Opozycja w Turcji ostrzega: w wyborach stawką jest demokracja. A konsekwencje odczuje też Europa

W Turcji Recepa Erdogana nieprzychylne media są zamykane, a przedstawiciele opozycji trafiają do więzień. Przyspieszone wybory 24 czerwca mają wzmocnić pozycję prezydenta, oskarżanego o autorytarne tendencje. Ale zwycięstwo Erdogana nie jest pewne.

Turcja w przyspieszonych wyborach wybierze parlament i prezydenta. Jednak zdaniem części obserwatorów i opozycji stawką w wyborach jest nie tylko to, kto będzie rządził przez kolejną kadencję, ale czy kraj stoczy się dalej w kierunku autorytaryzmu - opisuje politico.eu.

Obecny prezydent Recep Erdogan jest u władzy od w sumie 15 lat, od 2003 roku jako premier, a od 2014 roku - prezydent. Obecnie w parlamencie większość ma jego ugrupowanie Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Erdogan wprowadził rządy silnej ręki, szczególnie po puczu z lipca 2016 roku. Oskarżył o niego dawnego współpracownika, islamskiego kleryka Fethullaha Gülena, i zaczął rozprawę z jego rzekomymi zwolennikami. W kraju od dwóch lat obowiązuje stan wyjątkowy, do aresztów wtrącono 50 tysięcy osób, a 107 tysięcy zwolniono z pracy.

Do więzienia trafili też politycy opozycji oraz dziennikarze, a 180 mediów zostało zamkniętych na mocy stanu wyjątkowego. Według Amnesty International aż jedna trzecia ze wszystkich na świecie dziennikarzy pozbawionych wolności siedzi w więzieniach w Turcji. 

Referendum konstytucyjne w 2017 roku ws. zmiany systemu na prezydencki (większość zagłosowała na tak) według opozycji nie było uczciwe. Zagraniczni obserwatorzy ocenili, że nie spełniało międzynarodowych standardów demokratycznych. Dlatego przed wyborami, które zorganizowano na ponad rok przed terminem, pojawiły się obawy o nieprawidłowości. Ponadto Erdogan pozostaje popularny i jest faworytem w większości sondaży. Jednak wiele z nich pokazuje, że może nie zdobyć 50 proc. głosów w pierwszej turze, zaś druga daje szansę opozycji.

Stawka większa niż Turcja

Wybory w Turcji zdecydują przede wszystkim o sytuacji w kraju, ale będą też miały duży wpływ na region, a także na Europę i cały Zachód. Think tank Carnegie Europe ocenia, że zwycięstwo i zwiększenie zakresu władzy Erdogana będzie miało konsekwencje nie tylko na stanu demokracji w kraju, ale też dla partnerów Turcji. 

Erdogan najpewniej będzie kontynuował agresywną politykę wobec UE i oddalał kraj od sojuszników z Europy i NATO. Turcja jest kluczowym krajem sojuszu północnoatlantyckiego. Posiada drugą największą armię NATO i ma wyjątkową strategiczną pozycję - między Europą a Bliskim Wschodem, z dostępem do Morza Czarnego oraz Śródziemnego. Stacjonują tam amerykańskie wojska. W bazie lotniczej Incirlik znajduje się amerykańska broń atomowa. 

Poza bezpieczeństwem, Turcja jest dla Europy kluczowym partnerem ws. migracji. To m.in. umowa z Ankarą doprowadziła do poważnego ograniczenia migracji z Turcji do Grecji. Tymczasem Erdogan już wcześniej groził, że w razie pogorszenia stosunków w UE może zerwać umowę, co mogłoby oznaczać nowy kryzys migracyjny. Z drugiej strony bardziej umiarkowane władze Turcji mogłyby poprawić relacje z NATO i Unią. Do tego jednak potrzebne byłoby też większe zrozumienie przez Zachód potrzeb Turcji z zakresu bezpieczeństwa i ekonomii, ocenia Carnegie Europe. Inne władze mogłoby też poprawić relacje z tureckimi Kurdami, a także zmienić politykę wobec syryjskiej wojny. Pod rządami Erdogana Turcja podjęła się interwencji wojskowej w Syrii i przejęła od tamtejszych Kurdów kontrolę nad regionem Afrin.

Opozycja: 2,5 mln ludzi na wiecu konkurenta Erdogan 

Politykiem, który może mu zagrozić, jest Muharrea Ince, kandydat tureckiej partii republikańskiej (CHP). Według najnowszych sondaży może on liczyć na nawet ok. 30 proc. poparcia w wyborach prezydenckich. Nie ma szans na zwycięstwo w pierwszej turze, ale w drugiej mógłby już zagrozić prezydentowi. 

Mobilizację jego wyborców pokazuje czwartkowy wiec w Izmirze, gdzie przyszły setki tysięcy osób. Sama opozycji twierdzi, że było to nawet 2,5 mln. Ince apelował, by Turcy powiedzieli “stop” władzy prezydenta Erdogana. - Po 16 latach u władzy, nie można wskazać ani jednego jego przyjaciela. Erdogan jest już zmęczonym człowiekiem. Patrzy na ludzi z góry. Jest arogantem - mówił Ince.

Jeśli Erdogan nie przekroczy progu 50 proc. głosów, druga tura zostanie przeprowadzona 6 lipca.

Turcja. Kampania z więzienia

Po wyborach Turcja ma przejść na system prezydencki. W przypadku zwycięstwa obecnego prezydenta i partii rządzącej, oznacza to pełnię władzy w rękach Erdogana. Opozycja określa to jako punkt bez powrotu na drodze do autorytaryzmu. - Od waszej decyzji będzie zależeć nie tylko teraźniejszość, ale też przyszłość, przyszłość naszych dzieci i wnuków - mówił Selahattin Demirtas z opozycyjnej, prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP). Komentował, że obecna sytuacja to jedynie "zwiastun" rządów jednego człowieka, a najgroźniejsza część jeszcze się nie zaczęła. Demirtas został zatrzymany w 2016 roku pod zarzutami terroryzmu i mówił do wyborców w transmisji z więzienia.

- Ubiegam się o urząd stąd, z więzienia o maksymalnych rygorach bezpieczeństwa. Zależy mi głównie na kobietach i na młodzieży. Moje możliwości są ograniczone. Wiem jednak, że prowadzicie moją kampanię z wiarą i entuzjazmem - mówił Demirtas. 

W poprzednich wyborach polityk uzyskał głosy większości Kurdów, ale także innych mieszkańców Turcji. Choć bezpośrednio nie zagrozi w walce o fotel prezydenta Recepowi Erdoganowi, to jego partia może odebrać rządzącemu ugrupowaniu AKP większość w parlamencie (jeśli przekroczy próg wyborczy). To właśnie one mogą okazać się kluczowe. Nawet, jeśli dojdzie do drugiej tury, to i tak zwycięstwo Erdogana jest bardziej prawdopodobne. Jednak bez większości w parlamencie prezydent będzie musiał rządzić w systemie kohabitacji, co ograniczyłoby jego władzę. Opozycja mogłaby ostatecznie wrócić do poprzedniego systemu. Jednak możliwe byłyby też ponowne wybory.

Przed wyborami powstał sojusz różnych ugrupowań opozycyjnych (CHP, "Dobra Partia", partia Saadet), które chcą razem przeciwstawić się Erdoganowi. Jednak nawet razem nie są raczej w stanie pokonać AKP, która wg sondaży ma od 40 do 46 porc. parcia. Większość partii rządzącej może zależeć od tego, czy prokurdyjskie HDP przekroczy 10-procentowy próg wyborczy. 

Erdogana popularny w konserwatywnych regionach

Obecny prezydent jest krytykowany m.in. za ograniczenie wolności i napędzanie nacjonalistycznych tendencji. Do jego przeciwników zalicza się kurdyjska mniejszość. Do więzień trafili kurdyjscy politycy, z Selahattinem Demirtasem na czele. Na wschodzie kraju, gdzie mieszka większość kurdyjskiej populacji, doszło do przejęcia przez rząd bezpośredniej kontroli nad miastami z kurdyjską większością. Te i inne działania uzasadniano walką z separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (uznawaną za organizację terrorystyczną przez m.in. Turcję, UE i USA).

Krytycy oskarżają prezydenta o odbieranie wolności obywatelskich, odchodzenie od świeckiego charakteru państwa, oraz oddalanie się od sojuszników z NATO i Europy. Przeciwnicy i część obserwatorów zarzuca Erdoganowi do skupienia całej władzy w swoich rękach i autorytarne tendencje. 

AKP jest z kolei w sojuszu z nacjonalistycznym MHP, a Erdogan ma silne poparcie w konserwatywnym centrum kraju. Zwolennicy widzą go jako mocnego przywódcę, który przeciwstawia się Zachodowi. Przypisuje się mu stabilna sytuację, poprawę infrastruktury i opieki zdrowotnej. Do konserwatywnych wyborców przemawia też zmiana niektórych praw dot. świeckości państwa, np. zniesienie zakazu zakrywania głowy przez kobiety, pracujący w instytucjach publicznych, oraz przez dziewczynki w szkołach. 

Erdogan obiecuje wypełnienie planu wzmocnienia pozycji kraju i poprawy warunków do 2023 roku, na 100-lecie tureckiej niepodległości. - Wiecie bardzo dobrze, jak podnieśliśmy Turcję przez ostatnich 16 lat. Z bożą pomocą będziemy mogli wam służyć dalej - mówił prezydent na jednym z wieców. - Przez kolejne pięć lat zobaczycie, jak Erdogan krząta się i pracuje jeszcze ciężej, aby służyć ludziom i krajowi - zapewniał. 

W rozmowie z agencją AP doradca prezydenta Ilnur Cevik odrzucał oskarżenia, że prezydent dąży do wzmocnienia swojej władzy. - Erdogan nie ma władzy absolutnej. - On ma miłość swoich ludzi - mówił.

Więcej o:
Komentarze (118)
Wybory w Turcji. Opozycja: Wybór między demokracją a autorytaryzmem
Zaloguj się
  • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d

    Oceniono 11 razy -7

    To było nieuniknione.
    Po latach spełniania zachcianek Brukseli w zamian za obietnice członkostwa w UE,
    Turcji przestała odpowiadać rola kolonii.
    Realnych szans na członkostwo w UE Turcja nie miała nigdy. Jest za duża i stałaby się największym krajem Unii, a na to Niemcy nigdy się nie zgodzą.

  • zawszezlosliwy

    Oceniono 22 razy -6

    Wielka zagwozdka dla redaktorów Gazety ;-) Popierać Erdogana ,czy też nie ;-)

  • zwik70

    Oceniono 9 razy -5

    Brawo Turcy, tak i jak nam przestała odpowiadać rola kolonii Niemiec i Francji.....

  • mniklasp

    Oceniono 12 razy -4

    tendencyjnosc polskiego korespondenta i wizja demonow, zagrozenia i w ogole jest doktryna europejskiego etnocentryzmu podporzadkowania, widzenia swiata oczyma lewicowej praktyki mialkosci i urawnilowki . To jest poglad Junckersa, Tuska i im podobnych , Erdogan podobnie jak Trump to ci ktorzy maja poparcie wiekszosci i wiedza jak maja sluzyc tej wiekszosci.W koncu zostali przez nich wybrani. Erdogan bedzie prezydentem i ma moje poparcie

  • e50504

    Oceniono 13 razy -3

    Zabawne w zachodnich mediach staje się uruchamianie swoistego europocentryzmu gdy mowa jest o owocach wyrosłych bezpośrednio przez błędne decyzje polityczne Unii Europejskiej.

    "Zagraniczni obserwatorzy ocenili, że nie spełniało międzynarodowych standardów demokratycznych"

    No i sprawa załatwiona, umywamy rączki i wydaliśmy swoją opinię. Przysłaliśmy kilku "zagranicznych obserwatorów", którzy po lanczu w Hiltonie wydali oświadczenie to samo co zawsze wydają w takich sytuacjach. Płyniemy dalej!

  • prokuraturarejonowa

    Oceniono 5 razy -1

    Jeśli Adolf Erdogan sfałszuje wybory to konsekwencje faktycznie będą dramatyczne. Ale dla niego. UE po prostu przerzuci wojsko nad granicę z Turcją, żeby ją uszczelnić, żeby Adolf Erdogan nie mógł szantażować Europy zalewem nielegalnych imigrantów.

    Belga, Holandia, Portuglaia, Austira i Niemcy wyślą oddziały, nie będą miały za bardzo wyboru. I tyle ugra Adolf Erdogan na sfałszowaniu wyborów.

  • 31.februarius

    Oceniono 17 razy -1

    Yyipi swój status półboga w Turcji zawdzięcza brukselskim oszołomom (czytaj idiotom) na czele z niejaką Angie M.!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX