To nagranie z akcji w Alpach obiegło świat. "Nam też się w Polsce zdarzało"

Śmigłowiec szybko podlatuje przodem do stromego zbocza, opiera się o nie płozą i wysadza ratowników, podczas gdy wirnik niemal muska śnieg. Nagranie takiej akcji we francuskich Alpach wywołało wielkie zainteresowanie na całym świecie i komentarze na temat umiejętności pilota. On sam jest tym zaskoczony. Jak mówi Gazeta.pl polski pilot śmigłowca ratowniczego, to trudny manewr, ale regularnie stosowany w górach.

- Piloci francuskiej żandarmerii robią to często. Nam też się w Polsce zdarzało, choć mamy takich okazji mniej - mówi Gazeta.pl Robert Hojdys, pilot śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z doświadczeniem w lotach nad polskimi górami.

 Czas naglił 

- To zdecydowanie nie był prosty manewr, ale ten pilot to też nie była przypadkowa osoba tylko zawodowiec z prawdopodobnie tysiącami godzin doświadczenia. Zespół ratowników francuskiej Żandarmerii to fachowcy, którzy nie takie rzeczy robią - mówi Hojdys i żartuje, że "dla nich takie akcje to przed poranną kawą".

Oni potrafią zdjąć człowieka z pionowej ściany w środku nocy. Mają trudną pracę i robią bardzo dużo dobrego - dodaje.

Rzeczywiście pilot śmigłowca widoczny na nagraniu jest doświadczony. To 46-letni porucznik Żandarmerii Jean-François Martin, służący od 23 lat i mający za sobą ponad pięć tysięcy godzin za sterami. Od sześciu lat lata śmigłowcem ratowniczym w rejonie Chamonix. Był na dyżurze drugiego stycznia, kiedy otrzymano sygnał o problemach na wysokości 2,2 tysiąca metrów. Turysta uszkodził sobie kolano na stromym stoku i wymagał ewakuacji. Czas naglił, bo nachodziło załamanie pogody.

W wywiadzie regionalnym oddziałem telewizji France 3 Martin stwierdził, że chcąc jak najszybciej przeprowadzić akcję, po rozmowie z załogą zdecydował się na manewr polegający na oparciu śmigłowca o stromy stok. Tak aby można było z niego normalnie wysiąść, choć śmigłowiec faktycznie wisi w powietrzu. Najpierw wysadził w ten sposób ratowników, potem wrócił i zabrał ich w ten sam sposób a rannego turystę podniósł na linie ze zbocza.

Nagrania całej akcji zamieścił w sieci opiekun poszkodowanego chłopaka. Po kilku dniach zauważyły je media i błyskawicznie zyskały popularność. Tylko na profilu autora obejrzało je ponad milion osób.

Metr zapasu to dużo

Pilot przyznał, że jest zaskoczony tak wielkim zainteresowaniem. Jak mówił dziennikarzom, to standardowy manewr, którego uczy się wszystkich pilotów mających latać na misje ratunkowe w górach. Trzeba go wykonać na egzaminie przed dopuszczeniem do nich. - Pozwala szybko wsiąść i wysiąść w trudnym terenie, gdzie nie ma szans na lądowanie - mówi.

- Użycie wyciągarki jest czasochłonne, bo trzeba ustabilizować maszynę w zawisie i opuścić, a potem podnieść linę z maksymalnie dwiema osobami - tłumaczy Hojdys. Chcąc dostarczyć na zbocze trzech ratowników, a potem zabrać ich i rannego, Martin musiałby długo wisieć nad miejscem wypadku. Widząc, że miejsce się do tego nadaje, a w krótkim czasie nadejdą gęste chmury, pilot zastosował więc widowiskowy manewr.

- W takiej sytuacji najlepiej podejść przodem, ponieważ można najbardziej zbliżyć się śmigłowcem do zbocza i kontrolować odległość. Wzrok jest wtedy skupiony na końcówkach łopat. Doświadczony pilot będzie jeszcze kątem oka obserwował wskazania kluczowych przyrządów - opisuje Hojdys, który mówi, że wiele lat temu robił coś podobnego śmigłowcem Mi-2 w Tatrach. - Wszystko zależy od warunków i umiejętności pilota, ale wbrew pozorom w takiej sytuacji na przykład metr odległości końca łopat wirnika od zbocza to duży zapas. Nawet gdyby musnął nimi śnieg, to najpewniej nie oznaczałoby automatycznie katastrofy. Oznaczałoby jednak, że źle ocenił sytuację i swoje umiejętności, nie zachowując odpowiedniego marginesu bezpieczeństwa - mówi pilot.

Francuski pilot stwierdził w wywiadzie, że zbliżanie się w ten sposób do zbocza nie jest jakoś specjalnie niebezpieczne. - Trzeba umieć dobrze ocenić odległość, w jakiej wirnik jest od zbocza. Nawet gdyby go dotknąć łopatami, to niekoniecznie oznaczałoby to katastrofę. Śnieg nie był zbity i pewnie by je uszkodził, ale nie rozbilibyśmy się, choć wolałbym tego nie sprawdzać - mówił.

Więcej o:
Komentarze (140)
Wideo śmigłowca opierającego się o stok. Piloci opisują co widać na nagraniu
Zaloguj się
  • hilux_ie

    Oceniono 86 razy 72

    Uszkodzone kolano w górach to nie powód, żeby wzywać śmigłowiec... Prawdziwy turysta wzywa pogotowie lotnicze kiedy mu się w kopnym śniegu zerwie pasek od japonek albo pieskowi zacznie być zimno.

  • wolny-analityk

    Oceniono 43 razy 33

    Przede wszystkim mamy tu mistrza pionowego kadru. Ale takie czasy, że chyba szybciej gimbaza ze snapczata i insta wpłynie na produkcje pionowych telewizorów niż sama zacznie filmować poziomo.

  • rattus-rattus

    Oceniono 37 razy 25

    W Polsce nie miałby szans zdobyć takie doświadczenie bo jako policjant byłby już dawno na emeryturze.

  • ks.krupinski

    Oceniono 26 razy 20

    Piloci śmigłowców pogotowia ratunkowego w górach (np. też TOPR) to są wymiatacze. Nerwy i dłonie z nierdzewnej stali!

  • krynolinka

    Oceniono 25 razy 17

    Chapeau bas!!

  • amirez

    Oceniono 12 razy 12

    Oj, tam wielki mi też kozak. Niech spróbuje wylądować z tupiącym nóżką prezesem na pokładzie i brzozą na zboczu.

  • spyderman2

    Oceniono 17 razy 11

    polska lata ruskimi śmiglowacami po anatolij maciereiwcz mający powiązania z ruskim anulował zakup nowoczesnych oslabiając polską armię. ale co ciemnego pisowskiego luda to obchodzi. nażreć się kaszanką i uchlać, to jest ważne

  • shtalman

    Oceniono 10 razy 10

    Jakby miał pijanego Błasika na pokładzie to by ten manewr mu nie wyszedł

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX