Prof. Stempin: Franciszek walczy z pedofilią, ale walczy z wiatrakami

Jacek Gądek
- Franciszek walczy z pedofilią, ale - tak jak na wielu innych frontach - walczy z wiatrakami. Niewykluczone, że opór, z jakim się spotyka, każe mu postrzegać jedno swoje zamierzenie jako najbardziej realne: wymianę kolegium kardynalskiego, które wybierze nowego papieża, sukcesora jego programu, Franciszka II - mówi prof. Arkadiusz Stempin*, z którym śledzimy historię pedofilii w Kościele.

Jacek Gądek: Czy pedofilia wśród duchownych Kościoła katolickiego to rzecz stosunkowo nowa?

Prof. Arkadiusz Stempin: Z zachowanych źródeł trudno ustalić skalę tej pedofilii do końca XIX w. Ale to, co wiemy, trzeba widzieć na tle statusu dziecka w społeczeństwie, w szczególności w świetle ogólnej przemocy wobec dzieci.

Chrześcijaństwo w V w. wyparło kulturę antyczną i zlikwidowało rozpowszechnioną w Imperium Rzymskim praktykę seksu między dorosłymi mężczyznami a młodymi chłopcami. Wprowadziło ponadto pojęcie "niewinności dziecka", z drugiej jednak strony sankcjonowało kulturę przemocy. Przede wszystkim dziecko było własnością ojca. Stąd np. jeśli w średniowieczu zaręczona dziewczyna nie krzyczała podczas gwałtu, traktowano to jako jej przyzwolenie na seks i karano ukamieniowaniem. Jeśli nie miała ona 12 lat, czekano aż ten wiek osiągnie.

Jaka była skala takiej przemocy wobec dzieci?

Aż do XIX w. częsta była praktyka uśmiercania noworodków przez rodziców. Na przykład w XIII w. papież Innocenty III miał świadomość dużej liczby topionych w Tybrze dzieci.

Ofiarami przemocy seksualnej często padali niewolnicy. Cywilizacja chrześcijańska nie zlikwidowała bowiem niewolnictwa. Tylko w Sewilli między 1470 a 1525 r. sprzedano 4,5 tys. niewolników w tym 28 proc. poniżej 15, a 15 proc. poniżej 10 roku życia. Dużą liczbę niewolników pozyskiwały klasztory do prac rolnych. Istniała też praktyka sprzedaży dziewczynek jako prostytutek do domów publicznych. Urządzano także procesy "czarownic", które były często zakamuflowaną praktyką pedofilską. Wśród "czarownic" znajdowały się w większości nie stare wiedźmy, a młode kobiety lub dziewczęta, którym przy użyciu tortur, w tym także przy użyciu przemocy seksualnej, imputowano seks z demonem lub uwiedzenie mężczyzn w celu kradzieży męskiego nasienia.

Wydaje się ponadto, że kazirodztwo było bardziej rozpowszechnione niż pedofilia, ale trudno oszacować jak bardzo.

A prawo przewidywało kary za pedofilię?

Penalizacja była silnie zróżnicowana lokalnie. W aktach sądowych spotyka się nawet karę śmierci za gwałt małoletniej. Ale znacznie częściej zdarzało się coś innego: nawet jeśli gwałtem padło dziecko z klasy posiadającej, rodzina ze względu na plamę na honorze, nie skarżyła gwałciciela.

Skala pedofilii w społeczeństwie chrześcijańskim do XIX w. była znacznie mniejsza niż dziś. Brakowało komercyjnych narzędzi multiplikacji w postaci filmów. Ponadto mężczyźni ze skłonnościami pedofilskimi mogli w przypadku dziewczyn całkiem legalnie dać ujście afektowi, skoro prawo kościelne granicę wieku dla dziecka określiło - wzorem prawa rzymskiego - na 12 lat, zezwalając na małżeństwo, niezależnie od dojrzałości seksualnej dziewczynki. Zawarcie narzeczeństwa było możliwe już od 7. roku życia, co usankcjonował papież Honoriusz III (1216–27). Z kolei Aleksander III (1159–1181) uznał za pełnoprawne związki te, w których doszło do pożycia seksualnego przed kanonicznym wiekiem dziewczynki (12 l.) i to bez wnikania w okoliczności, w jakich doszło do zbliżenia. W ten sposób pedofile mogli zgodnie z prawem, jakie obowiązywało do XIX w., dać upust swoim preferencjom.

W rzeczywistości skala tego zjawiska jest nieznana?

Źródła takie jak literatura, poezja, biografie osób i akta procesowe są silną przesłanką do tezy, że przed wiekami pedofilia duchownych nie była zjawiskiem marginalnym, ale nie tak powszechnym jak dziś. Nie ominęła ona nawet wyniesionego na ołtarze opata cysterskiego Waldefa von Melrose (zm. 1159), który zapisał, jak dziecię Jezus całowało go w usta, a on pocałunek odwzajemniał, doznając erekcji ("inebriatus a torrente voluptatis").

W klasztorach i miejscach, gdzie znano pismo, zakonnicy układali wiersze o treści pedofilskiej. W jednym, przypisywanym Piotrowi z Blois z opactwa Saint Martial w Akwitanii, autor rozbiera nastolatkę, by ją rozdziewiczyć. W słynnym zbiorze pieśni "Carmina Burana" autor-zakonnik erotykę z nieletnią ogranicza do pieszczot.

Klasztory z racji tego, że były zamkniętymi społecznościami, sprzyjały pełnieniu się pedofilii?

Najwięcej źródeł średniowiecznych (V-XV w.) o dużej wiarygodności informuje o pedofilii właśnie w klasztorach, gdzie starsi wiekiem zakonnicy molestowali oblatów i nowicjuszy, oddawanych nierzadko do klasztoru w wieku 5-8 lat. Fenomen ten wyjaśnił franciszkanin arystokratycznego pochodzenia, Arnaud z Verniolle. W wieku 11 lat, "jak to bywało w zwyczaju" Arnaud spał w klasztorze w jednym łóżku z zakonnikiem, który "się już golił". Arnauld w wieku dorosłym sam praktykował homoseksualizm i pedofilię.

Już w X w. mnich Gunzo z Nawary określał zakonników jako homoseksualne bractwa, a wielka osobowość Kościoła w średniowieczu, kardynał Petrus Damiani, wyniósł pedofilię w klasztorach do rangi seksu kazirodczego, skoro starsi zakonnicy wobec młodych powinni być jak ojcowie. Znaczna liczba przepisów, która miała zapobiegać kontaktom seksualnym w klasztorach dowodzi rozpowszechnieniu w nich pedofilskich praktyk. Wprowadzona w 973 r. dla benedyktynów w Anglii instrukcja "Regularis Concordia" zakazywała zakonnikom brania oblatów (dzieci oddawanych do zakonu) w ramiona. A w klasztorze Saint Béw Dijon wewnętrzne przepisy z XIV w. przewidywały karę chłosty za dotknięcie samego habitu oblata.

Jak w praktyce wyglądały kary?

Były silnie lokalnie zróżnicowane, ale źródła często je przemilczają. Na przykład w historii o kanoniku Grafie Friedrichu von Rietberg, który w 1516 r. zgwałcił 10-latkę, kronikarz szeroko rozwodzi się o samym akcie, ale nie podaje informacji o karze. Podobnie postawiono pod sąd stręczycielkę, która w Hamburgu (1516 r.) sprzedała miejscowemu duchownemu 11-letnią dziewicę, ale kronika nie informuje o wymiarze kary. Generalnie, pedofilię traktowano łaskawiej niż homoseksualizm, zoofilię czy kazirodztwo.

Księgi penitencjarne z różnych części Europy przewidują często za pedofilię dla zakonników karę trzech lat postu. Surowością na tym tle wyróżnia się system kar zasądzonych przez św. Bazylego przewidujących naplucie zakonnikowi w twarz i trzy lata celi o chlebie co trzy dni. Ale już miasto Bazylea wygnało rodziców, którzy sprzedali 9-letnią córkę jednemu z ojców soborowych. To samo spotkało wikarego z katedry bazylejskiej za uwiedzenie nieletniego chórzysty (w 1475 r.). Dla odmiany notariat z Mediolanu notuje w 1469 r. przypadek proboszcza z kościoła św. Barnaby, który zgwałcił 11-latkę, a przez kilka lat był w związku z 10-latkiem i nie poniósł żadnej kary.

Co przynosi tu XX wiek?

Przede wszystkim instrukcję "Crimen sollicitationis" z 1922 r. Wcześniej jednak zróżnicowane lokalnie procedury wobec pedofilii w Kościele ujednolicono w 1917r. kodeksem prawa kanonicznego. Przewidywał on "odpowiednią karę" w dwóch przypadkach: za "sprzeniewierzenie się 6. przykazaniu" (nie cudzołóż) i za uwodzenie penitenta w czasie spowiedzi.

Właśnie ten drugi casus znalazł się w treści instrukcji z 1922 r. wydanej przez najważniejszą instytucję watykańską, Święte Oficjum, odpowiedzialne za doktrynę. Instrukcja stała na straży świętości spowiedzi. Zobowiązywała napastowaną przez księdza osobę do zgłoszenia przestępstwa miejscowemu ordynariuszowi. A ordynariusza z kolei do wszczęcia dochodzenia i wytoczenie procesu kościelnego spowiednikowi. Ale co istotne: procesu utajnionego. Do milczenia były zobowiązane wszystkie strony, w tym oskarżająca księdza ofiara. Za naruszenie milczenia groziła automatyczna ekskomunika. Instrukcja ta dotyczyła również homoseksualnego uwodzenia przy spowiedzi. A - choć tego wprost już nie artykułowano - rozciągano ją też na pedofilię.

Milczenie jest tutaj kluczem?

Tak, skoro instrukcja wymuszała na ofiarach milczenie, to o molestowaniu dzieci przez księży nie dowiadywała się państwowa prokuratura. Wytworzyła się więc w Kościele kultura milczenia, bo skoro przestępstwo nie wychodziło na zewnątrz, to biskupi ukręcali sprawie łeb, poddając sprawców terapii, ale przenosząc ich do innych parafii.

Według instrukcji procesy kościelne za pedofilię wytaczali oskarżonym księżom ordynariusze, natomiast do Rzymskiej Kurii, konkretnie Kongregacji Nauki Wiary (od 1965 r. następczyni Świętego Oficjum), trafiały tylko przypadki molestowania petentów przy spowiedzi.

Ta instrukcja była publicznie znana?

Nie. Zgodnie z nakazem instrukcja była przechowywana pod kluczem w sekretnym archiwum przez ordynariusza w każdej diecezji. Dlatego dopiero na kanwie skandalu pedofilskiego w Kościele w USA jej istnienie zostało odkryte przez jednego z prawników, a upublicznione w 2003 r. przez dominikanina z nuncjatury w Waszyngtonie - ojca Thomasa Doyla.

Czy kościelna praktyka przed i po I wojnie światowej jakoś się różniła?

Nie. Wojny nie były tu żadną cezurą.

A pierwsze lata po niej? Aż do papieża Jana XXIII, do którego dziś często jest porównywany papież Franciszek?

Jan XXIII został wybrany na papieża w 1958 r. Jego elekcja to, podobnie jak w przypadku Franciszka, zagadka. Bo jak to możliwe, że z konserwatywnego kolegium kardynalskiego wyłania się "rewolucjonista"? Jan był właśnie takim rewolucjonistą…

…który od razu zwołał sobór. Czy przez cztery lata jego pontyfikatu coś się zmieniło ws. pedofilii?

Nic. Obowiązywała "Crimen sollicitationis", która miała chronić świeckich przed kapłanami w czasie spowiedzi, ale nakładała na obie strony nakaz milczenia także po spowiedzi, więc w praktyce chroniła księży.

Pedofilia wśród księży nie była zjawiskiem uchwycony przez procedury kościelne, bo zjawisko to nie było objęte horyzontem poznawczym Kościoła. W 1962 r. zmieniono instrukcję, nie dlatego, że go dostrzeżono, ale jej nowelizacja była tylko małym elementem soborowej rewolucji w Kościele.

Kto konkretnie modyfikował tę instrukcję?

Członkowie ówczesnego Świętego Oficjum, ale już nie sam kard. Alfredo Ottaviani, który był ultrakonserwatystą rzucającym na soborze rękawicę samemu papieżowi. Zmieniona instrukcja nie budziła zresztą większego oporu, bo tworzyła w dalszym ciągu ramy ochronne dla sakramentu spowiedzi.

Podczas soboru zawiązał się natomiast tzw. pakt katakumb - tych biskupów, którzy rozumieli posługę Kościoła podobnie, jak dziś robi to Franciszek. Chcieli Kościoła ubogich, szpitala polowego, a nie Kościoła jak z filmu Federico Felliniego "Roma" (1972), w którym reżyser pokazał barokowy przepych i rewię mody kościelnej.

A sam sobór nic nie zmienił w podejściu do tematyki pedofilii?

Nie. Problem ten nie miał też rezonansu w społeczeństwie. Nie istniała przecież jeszcze światowa opinia publiczna - ta kształtowała się dopiero przy okazji wojny wietnamskiej (1955-75).

Skutki tej instrukcji trwały jak długo?

Cały czas trwają. Kultura milczenia, która powstała w Kościele w oparciu o tę instrukcję, pokutuje do dziś, choć jej intencją nie była przecież pierwotnie ochrona pedofilów.

Lata 60. i 70 to czas utajonego nabrzmiewania problemu w Kościele. Bo przypadki pedofilii były skrywane w Kościele, a prokuratury państwowe nie mając o nich wiedzy, były bierne. Ponadto Sobór uwolnił księży z klerykalnego gorsetu. Księża wychodzą z kościołów i zakrystii. Z tego, co wiemy dziś, to najwięcej przypadków molestowania przez duchownych, przypada właśnie na lata 60. i 70.

Co było powodem tej erupcji?

Nigdy zjawisko nie jest determinowane tylko jedną przyczyną. Obecność księdza na ulicy, w szkole, w pejzażu społecznym, co jest skutkiem soboru - to jedno. A rewolucja seksualna szczególnie w USA i Europie Zachodniej - to drugie. W tych latach mamy też do czynienia z pierwszym masowym zrzucaniem sutann przez duchownych.

Z jakich powodów?

Odsakralizowano kapłaństwo i pozbawiono je splendoru. Wcześniej silna pozycja duchownego pozwalała prowadzić podwójne życie.

W 1965 r. skończył się sobór, a papieżem był już Paweł VI.

I nic istotnego w zwalczaniu pedofilii się nie dokonało.

Eksplozja mediów masowych to też żadna cezura?

Instytucjonalnie w Kościele - nie. W tym czasie donosy na o. Marciala Maciela Degollado - twórcę Legionu Chrystusa, a prywatnie drapieżcę seksualnego - słane przez legionistów do Watykanu przepadały. Także w latach 80. nie podejmuje się w Kościele żadnych kroków. Nadal pedofile są przenoszeni z parafii do parafii przez swoich biskupów. Są kryci w czasach kulminacji zjawiska molestowania dzieci przez duchownych. Pojawia się ponadto możliwość wysyłania księży do Afryki, która staje się wielkim kontynentem misyjnym.

A zmienia się coś z rokiem 1978 r., gdy papieżem staje się już Jan Paweł II?

Jan Paweł II przejmuje Kościół po Pawle VI, także Kurię Rzymską dziedziczy po poprzedniku i nie ingeruje w nią, bo jest dla niej "outsiderem" z Polski. W pontyfikacie skupia się na kilku punktach. Przede wszystkim na pielgrzymkach. Ich ogromna skala - aż 106 - wpisana była w wizję globalnego, masowego Kościoła. I nie tyle Jan Paweł II nie miał chęci, co brakowało mu instrumentów, by zreformować Kurię. Próbował Benedykt XVI, ale jemu z kolei brakło zdolności przywódczych.

Kuria więc do elekcji Franciszka działał siłą rozpędu od czasów Pawła VI. To dotyczyło nie tylko podejścia do pedofilii, ale także finansów.

Jana Paweł II nie docenił skali problemu, czy nie wiedział?

Że nie miał świadomości wielu rzeczy, to wiemy od Wandy Półtawskiej, która musiała prywatnie dotrzeć do niego, by poinformować o molestowaniu kleryków przez abpa Juliusza Peatza. Analogiczny przypadek dotyczył kard. Hansa Groëra - przy jego nominacji na arcybiskupa Wiednia w 1986 r. dossier o molestowaniu przez Groëra wysyłano do Watykanu, ale najbliższe otoczenie papieża, kard. Angelo Sodano i kard. Stanisław Dziwisz, zatrzymało dopływ informacji. Nawet jednak gdyby informacje obciążające Groëra dotarły do Jana Pawła II, to - co wiemy z relacji kard. Ratzingera - papież uznałby to za potwarz dla kandydata do sakry biskupiej.

Skąd ta pana wiara w niewiarę papieża w prawdziwość oskarżeń?

Jan Paweł II był osadzony w polskiej rzeczywistości. A skoro doświadczenia wyniesione z adolescencji (dojrzewania) są konstytutywne dla naszej tożsamości. to doświadczenia adolescencyjne dla Karola Wojtyły przypadły na czasy PRL-u, gdy księża przez wrogie Kościołowi władze komunistyczne byli kompromitowani, oczerniani i posądzani o występki seksualne.

Ten sposób patrzenia, już jako papież, odniósł do ataków wrogów Kościoła powszechnego, reprezentantów tzw. "cywilizacji śmierci". Nie dałby więc wiary w oskarżenia zwłaszcza wobec zasłużonych ludzi Kościoła, jak Degollado. Ratzinger wiedział, że o. Degollado jest drapieżcą seksualnym, ale wiedział też, że Jan Paweł II w to nie uwierzy. Nie widział więc nawet sensu, by iść do niego z tą sprawą.

Z czym wiązać to, że na lata 60., 70 i 80. przypada kumulacja pedofilii wśród duchownych?

Także z rewolucją seksualną końca lat 60., która pedofilom w sutannach obniżyła próg zahamowań. Proceder zamiatania spraw pod dywan w Kościele ułatwiło także ogłoszenie (1983) kodeksu prawa kanonicznego przez Jana Pawła II.

Paragraf 1395 §2 wprawdzie przewidywał za molestowanie nieletnich do 16. roku życia penalizację czynu, łącznie z wyrzuceniem ze stanu kapłańskiego. Jednocześnie jednak potwierdzał procedurę wytaczania oskarżonemu procesu przez biskupa, czyli utrwalił praktykę załatwiania sprawy we własnej diecezji, a nie przez rzymską centralę - Kongregację Nauki Wiary. W efekcie dalej przenoszono księży z parafii do parafii, a w szczególnych przypadkach do innego kraju, lub na inny kontynent - głównie do Afryki.

O seksualnych ekscesach o. Degollado Watykan był informowany już od lat 40., a jego kariera w Kościele wciąż się rozwijała. Jakim cudem?

Sporo energii inwestował w aktywność seksualną. Był bigamistą, uwodził młodych seminarzystów, legionistów i dzieci. Później przerzucił się na kobiety, z którym spłodził całą ferajnę. Nie cofnął się także przed ich gwałtem. A jako przełożony zgromadzenia kazał oszołomionym seminarzystom masturbować siebie, wyrzuty ich sumienia zagłuszając bajką o papieskiej dyspensie na terapie dokuczliwych bólów penisa i podbrzusza.

Donosy na Degollado doszły do Watykanu od końca lat 40. Ułożone jeden obok drugiego rozpościerałyby się na 40 metrów. Jeden z molestowanych seminarzystów, ksiądz Juan Vaca, wysłał w 1989 r. Janowi Pawłowi II osobisty list, zawierający szczegóły seksualnych "wyczynów" Maciela. List podzielił los wielu innych - utknął w watykańskich szufladach. Zatrzymano go na średnim szczeblu w Kongregacji Nauki Wiary, jeszcze poniżej kard. Ratzingera (trzeciej persony w Watykanie).

Vace udało się jednak w końcu dotrzeć do kard. Ratzingera. Z informacji jego sekretarza, abp. Georga Gänsweina, wiadomo, że przedłożenie papieżowi sprawy Degollado przez Ratzingera blokował sekretarz stanu kard. Angelo Sodano. To daje wgląd w funkcjonowanie administracji Watykanu, która nieprzypadkowo była złożona z ludzi gotowych ukrywać takie informacje.

Nieprzypadkowo, czyli dlaczego?

To cały czas spadek po "Crimen Sollicitationis" i kulturze milczenia, którą wytworzyła ta instrukcja. Część urzędników z pewnością kierowała się wyłącznie ochroną wizerunku Kościoła, bo ten nie mógł doznać uszczerbku, gdy jakiś duchowny molestował dzieci.

Ale to błąd wielu ludzi czy instytucjonalne podejście?

Zdecydowanie instytucjonalne. Praktykowano je w Ameryce Południowej, Australii, Europie, USA.

Stosunek urzędowego podejścia Kościoła do pedofilii ilustruje casus bp. Pierre'a Picana. W 2001 r. Watykan pogratulował ordynariuszowi z francuskiego Bayeux, gdy ten odmówił rodzimej prokuraturze potwierdzenia informacji o księdzu, pomimo że ten przyznał się do czynów pedofilskich.

"Gratuluję ekscelencji, że nie zadenuncjowałeś księdza przed wymiarem sprawiedliwości" - pisał kard. Castrillon Hojos.Pochwała z Watykanu trafiła w kopii do wszystkich biskupów jako wzór godny postępowania i moralne wskazanie, jak postępować z władzami świeckimi. Sprawa ujrzała światło dzienne, kiedy za gwałt na dziesięciu chłopcach ksiądz został skazany na 18 lat więzienia, a biskup Pican na trzy miesiące w zawieszeniu, gdyż - zgodnie z francuskim prawem - nie zawiadomił prokuratury.

Kiedy na serio zaczęła się walka z pedofilią wśród duchownych?

Pierwszym na szczytach Watykanu, który uzmysłowił sobie zawodność kościelnych procedur, był prefekt Kongregacji Nauki Wiary - kard. Josef Ratzinger, późniejszy Benedykt XVI. Pod wpływem przypadków tuszowania pedofilii w USA kard. Ratzinger, z urzędu stróż katolickiej doktryny, na co dzień moralny absolutysta, który tępił liberalnych teologów, odważył się znieść anachroniczną instrukcję "Crimen Sollicitationis". I w 2001 r. wprowadził nową: "De delictis gravioribus".

Za wiedzą Jana Pawła II?

To kardynał Ratzinger przekonał papieża Jana Pawła II, by dyscyplinowanie pedofilów w sutannach i kryjących ich biskupów przekazał jego kongregacji.

Co zmieniła instrukcja z 2001 r.?

Pod karą ekskomuniki zobowiązywała każdego biskupa do informowania kongregacji kardynała Ratzingera o każdym przypadku pedofilii w diecezji. Ponadto wydłużała okres przedawnienia z 10 do 20 lat, a w wyjątkowo ciężkich przypadkach w ogóle znosiła przedawnienie. Ale klauzulę milczenia instrukcja zachowywała. Zwalniała więc biskupów od informowania o przestępstwie prokuraturę. De facto kard. Ratzinger wprowadził więc rozwiązanie połowiczne.

Ratzinger wiedział i mówił o brudzie w Kościele. W pamiętną drogę krzyżową w Koloseum 2005 r., eufemistycznie powiedział, że trzeba w końcu wypalać grzech pedofilii wśród duchownych. Na myśli miał także personalnie o. Degollado.

Skąd ta zmiana i przeniesienie ośrodka decyzyjnego do Watykanu?

Na postawę  kardynała największy wpływ wywarła właśnie sprawa Degollado. Ten charyzmatyczny, meksykański ksiądz założył Legion Chrystusa (1941). Zakon, który pod konserwatywnym sztandarem, w sieci szkół, organizacji charytatywnych i seminariów w ponad 20 krajach, ćwiczył katolicki narybek w religijnej ortodoksji. Od samego początku o. Degollado cieszył się protekcją Watykanu. Także samego Jana Pawła II, który w latach Ziemnej Wojny w legionistach słusznie dostrzegł znak odradzającego się triumfalnego Kościoła - po antyklerykalnej przemocy lat 30. XX w. w Meksyku i po prześladowaniach katolicyzmu w bloku radzieckim.

Legioniści stanowili w Ameryce Łacińskiej przeciwwagę dla teologii wyzwolenia. Przed biednymi masami Ameryki Południowej otwierała ona perspektywę sprawiedliwości społecznej - nie cofając się przed zatknięciem Chrystusa na karabinie. Dla polskiego papieża wojna biednych z bogatymi pod flagą Jezusa - teologia wyzwolenia - oznaczała jednak marksizm w czystej postaci.

Czy papież-Polak był odcinany od tych informacji, zwłaszcza gdy był już bardzo schorowanym człowiekiem?

Orbitujący w Watykanie poza układami włosko-południowoamerykańskimi sekretarz kard. Ratzingera, abp Gänswein, bez ogródek wyznał meksykańskiemu biskupowi Carlosowi Talaverze: Przedkładanie papieżowi dowodów seksualnych nadużyć protegowanego jest niemożliwe. Bo "ceni sobie bardzo osobę Maciela, który wiele dobrego uczynił dla Kościoła". W 2002 r. reporter ABC, Brian Ross, zapytał kard. Ratzingera o ojca Degollado. Zaskoczony Ratzinger poklepał Rossa po ręku i powiedział: - Przyjdź do mnie, gdy nadejdzie właściwy moment.

Właściwy moment nadszedł wraz z agonią Jana Pawła II. Na pół roku jego jego śmiercią, Ratzinger nakazał swojemu podwładnemu bp. Charlesowi Sciclunie wszczęcie procesu kanonicznego przeciwko o. Degollado. A gdy sam przejął ster rządów w Kościele, zesłał seksualnego maniaka do klasztornej celi i nakazał "życie w pokucie". Utrącił w ten sposób planowany przez Degollado plan własnej kanonizacji i spoczęcie na wieki w wybudowanej przez siebie w Rzymie bazylice.

Kiedy wybucha pierwszy skandal seksualny, który jest pierwszą kostką domina w Kościele?

W Irlandii lat 90. Pierwszym wstrząsem dla katolickiego kraju była informacja o tym, że urzędujący ordynariusz Eamonn Casey ma syna. Ekscelencja uciekł do Ameryki Południowej, a oburzenie Irlandczyków wezbrało, gdy wkrótce zmarł najbardziej medialny obrońca celibatu, ks. Michael Cleary. Jego śmierć odsłoniła fakt, że spłodził z młodą gospodynią dwóch synów. A w Irlandii życie społeczne i kościelne były sprzęgnięte ze sobą. Jeszcze w latach 70. kobiety nie mogły mieć paszportów bez zgody męża, do lat 80. nie można było kupić prezerwatyw, a prawo irlandzkie było uchwalane po uzgodnieniu z Episkopatem.

Syn biskupa był szokiem dla Irlandii. Interweniowało państwo i po dwóch raportach irlandzkich sędziów okazało się, że skala kontaktów seksualnych i gwałtów duchownych była przerażająca. W ciągu15 lat Kościół w Irlandii stracił wiarygodność. Na seksualny skandal nałożył się kolejny, wręcz równoległy: przez dziesięciolecia w Irlandii zabierano dzieci niezamężnym matkom. Do takiej singielki z dzieckiem przychodził proboszcz i mówił prosto w oczy: musisz zniknąć, bo jesteś zgorszeniem dla mojej parafii. Dzieci były odbierane i trafiały do klasztornych sierocińców. Kobiety z kolei na siłą umieszczano w innych klasztorach, gdzie pracowały jako sprzątające, kucharki.

Sprawa takiego niewolnictwa i odbierania dzieci wyszła na jaw, gdy przy tych sierocińcach odkryto masowe groby niemowlaków. Małe dzieci często nie były w stanie w prymitywnych klasztornych warunkach przeżyć. Śmiertelność była bardzo duża, a dzieci setkami chowano w masowych grobach przy klasztorach.

W 1999 r. w Irlandii postanowiono, aby przeprowadzać śledztwo i powstał raport Ryana obejmujący czas aż od roku 1936. Czynnikiem spustowym była sprawa syna biskupa?

Tak. Fala skandali pedofilskich i odkrywanie kolejnych grobów nastąpiła później.

Aż tak wielkie zgorszenie wywołał fakt, że biskup ma dziecko?

Aż tak wielkie, bo społeczeństwo żyło pod kościelnym kloszem i utrzymywane w przekonaniu o nieskalaniu księży.

Przygotowywanie raport Ryana trwało 10 lat…

…a w Niemczech komisja kościelna pracowała od 2010 r., by raport pokazać w minionym roku. To zawsze trwa długo.

Następca Jana Pawła II musiał się więc zmierzyć z katastrofą Kościoła w Irlandii. Tylko w jednej diecezji, choć największej, dublińskiej, przez trzy dekady (1975-2004) 320 dzieci było molestowanych przez księży i zakonników. Spośród jeszcze 46 żyjących duchownych jeden przyznał się do skrzywdzenia ponad setki dzieci. Inny do wykorzystywania przez okres 25 lat, średnio co dwa tygodnie, innego podopiecznego. W skali całego kraju inkryminowana liczba księży, zakonników i zakonnic stosujących przemoc seksualną i fizyczną sięgnęła 800.

To nie stanowiło nawet 10 proc. wszystkich duchownych, ale gwałty na słabszych i bezbronnych swój rzeczywisty wymiar uzyskały poprzez drugą okoliczność. Otóż kiedy będący pod butem Episkopatu rząd irlandzki zdecydował się na rzecz wcześniej niebywałą i wszczął dochodzenia przeciwko podejrzanym duchownym, to okazało się, że czterech kolejnych arcybiskupów Dublina oraz ordynariusze innych diecezji chroniło podejrzanych przed policją. A także przed parafianami, przenosząc księży z parafii na parafię. Wielu biskupów, którzy kryli pedofilów w diecezjach, ustąpiło.

Jak fala skandali dotarła do USA?

O. Tom Doyle z nuncjatury w Waszyngtonie interweniował w Watykanie, bo biskupi diecezjalni w USA na własną rękę chcieli zawrzeć umowy o odszkodowanie z rodzicami dzieci molestowanych przez duchownych. Początkowo płacili po 50 tys. dol. Ale nie wszyscy rodzice się tym zadowalali. Wnosili oskarżenia i chcieli pociągnąć do odpowiedzialności nie samych sprawców, ale także biskupa, nuncjusz i Watykanu jako przełożonych księży-pedofilów. Sprawa musiała więc zostać przesłana do rzymskiej centrali. O. Doyle poinformował nuncjusza, kiedy podobne oskarżenia pojawiły się w innych diecezjach USA.

Rozsadnikiem skandalu pedofilskiego była sprawa z Bostonu. Oskarżonym został sam ordynariusz, kardynał Bernard Law. Sumy odszkodowań dla molestowanych były olbrzymie, kiedy w zakotwiczonej  w kulturze prawniczej USA oskarżeń przybywało.

Choć Kościół katolicki to jedne z najliczniejszych Kościołów na świecie, to USA są protestanckie. Tylko jeden prezydent był katolikiem - John F. Kennedy. Media dyskontowały więc niechęć protestanckiego społeczeństwa USA wobec Kościoła katolickiego. Publikacje "Boston Globe" pokazujące skalę krycia księży pedofilów przez biskupów w diecezji bostońskiej wstrząsnęły jednak całym Kościołem powszechnym.

W środowisku protestanckim pedofilia też się pleniła?

We wspólnotach protestanckich w USA nie ma scentralizowanego Kościoła, więc nie można mówić o systemowym podejściu wspólnot protestanckich do tego problemu. A w katolicyzmie wszystko jest scentralizowane. Pedofilia jest oczywiście obecna w kościołach protestanckich.

Skandal zagroził w ogóle istnieniu Kościoła katolickiego w USA?

Wspomniany dziennik "Boston Globe" wytropił, że w archidiecezji bostońskiej 90 księży skrzywdziło ok. tysiąc dzieci. Konferencja biskupów USA przyjęła nowe wytyczne w postępowaniu z pedofilami. Wprowadzono szkolenia zapobiegawcze w katolickich szkołach, usunięto z nich księży z prokuratorskimi oskarżeniami. Ale te nowe wytyczne nie pociągały biskupów do odpowiedzialności w przypadku krycia duchownych.

W kwietniu 2002 r., gdy liczba skandali w Bostonie i innych diecezjach USA osiągnęła masę krytyczną, osłabiony chorobą Parkinsona Jan Paweł II wezwał Episkopat USA do Watykanu. Potępił "nadużycia kleru", określił je jako "przerażający grzech" i wezwał do "chrześcijańskiego nawrócenia". Ale nie pociągnął do odpowiedzialności biskupów, którzy kryli księży. Nie zdymisjonował też kard. Bernarda Lawa i nie pozbawił go godności kardynalskiej. Zakulisowo wymógł na nim ustąpienie, więc eminencja zrezygnował z arcybiskupiego tronu. Law na klęczkach błagał o przebaczenie. Papież przeniósł go do Rzymu i mianował członkiem Kongregacji ds. Biskupów i archiprezbiterem papieskiej bazyliki Santa Maria Maggiore - trzeciej w hierarchii ważności katolickiej świątyni na świecie. Dochód na "rzymskim wygnaniu" to było 12 tys. dol. miesięcznie.

Kard. Law dzięki przeprowadzce do Rzymu i immunitetowi państwa Watykan umknął bostońskim prokuratorom, oskarżającym go współudział w pedofilii. Wziął nawet udział w konklawe w 2005 r. Inny uczestnik konklawe kard. Theodore McCarrick dopiero tydzień temu został wyrzucony ze stanu duchownego za molestowanie nieletniego.

W 2005 r. kard. Ratzinger zostaje papieżem. Ma dużą wiedzę i zapowiadał rozprawę z pedofilią. I co?

Szybko pociągnął do odpowiedzialności o. Degollado. Za poprzednika cieszącego się nieograniczonym zaufaniem papieża. Do tego stopnia, że w 2003 r. na Placu św. Piotra Jan Paweł II przyjął o. Degollado w jego 60. rocznicę święceń kapłańskich wskazał jako wzór dla młodzieży.

Ratzinger dokonał tego, co mógł: zesłał go do klasztornej celi, ale nie przeniósł do stanu świeckiego.

To prawie nic.

Bo Ratzinger znał ograniczenia i układy w kurii. Nie mógł go zrzucić z pułapu niemal świętości na bruk, to go przynajmniej ściągnął z piedestału. To świadczy o realizmie Ratzingera.

Może i racjonalne, ale kara śmieszna.

Moralnie - tak. Powinien wyrzucić go ze stanu kapłańskiego, ale Benedykt XVI zadziałał w ramach "realpolitik".

Co jeszcze się zmienia wraz z papieżem z Niemiec?

Benedykt XVI w sierpniu 2005 r., zatwierdził instrukcję o grzechach ciężkich. Obliguje ona biskupów diecezjalnych do przesyłanie spraw o molestowanie dzieci do Kongregacji Nauki Wiary już w momencie, gdy pojawiają się oskarżenia. Ta instrukcja niestety nie satysfakcjonuje opinii publicznej, bo nie mówi, że Kościół ma współpracować prokuraturą.

Co to oznacza w praktyce?

Czasami nic. Spektakularny przypadek ks. Karadimy pokazuje, że już po jej wydaniu dalej kryto księży pedofilów.Miał miejsce już za pontyfikatu Franciszka. Biskup chilijski krył tego księdza-pedofila. Donosy na Karadimę szły do Watykanu, ale papież nie był do końca o nich informowany. Doszło do skandalu, kiedy podczas wizyty w Chile, Franciszek oficjalnie uznał oskarżenia wobec księdza za bezpodstawne.

Potem się wycofał.

I przeprosił. Zażądał od Episkopatu Chile wyciągnięcia konsekwencji. W efekcie wszyscy biskupi tego kraju oddali się do dyspozycji Franciszka. Jak widać instrukcję biskupi czasami ignorują.

To pedofilski skandal w Kościele zmiótł Benedykta XVI?

Oficjalnie Benedykt XVI zrezygnował z banalnego powodu: lekarze zabronili mu lotu do Rio de Janeiro w 2013 r. na Światowe Dni Młodzieży. W rzeczywistości do ustąpienia zmusiła go realna ocena możliwości, a raczej ich braku, do prowadzenia Kościoła.  

W 2010 r. fala skandali się spiętrzyła. Po pierwsze: dotknęły one jego rodzimy Kościół w Niemczech i to w skali nieprawdopodobnej. Okazało się że najbardziej elitarne instytucje prowadzone przez duchownych, internaty i klasztory, były skażone pedofilią. Po drugie: afera Vatileaks, wyciek dokumentów z jego biurka. I po trzecie: skandal w banku watykańskim. Te trzy czynniki musiały uświadomić Benedyktowi XVI, że nie jest w stanie zarządzać Kościołem.

Benedykt XVI nie był w stanie zrobić nic z homoseksualnymi sieciami w Watykanie. Sam nazywam je networkami watykańskimi. Chodzi o urzędników kościelnych ze skłonnościami homoseksualnymi, którzy dzięki swoim wpływom tworzą rzeczone networki z młodych księży przybywających na dalsze studia do Rzymu. Dla Benedykta XVI papieża-naukowca, który od 1981 r. konfrontował się z grzechami księży przeciw seksualności, było absolutnym szokiem, że Kościół ma też twarz twórców tych networków.

"To był dla nas wielki wstrząs. Nagle tak dużo brudu. To był naprawdę niemal krater wulkanu, z którego nagle doszło do erupcji ogromnej chmury brudu, wszystko pociemniało i pogrążyło się w brudzie". To słowa samego Benedykta. Słowa załamanego człowieka.

Był przerażony skalą grzechu we własnym domu.

Czy w Watykanie jest zatem nadreprezentacja osób homoseksualnych?

Mamy świadectwo choćby ks. Krzysztofa Charamsy (byłego urzędnika w Watykanie), który po własnym comming oucie to mówił. Podobnie pisze teolog David Berger - też pracujący w Watykanie. Oni de facto potwierdzają istnienie lobby homoseksualnego w sercu Kościoła. Badania szacunkowe z Australii i USA pokazują, że liczba homoseksualnych księży sięga od 2 do 5 proc. W Watykanie może być on wyższy.

Pontyfikat Franciszka to nowa jakość?

Wysiłek Franciszka polega na tym, aby zmienić perspektywę postrzegania pedofilii. Do tej pory, nawet za Benedykta XVI, próbowano ująć walkę z pedofilią w ramy, ale przez wzgląd na dobro Kościoła. Franciszek to zmienił: istotna jest perspektywa ofiary, a nie interes Kościoła.

W sferze działań administracyjnych Franciszek powołał radę ds. ochrony nieletnich,w której znalazła się m.in. Hanna Suchocka. W praktyce jednak watykańskie networki rzucają papieżowi kłody pod nogi. Widzimy to na przykładzie abp. Józefa Wesołowskiego, który był pedofilem. Papież odwołał go w oparciu o publikacje w mediach, zanim na Dominikanie przeprowadzono dochodzenie.

Potem Wesołowski miał co prawda proces kanoniczny w Watykanie, ale co się z nim stało? Choć się zakończył, to nie został ogłoszony wyrok uznający go winnym. Wesołowski zamiast siedzieć w celi, spacerował po Rzymie. Papież po raz drugi musiał interweniować, aż Wesołowski trafił do klasztornej celi jako aresztant. Ale umarł i umknął sądowi świeckiemu. Taki jest w praktyce efekt działania amorficznego networku watykańskiego - ze względu na powiązania i sympatie pozwolono pedofilowi na korzystanie z wolności i uniknięcie kary: wydalenia z kapłaństwa.

Franciszek walczy z pedofilią, ale w tej walce ujawnia się niemoc papieża. Powołał np.  Trybunał Biskupi do sądzenia hierarchów, którzy kryli swoich księży. Ten Trybunał nie zebrał się do dziś - biskupi sabotują działanie komisji. Nieprzypadkowo guru watykanistów, Marco Politi, ostatnią książkę o Franciszku zatytułował "Samotny wśród wilków".

Może papież podejmuje złe decyzje personalne?

W latach 2018-19 okazuje się, że trybunał do sądzenia biskupów jest nie do przeforsowania. Przecież chilijski biskup, który krył ks. Karadimę, powinien być sądzony przez ten trybunał, ale w tej sprawie to papież musiał osobiście zainterweniować.

Jak niemiecki Episkopat, najbliższy Benedyktowi XVI, zareagował na skandale pedofilskie u siebie?

Szybko, pod presją opinii publicznej. Skandal dotknął prestiżowe placówki edukacyjne, z których  część, jak np. liceum w Etal, już nawet nie istnieje. Wylewająca się w latach 2009-10 fala skandali sprowokowała wystąpienia katolików z Kościoła.

To było ok. 50 tys. osób więcej niż zwykle.

Kościół w Niemczech tracił wiernych, twarz i dochody (wpływy z podatku kościelnego).

Episkopat Niemiec podjął decyzję o wypłacie 5 tys. euro każdej z ofiar. To jest w stanie powstrzymać falę apostazji i zadośćuczynić ofiarom?

To kwota możliwa do zapłacenia przez sprawcę, a jeśli nie jest on w stanie jej uiścić, to płaci za niego kuria. Podejście odwrotne niż w Polsce, gdzie Kościół broni się przed wzięciem odpowiedzialności za księdza.

O ile w Niemczech Kościół działał bez przeszkód, a w Irlandii wręcz przenikał się z państwem, to w Polsce przez lata PRL-u państwo zwalczało Kościół. W efekcie skala przypadków pedofilii wśród księży była mikra?

To założenie, ponieważ nie znamy skali pedofilii w Polsce. Jeśli na Zachodzie przypadki pedofilii właśnie z lat 60, 70 i 80 są najliczniejsze, to w tym czasie w Polsce księża byli odcięci od większego kontaktu z młodzieżą. Nie prowadzili szpitali, internatów, szkół czy ośrodków wychowawczych. Wiarygodną wiedzę będziemy mieli jednak dopiero, gdy polski Episkopat opublikuje kompleksowy raport - choćby taki jak w Niemczech.

Kard. George Pell został skazany za molestowanie chłopców, ale wcześniej został bankierem Watykanu. I jednym z najbliższych współpracowników Franciszka. Na najwyższych szczeblach w Watykanie były, ale czy nadal mogą być osoby splamione pedofilią albo kryjące pedofilów?

Pell znalazł się na szczytach w Watykanie, bo zawiodły mechanizmy wyłapywania pedofilów przez Watykan. Pell trafił nawet do równoległego rządu Watykanu - Rady K8, którą powołał Franciszek.

K8 powstała, bo papież chciał, by działała w kontrze do nieprzejrzystej Kurii. Rada składa się z reprezentantów wszystkich kontynentów i dwóch reprezentantów Watykanu - kardynałów. W przypadku Australii Franciszek nie miał wyboru, bo Australia miała jednego kardynała. Wziął Pella niejako z przymusu. Tym bardziej, że był on konserwatystą. Początkowo sądzono, że Pell jedynie krył pedofilów - potem okazało się, że sam miał na sumieniu takie występki.

Czy to dowodzi tezy, że istnieją networki pedofilskie w Watykanie?

Pedofilski network w Watykanie został poświadczony w zeznaniach księdza Patrizio Poggi. Ten skazany za seksualne molestowanie nieletnich i suspendowany ze stanu kapłańskiego, po 5 latach opuścił więzienie, a przed policją zeznał, że w niektórych budynkach kościelnych na północy Rzymu dziewięciu wysokim urzędnikom watykańskim dostarczano rumuńskich chłopców przeważnie w wieku 14 lat. Siatka posługiwała się samochodem z napisem "transport krwi", a całą akcją rekrutacyjną na ulicach Rzymu zarządzał były policjant, sprawny sutener Giuseppe Buonviso. Nieletnim płacono od 150 do 500 euro. Watykan ustami kardynała wikariusza Rzymu Agostino Valliniego zdementował oskarżenia ks. Patrizio Poggi, który miałby się kierować zemstą. Jego zeznania potwierdziła jednak jedna z małoletnich rumuńskich ofiar.

Czy Franciszek może tę walkę wygrać?

Franciszek walczy z pedofilią, ale tak jak na wielu innych frontach walczy z wiatrakami. Niewykluczone, że opór, z jakim się spotyka, każe mu postrzegać jedno swoje zamierzenie jako najbardziej realne: wymianę kolegium kardynalskiego, które wybierze nowego papieża, sukcesora jego programu, Franciszka II.

*Prof. Arkadiusz Stempin - historyk, politolog, watykanista, komentator polityczny portalu TOK FM i telewizji POLSAT NEWS. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz germanistykę na Albert-Ludwigs-Universität we Freiburgu. Na tym samym uniwersytecie doktoryzował się i habilitował. Od 2009 roku jest kierownikiem katedry im. Konrada Adenauera w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. J. Tischnera.

Więcej o:
Komentarze (176)
Prof. Arkadiusz Stempin: historia pedofilii w Kościele
Zaloguj się
  • mark6

    Oceniono 66 razy 44

    W procedurze ukrywania kościelnych pedofili szczególną rolę odegrał ulubieniec polactwa niejaki JP II.

  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 50 razy 38

    Co ten profesor pieprzy o okresie dojrzewania Wojtyły w okresie PRL-u.
    Dorosły już był w 1939 roku. W czasie wojny wiedział już co to ciężka praca, strach i niedożywienie.
    Wiedział, że pełna micha jest tylko w kościele. Do tego egzaltowany, wychowany przez ojca o ograniczonych horyzontach, w duchu prokościelnym.

  • niktwazny126

    Oceniono 41 razy 35

    W "Nie lękajcie się" Jędraszewski wskazany jako ukrywający pedofilów w kk, a teraz obraduje i będzie dawał dobre rady? Z doświadczenia??

  • yaspiman

    Oceniono 47 razy 31

    najbardziej przysłużył się pedofilom papież o ksywie jp2.
    trzeba zacząć demontować jego pomniki. przez upadek, bo to upadły człek był.

  • ceppisowski

    Oceniono 38 razy 30

    Sodoma i Gomora przy Kosciele Katolickim to synonim wielkiej Cnoty, Skromności i Uczciwości

  • andmas

    Oceniono 34 razy 26

    Tam gdzie człowiek nie żyje zgodnie z naturą i potrzebami fizjologicznymi zawsze będą wynaturzenia . KK od zarania dziejów był kolebką wynaturzeń seksualnych . Żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże,KK stwarza pozory walki ze zboczeniami seksualnymi . Próby przysięgami zakonnymi zatrzymać popęd seksualny są nierealne , zło będzie kwitło dalej tylko lepiej maskowane .

  • observerpl

    Oceniono 43 razy 25

    DELEGALIZOWAĆ SEKTĘ ZBOCZEŃCÓW

  • wielkigatsby33

    Oceniono 29 razy 19

    Oprawcy, czyli Kościół katolicki wsłuchuje się w głos ofiar. Kogo to obchodzi; za setki lat cierpienia milionów ludzi ta instytucja powinna być zdelegalizowana, a hierarchowie wplątani w proceder ukrywania pedofilów skazani wyrokami sądów. W samym XX i XXI wieku skala tego zjawiska i liczba ofiar jest przerażająca i wystarczająca do skazania tysięcy duchownych katolickich.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX