Waleń, który uciekł Rosjanom do Norwegii, to tylko jeden z wielu zwierząt-żołnierzy. Ciągle trwają programy ich szkoleń

Przyjaźnie nastawiona białucha z niecodzienną uprzężą na głowie, wywołała duże zainteresowanie w Norwegii. Waleń z dużym prawdopodobieństwem jest "dezerterem" z rosyjskiego programu szkolenia zwierząt morskich do celów wojskowych. Trwają one już od wielu dekad i to nie tylko w Rosji/ZSRR. Nie obyło się bez kontrowersji, ponieważ zwierzęta miano szykować między innymi do zabijania ludzi i misji samobójczych.

Białucha pojawiła się kilka dni temu w wodach okalających najdalej na północ wysuniętą część Norwegii. Waleń bardzo zainteresował się niewielkim kutrem miejscowych rybaków. Zachowywał się przyjaźnie i w ogóle nie bał się ludzi.

Co najważniejsze, waleń miał na sobie coś, co rybacy początkowo uznali za śmieć, ale szybko dostrzegli, że to specjalnie wykonana uprząż. Dziwnie zachowujące się zwierze wywołało lokalne zainteresowanie i znaleźli się ochotnicy, którzy weszli do wody aby uprząż zdjąć. Okazało się, że ma na sobie napis, wskazujący na wyprodukowanie w Sankt Petersburgu.

Białucha, która zwróciła na siebie uwagę norweskich rybakówBiałucha, która zwróciła na siebie uwagę norweskich rybaków Fot. Joergen Ree Wiig / AP

Przydatni morscy sojusznicy

Dziwne zachowanie walenia i zdjęta z niego uprząż może mieć właściwie tylko jedno wytłumaczenie - zwierzę jest "dezerterem" z rosyjskiej floty, która kilkaset kilometrów dalej na wschód ma swoje główne bazy w rejonie miasta Murmańsk na półwyspie Kola. Poza licznymi okrętami, Rosjanie mają tam też "bojowe" zwierzęta. W jednym z fiordów w pobliżu Murmańska działa bowiem specjalny ośrodek szkoleniowy dla nich przeznaczony.

Nie jest to wielka tajemnica. W sieci można nawet znaleźć poświęcony ośrodkowi krótki materiał telewizji "RT" wykonany w 2018 roku. Widać na nim szkolenie fok do poszukiwania i oznaczania obiektów na dnie. Zwierzęta mają zapiętą na przedniej części ciała podobną uprząż do tej zdjętej z białuchy. Przymocowania do niej jest kamera i kabel lub linka, łączące fokę z łodzią opiekunów.

Choć ośrodek i szkolenie w nim zwierząt tajemnicą nie jest, to nie ma wielu informacji na jego temat. Można jednak bezpiecznie założyć, że poza fokami szkoli się w nim też białuchy. To zwierzęta rodzime dla zimnych wód Arktyki, gdzie nie występują zazwyczaj trenowane do celów wojskowych delfiny. Białuchy są dobrą alternatywą ze względu na podobną inteligencję i sprawność w poruszaniu się pod wodą. Potrafią nurkować na głębokość rzędu 700 metrów i mają wyczulony zmysł echolokacji.

Po odpowiednim szkoleniu foki i białuchy mogą być przydatne do celów wojskowych. Głównie chodzi o odnajdywanie obiektów w wodzie i na dnie (miny, urządzenia szpiegowskie, nurkowie) a potem ich oznaczanie, aby mogli je łatwo odszukać nieporównywalnie mniej sprawni w wodzie ludzie oraz ich maszyny.

Delfin US Navy ze sprzętem służącym do oznaczania znalezionej w dnie minyDelfin US Navy ze sprzętem służącym do oznaczania znalezionej w dnie miny Fot. US Navy

Amerykanie mają delfiny i lwy morskie

Tego rodzaju szkolenia zaczęły się podczas zimnej wojny. Jako pierwsi prawdopodobnie zaczęli Amerykanie w latach 60. Jak wynika z odtajnionych dokumentów CIA, ZSRR szybko poszło tym śladem i uruchomiło swój program. Oba były tajne do końca zimnej wojny, ale ogólne informacje na ten temat przedostały się do opinii publicznej i były przyczynkiem do różnych fantastycznych teorii. W amerykańskich mediach pełno było doniesień o delfinach-kamikadze czy delfinach-dywersantach, które podczepiały urządzenia szpiegowskie do radzieckich okrętów.

Oficjalnie amerykanie z początku szkolili delfiny, chcąc poznać ich budowę i sposób poruszania się w wodzie z nadzieją, że to pomoże im budować lepsze okręty podwodne oraz torpedy. Szybko uznano jednak, że mogą się też przydać do wykonywania różnych zadań. Poza delfinami sprawdzono 12 innych morskich zwierząt i do programu włączono dodatkowo lwy morskie.

Według dokumentów US Navy, zwierzęta szkolono do wykrywania, oznaczania i przenoszenia różnych przedmiotów. Na przykład patrolowania ważnych bazy morskich, pilnując ich przed płetownurkami-dywersantami. Miały też wykrywać miny i pułapki zostawione przez tychże dywersantów. Wykorzystywano je też do przenoszenia narzędzi i na przykład wiadomości oraz do pomocy przy wydobywaniu cennych przedmiotów z dna.

Amerykańskie wojsko zarzeka się, że nigdy nie próbowano przyuczyć zwierząt do atakowania ludzi czy używania jakiejś formy broni. Oficjalnie zrobiono to z powodów etycznych ale też z tego powodu, że byłoby to ryzykowne i niepraktyczne. Delfiny i lwy morskie nie mają problemu ze znalezieniem nurka, ale mają mieć już problem z dobrą identyfikacją "swój-wróg". Wypuszczanie uzbrojonych zwierząt do wód portu byłoby więc poważnym zagrożeniem nie tylko dla przeciwnika, ale też swoich. Podobnie z próbami przenoszenia przez zwierzęta ładunków wybuchowych, które miałyby służyć do detonowania wrogich min czy przy burtach wrogich okrętów. Ryzyko, że zwierzę zrobi coś niespodziewanego, miało być zbyt duże. Oficjalnie zwierzęta mają tylko lokalizować i informować opiekunów, którzy podejmą dalsze kroki.

Po odtajnieniu programu w latach 90., okazało się, że wyszkolone zwierzęta pilnowały na przykład portów w Wietnamie Południowym podczas wojny w tymże kraju w latach 60. i 70. Pilnowały też portu w Bahrajnie w latach 80., podczas konfliktu z Iranem na Zatoce Perskiej. 

Obecnie jedynym centrum szkolenia delfinów i lwów morskich jest baza US Navy w San Diego w Kalifornii. Zwierzęta są ciągle wykorzystywane, głównie do poszukiwania materiałów wybuchowych w portach, w których płytkich i pełnych przeszkód wodach kiepsko działa technika.

Delfin US Navy w wodach Zatoki Perskiej. Urządzenie widoczne na płetwie to lokalizatorDelfin US Navy w wodach Zatoki Perskiej. Urządzenie widoczne na płetwie to lokalizator Fot. US Navy

Radzieckie trudne i brutalne początki

Swój analogiczny program rozpoczęli w latach 60. też sowieci (choć podobno jeszcze podczas II wojny światowej eksperymentowali z użyciem fok do wykrywania min). Jego główną bazę umiejscowiono w jednej z zatok obok Sewastopola, gdzie stacjonował gros sił Floty Czarnomorskiej. Według raportu CIA, początkowo program napotykał na poważne problemy. W ZSRR nie było praktycznie żadnej wiedzy na temat opieki nad delfinami. W USA wojsko mogło skorzystać z cywilnych specjalistów pracujących w licznych oceanariach. W ZSRR niczego takiego nie było.

Do opieki nad delfinami kierowano między innymi zwykłych poborowych, którzy w życiu nie mieli z nimi styczności. Próbując je złapać i przetransportować często je raniono a potem nie potrafiono leczyć. Chore lub ranne delfiny nie chcą natomiast się uczyć. Według CIA, jeszcze w latach 70. z kilkunastu łapanych za jednym razem butlonosów więcej niż dwa tygodnie w niewoli przeżywało kilka.

ZSRR miało szkolić zwierzęta do podobnych zadań co Amerykanie. Według różnych relacji byłych uczestników programu, którzy po rozpadzie ZSRR czasem wypowiadali się dla mediów, eksperymentowano jednak z uzbrajaniem zwierząt. Na nosach delfinów montowano specjalne opaski z zamontowanymi narzędziami, wśród których miały być harpuny i małe ładunki wybuchowe. Zwierzęta miały być szkolone do atakowania nurków i misji samobójczych przeciw wrogim okrętom. Pojawiły się też twierdzenia, że w radzieckim programie delfiny tresowano, łamiąc ich psychikę przy pomocy kar fizycznych, głodzenia i pozbawiania towarzystwa innych delfinów (co dla tych bardzo towarzyskich zwierząt ma być ciężką karą). Amerykanie twierdzą, że oni tak nie robili i stosowali jedynie pozytywną tresurę opartą o nagrody.

Jeszcze w czasach ZSRR program rozbudowano i centra szkoleniowe założono też we Władywostoku i Murmańsku (tu delfiny butlonose zastąpiono przystosowanymi do zimnych wód białuchami). Po rozpadzie imperium to główne pod Sewastopolem przeszło w ręce ukraińskie. Z braku pieniędzy program został zlikwidowany, a to co z niego zostało, przeszło w ręce prywatne. Nieliczne zwierzęta robiły za atrakcję turystyczną albo zostały rozprzedane do oceanariów na całym świecie. W 2000 roku to, co zostało z byłego radzieckiego programu, zostało sprzedane do Iranu. Oficjalnie do oceanarium, ale możliwe, że do celów wojskowych.

Lew morski US Navy przyczepiający w ramach treningu linę do obiektu znalezionego na dnieLew morski US Navy przyczepiający w ramach treningu linę do obiektu znalezionego na dnie Fot. US Navy

Zwierzęta-żołnierze na gigancie

Ukraińcy próbowali w 2012 roku wznowić wojskowy program szkolenia delfinów, ale dwa lata później Rosjanie dokonali nielegalnej aneksji Krymu. Rosyjska flota deklarowała, że przejęła zwierzęta i kontynuuje ich trening. Wyraźnie trwa on też w Murmańsku. Ucieczki zwierząt mają nie być czymś nadzwyczajnym. W Sewastopolu delfiny miały czasem oddalać się "bez pozwolenia" podczas treningu i prawdopodobnie szukać samic, po czym zazwyczaj same wracały.

Białucha wizytująca Norwegię najwyraźniej nie chciała wracać albo nie potrafiła.

Więcej o:
Komentarze (85)
Waleń z uprzężą w Norwegii uciekł ze szkolenia. Rosyjski program zwierząt-żołnierzy nie jest jedyny
Zaloguj się
  • wesslingharald

    Oceniono 18 razy 12

    Dobrze, że nie wpadł na to nasz były szef MON. Program "Polski dorsz bojowy" pewnie słono by kosztował. :/

  • faustxyz

    Oceniono 16 razy 10

    Ludzkie sq....stwo wobec zwierząt i matki Ziemi nie ma granic.

  • wiedzminizm

    Oceniono 12 razy 8

    a my mieliśmy Wojtka i Szarika! MON już na pewno zamawia na Syberii bojowe Szariki do naszych czołgów

  • nieotake

    Oceniono 16 razy 6

    No i jeszcze ruscy mają takie rosjazgotane sobaki, co na tym forum dzień i noc ujadają.
    Za rodinu, za Fiutinu, ale - żeby było śmiszniej - po polskiemu.

  • bromba_bez_glusia

    Oceniono 10 razy 4

    Co za hipokryzja...
    Tresowanie psa - dobrze.
    Tresowanie delfina , foki czy innej bieługi - źle.

  • u_corsu

    Oceniono 3 razy 3

    Rosjanie do celow dywersyjnych na naszym terenie wyszkolili dwie kaczki. Jedna wykonala zadanie jako kamikazdze, likwidujac m.in. osmiu generalow. Druga nadal dziala i wyglada, ze doprowadzi do likwidacji calego narodu. Na poczatek, podejmuje kroki zmierzajace do odlaczenia Polski od zachodu, przy okazji popierajac wszelkie tendencje rozlamowe w EU. Miejmy nadzieje, ze zanim bedzie w stanie wykonac zadanie, zdezerteruje do swoich pelnomocnikow.

  • traceability

    Oceniono 9 razy 3

    Rosjanie w II WŚ używali psów do niszczenia niemieckich czołgów.

  • jacutin

    Oceniono 4 razy 2

    Czy kryśka też może być takim waleniem, który sie ruskim urwał z uprzęży?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX