjusz przyszły "dziekan kardynałów" ma dumę i ego w rozmiarze XXL.

Ambitny Sodano lawiruje więc między swymi wieloma tożsamościami, unikając splatania tych sieci i pozostawiania śladów. Starannie odgradza od siebie różne życia, tak że utrudnia to rozszyfrowanie detali jego pobytu w Chile. Jest więc karykaturą tego, co po angielsku nazywa się „control freak”, obsesjonatem kontroli. To człowiek pełen rezerwy, nawet nieodgadniony. Zarówno w Chile, jak i później, w Rzymie, Sodano jest bardzo ostrożny, dyskretny, tajemniczy – z wyjątkiem chwil, kiedy taki nie jest. Tak się dzieje
w przypadku jego wyjątkowej "falliczno-morskiej" relacji z niejakim Rodrigo Serrano Bombalem.

A cóż to za nazwisko, ten Bombal! Cóż za rodowód! Jakie CV! Jest to zarazem jedna z osób odpowiedzialnych za El Bosque, oficer rezerwy marynarki, agent tajnych służb Pinocheta i kryptogej
(jego przynależność do DINA - Dirección de Inteligencia Nacional - została poświadczona aktem jego nominacji, do którego dotarła dziennikarka Mónica González. Potwierdzone zostało też zatrudnienie go w policji, a także, dzięki zeznaniom pod przysięgą podczas procesów przeciwko dyktaturze,  homoseksualizm).

Skąd pochodzą te wszystkie wiadomości i czy są one godne zaufania? Otóż wszystkie te informacje są dostępne w dokumentach i w zapisach przesłuchań świadków w "sprawie Karadimy".

W wielu donosach, przynajmniej od roku 1984, pojawiały się oskarżenia o wykorzystywanie seksualne pod adresem Fernando Karadimy. Angelo Sodano (sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej za czasów Jana Pawła II - przyp. red.), w czasach, kiedy się z nim spotykał, nie mógł o tym nie wiedzieć.

Fernando Karadima wybierał młodych chłopców, którzy mieli problemy rodzinne, i bardzo silnie wiązał ich ze swoją parafią. Stopniowo separował ich i oddzielał od rodzin, aby w końcu móc ich wykorzystywać. Ten system był jednak dość ryzykowny, bo chłopcy na ogół należeli do rodzin z chilijskiej elity

- opowiada mi Juan Pablo Hermosilla, adwokat wielu ofiar.

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych postępki księdza stale budzą oburzenie, ale gejowskie otoczenie Pinocheta i chilijski episkopat osłaniają Karadimę i wyciszają wszelkie afery. Watykan,
gdzie w międzyczasie Angelo Sodano został sekretarzem stanu, również kryje Karadimę. Domaga się nawet od chilijskiego Kościoła, żeby go nie potępiał (wersja oficjalna głosi, że Watykan miał się dowiedzieć o "aferze Karadimy" dopiero w 2010 roku, kiedy Sodano nie był już sekretarzem stanu. Kardynał Santiago de Chile Francisco Javier Errázuriz miał opóźnić przekazanie dossier do stolicy apostolskiej, zatrzymując je przy sobie i nie reagując przez siedem lat - co powinno dziś zaniepokoić wymiar sprawiedliwości).

Powody, jakie pchnęły Sodana (a także kardynałów Errázuriza oraz Bertonego, który zastąpił Sodana w funkcji sekretarza stanu w 2006 roku) do krycia tego księdza pedofila, są wciąż niewyjaśnione. Wszystko każe przypuszczać, że nie chodziło o ochronę tylko jednego księdza oskarżonego o wykorzystywanie seksualne, ale o cały system. Kościół i dyktatura Pinocheta były w niego wmieszane, mogłyby więc dużo stracić, gdyby ksiądz Karadima zaczął mówić. W imię systemu Sodano będzie też wciąż bronił księży oskarżonych o wykorzystywanie seksualne – żeby chronić instytucję, osłaniać przyjaciół, a być może także zabezpieczać siebie.

Według czternastu świadków na procesie i około pięćdziesięciu zarejestrowanych skarg pierwsze przypadki molestowania seksualnego miały miejsce pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku i powtarzały
się do 2010 roku. Przez pięćdziesiąt lat Karadima wykorzystał dziesiątki chłopców w wieku od 12 do 17 lat, na ogół białych i blondynów.

Dopiero po końcu dyktatury, w 2004 roku, wszczęto przeciwko niemu formalne dochodzenie. Trzeba było jednak czekać aż do roku 2011, aby cztery szczegółowo udokumentowane skargi uznano za możliwe do przyjęcia (choć przedawnione). Wtedy też, gdy Benedykt XVI odsunął kardynała Sodana, Watykan nakazał wszczęcie procesu kanonicznego. Ojciec Karadima został uznany za winnego molestowania seksualnego nieletnich i ukarany, ale do stanu świeckiego został przeniesiony dopiero we wrześniu 2018 roku przez papieża Franciszka. Według moich informacji przeszło osiemdziesięcioletni Karadima wciąż mieszka w Chile, w odosobnionym i utrzymywanym w tajemnicy miejscu.

Od roku 2010 Kościół chilijski jest z powodu tej afery poważnie "skompromitowany" i "zdyskredytowany" - jak to nazywa Pablo Simonetti. Liczba wiernych gwałtownie się zmniejszyła, a wskaźnik zaufania do katolicyzmu spadł z pięćdziesięciu do dwudziestu dwóch procent.

Wizyta papieża Franciszka w 2018 roku rozdrapała rany: Franciszek wydawał się najpierw chronić pewnego bliskiego Karadimie księdza oskarżonego o molestowanie seksualne. Bez wątpienia trzeba widzieć w tym błędzie nie tyle - niestety - pomyłkę, ile desperacką próbę ratowania całego układu Karadimy i jego wspólników z kardynałami Sodano, Ezzatim i Errázurizem włącznie.

Po dokładnym przeanalizowaniu sprawy papież ostatecznie w opublikowanym liście przeprosił za to, że popełnił "poważne błędy w ocenie i [w moim] postrzeganiu sytuacji, szczególnie z powodu braku
prawdziwych i wyważonych informacji". Papież wyraźnie wskazuje w ten sposób tych, którzy źle go informowali: w opinii prasy chilijskiej może tu chodzić o nuncjusza Ivo Scapolę albo o kardynałów
Ricardo Ezzatiego lub Francesco Javiera Errázuriza - wszyscy trzej pozostawali w bliskich kontaktach z Angelo Sodanem. W konsekwencji wszyscy chilijscy biskupi złożyli rezygnację i sprawa nabrała
wymiaru międzynarodowego. Kilku kardynałów, w tym Errázuriz i Ezzati, zostało już oskarżonych przez chilijski wymiar sprawiedliwości. Pojawią się na pewno kolejne świadectwa.

W tym rozdziale wykorzystuję dokumenty procesowe i zeznania ofiar, w tym Juana Carlosa Cruza, z którym rozmawiałem, a także dokumenty przekazane przez głównego prawnika ofiar, Juana
Pabla Hermosillę, który pomagał mi w śledztwie. Ksiądz Samuel Fernández, który wyraził skruchę, również zdecydował się mówić.

*Książkę Frédérika Martela "Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie" można kupić na stronach kulturalnysklep.pl i Publio.pl>>

'Sodoma' Frederic Martel'Sodoma' Frederic Martel Materiał wydawcy

Więcej o:
Komentarze (99)
"Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie", fragment książki Frédérika Martela o Fernando Karadimie
Zaloguj się
  • mcguirre

    Oceniono 32 razy 28

    Powoli okazuje się, że przenajświętsze i umiłowany przez naród JP2 mógł mieć tyle brudu za paznokciami, że pod jego ciężarem zacznie spadać z cokołów...

  • yomosa1978

    Oceniono 22 razy 22

    takich przypadków w tej ksiązce jest sporo. Najbardziej mnie bawiły opisy Dziwisza (zwanego w Watykanie do dziś dnia "wdową"), jako takiego niezbyt rozgarnietego człowieka:D

  • 11krzych

    Oceniono 26 razy 20

    Skoro dymał na ogół białych i blondynów, to wynieść go na ołtarze i zrobić patronem Wszypolaków i ONR-u.

  • barakuda62

    Oceniono 19 razy 17

    Przestają mnie te rewelacje już ruszać- jak widać szambo tej instytucji jest tak rozległe że można rzec powszechne jak KK jest ponoć powszechny.

  • jego_eminencja

    Oceniono 18 razy 16

    Najgorszym pomyslem jest zeby wyposzczonych erotomanów otaczac dziecmi… to tak jakby dzieci wysylöac do wiezienia , zeby sie kolegowali z wiezniami. Homoseksualne zachowania wystepuja wszedzie gdzie mamy skomasowanych wyposzczonych mezczyzn, garnizon wojskowy, internat, wiezienie, ksieza to sa bomby zegarowe, sfrustrowani seksualnie, w matni mastrubacji z poczuciem winy, zyja w zaklamaniu, bo nie mozna nie walic konia ponad tydzien czasu, przy najlepszych checiach. A wiec oanizm potem spowiedz i znowu onanizm, spirala grzechów, co z czasem demoralizuje ksiezy, bo widza ze wymaga sie od nich rzeczy niemozliwych

  • freejazzy

    Oceniono 17 razy 15

    A w latach 90' nasi polscy parlamentarzyści Pinochetowi ryngraf matki boskiej zawieźli. Tak polska prawica właziła w żopę faszystom i dyktatorom. Zawsze za rękę z kościołem, zgroza...

  • artau

    Oceniono 15 razy 13

    Chyba nikt nie myśli, że w Polsce było i jest inaczej.
    Widzimy ledwo czubek góry lodowej, to będzie zaje.....ste trzęsienie ziemi - t e j z i e m i !
    Tzw prezes - prawdopodobnie krypto gej - musi bronić instytucjonalnego kościoła, bo to jego być albo nie być. Ciekawe...

  • pszczy2000

    Oceniono 15 razy 13

    Co w tym temacie ma do powiedzenia pisowski europoseł,niejaki Legutko?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX