Andrzej Duda spotka się z Donaldem Trumpem. W tym czasie Kim Dzong Una też czeka ważny szczyt

Prezydent Korei Południowej we wtorek odbędzie krótki lot i wyląduje w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej. Państwa, z którym formalnie pozostaje w stanie wojny, ale chce z nim prowadzić interesy. Co chcą załatwić przywódcy obu Korei?

Prezydent Andrzej Duda ma na wtorek zaplanowane ważne spotkanie w Białym Domu - będzie rozmawiał z Donaldem Trumpem. Tego samego dnia istotny szczyt rozpocznie się też w Korei Północnej.

Szczyt Korei Północnej i Południowej

Prezydent Moon-Jae In leci do Pjongjangu na już trzeci w tym roku szczyt obu Korei. Wcześniej spotykał się z Kim Dzong Unem w strefie zdemilitaryzowanej dzielącej oba kraje. Teraz ma się jednak udać do stolicy Korei Północnej na trwający trzy dni szczyt.

Oficjalne plany zakładają, iż Moon-Jae In wyruszy do Pjongjangu samolotem we wtorek o godzinie 8:40 czasu lokalnego (1:40 czasu polskiego). Ma wystartować z lotniska wojskowego pod Seulem. W stolicy Korei Północnej wyląduje około półtorej godziny później.

Lot specjalny

Z długości lotu można wnioskować, że podróż nie będzie zwykła. Oba lotniska dzieli zaledwie 230 kilometrów w linii prostej. Standardowy samolot może pokonać taki dystans znacznie szybciej niż w półtorej godziny. Najpewniej w grę wchodzą kwestie bezpieczeństwa, które sprawią, iż maszyna z południowokoreańskim prezydentem będzie kluczyć a nie lecieć po najkrótszej trasie.

Pokazuje to jak bardzo skomplikowane pozostają relacje obu Korei. Szczegóły pierwszej od 11 lat wizyty przywódcy Korei Południowej w Pjongjangu obie strony ustalały na specjalnych spotkaniach. Ostatnie miało miejsce zaledwie w minionym tygodniu. Jeszcze niecały rok temu propaganda Korei Północnej otwarcie wyzywała Moon-Jae Ina od najgorszych, a na propagandowych nagraniach żołnierze strzelali do jego podobizn.

Teraz trwa jednak faza zbliżenia i prób nawiązania poprawnych relacji. Obie Koree mają w tym swoje interesy, które czasem są trudne do pogodzenia. W tej trudnej układance sytuację bardzo komplikuje Waszyngton, z którego opinią musi się liczyć Moon-Jae In.

Kim Dzong-Un i prezydent Moon-Jae In podczas kwietniowego spotkania na granicyKim Dzong-Un i prezydent Moon-Jae In podczas kwietniowego spotkania na granicy AP / AP

Trudne do pogodzenia interesy

Co do zasady obu Koreom zależy na ograniczonym zbliżeniu i ociepleniu relacji, choć z różnych powodów. Obłożona dotkliwymi sankcjami Korea Północna chce ich poluzowania i wsparcia gospodarczego. Dodatkowo Pjongjang bardzo by chciał pozbyć się z Korei Południowej znacznych sił amerykańskiego wojska, traktowanych jako poważne zagrożenie.

Korea Południowa ma natomiast nadzieję na unormowanie relacji, które oznaczałoby zniesienie nieustannej groźby wojny. Bardzo ważne, jeśli nie ważniejsze, są natomiast kwestie gospodarcze. Korea Północna może być wielkim rynkiem zbytu i rezerwuarem taniej siły roboczej dla przemysłu Południa. Dodatkowo przez nią wiodą najkrótsze drogi do najważniejszego partnera gospodarczego Korei Południowej - Chin. Politykom w Seulu bardzo zależy na przykład na możliwości wysyłania pociągów z towarami przez teren swojego wrogiego sąsiada.

Tutaj mieszają się jednak interesy USA. Kontrolowana przez Waszyngton specjalna agencja zarządzająca ruchem przez strefę demarkacyjną, zablokowała pod koniec sierpnia prace nad próbnym wysłaniem pociągu z Korei Południowej przez całą Koreę Północną aż do Chin. Amerykanie są bowiem bardzo podejrzliwi, jeśli chodzi o zbliżenie obu Korei. Waszyngton wychodzi z założenia, że reżim kłamie i tak jak wiele razy w przeszłości, pustymi gestami uzyska ustępstwa od Korei Południowej, co uderzy też w interesy amerykańskie w regionie. USA naciskają, aby warunkiem podstawowym do jakichkolwiek rozmów o gospodarce czy współpracy politycznej było uprzednie rozbrojenie nuklearne Korei Północnej. To między innymi idee fixe prezydenta Donalda Trumpa, który od swojego spotkania z Kim Dzong-Unem w Singapurze nieustannie mówi o "denuklearyzacji".

Nie bez powodu jadący do Pjongjangu Moon Jae-In oraz jego współpracownicy wiele razy podkreślali, że głównym tematem, jaki będą chcieli poruszać, jest właśnie "denuklearyzacja". Deklaruje też, że będzie "mediatorem", który ma zbliżyć stanowiska Pjongjangu i Waszyngtonu. Wiele mówi jednak to, że południowokoreański prezydent nie zabiera z sobą do Korei Północnej samych wojskowych i speców od bezpieczeństwa, ale wielu szefów największych korporacji Korei Południowej i specjalistów od gospodarki oraz infrastruktury.

Pomnik zjednoczenia Korei w Pjongjangu, gdzie ma się odbyć szczytPomnik zjednoczenia Korei w Pjongjangu, gdzie ma się odbyć szczyt Fot. Kin Cheung / AP Photo

Rozmowy o końcu wojny trwającej od 68 lat 

Moon Jae-In sygnalizował jednak już w lipcu, że na rozpoczynającym się 18 września szczycie najważniejszym konkretnym osiągnięciem może być podpisanie deklaracji o zakończeniu wojny. W 1953 roku przerwano ją jedynie zawieszeniem broni. Deklaracja ma być natomiast pierwszym krokiem ku podpisaniu prawdziwego traktatu pokojowego.

Na chwilę obecną wojna jednak formalnie trwa. Widać to na granicy obu Korei, która tak naprawdę jest linią demarkacyjną, wokół której urządzono szeroką na cztery kilometry strefę zdemilitaryzowaną. To pas ziemi w poprzek Półwyspu Koreańskiego mniej więcej po 38 równoleżniku. Po obu jego stronach ciągną się zasieki i posterunki strażnicze.

Strefa zdemilitaryzowana jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych w Korei Południowej. Turyści widzą jednak głównie wioskę Panmundżom, gdzie podczas wojny negocjowano zawieszenie broni i która pozostaje jedynym stałym punktem styczności przedstawicieli obu Korei, oraz zasieki na granicy strefy zdemilitaryzowanej.

Znacznie mniej znane są prawdziwe fortyfikacje, często imponujące, które mają służyć na wypadek wojny. O tych na północy wiadomo niewiele ze względu na ograniczony dostęp. Znacznie więcej wiadomo na temat tych na południu. Wiele w ogóle nie jest ukrytych, ale mało kto wie, do czego służą.

Współczesny wielki mur

Jedne z fortyfikacji można zauważyć na drogach prowadzących z rejonu Seulu na północ, ku granicy. Nad drogami wiszą tam wielkie betonowe kloce, wyglądające jak niedokończone wiadukty prowadzące do nikąd. Tak naprawdę są to struktury zbudowane przez wojsko. W wypadku zaskakującego natarcia z północy te "wiadukty" mają zostać wysadzone i zwalić się na drogi, blokując przejazd. Podobne przygotowane blokady mają różne formy, ale zadaniem wszystkich jest zmusić wrogie kolumny pancerne do zatrzymania się i oczekiwania na inżynierów, którzy oczyszczą przejazd. Miejsca ustawienia fałszywych wiaduktów są tak dobrane, aby nie dało się łatwo ich objechać a w okolicy są przygotowane punkty umocnione, z których obrońcy mają nękać zablokowane kolumny.

Do podobnej kategorii należy wielki mur graniczny, który pomimo swoich rozmiarów pozostaje dobrze ukryty i mało znany. Korea Południowa zbudowała go w latach 80. W tym samym okresie miał powstać podobny w Korei Północnej, ale na jego temat wiadomo jeszcze mniej. Ten południowy mur rozciąga się na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów pomiędzy Seulem i granicą. To rejon, w którym teren jest dość płaski i nadający się do działań wojsk zmechanizowanych. Dalej na wschodniej części półwyspu dominują góry, gdzie jakieś szybkie natarcia pancerne nie są możliwe.

Przygotowana do wysadzenia blokada na terytorium Korei PółnocnejPrzygotowana do wysadzenia blokada na terytorium Korei Północnej Michael Day/ Flickr CC BY-SA 2.0

Południowy mur pokazano publicznie na początku lat 90., po zakończeniu Zimnej Wojny. Ma po 8 metrów wysokości. Od strony granicy wygląda jak wysoka betonowa ściana, ale od południa go nie widać, ponieważ jest zasypany, zarośnięty i wygląda jak wzgórze albo nagły uskok terenu. Postawiono go w specjalnej strefie ograniczonego dostępu dla cywili w pobliżu strefy zdemilitaryzowanej, więc jest bardzo mało jego zdjęć czy nagrań.

Te, oraz inne podobne fortyfikacje, miały jeden cel: spowolnić ewentualny atak z północy. Nie zakładano, że go zatrzymają. Chodzi o to, aby Korea Południowa miała choćby kilka dodatkowych godzin na mobilizację, zanim północnokoreańskie czołgi dotrą na przedmieścia Seulu odległe od strefy zdemilitaryzowanej o 50 kilometrów.

Nagranie z początku lat 90. pokazujące południowokoreański mur:

 

Nowe realia 

Rozmach południowokoreańskich fortyfikacji pozwala zrozumieć, jak poważnie obawiano się wojny w latach 70. i 80. Dzisiaj ich znaczenie znacznie spadło, ponieważ konwencjonalne wojska Korei Północnej są już wyraźnie słabsze od tych południowokoreańskich i wspierających ich amerykańskich. Lokalne władze niektórych miast narzekają, że podpory betonowych kloców wiszących nad drogami rdzewieją i mogą same się zawalić, bez pomocy ładunków wybuchowych i natarcia z północy.

Nie bez powodu obecne rozmowy rozbrojeniowe nie koncentrują się na liczbie czołgów czy żołnierzy, ale rakiet i głowic jądrowych. Widząc słabość swojego zwykłego wojska reżim północnokoreański już w latach 90. postawił na prace nad alternatywnymi rozwiązaniami. Dzisiaj południowokoreański prezydent nie może zignorować faktu, iż na Seul może spaść bomba jądrowa i nie ma pewnego sposobu na obronę. Dzięki rozwojowi północnokoreańskich rakiet sprawy nie mogą też ignorować USA, ponieważ nie ma już gwarancji, że takaż bomba nie spadnie też na Seattle.

Korea Północna ma więc dzisiaj wyjątkowo silną pozycję negocjacyjną. Już nie jest tylko petentem proszącym o pomoc gospodarczą wobec głodu dotykającego miliony obywateli, jak to miało miejsce w przeszłości. Teraz ma też argument siły. Widać to choćby po tym, że Kim Dzong Unowi, dyktatorowi małego państwa, udało się osobiście spotkać z Donaldem Trumpem, prezydentem najsilniejszego państwa świata. Teraz szczyt w Pjongjangu będzie kolejną okazją do propagandowych sukcesów. Nawet jeśli konkretów będzie mało.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Więcej o:
Komentarze (47)
Szczyt Korei w Pjongjangu. Spotkanie przywódców Korei Północnej i Południowej
Zaloguj się
  • towarzysz.dyrektor

    Oceniono 35 razy 13

    << Andrzej Duda spotka się z Donaldem Trumpem. W tym czasie Kim Dzong Una też czeka ważny szczyt >>

    Caly artykul o Korei Pln, a w tytule Andrzej Duda.
    Czerscy, jestecie juz tak oczadzeni, ze manipulacja to dla was absolutna codziennosc. Musicie upasc.

  • tomcich

    Oceniono 15 razy 9

    Trochę przesadziliście ze swoją narracją. Chcecie pokazać Kima i pierwszy tekst pod spodem o Dudzie. Jesteście coraz bardziej agresywni. Taki sposób postępowania nie skończy się dobrze dla Gazety. Przyjmujecie poziom tvpinfo. Rozumiem, że jest to wymiana ciosów.

  • towarzysz.dyrektor

    Oceniono 21 razy 7

    Czerskie, rownie dobrze tytul powinien brzmiec:
    “W Czaplach Wielkich biesiada gospodyn wiejskich na szczycie. W tym czasie Kim Dzong Una też czeka ważny szczyt”

  • ponury424

    Oceniono 15 razy 5

    'Widać to choćby po tym, że Kim Dzong Unowi, dyktatorowi małego państwa, udało się osobiście spotkać z Donaldem Trumpem, prezydentem najsilniejszego państwa świata".

    Nie zapominajcie o królu Europy, tym drugim Donaldzie. Chociaż pomijając to wasze niedopatrzenie, pozwolę sobie zadać pytanie, a gdzie w tym czasie, i z kim, będzie szczytował prezydent Izraela Netan Jahu, mocarstwa o powierzchni 22 072 km/2, liczbie ludności około 9 mln. odpowiednio, Korea Północna, 120 540 km/2 powierzchni i ponad 25 mln. mieszkańców, i np Województwo Mazowieckie, powierzchnia 35 558 km/2 i ponad 5 mln ludności. No i na koniec, jak się prezentują te koreańskie mury w porównaniu z tym nowoczesnym, wybudowanym przez Żydów wokół Getta zwanego Strefą Gazy.

  • 31.februarius

    Oceniono 19 razy 5

    "Prezydent Korei Południowej wykona krótki skok powietrzem ..."(!)

    no i koniec lektury!

  • druga_tozsamosc

    Oceniono 8 razy 4

    Łączenie tych dwóch spotkań w jeden artykuł to bardziej obleśna propaganda niż tvp info...

  • jasmil82

    Oceniono 8 razy 4

    Ale subtelna propaganda, weszliście na wyższy level :-D.

  • harari

    Oceniono 12 razy 2

    .
    Juz widzę jak Komorowski skakał by po krzesłach w Białym Domu gdyby Polacy go nie pogonili gdzie pieprz rośnie.

  • jrb11

    Oceniono 16 razy 2

    Tak dlugo jak Poludniowej Korei nie uda sie wyslac okupantow do domu tak dlugo nic nie bedzie z zadnych negocjacji.Ekcepcjonalisci nie oddadza swojej kilonoi bez walki.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX