Pięć pytań o Syrię. Państwo Islamskie pokonane? "Wróci do bycia ekstremistyczną partyzantką"

Wojna będzie wygasać, czy rozgorzeje z nową siłą? Państwo Islamskie zostało pokonane, czy też może się odrodzić? Co czeka syryjskich Kurdów, jaki będzie los milionów uchodźców? W rocznicę wybuchu syryjskiej wojny pytamy ekspertów o przyszłość Syrii i Syryjczyków.

Osiem lat temu Bliski Wschód i Maghreb wrzał. Trwała rewolucja na ulicach i na Twitterze. Masowe protesty frustrowanych mieszkańców państw arabskich miały różne skutki. Ale nigdzie nie były one tak katastrofalne, jak w Syrii. 

15 marca jest przyjmowany za datę wybuchu wojny w Syrii, która zaczęła się od demonstracji, a z czasem przerodziła się w rewolucję przeciwko dyktaturze Baszara Al-Asada. Po kilku latach krwawych walk wydawało się, że dyktator przegra pod naporem zbrojnej opozycji i dżihadystów. Szale przechyliły się na jego stronę, gdy uzyskał pomoc z zagranicy. Dzięki rosyjskim samolotom i wspieranym przez Iran milicjom Asad zaczął pokonywać tereny rebeliantów, od Aleppo po symboliczną Darę, zwaną kolebką rewolucji.

Teraz Asad kontroluje 70 proc. kraju. Zdążył już ogłosić zwycięstwo, a niektóre państwa arabskie wznawiają z nim relacje. Jednak wojna jest daleka od ostatecznego rozwiązania. Dużą część kraju kontrolują głównie kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne. Z pomocą zachodniej koalicji w dużej mierze pokonały one Państwo Islamskie i właśnie toczą bitwę o ostanie kilkaset metrów "kalifatu" we wsi Baghuz na syryjsko-irackim pograniczu. Prowincje Idlib i Afrin kontrolują antyrządowe milicje, w tej pierwszej - głównie dżihadyści, w drugiej bojówki wspierane przez Turcję. Zwycięstwo Asada nie będzie pełne, dopóki te tereny są poza jego kontrolą. Czy dojdzie do kolejnych walk? Co czeka miliony uchodźców poza granicami Syrii? I czy Państwo Islamskie rzeczywiście zostało pokonane? W rocznicę wybuchu wojny w Syrii Gazeta.pl zapytała pięciu ekspertów i dziennikarzy o przyszłość wojny, kraju i jego mieszkańców:

Jaka przyszłość czeka Syrię? 

Feras Hanusz, syryjski aktywista i członek grupy informującej o zbrodniach państwa islamskiego, teraz żyje jako uchodźca w Europie:

Mija osiem lat od wybuchu syryjskiej rewolucji i szalonej, egoistycznej i ideologicznej wojny przeciwko Syryjczykom, którzy jedynie próbowali domagać się swoich praw, wolności i godności. Reżim Assada odzyskał kontrolę nad dużym obszarem Syrii, ale co się stało, to się nie odstanie. Baszar Al-Assad nie będzie w stanie ponownie kontrolować Syryjczyków.

Nikt nie ma pojęcia, kiedy wojna się skończy. Ale wiem, że w przyszłości Syrii nie ma miejsca dla Asada. Rządy niektórych państw mają możliwość wpływania na to, by w przyszłości doszło do transformacji politycznej bez Asada. Na to liczymy jako Syryjczycy. Straciliśmy zaufanie do tych państw, że spełnią moralny obowiązek wobec syryjskiej rewolucji. Ale wciąż jesteśmy przekonani, że usunięcie Asada będzie w ich wspólnym interesie. Nie wiem tylko, kiedy politycy, mający na to realny wpływ, zdadzą sobie z tego sprawę.

Dziś większość uchodźców - jestem jednym z nich - stworzyła nowe życie w krajach, które udzieliły im azylu. Tu zdobywamy nowe doświadczenia. Aby wrócić do Syrii, potrzebujemy bezpieczeństwa i wsparcia. Bezpieczeństwo nie będzie rzeczywiste bez usunięcia Assada. Wsparcie jest konieczne w celu zbudowania stabilnego, bezpiecznego kraju. Boje się tylko, jak długo to potrwa. Z czasem dostosowujemy się do życia w nowych krajach, budujemy tu nowe życie i to ono może stać się naszym prawdziwym życiem na długo.

Zniszczenia w mieście Douma pod Damaszkiem, gdzie reżim Baszara Al-Asada dokonał ataków bronią chemicznąZniszczenia w mieście Douma pod Damaszkiem, gdzie reżim Baszara Al-Asada dokonał ataków bronią chemiczną Fot. Hassan Ammar / AP Photo

Co dalej z tzw. Państwem Islamskim i jego bojownikami?

Seth Frantzman, izraelski dziennikarz i analityk, relacjonował m.in., syryjską wojnę domową i walki z tzw. Państwem Islamskim w Mosulu:

Klęska Państwa Islamskiego w Baghuz doprowadziła do exodusu zatwardziałych bojowników, z których wielu złożyło broń, ale nie czuje się pokonanymi. To ogromny problem dla Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) i ich koalicji pod przywództwem USA. Groźnych członków Państwa Islamskiego są tysiące, a liczba zagranicznych mężczyzn-bojowników prawdopodobnie przekracza tysiąc. Pochodzą z ponad 40 krajów.

Ponieważ zachodnia koalicja uznaje SDF za podmiot niepaństwowy, nie ma planów inwestowania na ich terenie w wielkie więzienia lub obozy dla pojmanych mężczyzn z IS, którzy stanowią największe zagrożenie. Koalicja sprzeciwia się także przekazaniu ich syryjskim władzom w Damaszku. Oznacza to, że bojownicy mogą znaleźć się z powrotem wśród ludności cywilnej lub spróbować dostać się tureckiej strefy wpływów w północnej Syrii. Może to doprowadzić do kolejnej serii ataków Państwa Islamskiego. Zagraniczni bojownicy powinni zostać postawieni przed sądem za zbrodnie wojenne, lub co najmniej oskarżeni o nielegalny wyjazd do Syrii i popieranie IS. Ale w chaosie bitwy o Baghuz praktycznie nie ma prób udokumentowania ich zbrodni. To oznacza, że nie usłyszą zarzutów. Większość z 41 krajów ich pochodzenia nie chce ich przyjąć do siebie [w celu osądzenia - red.]. Trzymanie ich w areszcie jest ogromnym obciążeniem ekonomicznym dla ubogich w zasoby SDF. Jeśli kraje, z których pochodzą nie pokryją tych kosztów, bojownicy będą musieli zostać wypuszczeni.

Sądzę, że Państwo Islamskie wróci do swych korzeni - stanu sprzed roku 2013 roku, kiedy było ekstremistyczną partyzantką. Wykorzysta ten sposób działania, by spróbować ponownie urosnąć w siłę. Wciąż posiada ono globalną "markę", która ma zwolenników w Afryce i Azji. Jednak, podobnie jak Al Kaida została osłabiona przez utratę Afganistanu w 2001 roku, także Państwo Islamskie ucierpiało przez utratę pokaźnych terenów w Iraku i Syrii.

Bojownik Syryjskich Sił Demokratycznych pilnuje mężczyzn z Baghouz, ostatniej twierdzi Państwa IslamskiegoBojownik Syryjskich Sił Demokratycznych pilnuje mężczyzn z Baghouz, ostatniej twierdzi Państwa Islamskiego Fot. Felipe Dana / AP Photo

Jaki będzie kolejny etap wojny?

Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa były żołnierz i uczestnik polskich misji wojskowych na Bliskim Wschodzie, historyk i wykładowca na Uniwersytecie Rzeszowskim:

Problem wojny w Syrii jest złożony, ale jednocześnie mógłby być rozwiązany błyskawicznie. Złożoność polega na ambicjach aktorów regionalnych i powrocie do politycznej rywalizacji o strefy wpływów pomiędzy USA i Rosją. Rozwiązaniem mogłaby być współpraca pomiędzy mocarstwami globalnymi i regionalnymi. To drugie jest oczywiście utopią, ale nie całkiem. W Iraku podobny proces (w bardzo ograniczonym stopniu) ma miejsce. W południowej części tego kraju, Arabia Saudyjska i Iran są w stanie realizować swoje interesy bez poważnych konfliktów i z korzyścią dla samego Iraku.

W przypadku Syrii jak na razie brak jest konsensusu zarówno mocarstw regionalnych jak i globalnych, ale to może się zmienić w miarę jak znika oficjalny powód interwencji państw ościennych - czyli zwalczanie IS. Wydaje się, że Zachód jest coraz bardziej skłonny zaakceptować pozostanie Asada u władzy, co tylko pozornie będzie sukcesem Rosji. Putin jest potrzebny Asadowi dlatego, że jest w izolacji międzynarodowej. Gdyby ta osłabła, nie widać powodów do jakiegoś poważnego sojuszu syryjsko-rosyjskiego. Oczywiście Rosja utrzyma swoje bazy, sprzeda jakąś ilość uzbrojenia do Damaszku, ale na tym koniec. Podobny trend widać na przykładzie Iranu. Gdy Iran jest przyciskany do muru sankcjami, zbliża się do Rosji, gdy sankcje zelżały, Teheran nie potrzebował już tak Putina. Rosja pozostanie zwycięzcą konfliktu syryjskiego, ale raczej wskutek nieporadności Zachodu niż dzięki jakiejś niezwykłej strategii Kremla. Niewątpliwie jednak znacznie łatwiej wskazać przegranego tego konfliktu niż zwycięzców, największym przegranym, koszmarnie wykrwawionym i sponiewieranym jest społeczeństwo syryjskie. Trzeba tu wyraźnie powiedzieć, że w tej strasznej wojnie zdalnej jedynymi, którzy zachowywali się przyzwoicie były organizacje humanitarne takie jak Polska Akcja Humanitarna pani Janiny Ochojskiej, której pracownicy, z narażeniem życia nieśli pomoc mieszkańcom Syrii.

To, czy dojdzie do kolejnej eskalacji konfliktu, zależy nie tylko od Asada, czy Rosji i USA, istnieje wiele sił na Bliskim Wschodzie, które mogą ten konflikt na nowo rozdmuchać. Wiele zależeć będzie od tego, czy uda się doprowadzić teraz do procesu odbudowy państwa, nie bacząc na to, kto stoi u jego steru, czy jednak rozliczenia i polityczne kalkulacje wezmą górę. Z uwagi na tych najbardziej poszkodowanych -potrzeba w Syrii przede wszystkim pokoju.

Bojownik Syryjskich Sił Demokratycznych w czasie bitwy z tzw. Państwem IslamskimBojownik Syryjskich Sił Demokratycznych w czasie bitwy z tzw. Państwem Islamskim Fot. Andrea Rosa / AP Photo

Jaka będzie przyszłość Kurdów?

Paweł Pieniążek, reporter, relacjonował protesty na kijowskim Majdanie, wojny w Donbasie, Iraku i Syrii. W tym roku ukaże się jego książka o syryjskiej wojnie:

Koniec Państwa Islamskiego - nie jako organizacji, ale jako "kalifatu" - jest bardzo blisko. Ale paradoksalnie dla Kurdów będzie to powód nie do świętowania, a do zmartwień. Stany Zjednoczone chcą wycofać jak najwięcej swoich sił, ale wciąż nie jest jasne, co zrobią. Donald Trump najpierw mówił o wycofaniu wszystkich wojskowych. Teraz, że może zostać 400 żołnierzy. Nie wiadomo też, co zrobią inne państwa koalicji jak Francja i Wielka Brytania. Ale bez Amerykanów Kurdowie sobie nie poradzą.

Syria jest podzielona na trzy strefy wpływów: rosyjsko-irańską, turecką i amerykańską. To tworzy pewną równowagę. Każda z lokalnych stron konfliktu w Syrii wie, że nie może zaatakować drugiej, bo grozi to zniszczeniem przez wspierające mocarstwo. Jeśli ta ochrona zostanie wycofana, to Kurdowie będą skazani na pastwę losu. Zostaną im dwie możliwości: albo dać się podbić Turcji, albo porozumieć z reżimem Asada, z którym od dawna toczą rozmowy. Z perspektywy Kurdów lepsze jest dogadanie się z Damaszkiem. Będą dążyli do zachowania jak największej części wywalczonej autonomii. Tyle, że już zapowiedzi Trumpa osłabiły ich pozycję negocjacyjną. Zwykli mieszkańcy terenów kontrolowanych przez Syryjskie Siły Demokratyczne trochę odetchnęli, dzięki - z jednej strony - przygasaniu walki z Państwem Islamskim, a z drugiej - odroczeniu zapowiadanego ataku tureckich wojsk na północną Syrię. Wciąż jednak żyją w niepewności, co będzie dalej. Trudno być optymistycznym w dłuższej perspektywie.

Bojownicy Syryjskich Sił Demokratycznych, którzy biorą udział w walkach z tzw. Państwem IslamskimBojownicy Syryjskich Sił Demokratycznych, którzy biorą udział w walkach z tzw. Państwem Islamskim Fot. Andrea Rosa / AP Photo

Jaki będzie los syryjskich uchodźców?

Dr Wojciech Wilk, ekspert ds. pomocy humanitarnej, Prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, która od 2012 roku pomaga uchodźcom w Libanie:

Na Bliskim Wschodzie - w Turcji, Libanie, Jordanii i Egipcie - jest 5,7 mln uchodźców z Syrii. To prawie 1/4 ludności kraju. Do tej pory wróciło może kilkanaście tysięcy, ale w żadnym stopniu nie są to powroty masowe. Rządy krajów z graniczących z Syrią są zainteresowane stworzeniem wrażenia, że uchodźcy masowo wracają, aby po pierwsze, wymóc presję na uchodźcach, a po drugie pokazać swoim obywatelom, że koniec kryzysu uchodźców jest już bliski.

Tak długo, jak rząd Syrii nie zagwarantuje powracającym uchodźcom bezpieczeństwa i wolności od prześladowań, np. poprzez masową amnestię, żadne organizacje humanitarne nie mogą nakłaniać uchodźców do powrotu. Powracający dostają od syryjskiej służby bezpieczeństwa zapewnienie o tym, że nie są poszukiwani. Natomiast do tej pory ani UNHCR, ani inne organizacje humanitarne, nie mają możliwości pełnego zweryfikowania,jaki jest ich los: czy są oni bezpieczni? Czy mężczyźni nie zostali aresztowani lub wcieleni siłą do wojska? W sobotę szef UNHCR Filippo Grandi publicznie zaapelował do władz Syrii o umożliwienie pełnego dostępu do powracających uchodźców. W świecie dyplomacji humanitarnej takie apele publikuje się tylko wówczas, gdy rozmowy z rządem nie przyniosły żadnych rezultatów.

Tak długo, jak uchodźcy syryjscy nie mogą bezpiecznie powrócić do domu, powinni oni mieć możliwość zatrudnienia lub otrzymania pomocy humanitarnej. Jednak nie można też oczekiwać, aby bogate kraje Zachodu finansowały pomoc humanitarną dla pięciu milionów uchodźców przez dziesięciolecia. Dlatego bardzo ważne jest zbudowanie możliwości legalnego zatrudnienia uchodźców w takich krajach jak Turcja, Syria czy Jordania. Nie jest to łatwe, gdyż obecność setek tysięcy Syryjczyków jest bardzo dużym obciążeniem i powoduje bezrobocie wśród miejscowej ludności, która także musi być objęta bezpośrednim wsparciem.

W Libanie, Fundacja PCPM realizuje projekt wsparcia eksportu libańskich produktów spożywczych do Europy po to, aby tamtejszy sektor rolno-spożywczy mógł produkować i zarabiać więcej, a przez to tworzyć więcej miejsc pracy, zabezpieczając byt i dając bezpieczeństwo uchodźcom z Syrii. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy zobaczycie Państwo na polskich półkach sklepowych dżemy, przetwory czy oliwę z oliwek z napisem, że kupując te produkty wspieracie bezpośrednio uchodźców syryjskich w Libanie. Zachęcam do wsparcia także w tej sposób ludzi, którzy musieli uciekać ze swoich domów i nie będą mogli wrócić do swojej ojczyzny potencjalnie jeszcze przez kilka lat.

Chalid, 29-letni syryjski uchodźca w nieformalnym obozowisku w LibanieChalid, 29-letni syryjski uchodźca w nieformalnym obozowisku w Libanie Fot. Patryk Strzałkowski

Chcesz się skontaktować lub zadać pytanie? Napisz do autora: patryk.strzalkowski@agora.pl

Więcej o: