Akcja ratunkowa w Tajlandii. Tak wyciągano chłopców. "To była misja niewykonalna"

Media donoszą o szczegółach akcji ratunkowej w Tajlandii. Chłopcy podczas wyciągania z jaskini byli nieprzytomni od leków i przypięci do noszy. - Nie znam żadnej innej akcji ratunkowej, w której ratowników wystawia się na takie niebezpieczeństwo - zdradził Amerykanin biorący udział w akcji.

- To była misja niemożliwa do zrealizowania - powiedział po zakończeniu akcji ratunkowej w Tajlandii Narongsak Osottanakorn, szef całej operacji. - Zrobiliśmy to, choć nikt się nie spodziewał, że misja się powiedzie - nie ukrywał.

Bezprecedensowa akcja ratunkowa w Tajlandii

Specjaliści w mediach na całym świecie przyznają, że akcja ratunkowa w Tajlandii nie miała precedensu, a więc tym trudniej było przewidzieć jej finał. Teraz, wraz z upływem kolejnych dni, poznajemy kolejne szczegóły przebiegu akcji.

Tajlandia. "Dziki" spędzili w jaskini 18 dni

Uporządkujmy fakty. Jaskinia Tham Luang znajduje się na północy Tajlandii, niewiele ponad trzy kilometry od granicy z Mjanmą. 23 czerwca weszło do niej 12-osobowa grupa chłopców w wieku od 11 do 16 lat, należeli do drużyny piłkarskiej "Dziki". Oprócz nich w jaskini znalazł się ich 25-letni trener.

Tajlandia. Mapa pokazuje, jak daleko ratownicy mają do uwięzionych w jaskini chłopcówTajlandia. Mapa pokazuje, jak daleko ratownicy mają do uwięzionych w jaskini chłopców gazeta.pl

Przez 10 dni z grupą nie było kontaktu, zostali odnalezieni dopiero 2 lipca. Przez wiele dni płetwonurkowie dostarczali chłopcom pożywienie i wodę. Tajlandzkie służby w tym czasie cały czas planowały ich wyciągnięcie. Podjęto decyzję, że trzeba jak najszybciej wyciągnąć całą grupę, choć od początku służby zdawały sobie sprawę, jak ryzykowna będzie ta akcja. Służby pracowały w pośpiechu, w jaskini spadał poziom tlenu, a do tego spodziewano się intensywnych opadów, które mogły jeszcze bardziej zalać jaskinię.

Odurzeni i na noszach

Uwięzieni w jaskini ludzie znajdowali się ok. kilometr pod ziemią, do wyjścia dzieliły ich ok. cztery kilometry. Chłopców wyciągano jednego po drugim - jednego z uwięzionych wyciągało od dwóch do nawet ośmiu ratowników. Jak podaje "New York Times" chłopcy byli przypięci do specjalnych noszy typu SKED oraz okryci plastikowym kokonem. W sytuacji, gdy podłoże było bardzo nierówne, nosze z chłopcem podpinane były do liny zawieszonej na górze. Gdy woda była głęboka i było odpowiednio dużo miejsca, nosze kładziono na tratwie. Według "New York Timesa" zdarzyło się nawet, że chłopcy byli kładzeni na wężach do odpompowywania wody, które działały jak ślizg.

"To było jak wejście w silny wodospad"

W jaskini panowały bardzo trudne warunki, woda była niemal całkowicie nieprzejrzysta, a jej prąd był na tyle silny, że ratownikom zsuwały się maski. Doświadczył tego Ruengrit Changkwanyuen, jeden z pierwszych płetwonurków, który wszedł do jaskini.

To było jak wejście w silny wodospad, czułem, jak woda na mnie napiera

- relacjonował. Samo poruszanie się po jaskini nazwał "poziomą wspinaczką pod wodą"

By jak najszybciej dotrzeć do celu, ratownicy przemieszczali się wzdłuż przypiętej do ścian jaskini liny. Kompleks jaskini w niektórych miejscach był tak wąski, że płetwonurkowie musieli ściągać zbiorniki z tlenem.

Tajlandia. Podczas akcji ratunkowej w jaskini jednemu chłopcu towarzyszy dwóch płetwonurkówTajlandia. Podczas akcji ratunkowej w jaskini jednemu chłopcu towarzyszy dwóch płetwonurków Marta Kondrusik / Gazeta.pl

Akcja ratunkowa w Tajlandii. Ratownik zgubił linę

W trakcie planowania akcji jedną z największych obaw było to, że chłopcy dostaną paniki. W takiej sytuacji znacznie szybciej zużywany byłby tlen, co mogłoby doprowadzić do tragedii. Dlatego chłopców odurzano dużą dawką leków - podczas wydobywania ich na powierzchnię byli niemal nieprzytomni.

Tragedią mogła zakończyć się też sytuacja, w której jeden nurek zgubił linę prowadzącą do wyjścia. Odnalezienie jej w kompletnej ciemności zajęło mu ponad 1,5 godziny, płetwonurek bezpiecznie opuścił jaskinię. W operacji zginął inny ratownik - Saman Gunan. Mężczyzna chciał opuścić jaskinię po tym, jak zostawił uwięzionej drużynie zbiorniki z powietrzem. Niestety ilość powietrza w jego butli okazała się niewystarczająca, by wrócić.

- Nie znam żadnej innej akcji ratunkowej, w której ratowników wystawia się na takie niebezpieczeństwo przez tak długi czas, chyba, że jest to coś w rodzaju strażaków udających się do World Trade Center ze świadomością, że budynek jest w ogniu i się zawali - stwierdził major Charles Hodges, który dowodził w Tajlandii amerykańską grupą ratowników.

Chłopców i trenera udało się wydostać z jaskini po 18 dniach. Obecnie przebywają w szpitalu pod kwarantanną. Lekarzy dobrze oceniają ich stan fizyczny i psychiczny. Łącznie w akcji ratunkowej udział wzięło ok. 10 tys. osób, w tym m.in. 2 tys. żołnierzy i 200 płetwonurków. 

Jeśli jesteś bardziej wymagającym czytelnikiem, to musisz wypróbować nasz nowy newsletter >>> 

Tajlandia. Akcja ratunkowa zakończona. Chłopcy i ich trener wyszli z jaskini po 18 dniach

Więcej o:
Komentarze (27)
Akcja ratunkowa w Tajlandii. Tak wyciągano chłopców. "To była misja niewykonalna"
Zaloguj się
  • dziennikarz12

    Oceniono 47 razy 21

    NA JAW WYCHODZA..." CZUJE SIE JAKBY TO WSZYSTKO BYLO PRZETEPSTWEM KRYMINALNYM!!! CO ZA IMBECYL DAJE TAKI TYTUL???? tam nic sie ntakiego nie dzialo zeby mialo cos na jaw wychodzic ,pajacu jeden!!!!

  • kwiatoslav

    Oceniono 19 razy 15

    Brytyjscy nurkowie odegrali największą rolę, a jeden z nich był pasjonatem tych jaskiń spędzając w nich czas w ciągu ostatnich 6 lat... Znał je jak nikt i doprowadził do chłopców...

  • lusjola

    Oceniono 12 razy 8

    Całe szczęście że żyją jedna z matek powiedziała że teraz ma czas by pokazać że jest dobrym człowiekiem. Piękne słowa. Nam "wielkim Polakom" przydała by się taka nauka...

  • byann

    Oceniono 1 raz 1

    Akcje Muska wzrosły?

  • modema5

    Oceniono 1 raz 1

    No ale z tymi odcinkami ewakuacji, w których trzeba było nurkować? Oni wtedy nieprzytomni na tych noszach byli pod wodą?

  • wj_2000

    Oceniono 25 razy 1

    "Oprócz nich w jaskini znalazł się ich 25-letni trener".
    Co autor mial na myśli? Jak się znalażl? Kto go znalazł?
    Nie jest to kwestia językowej niezgrabności.
    Czytalem dwie wersje:
    Jedna, ze lekkomyslny trener ich tam zaprowadził.
    Druga, ze chłopcy poszli tam samowolnie, a trener za nimi popędził i dalej zachowywal się bohatersko.
    Czasownik "znalazł się" nam tej niejednoznacznosci nie rozwikluje.

  • dar61

    Oceniono 2 razy 0

    '...płetwonurkowie dostarczali chłopcom pożywienie i wodę...'
    Jeśli porządkować i poznać wszystko, to zapytałbym się o sposób ... utylizacji ich ... wytworów w tej skalnej dziupli.
    ?
    Nawet ptaki umieją to robić.
    ?

    ****
    '...W sytuacji, gdy podłoże było...'
    >>> W sytuacji gdy... [BEZ PRZECINKA - zasada COFANIA PRZECINKA]
    Kiedy się Redakcja wreszcie tego nauczy?

    '...Ruengrit Changkwanyuen...'
    >>> Czangkwanjuen

    '...chyba, że jest to coś...'
    >>> chyba, że... [BEZ PRZECINKA - zasada COFANIA PRZECINKA]
    Kiedy?

  • duda2016

    Oceniono 1 raz -1

    Redaktorzyno- nurkowie nie oddychają tlenem (poza dekompresja), skąd ci się wzięły te zbiorniki z tlenem które musieli zdejmowac? Serio nie było komu korekty tekstu zrobić? Żadnego nurka aby skonsultować artykuł? Lenistwo czy ograniczenie?

  • drugifotopstrykacz

    Oceniono 25 razy -3

    Temat kotlet przez najbliższy miesiąc. Potem ana Lewandowska

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX