Generał walczy z rządem o stolicę Libii. Niby to prawda, ale w naszym rozumieniu państwa Libii właściwie nie ma

Od dwóch tygodni trwa wielka ofensywa generała Khalifa Haftara na stolicę Libii, Trypolis. Broni się tam Rząd Jedności Narodowej. Wydawało się, że generał odniesie błyskawiczne zwycięstwo, ale linia frontu się ustabilizowała. Sytuacja w całym kraju jest jednak daleka od stabilnej. Libii w naszym rozumieniu państwa właściwie nie ma. Jest za to nieprawdopodobny chaos.

Gdyby chcieć porównać sytuację w Libii do polskich realiów, to wychodzi absurdalny thriller sensacyjny. Można by go zarysować w ten sposób:

Rok 1989. Rozmowy przy Okrągłym Stole się załamują. Dochodzi do masowych protestów. Rząd generała Jaruzelskiego znów wyprowadza wojsko na ulice. Padają zabici. Po kilku miesiącach walk wojsko idzie w rozsypkę, a generał zostaje zlinczowany.

W chaosie, który ogarnął Polskę, każdy próbuje coś dla siebie ugrać. Kaszubi stwierdzają, że oto nadszedł czas na niezależność. Dzięki uzbrojeniu z opuszczonych baz wojska zajmują większość Pomorza, w tym kluczowe porty w Gdańsku i Gdyni oraz rafinerię Lotosu. Zarabiają krocie na "cłach" nakładanych na handel oraz paliwa. Po cichu wspierają ich Szwedzi. Ślązacy również decydują się na niezależność. Opanowują Śląsk i większość południowo-zachodniej Polski. Otrzymują skryte wsparcie z Niemiec. Górale z Zakopanego i okolic ogłaszają autonomię. Nagle odradzają się Mazurzy, który zaskakująco dobrze dogadują się z Rosjanami z Kaliningradu.

Na wschód od linii Wisły formuje się z nazwy katolicko-konserwatyna Wolna Polska, finansowana przez ZSRR. Na zachód liberalna Niepodległa Polska Demokratyczna, finansowana przez NATO. Do tego miejscami rządzą kacykowie, którzy uzbroili zwolenników w broń z opuszczonych baz wojska. Wszyscy walczą ze wszystkimi, regularnie zawierając krótkotrwałe sojusze, aby nie dopuścić do tego, żeby któraś ze stron konfliktu stała się wyraźnie najsilniejsza. Kluczowe obiekty, takie jak rafineria w Płocku, przechodzą z rąk do rąk.

Domek z kart rozpadł się w kilka miesięcy 

Historia wydaje się absurdalna, ale właśnie coś w tym stylu dzieje się już od 2011 roku w Libii. Z tą jedną ważną różnicą, że Libia nigdy nie była takim jednorodnym państwem jak Polska. Państwem w naszym rozumieniu tego słowa. Większość ludzi mieszkających na obszarze nazywanym Libią, nie traktuje siebie  jako Libijczyków. - To zbiór trzech historycznych krain: Trypolitanii, Cyrenajki oraz Fezzanu. Pułkownik Muammar Kaddafi przez 40 lat swoich rządów próbował przekształcić społeczeństwo plemienne w społeczeństwo narodowe, ale mu to nie wyszło - mówi gazeta.pl Maciej Komar, autor bloga "W pustyni i stepie" z wielkimi detalami opisującego wydarzenia w Libii.

Za czasów dyktatury Kaddafiego, wszystko jakoś działało na zasadzie "dziel i rządź", wspartej przez "kij i marchewkę". Dyktator i jego rodzina pochodzili ze stosunkowo niewielkiego plemienia skoncentrowanego wokół miasta Syrta. Tam miał autentyczny posłuch, jednak jego realna władza nad resztą kraju była iluzoryczna. Dzięki sprawnemu balansowaniu pomiędzy różnymi grupami wpływu i dzięki masowemu rozdawnictwu pieniędzy ze sprzedaży surowców, Kaddafi był w stanie utrzymać się u sterów władzy (i kurka z pieniędzmi za surowce) przez ponad cztery dekady.

Muammar Kaddafi, najsprawniejszy władca w historii Libii. Nie byłby nim, gdyby nie pieniądze ze sprzedaży ropy i gazuMuammar Kaddafi, najsprawniejszy władca w historii Libii. Nie byłby nim, gdyby nie pieniądze ze sprzedaży ropy i gazu Fot. Abdel Magid Al Fergany / AP Photo

- Pieniądze z ropy, które pomogły podnieść status życia Libijczyków, zaburzyły jednak klasyczny balans władzy pomiędzy szejkami plemiennymi z pustyni a notablami z miast - mówi Komar. "Pod dywanem" kłębiły się duże napięcia, które eksplodowały w 2011 roku podczas przetaczającej się przez region "arabskiej wiosny". Przeciwnicy Kaddafiego dostrzegli szansę i ruszyli do ataku (walki zaczęły się od buntu plemienia Awakir z Bengazi, które od lat uważało się za pominięte w podziale zysków z władzy). Zostali wsparci przez NATO, ponieważ z jednej strony reżim rzeczywiście brutalnie tłumił wystąpienia opozycji, a z drugiej strony miał w wielu państwach zachodnich zaprzysięgłych wrogów, za sprawą między innymi organizowania aktów terroru (np. zamach nad Lockerbie).

Po obaleniu dyktatora powstała próżnia. Cała dotychczasowa struktura władzy się rozsypała. Różne plemiona i grupy interesów rzuciły się zdobywać jak największe wpływy i pieniądze. - Od 2011 regionalizmy stały się jeszcze silniejsze, wspierane przez państwa ościenne takie jak Mali, Niger czy Czad - mówi Komar. Zachód i ONZ próbowały teoretycznie przeprowadzić zorganizowane przekształcenie Libii w państwo demokratyczne, ale ten ambitny (i od początku mało realistyczny) plan rozpadł się jak domek z kart. W 2014 roku wybuchła nowa wojna domowa.

Rząd, generał i wojsko tylko z nazwy

W efekcie chaos trwa do dzisiaj. Libia jako państwo ciągle jest na mapach i w doniesieniach światowych mediów, ale tak naprawdę to niewiele znaczy i tylko służy wygodnemu, skrótowemu opisywaniu sytuacji na potrzeby odbiorców na świecie.

Obecnie sytuacja doszła do tego, że wspomniany "generał" Haftar (oficer z czasów reżimu, który doszedł do stopnia pułkownika ale po porażce w wojnie z Czadem popadł w niełaskę i przez jakiś czas żył w USA na uchodźstwie) teoretycznie kontroluje większość terytorium Libii a jego Libijska Armia Narodowa (LNA) walczy w pobliżu stołecznego Trypolisu, starając się zamknąć miasto w okrążeniu. Były wojskowy ma oparcie głównie we wschodzie kraju. Jednak żeby znaleźć się tam gdzie jest teraz, zawarł cały szereg doraźnych sojuszy z ludami, plemionami i ugrupowaniami z centrum, południa i zachodu kraju. Część wspiera go obecnie w walce o Trypolis. Robią to jednak z wyrachowania a nie dla jakiejś idei zjednoczenia Libii.

Generał Haftar (L) i marszałek Al-Sisi (P), autokratyczny prezydent Egiptu. Panowie dobrze się rozumieją i są sojusznikami. Bez wsparcia Egiptu Haftar nie osiągnąłby tego, co osiągnąłGenerał Haftar (L) i marszałek Al-Sisi (P), autokratyczny prezydent Egiptu. Panowie dobrze się rozumieją i są sojusznikami. Bez wsparcia Egiptu Haftar nie osiągnąłby tego, co osiągnął Fot. AP

Tak jak Haftar generałem jest tylko teoretycznie (czasem jest też określany marszałkiem), tak samo LNA nie jest armią w naszym rozumieniu tego słowa. - Żołnierze mają jednolite umundurowanie, otrzymują żołd i mają karty poborowe. Jednak nadal element plemienny czy regionalny ma zdecydowanie największy wpływ na ich lojalność. Centralna koordynacja praktycznie nie istnieje. Wiele oddziałów ma znaczną swobodę operacyjną - mówi Komar. Podobnie wyglądają wszystkie libijskie ugrupowania zbrojne, choć na ich tle LNA jest najbardziej zorganizowana. Standardem jest nazywanie różnych bojówek "brygadami" (standardowo na świecie oznacza to około 3-4 tysięcy ludzi), podczas gdy w rzeczywistości jest to maksymalnie kilkaset ludzi, uzbrojonych głównie w "technicale", czyli półciężarówki z zamontowanym ciężkim karabinem maszynowym czy działkiem. Poziom wyszkolenia jest zazwyczaj znikomy.

Typowe uzbrojenie libijskich bojówek. Przedmieścia Trypolisu, kwiecień 2019Typowe uzbrojenie libijskich bojówek. Przedmieścia Trypolisu, kwiecień 2019 Mahmud Turkia/ AFP/EN

W formalnej stolicy kraju broni się Rząd Jedności Narodowej pod przewodnictwem premiera Fajiza Sarradża. Teoretycznie to prawdziwy rząd kraju uznawany przez ONZ. Faktycznie mało kto w Libii uznaje jego władzę. - Rząd, mimo iż poza Gwardią Prezydencką nie dysponuje klasycznymi siłami zbrojnymi, może liczyć na wsparcie milicji z Misraty, które za jego zgodą kontrolują południową część Trypolisu. Dodatkowo zawiera on taktycznie alianse z siłami islamistycznymi, które mają służyć osłabianiu LNA na już zajętych terenach - mówi Komar.

Premier Sarradż i szefowa unijnej dyplomacji Erica Mogherini. Większość państw UE ma neutralny stosunek do obu głównych stron wojny w Libii. Wspólnocie najbardziej zależy na uszczelnieniu granicy morskiej i ograniczeniu napływu imigrantówPremier Sarradż i szefowa unijnej dyplomacji Erica Mogherini. Większość państw UE ma neutralny stosunek do obu głównych stron wojny w Libii. Wspólnocie najbardziej zależy na uszczelnieniu granicy morskiej i ograniczeniu napływu imigrantów Fot. Stephanie Lecocq / AP

Zamieszanie na tyłach

Ofensywa Haftara na miasto trwa już od początku kwietnia i po początkowych błyskawicznych sukcesach utknęła. Rząd w Trypolisie uzyskał poparcie różnych dodatkowych bojówek, obawiających się zwycięstwa generała, ponieważ w takim wypadku będą one musiały się mu w jakimś stopniu podporządkować.

Haftar ma też problemy na południu kraju, które jest teraz ważnym zapleczem jego wojsk. Kontrola nad tymi rejonami jest umowna i bardzo świeża. Opiera się na doraźnym sojuszu z różnymi ugrupowaniami, głównie z ludu Tuaregów. Wrogie Haftarowi pozostaje natomiast część ugrupowań z mniejszego ludu Tubu (choć inna część tegoż ludu z kolei się z nim sprzymierzyła, ot libijskie realia). Zaatakowały one w ostatnich dniach miasto Sebha i pobliskie lotnisko, które są kluczowym punktami logistycznymi, bez których dalsza ofensywa na Trypolis będzie trudna. Atak odparto, ale generał najpewniej będzie musiał więc wysłać część swoich sił na południe kraju, aby utrzymać tam spokój. Osłabi to jego ofensywę na stolicę.

Sam fakt, że rząd w Trypolisie jeszcze się utrzymuje na powierzchni, też osłabia pozycję Haftara. Wiele plemion i ugrupowań, które wsparło go w ostatnich miesiącach, pozwalając rozciągnąć mu formalną kontrolę na większość kraju, zrobiło to z wyrachowania. Zawsze lepiej być po stronie zwycięzcy. Teraz wiara w jego siłę może osłabnąć, co potencjalnie utrudni utrzymanie "sojuszników" w ryzach. - Bani Walid czy Zintan (miasta w pobliżu Trypolisu - red.) po wstępnym nawiązaniu współpracy, zdecydowały się jednak na neutralność. Zdobyta Tadżura na wschód od Trypolisu również waha się w kierunku neutralności z racji strat w ludziach, które poniosły jej bojówki w walce u boku sił Haftara - mówi Komar.

Ogólna sytuacja w Libii. Na czerwono tereny kontrolowane przez Haftara. Na zielono przez rząd w Trypolisie i sprzymierzone bojówki. Na żółto i fioletowo ugrupowania sprzymierzone z HaftaremOgólna sytuacja w Libii. Na czerwono tereny kontrolowane przez Haftara. Na zielono przez rząd w Trypolisie i sprzymierzone bojówki. Na żółto i fioletowo ugrupowania sprzymierzone z Haftarem Fot. ISWN

Wszyscy ingerują w sytuację

W walkach duże znaczenie ma też to, co robią inne państwa. Już w obaleniu Kaddafiego w 2011 roku bardzo duże, a być może kluczowe znaczenie, miały inne państwa. Zwłaszcza te ogólnie pojętego Zachodu. Nadal mają one swoje interesy w Libii, ale dołączyli do nich praktycznie wszyscy sąsiedzi i regionalni gracze.

Rząd w Trypolisie wspiera głównie Turcja, Katar oraz Włochy. - Włosi silnie inwestowali w przemysł naftowy oraz w siły bezpieczeństwa, w celu powstrzymywania nielegalnej imigracji - mówi Komar

Haftar ma natomiast największe wsparcie od Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. - Te państwa finansują jego walkę i umożliwiają zakupy sprzętu wojskowego. Jego żołnierze często noszą mundury z magazynów armii ZEA a część pilotów była szkolona w Egipcie - mówi Komar. Od około 2015 roku Haftar ma też poparcie Moskwy. Nie wiadomo jednak w jakim konkretnie wymiarze. Pojawiają się doniesienia o rosyjskich "doradach" i najemnikach a w Rosji są drukowane banknoty, które generał wprowadza do obiegu na kontrolowanych przez siebie terenach.

Ciężkie do określenie jest stanowisko Stanów Zjednoczonych. - Po siedmiu latach nadal wydają się być mocno pogubione w konflikcie - twierdzi Komar. Dodatkowo Francja, która była głównym motorem interwencji NATO w 2011 roku, nie zajmuje teraz jednoznacznej pozycji. - Z jednej strony próbuje mieć dobre relacje z rządem w Trypolisie, z drugiej próbuje wspierać generała Haftara, licząc na kontrakty naftowe na południu i wschodzie Libii - uważa Komar.

Kontynuacja wojny domowej jest nieunikniona. Na razie Haftar zdobył w niej wyraźną przewagę, jednak stagnacja ofensywy na Trypolis pokazuje, że jego wygrana nie jest jeszcze bliska. Nawet jeśli pokona rząd, to do ustabilizowania kraju będzie bardzo daleko. Cała ta mozaika ludów, plemion i bojówek, nie zniknie z dnia na dzień. Haftar tak jak Kaddafi, będzie musiał balansować na ostrzu brzytwy.

embed

Jedną z organizacji, która działa na rzecz ochrony klimatu jest Greenpeace. Jeśli chcesz pomóc - wpłać datek >>

Więcej o:
Komentarze (124)
Sytuacja w Libii. Generał Haftar atakuje Trypolis, ale do końca wojny daleko
Zaloguj się
  • cozano

    Oceniono 35 razy 17

    Libia to klasyczny przykład, do czego prowadzi, w imię bardzo krótkowzocznych celów coniektórych państw zachodnich, interwencja wojskowa rozwalająca dotychczasowy porządek społeczno polityczny. Niby zostaje zlikwidowany krwawy dyktator, tyle że zastępuje go permanentna walka warlordów, które doprowadzają do daleko większych rzezi. Tak było w Libii, tak było w Iraku, tak chciano zrobić w Syrii.
    Konsekwencją są niekończące się wojny domowe, destabilizacja Bliskiego Wschodu, zniszczenie gospodarki, radykalizacja islamistów (powstanie tzw. Państwa Islamskiego to konsekwencja rozwalenia Iraku Husajna), olbrzymie ilości uchodźców wojennych. Wszyystko po to, by utrzymać kontrolę nad źródłami ropy i gazu.

  • eurotram

    Oceniono 36 razy 16

    To co pisałem już dawno: Kaddafi był satrapą i sk...,ale mimo wszystko on tę Libię skutecznie trzymał za mordę (a dokładnie tych wszystkich drobniejszych watażków),podobnie jak Saddam trzymał Irak. Kaddafiego zabili i teraz każdy z watażków czuje się równie ważny jak wszyscy pozostali,co musiało się skończyć w sposób jaki widzimy dzisiaj. Niestety,ale w KAŻDYM wypadku (czy to północna Afryka czy Bliski Wschód) w tym rejonie obalenie satrapy skończyło się totalną destabilizacją kraju (o tym,że dawniej popularny cel wycieczkowy stał się miejscem niebezpiecznym dla turystów,to już nie wspomnę). Komu za to "dziękować"? Oczywiście Ch..kowi Samowi.

  • merkury-3

    Oceniono 19 razy 11

    USA i UK to twoje dzieło tak wyglada denokracja w wydaniu anglosaskim najbogatsze panstwo afryki doprowadzili do ruiny

  • js08836

    Oceniono 25 razy 11

    Libia " dziękuje " jankesom za burdel, który wywołali. Kadafi trzymał za mordę dzikusów. Teraz najeżdżają Europę. Europa też " dziękuje " jankesom. Niech ich szlag.

  • olena55

    Oceniono 10 razy 10

    z tego wynika jasno ze w tym regionie albo jest dyktator trzymajacy wszystkich krotko za morde albo kazdy rzadzi sobie na swoim kawalku podworka i jest totalny burdel.O zadnej demokracji w zachodnim stylu nie ma tam mowy

  • 31.februarius

    Oceniono 23 razy 9

    "- Pieniądze z ropy, które pomogły podnieść status życia Libijczyków, ..."

    Nie ma co, niezły s.....s.. był z tego Muammar K.!

  • kolumb24.only

    Oceniono 18 razy 8

    "Obroncy demokracji" doprowadzili przodujace panstwa w polnocnej Afryce i na bliskim wschodzie do nedzy, chaosu i rzezi.

  • komunikat.4

    Oceniono 16 razy 8

    u nas podobnie. Niby jest państwo , a praktycznie go nie ma. Polską kieruje jeden satrapa , który rządzi i dzieli. Wstaje i bez zgody parlamentu czy rządu rozdaje przywileje i pieniądze Polaków wg swojego widzimisię. On wyznacza kto będzie posłem w europarlamencie i polskim sejmie. Niestety media liżą mu tyłek licząc na kawałek tortu , a polską rację stanu mają w poważaniu.

  • razec11

    Oceniono 8 razy 8

    I tak jest w każdym z tych krajów tzw. wiosny arabskiej.
    Motłoch wprowadza chaos, gdyby nie ropa wszystkie arabusy dalej chodzili by za wielbłądami.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX