Nowe informacje ws. zaginionego okrętu. Przed utratą kontaktu doszło do poważnej awarii

Nie ustają poszukiwania zaginionego argentyńskiego okrętu podwodnego. Najnowsze informacje podane przez tamtejszą marynarkę sprawiają jednak, że szanse na odnalezienie załogi żywej są już praktycznie niemożliwe.

Na pokładzie okrętu, przed utratą kontaktu z jednostką, doszło do awarii - poinformował rzecznik argentyńskiej marynarki wojennej. Enrique Balbi tłumaczył, że przez tzw. chrapy do środka wdarła się woda, która wywołała spięcie w baterii akumulatorów.

- Mieli odizolować tę baterię i płynąć z powrotem w pełnym zanurzeniu do bazy w Mar del Plata, wykorzystując do tego inną baterię - mówił rzecznik. Tak się jednak nie stało. Okręt nie dopłynął bezpiecznie do portu, a kontakt z jednostką utracono.

Szanse na przeżycie minimalne

W świetle najnowszych i dotychczasowych ustaleń podawanych przez argentyńską marynarkę wojenną szanse na odnalezienie załogi żywej są już praktycznie niemożliwe.

Wcześniej informowano już bowiem, że zapasy tlenu wystarczą załodze maksymalnie na tydzień, podczas gdy kontakt z jednostką utracono 15 listopada - prawie dwa tygodnie temu.

W trakcie poszukiwań zarejestrowano też dźwięk w rejonie zaginięcia okrętu, który zdaniem wojskowych był najprawdopodobniej odgłosem jego implozji.

44 członków załogi

Na pokładzie ARA San Juan znajduje się 44 członków załogi. W ich poszukiwaniach z wody i z powietrza bierze udział solidarnie kilka krajów, w tym Stany Zjednoczone oraz Rosja, a nawet Wielka Brytania, która od lat pozostaje z Argentyną w ostrym sporze o Falklandy.

ARA San Juan - okręt podwodny klasy TR-1700 z napędem konwencjonalnym - jest jednym z trzech okrętów podwodnych floty tego kraju. Jednostka została zbudowana w Niemczech i zwodowana w 1983 roku.

Zobacz też: "Eksplozja" w miejscu zaginięcia okrętu podwodnego. Nowe ustalenia marynarki wojennej

Więcej o:
Komentarze (55)
ARA San Juan. Awaria na pokładzie okrętu
Zaloguj się
  • siwywaldi

    Oceniono 8 razy 6

    Nawet niewielki pożar będący np. skutkiem zapalenia się niezwykle łatwopalnego uwolnionego z baterii wodoru w tak niewielkiej kubaturowo przestrzeni jaką jest okręt podwodny, spowoduje na tyle NAGŁY wzrost temperatury i ciśnienia, że załoga zginie w ciągu kilku sekund.

    Natomiast tajemnica pozostaje sprawa uwolnienia boi sygnalizacyjnej, która w sytuacjach krytycznych, chyba powinna być uwalniana automatycznie

  • bling.bling

    Oceniono 12 razy 6

    W celu wizualizacji awarii potrzebny jest eksperyment parówkowy. Łódź przypomina parówkę a te czasem pękają

  • wojtekbajer

    Oceniono 6 razy 4

    Chrapy służą jako czerpnia powietrza, gdy się płynie na dieslu w zanurzeniu. Nie rozumiem, jak woda mogła zalać baterie. Jeśli już to raczej silnik dieslowski.

  • student_zebrak

    Oceniono 3 razy 3

    implozja by imputowala zanurzenie na duzej glebokosci, chociaz i tak malo prawdopodobne
    zeby zalac akumulatory, to by musiala nabrac sporo wody.....
    dlaczego nie pozostali na powierzchni, nie probowali opuscic okretu....?
    czy plynie z nami marynarz?

  • tinley

    Oceniono 15 razy 3

    za chwilę pojawi się wysyp komentarzy ekspertów od katastrof smoleńskich, katastrof batyskafów, okrętów podwodnych, śmigłowców... bo wiadomo - POlak zna sie na wszystkim. najczęściej anonimowo

  • antybandzior

    Oceniono 5 razy 3

    Przez 2 tyg. karmiono rodziny złudną nadzieją gdzie właściwie od początku było wiadomo że nikt tego nie przeżyje...

  • kapitan.kirk

    Oceniono 8 razy 2

    <<< Enrique Balbi tłumaczył, że przez tzw. chrapy do środka wdarła się woda, która wywołała spięcie w baterii akumulatorów.
    - Mieli odizolować tę baterię i płynąć z powrotem w pełnym zanurzeniu do bazy w Mar del Plata, wykorzystując do tego inną baterię >>>

    Po jakiego diabła??? Kurs surwiwalowy im się zamarzył...?
    Cóż, jeżeli tak traktowali procedury bezpieczeństwa, to coraz trudniej się dziwić tragedii :-(

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX