Tak "panowano" nad pogrążoną w chaosie Syrią. Stabilizacja jest, ale problemy jeszcze przed nami

Przez Syrię od 2011 roku przeszły niezliczone zastępy żołnierzy, zginęły setki tysięcy osób, a linie frontu zmieniały się jak w kalejdoskopie. Te same państwa, które mieszały ile mogły w Syrii, znów mogą zechcieć to zrobić - tym razem dla ubicia interesu. A w tle, jak mówi były ambasador RP jest jeszcze kwestia kurdyjska: - Działania Turcji motywowane względami bezpieczeństwa mogą spowodować masakrę Kurdów.

Arabska wiosna - to dopiero po latach można stwierdzić - najmocniej dotknęła Syrię. Wybuch wojny domowej w kraju, za której umowny początek przyjmuje się 15 marca 2011 roku, pociągnął za sobą szereg zdarzeń, jaki trudno było sobie wyobrazić osiem lat temu.

Z tego, że Syria pogrążyła się w chaosie, w krytycznym momencie najbardziej skorzystało jeszcze nie tak silne ISIL (późniejsze ISIS, a ostatecznie tzw. Państwo Islamskie), które poszerzało swoją kontrolę właśnie w tym kraju.

Tu układ sił sprzed 5 lat, z 16 marca 2014 roku, gdzie kolorem czerwonym zaznaczono obszary kontrolowane przez siły rządowe, ciemnoszarym - Daesh, zielonym - rebeliantów, a żółtym - Kurdów.

Układ sił w Syrii - 16 marca 2014 rokuUkład sił w Syrii - 16 marca 2014 roku Wikimedia Commons

Wojna domowa to też dramat ponad - jak szacują Amnesty International czy UNHCR - pięciu milionów Syryjczyków, którzy w obawie przed reperkusjami czy starciami zbrojnymi na terenie kraju, opuścili państwo. Oprócz nich jest jeszcze około ośmiu milionów uchodźców "wewnętrznych", czyli takich, którzy opuścili domy, ale przenieśli się w inne miejsca w Syrii.

To, przed czym uciekali, determinowała geografia - jedni zbiegali przed szalejącymi zwłaszcza na wschodzie kraju dżihadystami, inni z obszarów, gdzie dochodziło do starć sił rządowych z rebeliantami. Do tej tragicznej statystyki należy dodać: co najmniej 360 tys. zabitych (niektóre szacunki mówią o 500 tys.) i około miliona rannych ludzi.

Ofensywa przeciwko Daesh i problemy z opozycją

Krwawe stłumienie powstania, zlecone przez powracającego obecnie do pełni władzy prezydenta Baszszara al-Asada, w reakcji, na które za broń chwyciła opozycja, sprawiło, że Syria zamieniła się w pole bitwy - w jednym z najintensywniejszych momentów prawie niemożliwym było połapanie się, kto w danym momencie kontroluje czasami wręcz skrawek ziemi.

W osiem lat od początku syryjskiej wojny domowej trudno w ogóle te wydarzenia poukładać, nawet chronologicznie. Zwłaszcza że wszystko zmieniało się tam w okamgnieniu: w 2015 roku prawie połowę kraju "wchłonęło" tzw. Państwo Islamskie, tu widok sprzed 3 lat, z 1 marca:

Układ sił w Syrii - 1 marca 2016 rokuUkład sił w Syrii - 1 marca 2016 roku Wikimedia Commons

Przez te lata zmieniła się też percepcja wielu środowisk na zbrojną opozycję, która tak się przemieszała, że nie zawsze wiadomo było, "kto jest kim i z kim". Krzysztof Płomiński, były ambasador RP w Iraku i Arabii Saudyjskiej, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, mówi Gazeta.pl, że po prostu trudno zdefiniować syryjską opozycję, ze względu na jej labilność oraz na rozliczne zmiany aliansów, frontów i nazw. Nadal za to ostatnim przyczółkiem rebeliantów pozostaje Idlib.

- Tam jest 2,5 miliona ludzi, praktycznie ostatnia forteca opozycji. Tyle tylko, że zdominowana przez ugrupowanie Hay'at Tahrir al-Sham, ściśle powiązane z Al-Kaidą i tzw. Państwem Islamskim - to pokazuje, jak zagmatwane są miejscowe układy - komentuje Płomiński.

Poza tym, jak twierdzi, sporo może zmienić się tam, jeśli te tereny opuszczą Amerykanie. - Jeżeli po ich wyjściu z Syrii ofensywa rządowa skieruje się na Idlib, to jedną z konsekwencji będzie kolejna fala uchodźców - ocenia.

Na ten moment Syria w zasadzie dzieli się na znaczącą część w rękach rządowych, stosunkowo skromny kawałek terenu wciąż pod kontrolą rebeliantów i spore terytorium, na którym operują zdominowane przez Kurdów Siły Demokratycznej Syrii.

Układ sił w Syrii - 14 marca 2019 rokuUkład sił w Syrii - 14 marca 2019 roku Gazeta.pl

Czy w takim tyglu można w ogóle upatrywać się końca syryjskiego konfliktu?

Po ośmiu latach można stwierdzić, że najbardziej krwawy okres wojny domowej w Syrii chyli się ku końcowi. Zanim jednak się definitywnie skończy, kraj ten czeka jeszcze okres przejściowy, który będzie związany z politycznym uregulowaniem problemów na miejscu. Wszystko zależy od tego, czy i kiedy w Syrii uda się zapoczątkować proces konstytucyjny pod patronatem ONZ - to scenariusz pozytywny, który trzeba brać pod uwagę - wskazuje były ambasador

- wskazuje były ambasador.

Syria skazana na Asada? "Nie ma ludzi z czystą kartą"

Te procesy konstytucyjne, o których wspomina Płomiński, czyli choćby częściowe przywrócenie ładu politycznego w Syrii i stopniowa stabilizacja, rodzą jednak pytania. Nikt nie ma wątpliwości, że przynajmniej na początku elementem rozwiązania byłby urzędujący prezydent, który jest oskarżany o zbrodnie przeciwko ludzkości. Jeszcze przed 8. rocznicą wybuchu protestów do Międzynarodowego Trybunału Karnego trafił wniosek o wszczęcie dochodzenia wobec Asada.

- Rodzina Asadów rządzi w Syrii od lat 70., okopała się przy władzy, popełniała niewyobrażalne zbrodnie, to prawda. Jednak moim zdaniem prezydent Asad, choć przetrwał wojnę domową, w dłuższej perspektywie nie utrzyma władzy. Te siły, które on teraz jeszcze reprezentuje, wyłonią zapewne kogoś nowego. Zresztą, po żadnej ze stron konfliktu na ten moment nie ma ludzi z "czystą kartą". Również na ugrupowaniach opozycji ciążą ogromne zarzuty - zaznacza Płomiński.

Turcja może pozwolić sobie na masakrę, ale jest rozwiązanie"

Problemem dla Syrii - jeśli spełnią się takie analizy - będzie też kwestia kurdyjska. Kurdowie w Syrii najpierw otwarcie zaangażowali się w konflikt z dżihadystami z Daesh, wspomagając międzynarodową koalicję, a później zostali zostawieni w dużej mierze sami sobie. Na razie sytuację - przy ofensywie Turcji, która określa ich jako terrorystów i dąży do konfrontacji - ratują Amerykanie. Co, jeśli jednak opuszczą tamte regiony?

Zapowiada się kolejny problem. Kurdowie kontrolują tereny o znaczeniu strategicznym, żyzne obszary rolne, tam są też liczące się złoża ropy naftowej, a ten konflikt ma przecież również wymiar gospodarczy. Jednak nie ukrywam: jeżeli Amerykanie nie zadziałają wystarczająco mądrze, to działania Turcji motywowane względami bezpieczeństwa mogą spowodować masakrę Kurdów, bowiem niewątpliwie zaatakowani stawią zdecydowany opór. Rozwiązaniem może być próba dogadania Kurdów z rządem w Damaszku i włączenie ich w proces konstytucyjny, o których wspominałem. Wtedy uzyskaliby kuratelę syryjską, choć z pewnością i wówczas potrzebne byłyby jakieś gwarancje międzynarodowe

- mówi Płomiński.

Patroni dramatu sięgają drugi raz po "syryjski tort"

Były ambasador RP stawia też tezę, że w tej chwili tylko uspokajanie sytuacji, niezależnie od tego, na jak "zgniłe kompromisy" trzeba byłoby iść w kontekście politycznym, może przynieść Syrii wymierne profity.

- Pieniądze nie napłyną do Syrii, nie wrócą uchodźcy, jeżeli nie zapadną polityczne decyzje, które to wszystko uporządkują. To uporządkowanie można zamknąć w określeniu: stworzenie realnej perspektywy ustanowienia praworządności i podstaw narodowego pojednania - wskazuje Płomiński. Ekspert przywołuje tutaj szacunki ONZ, według których tylko pierwszy etap odbudowy Syrii będzie kosztować około 250 mld dolarów.

- Na arenie międzynarodowej w regionie jest wielu graczy, którzy ostrzą sobie zęby na lukratywne biznesy w Syrii, ale zanim będą mogli je ubijać, nowy rząd w Damaszku będzie musiał pokazać, że są ku temu przesłanki - podsumowuje i dodaje, że są to w zasadzie w dużej mierze te same państwa, które patronowały różnym frakcjom syryjskiego dramatu, w tym Iran, Rosja, Turcja, Katar, Arabia Saudyjska, Izrael.

Więcej o: