Już ponad 1200 ofiar trzęsienia ziemi w Indonezji. Zabitych mogą być tysiące

Do ponad 1200 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych trzęsienia ziemi i tsunami na indonezyjskiej wyspie Clebes. Ze względu na obawy przed wybuchem epidemii, na wyspie rozpoczęto masowe pogrzeby ofiar. Ratownicy wciąż nie dotarli jednak na wszystkie tereny dotknięte przez kataklizm.

Lokalne władze szacują, że liczba ofiar śmiertelnych wzrośnie. Od
piątkowego trzęsienia ziemi po dziś dzień nie ma informacji o zniszczeniach
i ofiarach śmiertelnych w górzystej części wyspy, w pobliżu epicentrum,
gdzie wciąż nie udało się dotrzeć ratownikom. W 300-tu tysięcznym mieście Palu trwa
przeszukiwanie ruin zniszczonych budynków. W mieście zawaliło się wiele
hoteli, centrów handlowych i innych budynków użyteczności publicznej.
Władze Indonezji zaapelowały do społeczności międzynarodowej o udzielenie
pomocy humanitarnej. Na terenach dotkniętych przez kataklizm mieszka około
1,4 mln osób. Palu odwiedził też prezydent Indonezji, który zadeklarował
intensyfikację akcji ratowniczej.

Według lokalnych władz, w piątkowym trzęsieniu o sile 7,5 stopnia i towarzyszącym mu tsunami, zginąć mogły tysiące osób.

Czy wiesz, co zrobić, gdy zaginie ktoś bliski?

Więcej o:
Komentarze (6)
Indonezja. Już ponad 1200 ofiar trzęsienia ziemi. Zabitych mogą być tysiące
Zaloguj się
  • magda_lenamg

    Oceniono 4 razy 2

    Tak jak już pisałam wcześniej jak wiało w Stanach to po kilka artykułów na głównej ze szczegółami. Tutaj ginie 1200 osób i krótka wzmianka ani jak pomóc ani nic...

  • yegua-ha

    Oceniono 1 raz 1

    Celebes

  • fajla11

    0

    JANINA POMOŻE --TONA ZLOT AA ZA METR STUDNI --hahahahahahaha

  • tygrysio_misio

    Oceniono 4 razy 0

    Ponoć dużo owoców jest i problemy na rynku z tym są. Sadownicy mogliby przekazać jabłka na soki dla organizacji humanitarnych i przez to podbić cenę tych sprzedawanych. Przecież ci ludzie tam i w Indiach na popowodziowych terenach zostali bez czystej wody.

    Można to zrobić tak, że w przypadku klęski urodzaju sadownicy zbierają jakąś część, a reszte pozwalają zebrać wolontariuszom. Mogłoby to kontrolować jakieś zrzeszenie sadowników, które kontrolowałoby czy wszyscy są lojalni. Na rynek trafiałoby tyle jabłek ile trzeba....każdy by zarobił bo przy np. 30% nadmiarze każdy przekazywałby 30% na soki dla ofiar kataklizmów... ceny jabłek nie szłyby w dół z nadmiaru...

  • 1sz-truten

    Oceniono 1 raz -1

    ;-(

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX