"Pożar" w relacjach Polska-Izrael. Premier i prezydent ostro potępiają polską ustawę o IPN

Oświęcim. Marsz Żywych 2015 (z obozu KL Auschwitz do KL Birkenau - dla uczczenia pamięci o zamordowanych)

Oświęcim. Marsz Żywych 2015 (z obozu KL Auschwitz do KL Birkenau - dla uczczenia pamięci o zamordowanych) (ŁUKASZ KRAJEWSKI)

Zdaniem władz Izraela Polska próbuje zakazać mówienia o współodpowiedzialności Polaków za Holokaust. Premier Netanjahu zażądał natychmiastowego spotkania ambasadora z premierem Morawieckim.

W piątek Sejm przyjął nowelizację ustawy o IPN, która przewiduje karę do trzech lat więzienia lub grzywny za "przypisywanie narodowi polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (...) lub w inny sposób rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni". Ustawa umożliwia wszczynanie postępowań karnych za zaprzeczanie takim zbrodniom.

Informacja na ten temat szybko trafiła do władz Izraela. Dyskusję rozpoczął Yair Lapid, parlamentarzysta i prawdopodobny przyszły premier kraju. Jego zdaniem za pomocą ustawy próbuje się negować polski udział w Holokauście.

"Wymyślono to w Niemczech, ale setki tysięcy Żydów zostały zamordowane, nie spotykając niemieckiego żołnierza. Były polskie obozy śmierci i żadne prawo tego nie zmieni" - napisał. Co ciekawe, w hebrajskiej wersji wpisu nie pojawiło się określenie "polskie obozy".

"Nie potrzebuję od was lekcji"

Na wpis odpowiedziała ambasada RP w Izraelu, która zasugerowała politykowi, że powinien się doedukować na temat Holokaustu. "Celem ustawy nie jest wybielanie przeszłości, ale ochrona prawdy przed takimi oszczerstwami" - napisano.

Jestem synem osób, które przetrwały Holokaust. Moja babcia została zamordowana w Polsce przez Niemców i Polaków. Nie potrzebuje od was lekcji. Konsekwencje odczuwamy po dziś dzień. Ambasada powinna natychmiast wystosować przeprosiny

- stwierdził Lapid, a ambasada odpisała: "Jaki to ma związek z tym, że obozy śmierci były niemieckie nazistowskie, a nie polskie? Bezwstydne".

Dalsze reakcje pojawiały się lawinowo. Icchak Herzog, przewodniczący opozycji w Knesecie, zażądał od premiera, by wezwał ambasadora Izraela z Warszawy na konsultacje ws. "dogłębnie błędnej" ustawy. Jak informuje dziennikarz "Gazety Wyborczej" Tomasz Bielecki, w mediach mówi się nie tyle o "polskich obozach", co o "uchylaniu się od wszelkiej odpowiedzialności za zbrodnie".

Reakcje premiera i prezydenta

Premier Benjamin Netanjahu poinformował, że "zdecydowanie sprzeciwia się" polskiej ustawie. "Nie można zmienić biegu historii, nie można negować Holokaustu" - podano. Ambasador Izraela w Warszawie został wezwany do natychmiastowego spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim, by przekazać stanowisko Netanjahu. Jednocześnie izraelski MSZ wezwał na jutro polskiego ambasadora w Tel Awiwie. 

Również prezydent Reuven Rivlin wydał oświadczenie, w którym zauważył, że Polacy pomagali w zbrodniach nazistowskich, ale też okazywali pomocną dłoń, zostawali uznani za Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

O ustawie na obchodach w Auschwitz

Problem poruszyła też ambasador Izraela w Polsce podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Podziękowała rządowi za reakcję na reportaż o neonazistach, ale przyznała, że - choć miała przygotowane przemówienie - powie o reakcjach na ustawę.

- U nas traktuje się to tak, jakby nie można było mówić o Zagładzie i wszyscy są oburzeni - mówiła łamaną polszczyzną ambasador Anna Azari. 

Zobacz także
Najczęściej czytane

Najnowsze informacje