Wojsko walczy o "nałogowych graczy", "delikacików" i millenialsów. Następni mogą być imigranci

Cieniasy w obcisłych rurkach, egoistyczni millenialsi, nałogowi gracze, co podwórka nie widzieli - to teoretycznie kiepski materiał na żołnierza. Często wyszydzani w internecie jako ci, którzy pierwsi będą uciekać na informacje o wojnie. Tymczasem to o nich walczy brytyjskie wojsko w swojej nowej kampanii rekrutacyjnej. To objaw poważnego problemu państw Zachodu, z którym będzie musiała się też zmierzyć Polska.

Brytyjskim wojskom lądowym brakuje obecnie ponad pięć tysięcy ludzi. Amerykańskim 7,5 tysiąca. Całemu niemieckiemu wojsku aż 20 tysięcy. Problem wszędzie jest taki sam - brak odpowiedniej liczby chętnych i zdolnych do pójścia w kamasze. Sytuacja nieustannie się pogarsza. Kolejne państwa inwestują w coraz bardziej wymyślne kampanie reklamowe i szukają alternatyw, bo inaczej ich siły zbrojne doznają zawału.

Egoistyczni millenialsi? Brytyjskie wojsko potrzebuje ich pewności siebieEgoistyczni millenialsi? Brytyjskie wojsko potrzebuje ich pewności siebie Fot. British MoD

Wojsko nie tylko dla samców alfa

Duże poruszenie wywołała w ostatnich dniach British Army za sprawą inauguracji nowej kampanii rekrutacyjnej na rok 2019. To w jej ramach zachęca się do służby nałogowych graczy, egoistycznych millenialsów, uzależnionych od smartfonów, klasowych osłów i delikacików. Wojsko dowodzi, że ich wytrwałość, pewność siebie, siła skupienia, odporność i wrażliwość są potrzebne.

Kampania wywołała na Wyspach kontrowersje, ponieważ mocno odbiega od stereotypowych wyobrażeń na temat tego, jaki powinien być żołnierz. Dodatkowe emocje wywołał fakt, że na jednym z plakatów użyto wizerunku żołnierza, który nic o tym nie wiedział i po fakcie wyraził oburzenie, iż opisano go jako "delikacika" (ang. snowflake). Zadeklarował w mediach, że przy pierwszej możliwej okazji zrezygnuje z dalszej służby.

 

Za kontrowersyjną kampanię odpowiada cywilna firma Capita, z którą brytyjskie wojsko podpisało w 2012 roku umowę na zajęcie się rekrutacją. Dziesięcioletni kontrakt wart prawie pół miliarda funtów miał dać wojsku oszczędności rzędu 250 milionów funtów i zwiększyć liczbę nowych rekrutów. Według raportu GAO z końca 2018 roku, umowa okazałą się jednak klapą. Brytyjski odpowiednik NIK stwierdził, że chętnych do służby jest mniej niż zakładano, a oszczędności nie będzie. W analizowanym okresie, od października 2017 roku do marca 2018 roku, było aż o 13 tysięcy nowych aplikacji mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Efekt jest taki, że pomimo uruchomienia internetowej platformy rekrutacyjnej, licznych promocyjnych wideo, aktywności w mediach społecznościowych, a teraz kontrowersyjnej kampanii, brytyjskim wojskom lądowym brakowało z końcem 2018 roku ponad pięciu tysięcy żołnierzy. I nie ma dobrego pomysłu, jak zaradzić pogarszającej się sytuacji.

Żołnierz z tego plakatu obraził się za przypięcie mu łatki delikacika. Zadeklarował odejście ze służbyŻołnierz z tego plakatu obraził się za przypięcie mu łatki delikacika. Zadeklarował odejście ze służby Fot. British MoD

Głębszy kryzys

Z podobnym problemem mierzą się Amerykanie. W USA poważną kwestią jest nie tylko brak ochoty młodych ludzi do służby, ale też to, że nadaje się do niej zaledwie co trzeci. Pozostali są niezdolni z powodu otyłości, zażywania narkotyków lub słabego wykształcenia. O trudnej sytuacji mówią czynni i emerytowani wojskowi. Tam też nie ma widocznego łatwego rozwiązania.

Problem mają też Niemcy, choć nieco inny. Za Odrą młodzi po prostu nie są zainteresowani karierą wojskową. Choć Bundeswehra ma bardzo sprawny wydział promocji, to po prostu Niemcy są pacyfistycznie nastawieni i kariera wojskowa ich nie pociąga. Berlin planuje zwiększyć liczebność wojska, ale już dzisiaj brakuje mu 20 tysięcy ludzi. Pojawiły się pomysły wznowienia zawieszonego w 2011 roku poboru albo otworzenia bram koszar dla obcokrajowców, dla których żołd i możliwość otrzymania obywatelstwa byłyby bardzo atrakcyjne.

Problemy z brakiem żołnierzy mają też Szwedzi. Do tego stopnia, że w 2018 roku oficjalnie wznowiono pobór, choć w ograniczonej formie. Spośród 90 tysięcy ludzi wchodzących w ubiegłym roku w wiek poborowy, wybrano do testów 13 tysięcy, a cztery tysiące z nich otrzymały powołanie do służby na 9-12 miesięcy.

Skrajna sytuacja ma miejsce w Bułgarii, gdzie w siłach zbrojnych liczących na papierze 32 tysiące ludzi, jest osiem tysięcy wakatów. Pod koniec 2018 roku przyznano, że trzeba było z tego powodu odwołać większość ćwiczeń. Nie było dość ludzi, aby je normalnie przeprowadzić. Problemem są niskie zarobki początkujących żołnierzy. Ponieważ nie ma szans na znaczące podwyżki, pojawiły się głosy o konieczności przywrócenia poboru zawieszonego w 2008 roku.

Polskie wojsko też potrzebuje ludzi 

W Polsce co jakiś czas też pojawiają się plotki o możliwym przywróceniu poboru. W 2017 roku posłowie Nowoczesnej skierowali nawet do MON interpelację w tej sprawie. Ministerstwo konsekwentnie deklaruje jednak, że nie ma takich planów. Obecny rząd zaplanował jednak podwojenie liczebności wojska do 2030 roku. Oznacza to 200 tysięcy ludzi i konieczność szerokiej rekrutacji.

Na razie MON uruchomił w październiku 2018 roku pierwszą od lat kampanię promocyjną "Zostań żołnierzem Rzeczpospolitej". Ministerstwo twierdzi, że w jej pierwszym miesiącu zainteresowanie wojskiem wzrosło i złożono trzy tysiące wniosków o przyjęcie do służby, czyli o 66 procent więcej niż w analogicznym miesiącu rok wcześniej. Nie wiadomo, ile z osób składających wnioski, faktycznie trafi do wojska.

Nie wiadomo też, czy i ilu ludzi brakuje polskim siłom zbrojnym, liczącym na papierze nieco ponad sto tysięcy żołnierzy zawodowych. Dokładne dane na ten temat są uznawane w Polsce za tajemnicę. Jednak fakt, że rozpoczęto szeroko zakrojoną kampanię promocyjną, może wskazywać na problemy z chętnymi do służby.

Plakat nowej polskiej kampanii rekrutacyjnej jest w porównaniu do brytyjskich konserwatywnyPlakat nowej polskiej kampanii rekrutacyjnej jest w porównaniu do brytyjskich konserwatywny Fot. MON

Problemy będą coraz większe 

Nie byłoby to zaskoczeniem, bo zmaga się z tym większość państw Zachodu. I choć w każdym z nich sytuacja jest nieco inna, to schemat jest podobny. Niemal wszystkie mają wojska zawodowe i zawiesiły pobór. Oznacza to, że żołnierz nie służy z przymusu, ale dlatego, że chce. Trzeba wobec tego mu przyzwoicie płacić i dbać o jego morale, ponieważ inaczej może odejść przy pierwszej okazji. Oznacza to wysokie koszty, gdyż wojsko musi konkurować o ludzi z firmami cywilnymi.

Nakłada się na to kwestia starzenia się wszystkich zachodnich społeczeństw. Jest coraz mniej młodych ludzi zdolnych do służby. Zachodnie wojska nie otwierają się w ostatnich latach na kobiety z chęci walki o równouprawnienie, ale z konieczności. Nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie połowy populacji. Podobna motywacja stoi za najnowszą kampanią rekrutacyjną British Army. Jej autorzy chcą, aby nawet ci, którzy stereotypowo na żołnierza się nie nadają, spróbowali służby. W jej trakcie może się okazać, że przy odpowiednim szkoleniu i na odpowiednim stanowisku są jak najbardziej przydatni.

Nie wiadomo jeszcze, czy taka strategia da Brytyjczykom pożądany efekt. Alternatywnym rozwiązaniem jest rozszerzenie grona potencjalnych żołnierzy o obcokrajowców. Obecnie standardem jest, że rekrutem może zostać tylko obywatel danego państwa. Wyjątki są nieliczne. Najbardziej znany to francuska Legia Cudzoziemska, która przyjmie każdego, kto spełni jej wymogi fizyczne i psychiczne. Nieprzypadkowo zadeklarowane przez Paryż zwiększenie w najbliższych latach liczebności wojsk lądowych o około 11 tysięcy żołnierzy odbędzie się w znacznej mierze dzięki zwiększeniu liczebności Legii Cudzoziemskiej z sześciu do dziewięciu tysięcy ludzi.

Francuscy legioniści w mundurach galowychFrancuscy legioniści w mundurach galowych Fot. US DoD

Niemcy zastanawiają się nad jeszcze dalej idącym rozwiązaniem. Jednym z pomysłów jest otworzenie Bundeswehr na imigrantów. W zamian za służbę, otrzymywaliby szansę na obywatelstwo. Zwolennicy takiego rozwiązania uważają, że dodatkowo znacznie przyśpieszałaby to integrację imigrantów. Pomysł jest jednak kontrowersyjny. Wierność takiego żołnierza wobec państwa, którego ma bronić, nie będzie pewna. Takiemu rozwiązaniu niebezpiecznie blisko do tworzenia armii najemniczej, które w przeszłości  wielokrotnie zdradzały, kiedy ktoś zaoferował im więcej pieniędzy. Z tego powodu standardem są obecnie wojska narodowe.

Kryzys z brakiem ludzi do służby będzie jednak narastał. Młodych będzie coraz mniej, a większość państw Zachodu deklaruje chęć rozbudowy sił zbrojnych, mocno odchudzonych po zakończeniu zimnej wojny. Presja na znalezienie rozwiązania będzie więc coraz większa. Same plakaty i posty w mediach społecznościowych, choćby tak kontrowersyjne jak te brytyjskie, mogą nie wystarczyć.

Więcej o:
Komentarze (176)
Kampania rekrutacyjna brytyjskiego wojska. Walczą o millenialsów
Zaloguj się
  • uthark

    Oceniono 32 razy 22

    A ludzie z ONR, NOP, MW itp. oragnizacji nie palą się do wojska? Przecież oni chcą powrotu poboru.

  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 35 razy 19

    Czyli na Zachodzie młodzi ludzie są mądrzejsi niż ich przywódcy. Chce ktoś mordować, ginąć - prościej zostać kibolem. Na cholerę być mięsem armatnim dla takiego świra jak nasz Antek?
    Pamiętam te jego jadowicie miłosne spojrzenia na maluszki z przedszkola jak maszerowały śpiewając "Wojenko, wojenko!" Czy chcecie by tacy psychopaci pchali wasze dzieci w objęcia śmierci?

  • bogpan

    Oceniono 24 razy 14

    Zostań żołnierzem, daj się zabić za zdrajców z rządu. Gratuluję!!!

  • grey55

    Oceniono 13 razy 11

    hahaha stare obmierzłe sflaczałe dziado-politycy będą bzykać młode dziewczyny za państwowa kasę a młodzi chłopcy będą zdychać na polach bitew ....czy oni wierzą w to, ze jakiś frajer się na to nabierze ?

  • spyderman2

    Oceniono 25 razy 11

    u nas anatolij maciereiwicz wozi się limuzyną, ma sutą pensję, kto chętny iść do woja za grosze pod jego komendę lub jego następcę płaszczaka??

  • bonenecklace

    Oceniono 18 razy 10

    Zabijanie dla jakiś grubych misiów siedzących w wygodnych w fotelach w swoich gabinetach. Ludzie nie są takimi frajerami. Na takie oferty skuszą się tylko ci mający problemy psychiczne skrzętnie ukrywane na pseudo testach. Górą mięśni, a mózgi wielkości orzecha laskowego, takich mamy obecnie policjantów i żołnierzy w PL.

  • blski

    Oceniono 8 razy 8

    ciarki mi po plecach chodza na samo wspomnienie poboru.
    Nie wiem czy poszedlbym na studia gdyby nie wizja pojscia w kamasze, jak tez uczylem sie nie z zaciekawienia i checi a raczej ze strachu, ze mnie zlapia.
    Wsrod kolegow do wojska poszli ci ktorzy nie dostali sie na zadne studia, jak tez nie byli na tyle sprytni i zdeterminowani zeby wojska uniknac.
    Moim zdaniem, kazda organizacja wymagajaca absolutnego posluszenstwa, jest dla czlowieka ceniacego niezaleznosc niemozliwa do zniesienia.
    Z drugiej strony jest atrakcyjna dla tych ktorzy niczego uzytecznego zrobic nie potrafia, a do lopaty pojsc nie chca.

  • seczytam

    Oceniono 30 razy 8

    Jak upadał starożytny Rzym:
    1. Najpierw naściągali obcokrajowców-niewolników do pracy.
    2. Potem nadali obcokrajowcom obywatelstwo.
    3. Potem zaczęli opierać armię na obcokrajowcach.
    4. A potem już państwa rzymskiego nie było.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX