Chciał się za niego wymienić nawet papież. Nic nie pomogło. Po 55 dniach znaleziono ciało podziurawione kulami

To porwanie wstrząsnęło Włochami i zmieniło kurs, w którym podążyła ich historia. Wielce poważany wielokrotny premier, bardzo prawdopodobnie przyszły prezydent, architekt przełomowego porozumienia pomiędzy prawą a lewą stroną sceny politycznej, został brutalnie zamordowany po niemal dwóch miesiącach w niewoli lewackich bojówek. Za Aldo Moro chciał się wymienić nawet papież. Wszystko na nic.

Do dramatu, który odcisnął trwałe piętno na Włoszech, doszło 41 lat temu. Teraz, w jego kolejną rocznicę, znów jest o nim głośno. Córka zamordowanego polityka apeluje do papieża Franciszka, aby zatrzymał proces beatyfikacji jej ojca. Kobieta twierdzi, że pamięć o Aldo Moro jest traktowana instrumentalnie i powstał na jej bazie "biznes śmierci, na którym żeruje wiele osób". Maria Fida Moro prosi wobec tego, aby go nie napędzać i nie czynić jej ojca świętym. To bezprecedensowa prośba.

Jeden z najważniejszych włoskich polityków

Otwarty list Marii Fidy Moro wywołał duże poruszenie nie tylko we Włoszech. Pamięć o jej ojcu jest w kraju ciągle żywa. 41 lat temu był jedną z głównych figur na włoskiej scenie politycznej. Jego kariera zaczęła się tuż po II wojnie światowej w szeregach partii chadeckiej (Democrazia Cristiana, DC). Zajmował kolejno stanowiska ministra sprawiedliwości, edukacji i spraw zagranicznych. W 1963 roku po raz pierwszy został premierem. Pełnił tą funkcję pięć lat, a potem znów niecałe dwa lata pomiędzy jesienią 1974 roku a latem 1976. Był jednym z najdłużej urzędujących szefów rządów Włoch w latach powojennych, co jest nie lada sukcesem na tej rozdrobnionej i chaotycznej scenie politycznej.

Jego wielkim osiągnięciem była kluczowa rola przy wypracowaniu tak zwanego "historycznego kompromisu", czyli porozumieniu o współpracy pomiędzy chadecją a komunistami. Dawało ono nadzieję na stworzenie stabilnego rządu, co wcześniej było trudne w latach współpracy chadecji z koalicją bardziej umiarkowanych partii lewicowych. "Historyczny kompromis" miał dać Włochom tak bardzo potrzebną stabilizację, jednak miał wielu wrogów, tak po prawej, jak i po lewej stronie sceny politycznej.

Dążenie prawicowego polityka do włączenia komunistów do władzy można zrozumieć, jeśli się spojrzy na sytuację Włoch w tym okresie. Były to tak zwane "lata ołowiu". Okres od końca lat 60. do lat 80., kiedy Włochy były pogrążone w fali terroru zarówno skrajnej prawicy, jak i lewicy. Zamachy bombowe i strzelaniny były normą. Przez kilkanaście lat zginęło ponad 400 osób.

W tym ostatecznie Aldo Moro i pięciu jego ochroniarzy.

Ochroniarze nie mieli szans

Do porwania doszło 16 marca 1978 roku w Rzymie. Moro, wówczas przewodniczący partii DC, jechał na zaprzysiężenie nowego rządu, owocu "historycznego porozumienia". Z nim w samochodzie było dwóch ochroniarzy. Trzech kolejnych jechało za nimi w drugim pojeździe.

Zasadzka czekała na Via Fani, ulicy w północnej części włoskiej stolicy. Kilkunastu terrorystów przy użyciu kilku samochodów zablokowało kolumnę wiozącą polityka. Do uwięzionych w pojazdach ochroniarzy otworzyli ogień z broni automatycznej, wystrzeliwując niemal sto pocisków. Wszyscy funkcjonariusze zginęli na miejscu. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że ci nawet nie trzymali swojej broni przy sobie. Nie mieli okazji szkolić się z jej użycia i nie czuli się z nią pewnie, więc schowali ją w bagażnikach. Nikt nie spodziewał się zamachu na byłego premiera.

Działający bardzo sprawnie zamachowcy błyskawicznie wyciągnęli Moro z jego samochodu i wywieźli w nieznanym kierunku. Nie widziano go już więcej żywego.

Włochy podzielone. Negocjować czy nie?

Zamachowcy przyznali się do swojego czynu poprzez telefon do agencji prasowej ANSA. Przedstawili się jako Czerwone Brygady, ciesząca się już dużą niesławą lewacka organizacja terrorystyczna, której chora ideologia zakładała wywołanie rewolucji we Włoszech poprzez walkę zbrojną. Byli odpowiedzialni za porwania, mordy, napady na banki, handel narkotykami i bronią. Mordowali nawet prawników, których wyznaczono do obrony ich aresztowanych członków.

Na miejscu porwania Moro szybko zgromadziły się tłumy. W obradującym parlamencie informacja o wydarzeniu wywołała wielkie poruszenie. Nowy rząd został zaakceptowany dużą liczbą głosów, ale wbrew planom nie weszli do niego komuniści, którzy znaleźli się pod ostrą krytyką ze względu na atak, koniec końców, komunistycznej bojówki. W gorącej atmosferze powstała kolejna prawicowo-centrowa koalicja.

Rozpoczęto zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwania zamachowców i porwanego polityka. Postawiono na nogi całą policję i służby bezpieczeństwa. Jak się miało okazać przez następne 55 dni, wszystko na nic. Terroryści oznajmili, że w zamian za uwolnienie Moro chcą zwolnienia z więzień kilkunastu członków swojej organizacji.

W reakcji Włochy się podzieliły na zwolenników twardej linii i zwolenników negocjacji. Dominujący w nowo utworzonym rządzie chadecy, choć nie bez wewnętrznych sporów, zdecydowali się nie rozmawiać z porywaczami. Taka uległość wobec terrorystów w trudnych realiach "lat ołowiu", nie prowadziłaby ich zdaniem do niczego dobrego.

Zaangażował się nawet papież

Do dzisiaj nie wiadomo z całą pewnością, gdzie właściwie przetrzymywano porwanego Moro. Podczas procesu wskazano na mieszkanie na południowych obrzeżach Rzymu. Potem jednak podważano ustalenia śledczych. Jedno jest przy tym pewne. Terroryści dobrze się zaszyli i skutecznie uniknęli wytropienia. Z ukrycia komunikowali się z władzami i opublikowali między innymi zdjęcia porwanego polityka na tle ich sztandaru.

Moro w niewoli pisał listy do wielu polityków i papieża Pawła VI. Łącznie powstało ich 86 i terroryści wysłali znaczną część z nich. Były premier prosił w nich o pomoc, proponował podjęcie negocjacji i wylewał frustrację na liderów swojej partii, którzy najwyraźniej nie byli zainteresowani rozmową z porywaczami. - Moja krew będzie na ich rękach - pisał. Polityków atakowała też żona Moro, Eleonora Chiavarelli. W odrzuceniu możliwości negocjacji z porywaczami widziała wyraz niechęci części partyjnego kierownictwa do "historycznego porozumienia", które forsował jej mąż.

Niezależnie od tego wiele prominentnych figur włoskiego życia publicznego wystosowywało apele, oferowało udział w negocjacjach i wyrażało wsparcie. Do porywaczy apelował między innymi sam Paweł VI, który dobrze znał się z Moro i wysoko go cenił. W wyjątkowym jak na tamte czasy emocjonalnym liście papież zwrócił się wprost do członków Czerwonych Brygad, apelując o uwolnienie przyjaciela. Według nieoficjalnych informacji, głowa Kościoła katolickiego zaoferowała duży okup za Moro (10 milionów dolarów) albo wręcz oddanie się w niewolę w zamian za niego. Kierujący się marksistowsko-leninowską ideologią porywacze mieli jednak niewiele szacunku do duchownego.

Przywódca terrorystów skruchy nie wykazał

Kryzys trwał niemal dwa miesiące. Włochy były raz po raz elektryzowane zdjęciami Moro w niewoli, jego listami, których treść przeciekała do prasy, publicznymi sporami zwolenników i przeciwników negocjacji, kolejnymi apelami znanych osób. W końcu członkowie Czerwonych Brygad uznali, że rząd nie złamie się, a dalsze przetrzymywanie porwanego Moro znacznie zwiększa ryzyko wpadki. Podjęli decyzję o zamordowaniu polityka.

55 dni po porwaniu, 9 maja 1978 roku o poranku, członkowie Czerwonych Brygad zorganizowali operetkowy "proces ludowy". Moro został w nim skazany na karę śmierci. Polityka zaprowadzono do samochodu, kazano położyć się w bagażniku i przykryć kocem. Przywódca porywaczy zabił go kilkunastoma strzałami. Samochód z ciałem podrzucono w centrum Rzymu i poinformowano o jego lokalizacji służby.

Tragiczny finał porwania wstrząsnął Włochami. - Był dobrym i mądrym człowiekiem, niezdolnym do wyrządzenia komukolwiek krzywdy, bardzo dobrym wykładowcą, politykiem i urzędnikiem, osobą o wielkiej wartości, przykładnym ojcem i, co najważniejsze, człowiekiem o wysokich standardach, tak religijnych, jak społecznych i ludzkich - mówił dzień po morderstwie papież, nie kryjąc emocji i łez. Zabójstwo miało tak wstrząsnąć Pawłem VI, że pogorszyło jego zdrowie i przyśpieszyło śmierć trzy miesiące później.

Śmierć Moro zmieniła Włochy na zawsze. "Historyczne porozumienie" załamało się całkowicie. Komuniści zostali ponownie zepchnięci na margines pomimo sporego poparcia wyborców (w tym okresie około 30 procent głosów). Z jednej strony do pojednania zabrakło woli Moro, z drugiej obarczano ich współwiną za akt lewackich terrorystów. Dla samych Czerwonych Brygad zamordowanie polityka było początkiem końca. Włoskie państwo zmobilizowało się do silniejszej walki z lewackim terrorem, którą wcześniej traktowano nieco po macoszemu. Terroryści stracili też większość tego niewielkiego poparcia społecznego, które mieli. Niedługo później zamordowali jeszcze znanego działacza związkowego Guido Rossa, całkowicie alienując się w ten sposób od resztki zwolenników, których mogli mieć wśród robotników.

Na początku lat 80. aresztowano łącznie kilkanaście tysięcy członków różnych lewackich organizacji i ich zwolenników, przetrącając kręgosłup między innymi Czerwonych Brygad. Spośród dziesięciu osób uznanych bezpośrednio za porwanie i mord Moro siedem aresztowano w latach 1978-85. W tym jednego z przywódców terrorystów, Mario Moretti. Przyznał się on podczas procesu do zabicia Moro. Skazano go na sześć dożywoci za tę zbrodnię, jak i szereg innych we wcześniejszych latach. W 1998 roku złagodzono mu karę. Może wychodzić z więzienia w ciągu dnia, ale musi do niego wracać na noce i weekendy. Według dokumentów sądowych nie wykazywał nigdy skruchy.

Więcej o:
Komentarze (98)
Aldo Moro, włoski polityk zamordowany przez Czerwone Brygady
Zaloguj się
  • bigfisher

    Oceniono 14 razy 8

    "Może wychodzić z więzienia w ciągu dnia, ale musi do niego wracać na noce i weekendy" - czyli darmowy wikt i opierunek. Fajnie mieć takiego sponsora.

  • darjen77

    Oceniono 11 razy 5

    Więcej zginęło tam ludzi niż przez cały stan wojenny w Polsce

  • daretz

    Oceniono 4 razy 4

    Panie Kucharczyk co to za żargon "...do silniejszej walki z lewackim terrorem" co pan rozumie pod pojęciem lewackości?

  • wilija

    Oceniono 19 razy 3

    Pamiętam tamten dzień i tamtą wiadomość o mordzie i nie przypadkowo Aldo Moro został zamordowany 9 maja. Kto zna historię sowietów, ten wie kto finansował czerwone brygady i kto pociągał za sznurki. Polityka tego kraju barbarzyńców nigdy się nie zmieni, dzisiaj finansują Marine Le Pe i uczestników żółtych kamizelek, wysyłają wojskowych do Wenezueli i Libii. Wszystkie konflikty na świecie są preparowane w kraju z piekła rodem.

  • lot23

    Oceniono 3 razy 3

    rzadzaca swiatem klerykalna mafia Watykanu wydaje zlecenia dla wszystkich mafi i terrorystow , a potem ogłasza ze poswieci nawet sojego przyglupawego religijnego guru w obronie ofiar , które wcześniej kazali zlikwidować.- i to się nazywa 1000 letni kamuflaż zbrodni.

  • twzelnik

    Oceniono 7 razy 3

    Czerwony terroryzm w Europie Zachodniej zakończył się na dobre wraz z upadkiem komunizmu w ZSRR. Schyłek się zaczął za Gorbaczowa.
    Zresztą i na świecie czerwona zaraza zaczęła znika od tamtego czasu.

  • olal.bana.gw

    Oceniono 9 razy 3

    Pora na PiSdu z blogoslawienstwem kosciolka. Taki czyn umocni PiSdu w oczach wyborczego motlochu. Kandydata juz maja, winny wszystkiemu co PiSdu sobie wymysli. Do dziela PiSdu, jak widzicie Smolensk nie wystarcza, musi byc cos mocniejszego.

    PS: dla nierozgarnietych, nie chodzi mi o Tuska.

  • precz_z_komunia

    Oceniono 21 razy 3

    Idole Zybertowicza, Macierewicza i starego Kornela Moradzieckiego :-)
    Teraz WOT kontynuuje tradycje Czerwonych Brygad i kremlowskiej wizji Świata :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX