Boją się przyznać, ale budują potężne wojsko. Choć zabronili im tego Amerykanie

Wojska nie nazywają wojskiem, ale "siłami samoobrony". Lotniskowców lotniskowcami, tylko "niszczycielami śmigłowcowymi". Japońskie władze bardzo starają się stwarzać pozory, że nie zbroją swojego kraju.

Formalnie zakazuje tego konstytucja Japonii napisana przez Amerykanów i społeczeństwo, które w większości nie chce mieć już nic wspólnego z wojną. Jednak w grudniu japoński rząd formalnie przyjął nowy plan rozwoju wojska na następne pięć lat. Zwiększono w jego ramach wydatki do poziomu łącznie 243 miliardów dolarów. Dodatkowe pieniądze to około dziesięć miliardów dolarów. Czyli tyle, ile co roku Polska wydaje na całe swoje wojsko.

Japonia zwiększa wydatki na wojsko. Zbrojenia w Azji przyśpieszają

Dodatkowe pieniądze mają zostać przeznaczone na zwiększone zakupy uzbrojenia.  Głównie amerykańskiego. Zapowiedziano między innymi zakup nowych maszyn F-35, rakiet i radarów. Modernizacji mają też zostać poddane dwa "niszczyciele śmigłowcowe" typu Izumo, dzięki której faktycznie staną się lotniskowcami. Będą pierwszymi japońskimi okrętami tej klasy od końca II wojny światowej.

Japoński niszczyciel śmigłowcowy Izumo. W przyszłości faktycznie lotniskowiecJapoński niszczyciel śmigłowcowy Izumo. W przyszłości faktycznie lotniskowiec Fot. JMSDF

Inne nastawienie 

Rządzący w Tokio specjalnie się tym jednak nie chwalą. W przeciwieństwie do Polski, gdzie zwiększanie wydatków na wojsko czy podpisanie umów na zakup uzbrojenia jest źródłem dumy polityków i jest przez nich wykorzystywane do autopromocji, w Japonii jest inaczej. Owszem, społeczeństwo jest ogólnie informowane o tych sprawach, jednak nie jest to źródłem samozadowolenia rządzących.

Wszystko przez trwający od końca XIX wieku japoński imperializm, który przyniósł wiele cierpienia innym narodom Azji i finalnie samym Japończykom, kiedy ponieśli klęskę w II wojnie światowej. W efekcie większość społeczeństwa jest nastawiona pacyfistycznie i sondaże nieustannie pokazują, że nie ma poparcia dla nawet subtelnych zmian w konstytucji pozwalających na krok w kierunku remilitaryzacji.

Rządzący od 2012 roku premier Shinzo Abe z Partii Liberalno-Demokratycznej jest jednak zdeterminowany, aby to zmienić. Jego zdaniem Japonia musi przynajmniej częściowo zająć pozycję "należną" jej w świecie ze względu na swoją potęgę gospodarczą i być w stanie prowadzić asertywną politykę wobec gwałtownie zbrojących się Chin. Uważa również, że Japończycy muszą przestać nieustannie przepraszać za czyny przodków. Od początku swoich rządów pracuje więc na rzecz zmiany artykułu dziewiątego japońskiej konstytucji. To on jest tu kluczowy.

Premier Shinzo AbePremier Shinzo Abe Fot. Prime Minister of Japan Official

Amerykanie poszli za daleko 

Obecnie obowiązująca japońska konstytucja powstała po II wojnie światowej. Okupujący zrujnowany kraj Amerykanie początkowo próbowali ją napisać wspólnie z Japończykami, jednak ci nie byli skłonni do istotnych zmian i liberalizacji. Dowodzący wojskami okupacyjnymi generał Douglas MacArthur szybko się zniecierpliwił i w efekcie dokument napisali w większości jego oficerowie w ciągu tygodnia w 1946 roku. Później wprowadzono doń trochę zmian, aby uspokoić japońskich polityków, jednak i tak nie mieli oni wielkiej swobody. W 1947 roku konstytucję formalnie przyjęto.

Poza ogólną liberalizacją, zagwarantowaniem praw człowieka i ograniczeniem roli cesarza do czysto symbolicznej, kluczowym zapisem był ten zawarty w artykule dziewiątym. Głosi on, że Japonia "na zawsze wyrzeka się wojny" i użycia siły jako sposobu na rozwiązywanie sporów z innymi państwami. W związku z tym artykuł dziewiąty zakazuje też utrzymywania sił zbrojnych i ogólnie "potencjału" do prowadzenia wojny.

Całkowita rezygnacja z wojska była i jest krokiem radykalnym. Sami Amerykanie szybko zaczęli żałować swojego pomysłu. Już po kilku latach, kiedy okazało się, iż wyraźnie zaczyna się zimna wojna, zapragnęli mieć w Japończykach jakąś pomoc w walce z komunistycznymi wpływami w Azji. Inaczej musieliby bowiem samodzielnie bronić Japonii. Już w 1954 roku utworzono więc "Siły Samoobrony", które formalnie miały nie służyć do wojny, ale do samoobrony. Uznano więc, że nie narusza to artykułu dziewiątego.

Dało to początek gimnastyce intelektualnej uprawianej przez japońskie władze, które faktycznie utrzymują duże i nowoczesne siły zbrojne, jednocześnie unikając nazywania rzeczy wprost.

Początkowo po II wojnie światowej utworzono Narodowe Rezerwowe Siły Policyjne, które z czasem przekształcono w Siły SamoobronyPoczątkowo po II wojnie światowej utworzono Narodowe Rezerwowe Siły Policyjne, które z czasem przekształcono w Siły Samoobrony Fot. domena publiczna

Potęga, która się siebie wstydzi

Dzisiaj japońskie wojsko liczy 250 tysięcy osób i ma roczny budżet na poziomie 46 miliardów dolarów. To ósme miejsce na świecie jeśli chodzi o wydatki na siły zbrojne. W Azji Japonia jest drugą potęgą militarną po Chinach. Zwłaszcza jej flota (formalnie Morskie Siły Samoobrony) jest czymś, z czym Chińczycy muszą się liczyć.

Teraz Tokio zapowiada, że japońskie siły morskie zostaną istotnie wzmocnione. Nowe okręty typu Izumo mają przejść modernizację, choć przyjęto je do służby w latach 2015 i 2017. Od początku ich budowy analitycy przypuszczali, że w przyszłości staną się lotniskowcami. Japoński rząd przez lata oficjalnie się od tego odżegnywał, uparcie twierdząc, że będą to "niszczyciele śmigłowcowe", których głównym zadaniem będzie polowanie na okręty podwodne.

W grudniu Tokio wreszcie przyznało, że przez lata zaklinano rzeczywistość. Oba okręty zostaną przystosowane do przenoszenia amerykańskich samolotów wielozadaniowych F-35B. Nie powiedziano, kiedy to się stanie. Okręty mają zostać oficjalnie "niszczycielami wielozadaniowymi". Nadal nie lotniskowcami.

Przebudowa okrętów ma być możliwa dzięki dodatkowym pieniądzom na zbrojenia. Duża ich część ma bowiem zostać wydana na zwiększenie zamówienia samolotów F-35. Dotychczas planowano ich nabyć około 40. Teraz mowa o stu. Dodatkowe pieniądze mają też zostać przeznaczone na budowę systemu antyrakietowego, podobnego do tego, który Amerykanie stawiają w Redzikowie. Japończycy chcą też rozwijać swoje hipersoniczne rakiety przeznaczone do niszczenia okrętów.

Japończycy mają zaawansowany technicznie przemysł obronny, produkujący między innymi czołgi Typ 10. Ze względu na małe zamówienia państwa ma jednak nieustanne problemy finansoweJapończycy mają zaawansowany technicznie przemysł obronny, produkujący między innymi czołgi Typ 10. Ze względu na małe zamówienia państwa ma jednak nieustanne problemy finansowe Fot. domena publiczne

Najpierw zakazali, teraz sprzedają broń 

Oficjalnie japoński rząd dążenie do zbrojeń argumentuje zagrożeniem ze strony Chin i Korei Północnej. Dlatego rozbudowa potencjału ma się skupić głównie na flocie, lotnictwie i systemach antyrakietowych, których zadaniem jest trzymać wroga z dala od samych Wysp Japońskich.

Istotnym czynnikiem jest też chęć zwiększenia zakupów uzbrojenia w USA. Tokio chce w ten sposób obłaskawić Waszyngton. Japończycy eksportują bowiem do USA dwa razy więcej towarów niż sprowadzają, co spotkało się z krytyką Donalda Trumpa. Sugerował on Japonii, aby kupowała więcej amerykańskich produktów, bowiem inaczej może odpowiedzieć wojną handlową. Rząd Abe może dzięki temu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - obłaskawi USA i będzie mieć wygodny argument na rzecz zbrojeń.

Kurs na zwiększenie siły militarnej Japonii wywołuje jednak opory. Po pierwsze innych państw, zwłaszcza Chin i Korei Południowej. Oba te kraje doświadczyły wyjątkowo brutalnego postępowania japońskiego wojska i sił okupacyjnych. W ich społeczeństwach panuje więc silny resentyment wobec Japończyków.

Protesty Pekinu i Seulu mają jednak umiarkowany wpływ na Abe, który właśnie chce zerwać z przepraszaniem za przeszłość. Japoński premier nie może jednak ignorować tego, że jego wyborcy są co najmniej mało entuzjastyczni wobec jego pomysłów.

Japońskie wojsko regularnie ćwiczy z amerykańskim. Ma z nim współpracować w obronie na wypadek agresji, dzięki zmianom w prawie przyjętym w 2015 roku. Wcześniej nie było pewności, czy mogłoby się nawet bronić wspólnie z AmerykanamiJapońskie wojsko regularnie ćwiczy z amerykańskim. Ma z nim współpracować w obronie na wypadek agresji, dzięki zmianom w prawie przyjętym w 2015 roku. Wcześniej nie było pewności, czy mogłoby się nawet bronić wspólnie z Amerykanami Fot. US Army

Wyjątkowo delikatna sprawa 

Choć artykuł dziewiąty konstytucji został Japończykom faktycznie narzucony, to jednak większość społeczeństwa nie ma z nim problemu. Wręcz przeciwnie. Trauma II wojny światowej jest tak silna, że Japończycy, stereotypowo naród wojowniczych i szaleńczo odważnych samurajów, są w większości pacyfistami. Sondaże systematycznie pokazują, że zdecydowana większość obywateli Japonii jest przeciwna wykreśleniu artykułu dziewiątego z konstytucji.

W grę wchodzi tylko jego zmodyfikowanie i to subtelnie. Abe i jego rząd dążą obecnie do dodania trzeciego paragrafu, który by stwierdzał, iż istnienie Sił Samoobrony jest zgodne z konstytucją. W ten sposób zakończone byłyby trwające od lat 50. dyskusje, czy w ogóle istnienie tych zakamuflowanych sił zbrojnych jest dopuszczalne. Zmiana wydaje się z perspektywy obcokrajowca symboliczna, jednak dla Japończyków to duże wydarzenie, wywołujące emocje i zaognione debaty.

Rząd pracuje nad tą sprawą bardzo powoli, zabiegając o odpowiednie poparcie polityczne i czekając na wyraźne poparcie społeczne. Projekt zmian w konstytucji wymaga nie tylko poparcia parlamentu, ale też musi zostać zaakceptowany w ogólnokrajowym referendum. Abe deklarował, że chce zacząć formalną procedurę w 2018 roku, jednak w grudniu ogłoszono, iż nie zdecydowano się na to. Brakowało odpowiedniego poparcia politycznego w parlamencie. Kolejna próba ma zostać podjęta może w tym roku.

Na razie Japończycy będą więc po cichu wzmacniać swoje "siły samoobrony", okłamując się, że to nie jest normalne wojsko i nie są regionalną potęgą militarną.

Więcej o:
Komentarze (111)
Japonia zwiększa wydatki na wojsko. Zbrojenia w Azji przyśpieszają
Zaloguj się
  • ochujek

    Oceniono 44 razy 28

    Kapelanów nie mają, nie utrzymują bandy pasożytów w śmiesznych strojach. Działają konkretnie.

  • curious

    Oceniono 25 razy 17

    No proszę a u nas na odwrót. Budujemy weekendowe wojsko czyli WOT - formację złożoną z emerytów, nieudaczników i bezrobotnych i nazywamy ją armią.

  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 19 razy 15

    Może nasze Polska Narodowa Grupa Filmowa nakręci patryjotyczny film "Jezus ze Świebodzina, kontra Godzilla"!

  • emigrant_1984

    Oceniono 26 razy 14

    Nikt im z Chińczykami nie pomoże. A PISS Partia i Rząd boi się Polakom przyznać że się nie zbroi przeciw Rosji bo nie maja już forsy na więcej niz dzidy bojowe, a Fort Dump i tak nie wystarczy.

  • Darek Rabczewski

    Oceniono 17 razy 13

    Bo w japoni to faktycznie pieniądze są wydawane na zbrojenie a u nas są przeżarte przez urzędasów ...

  • kataryniarski

    Oceniono 17 razy 11

    Idzie wojna? Spokojnie, Polacy! Obroni nas OT, różaniec do granic i 13 matek boskich!

  • robotnik61

    Oceniono 14 razy 10

    Brakuje im Macierewicza, ten szybko by załatwił japońcom jakąś podkomisję do spraw nijakich.

  • kac

    Oceniono 12 razy 8

    Patrząc na sąsiadów jakich mają to są w sytuacji mało komfortowej i zupełnie im się nie dziwię,

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX