Nowa Zelandia wprowadza przepisy dla ofiar przemocy domowej. Dostaną 10 dni płatnego urlopu

Nowa Zelandia uchwaliła prawo dla ofiar przemocy domowej. Ofiary będą mogły wziąć 10 dni płatnego urlopu, by przeznaczyć je na opuszczenie oprawcy, znalezienie nowego domu i ochronienie siebie i dzieci.

Po ogłoszeniu wyników głosowania, część parlamentarzystów klaskała i wiwatowała.
Ustawa to efekt siedmiu lat pracy Jan Logie, parlamentarzystki Zielonych, która przed wejściem do polityki pracowała w ośrodku pomocy kobietom.

Przeciwnicy ustawy, Nowozelandzka Partia Narodowa, argumentowali, że prawo będzie niosło za sobą zbyt duże koszta dla małych i średnich przedsiębiorstw i - jak podaje "The Guardian" - "zniechęci pracodawców do zatrudniania osób, wobec których istnieje podejrzenie, że mogą być ofiarami przemocy domowej".

Nowa Zelandia ma jedne z najgorszych w krajach rozwiniętych statystyk jeśli chodzi o przemoc domową - policja przeprowadza interwencję w związku z takim rodzajem przemocy co cztery minuty.

Przemoc nie uznaje podziału na pracę i dom

Jan Logie uważa, że nowe rozwiązania są pierwszym krokiem w walce z przemocą domową, a częścią inicjatywy jest wskazanie społecznej odpowiedzialności wokół problemu przemocy. Parlamentarzystka podkreślała, że nie można pozostawiać całej policji i należy zrozumieć, że wszyscy możemy pomóc pokrzywdzonym. 

Wyjaśniała również, że przemoc domowa nie uznaje podziału między pracą i życiem prywatnym. - Badania wskazują, że duża część oprawców stosuje również przemoc związaną z pracą ofiary - stalkują ją, wydzwaniają, grożą jej i kolegom z pracy. Często robią to, by zmusić ofiarę do odejścia z pracy, a w rezultacie - by była bardziej zależna od oprawcy - mówiła.

Prawo dobre również dla pracodawców

Aktywistki zajmujące się prawami kobiet podkreślają, że ustawa nie będzie magicznym rozwiązaniem problemu przemocy, ale to duży krok w dobrą stronę. - Musimy jasno powiedzieć, że to leży w interesie pracodawcy - pomagając w ten sposób, zachowają wartościowych pracowników i poprawią ich produktywność - powiedziała Holly Carringron, rzeczniczsa organizacji na rzecz ofiar przemocy domowej Shine.

Innym krajem, który wprowadził podobne prawo są Filipiny. Tam również ofiara może wziąć 10 dni wolnego w takich sytuacjach. Rozwiązania tego typu stosują też niektóre prowincje Kanady.

Nie zareagowali na przemoc, dostali burgera po przejściach

Więcej o:
Komentarze (35)
Nowa Zelandia wprowadza przepisy dla ofiar przemocy domowej. Dostaną 10 dni płatnego urlopu
Zaloguj się
  • nuclearsnake

    Oceniono 20 razy 12

    a dlaczego to ofiara ma opuszczać dom, a nie oprawca, który powinien doświadczać przemocy pod celą, gdzie jego miejsce?

  • loneman

    Oceniono 22 razy 10

    Nawet tam ludzie sa b cywilizowani a u nas kobieta bita i nekana w domu musi uciekac z dzieckiem, gorace linie sa "niepotrzebne" wg nazistowskiej wladzy a konwencja przemocowa nie odnosi sie do "swietoszkow" jakich u nas co niemiara, zwlaszcza male miasta i wsie pelne sa "katolickich" katow rodzinnych....

  • r0b0l_reaktywacja

    Oceniono 22 razy 10

    Polacy są bardzo daleko pod względem cywilizacyjnym i kulturowym nawet wobec dawnych kolonii karnych GB

  • xynat

    Oceniono 9 razy 7

    Świat idzie do przodu a tym czasem w pis-landii zlikwidowano instytucje rzecznika praw ofiar przemocy domowej. Gdy na świecie władze starają się pomóc ofiarom w pis-landii uważa się, że taka przemoc nie istnieje a jest jedynie wymysłem rozhisteryzowanych bab.

  • aja_88

    Oceniono 6 razy 6

    nigdy nie mogłem zrozumieć jak można bić swoją drygą połowę.taki bokser powinien dostawać karę wpie... od paru silnorękich

  • komuno

    Oceniono 8 razy 4

    Wg naszego nowego prawodawcy - Ordo Iuris, konwencja antyprzemocowa jest niepotrzebna, bo jest feministyczna.

  • sunzi15

    Oceniono 1 raz 1

    Niemal polowa to chrzescijanie. To wiele tlumaczy.
    Na szczescie ich liczba maleje. W latach 90-tych
    bylo ich ponad dwie trzecie ludnosci.

  • polakadam

    Oceniono 15 razy 1

    Człowiek własną pracą i wysileniem do wszystkiego dojść może" – taki cytat z Adama Mickiewicza przyświeca posłom zasiadającym w Radzie Ochrony Pracy, która działa przy Sejmie. Wysilać się jednak za bardzo nie muszą. Wystarczy przyjść na jedno posiedzenie w miesiącu, które trwa godzinę, półtorej i na konto wpływa co miesiąc nawet kilka tysięcy złotych.

    WP
    Rekordzistą pod tym względem jest Janusz Śniadek z PiS. Jako przewodniczący ROP za jedno posiedzenie otrzymuje ponad 4,1 tys. zł. W sumie w ubiegłym roku dorobił w ten sposób do poselskiej pensji 50,2 tys. zł.

    Jak wynika z oświadczenia majątkowego Bożeny Borys-Szopy, posłanki PiS, w ubiegłym roku dzięki zasiadaniu w ROP zarobiła dodatkowo 36,5 tys. zł. Krzysztof Gadowski z PO – 34,9 tys. zł, Beata Mazurek z PiS – 34,4 tys. zł, Izabela Mrzygłocka z PO – 34 tys. zł, Wojciech Szarama z PiS – 33 tys. zł, Jan Łopata z PSL – 32 tys. zł, Maria Zuba z PiS – 30,8 tys. zł, Tomasz Jaskóła z Kukiz'15 – 13 tys. zł, a Joanna Augustynowska z PO – 10 tys. zł. w składzie ROP jest także senator PiS Tadeusz Kopeć – 22 tys. zł.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX