48-latek odstraszył sprawcę ataku na meczety w Christchurch. "Krzyczałem: chodź, jestem tutaj!"

Po piątkowym ataku na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii bohaterem mediów został 48-letni Abdul Aziz. Mężczyzna najprawdopodobniej uratował kilkadziesiąt istnień, skutecznie zniechęcając napastnika do realizacji swojego planu.

Zatrzymany po piątkowym ataku na dwa meczety w Christchurch w Nowej Zelandii 28-letni Australijczyk Brenton Tarrant usłyszał zarzut popełnienia morderstwa i został tymczasowo aresztowany.

28-letni napastnik zabił 41 osób w meczecie Al Noor, po czym udał się do kolejnego, odległego o 5 kilometrów meczetu w Linwood, na przedmieściach Christchurch.

Wszystko wskazuje na to, że ofiar śmiertelnych byłoby więcej, gdyby nie bohaterstwo jednego z mężczyzn obecnych w drugim z meczetów.

Imam Latef Alabi opowiadał w rozmowie z Associated Press, że w trakcie modlitw usłyszał niepokojące dźwięki dochodzące zewnątrz. Wyjrzał przez okno i zobaczył mężczyznę ubranego na czarno, trzymającego broń. Na początku uznał, że to policjant, potem jednak spostrzegł, że na ziemi leżą ciała dwóch osób. Napastnik wykrzykiwał obraźliwe słowa.

Imam zaapelował do ponad 80 osób obecnych wtedy w meczcie, by padły na ziemię. Niektórzy się wahali. Chwilę potem wystrzelony pocisk wybił szybę i zabił jedną z osób znajdujących się w środku.

Abdul Aziz: Próbowałem odwrócić jego uwagę

48-letni Abdul Aziz, który uczestniczył w modlitwach razem z rodziną, zdecydował się działać. Postanowił odwrócić uwagę napastnika od osób w meczcie. Aziz chwycił terminal do kart płatniczych i wybiegł na zewnątrz. Synowie 48-latka wołali swojego ojca, by wrócił do środka, ten jednak nie zrezygnował.

28-letni napastnik biegł do swojego samochodu po kolejną broń, Aziz rzucił wtedy w niego terminalem. Sprawca zaczął strzelać w kierunku mężczyzny. Aziz schował się jednak za zaparkowanymi w pobliżu samochodami.

48-latek dostrzegł leżącą na ziemi broń, którą wcześniej napastnik porzucił. Wycelował ją w 28-latka i nacisnął spust, okazało się, że magazynek był pusty. Sprawca strzelaniny drugi raz wrócił do swojego auta, by wziąć kolejny karabinek. Aziz pobiegł za nim.

- Krzyczałem "Chodź, jestem tutaj!". Próbowałem skupić jego uwagę na mnie. Nie chciałem, by wszedł do meczetu

- mówił Abdul Aziz w rozmowie ze SkyNews.

Aziz rzucił trzymaną w ręku bronią w kierunku samochodu i wybił szybę. Napastnik zaczął przeklinać i odgrażać się, że zabije wszystkich. Potem jednak szybko odjechał. Aziz próbował dogonić auto, jednak sprawca przyspieszył. Niedługo potem został zatrzymany przez policję.

Abdul Aziz pochodzi z Afganistanu. Jako mały chłopiec wraz z rodziną przeniósł się do Australii, gdzie spędził 25 lat, by później przeprowadzić się do Nowej Zelandii.

W rozmowie z mediami tłumaczył, że w chwili spotkania z napastnikiem nie czuł strachu i działał jak na "autopilocie". Jak sam powiedział, najwyraźniej zdaniem Allaha nie był to czas na jego śmierć.

Więcej o: