Po niemieckich wyborach skrajna prawica pierwszy raz od wojny zasiądzie w Bundestagu

Patryk Strzałkowski
24.09.2017 07:25
Kampania wyborcza AfD

Kampania wyborcza AfD (Ralf Hirschberger / AP)

Populistyczne, najczęściej prawicowe partie rosną w siłę w praktycznie całej Europie i nie tylko. Jednak w Niemczech sukces takiej grupy zdaje się mieć szczególny wydźwięk. Te wybory będą pierwszymi od czasów III Rzeszy, kiedy skrajna prawica dostanie się do parlamentu.

"Duma z żołnierzy Wermachtu", ograniczenie imigracji i przyjmowania uchodźców, deportacje, konserwatywne wartości, antyunijność - to tylko niektóre z haseł i postulatów Alternatywy dla Niemiec (AfD). Istniejąca od kilku lat partia zdobywa ok. 10 proc. głosów w sondażach, i jeśli taki wynik się potwierdzi, to wprowadzi kilkudziesięciu parlamentarzystów do Bundestagu.

Kampania wyborcza w Niemczech jest postrzegana jako "nudna" i przewidywalna. Najpewniej wygra Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU/CSU), partia Angeli Merkel, która po raz czwarty zostanie kanclerzem. Druga będzie socjaldemokratyczna partia SPD. 

AfD nie ma szans na zwycięstwo. Jednak wynik powyżej progu wyborczego i tak określany jest jako "trzęsienie ziemi". Będzie to pierwszy raz od II wojny światowej i rządów NSDAP, kiedy skrajna prawica zasiądzie w niemieckim parlamencie.

 - W żadnych wyborach od 1949 roku, kiedy powstała Republika Federalna Niemiec, nie było w Bundestagu liczącej się partii, która byłaby bardziej na prawo niż CDU/CSU - mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Piotr Kubiak z Instytutu Zachodniego. Jak dodaje, w latach 50-tych zdarzali się pojedynczy parlamentarzyści, ale nigdy całe frakcje. To zmieni się w tym rok wraz z wejściem AfD do parlamentu. - To rzeczywiście jest przełom - dodaje Kubiak.

Od powrotu marki po deportacje imigrantów

Dziś AfD kojarzy się głównie z ksenofobicznymi hasłami i plakatami. Kampania wymierzona jest w imigrantów i politykę "otwartych granic" Angeli Merkel. Prawica przekonuje, że Niemcy "wolą bikini od burek"(na plakacie zdjęcie z plaży), a "kolorowe społeczeństwo" już mają (na plakacie stroje ludowe).

Jednak nie zawsze taki był przekaz partii. Badacz systemu partyjnego Niemiec zwraca uwagę, że AfD jest stosunkowo nowa. - Powstała w 2013 roku i łączyła w sobie różne nurty. Jednym z nich była radykalna prawica, ale na początku ważną rolę odgrywał nurt liberalny. Do głównych haseł wyborczych należały wtedy m.in. ograniczenie pomocy dla zadłużonych państw południowej Europy (Grecja), ograniczenie kompetencji centralnych instytucji UE, a w dalszej perspektywie odejście od euro i powrót marki niemieckiej - przypomina dr Kubiak.

To zmieniło się w 2015 roku, kiedy AfD dołowała w sondażach. – Latem doszło do rozłamu w partii i część liderów odeszła. Pod nowym kierownictwem obrała ona kurs bardziej radykalny. Na to nałożył się kryzys imigracyjny i wszystko się zmieniło - mówi ekspert.

Alternatywa dla Niemiec położyła główny ciężar swej działalności na retorykę antyimigrancką i antymuzułmańską. To się opłaciło - partia zaczęła uzyskiwać po kilkanaście procent w sondażach. Z czasem przełożyło się to na miejsca w parlamentach krajów związkowych. - Jeszcze na początku tego roku jej notowania spadły, partię dotknęły wewnętrzne spory z udziałem jej liderów. Teraz znów zyskała w sondażach - mówi dr Kubiak i ocenia, że przyczyniła się do tego skuteczna kampania. 

Plakat wyborczy AfD z hasłem 'Burki? My obstajemy przy bikini'Plakat wyborczy AfD z hasłem 'Burki? My obstajemy przy bikini' Michael Sohn (AP Photo/Michael Sohn, file)

Antysystemowa "alternatywa"

Krytyka polityki imigracyjnej jest głównym motywem kampanii, jednak wcale nie musi być jedynym powodem, dla którego wyborcy decydują się oddać głos na AfD. Partia przypomina inne populistyczne, antysystemowe ugrupowania, które zdobyły popularność w ostatnich latach. Krytykuje krajowe i światowe "elity", które przeciwstawia "zwykłym obywatelom". Podobną retorykę widzimy zresztą także w Polsce, gdzie część prawicy zdaje się sprzyjać AfD.

 - Raczej nie mówiłbym o AfD jako partii skrajnie prawicowej. To także partia na wskroś
konserwatywna. Wielu niezdecydowanych wyborców, tych, którzy wcześniej nie głosowali, decyduje się poprzeć ją jako partię antysystemową. To jedno ze źródeł ich sukcesu - ocenia badacz Instytutu Zachodniego. Jednak jak dodaje, obecnie w partii przewagę ma nurt radykalny.

- AfD ma większe poparcie na wschodzie Niemiec. Tam więcej jest wyborców, którzy ucierpieli na przemianach po zjednoczeniu kraju - mówi dr Kubiak. We wschodnich landach wśród wyborców AfD – obok przeciwników imigracji – jest wielu ludzi rozczarowanych obecnymi rządami. - To osoby, które nie załapały się na korzyści wynikające z obecnej sytuacji gospodarczej Niemiec - podkreśla ekspert.

AfD przyciąga też część wyborców konserwatywnych, głosząc m.in. postulaty sprzeciwu wobec małżeństw jednopłciowych czy ograniczenia aborcji. Tymczasem jedna z liderek partii, Alice Weidel, żyje w związku z kobietą. Wychowują razem dwójkę dzieci. Co więcej, kobieta mieszka nie w Niemczech, ale w Szwajcarii, a do tego pracowała w banku Goldman Sachs (co zdaje się nie przeszkadzać w występowaniu przeciwko "elitom"). Miała też nielegalnie zatrudniać syryjskich uchodźców do sprzątania w domu.

AfD a Polska

Z antyimigrancikimi i eurosceptycznymi postulatami AfD z pewnością mogłaby identyfikować się część polskiej prawicy. Jednak z drugiej strony skrajna niemiecka prawica na pewno nie budzi w Polsce dobrych skojarzeń. Partię wspiera też Erika Steinbach, co również może zniechęcić Polaków do AfD. 

W obecnej kampanii partia atakowała politykę migracyjną wobec osób spoza UE, a nie Polaków. Co prawda niektórzy jej członkowie byli krytykowani za odwoływanie się do pamięci żołnierzy Wehrmachtu, jednak partia nie ma stricte antypolskich postulatów. 

Zdaniem Kubiaka w nowej pozycji AfD wynika inne niebezpieczeństwo dla interesów Polski. - Alexander Gauland, jeden z liderów partii, należy do bardziej prominentnych prorosyjskich polityków w Niemczech. Kiedyś nawet podejrzewano go o współprace z wywiadem rosyjskim. I w tym aspekcie tkwi pewne niebezpieczeństwo - mówi ekspert.

Skrajna prawica w Bundestagu - i co dalej?

Sam fakt dostania się skrajnej prawicy do Bundestagu może być politycznym trzęsieniem ziemi. Jednak największe znaczenie ma to, co będzie działo się dalej.

 - AfD będzie w parlamencie izolowana. Żadne z dużych ugrupowań nie będzie z nimi prowadziło rozmów koalicyjnych. Sama Merkel mówiła w kampanii wyborczej, że będzie rozmawiać z każdym, tylko nie z AfD i Die Linke - ocenia dr Kubiak.

 Jednak - w zależności od rozkładu sił w Bundestagu i kształtu koalicji - prawicowa partia może zyskać ważną platformę do głoszenia swoich postulatów.

 - Jeśli będzie kontynuowana "wielka koalicja" (czyli sojusz dwóch największych partii, CDU/CSU i SPD - red.), a AfD zajmie trzecie miejsce, to będzie pierwszą siła opozycyjną w Bundestagu - zwraca uwagę ekspert. To przekłada się na nieformalnie uprzywilejowaną pozycję. - Na przykład w debatach nad projektami rządowymi pierwszy głos po autorach ma największe ugrupowanie opozycyjne. W tym wypadku byłoby to AfD. Będzie to w pewien sposób najważniejszy głos opozycji - tłumaczy.

Czy AfD zmieni Bundestag?

- Trudno na razie ocenić, jak wejście AfD do parlamentu wpłynie na prace Bundestagu. Na pewno z jednej strony będą chcieli pokazać się jako odpowiedzialna partia, która jest w stanie wykonywać dobrą, parlamentarna pracę - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Grzegorz Szymanowski, polski dziennikarz mieszkający w Berlinie.

- Ale z drugiej strony AfD rozbudziła bardzo radykalne nastroje i radykalne oczekiwania w elektoracie, szczególnie wobec Angeli Merkel. Doszło nawet to zakłócania jej wystąpień. Pytanie, czy to przełoży się na prace w parlamencie - mówi. Szymanowski także zwraca uwagę, że skrajna prawica będzie izolowana w Bundestagu, a pozostałe partie mogą wręcz prześcigać się w niechęci do współpracy z AfD. 

Znaczenie ma też ostateczny wynik wyborów, ponieważ od liczby posłów w Bundestagu zależy, w ilu komisjach przewodnictwo obejmą członkowie AfD. - To ma duży wpływ na prace parlamentarne - ocenia dziennikarz. Z drugiej strony wejście antysystemowych polityków w struktury władzy może mieć wpływ na nich samych. - Ostatecznie to czas pokaże,czy AfD zmieni Bundestag, czy Bundestag zmieni AfD - dodaje Szymanowski.

Zobacz także
Komentarze (408)
Po niemieckich wyborach skrajna prawica pierwszy raz od wojny zasiądzie w Bundestagu
Zaloguj się
  • krynolinka

    Oceniono 13 razy 13

    2,5 mln Niemców pochodzących z krajów byłego ZSRR jest łakomym kąskiem dla niemieckich partii ubiegających się w wyborach o mandaty do Bundestagu. Szczególnie aktywnie o głosy rosyjskojęzycznego elektoratu zabiega Alternatywa dla Niemiec. Z list wyborczych AfD startuje ośmioro Niemców pochodzących z Rosji. Program partii dostępny jest także w języku rosyjskim.

  • Karolina Zbieranek

    Oceniono 28 razy 10

    Każda partia, która jest bardziej na prawo niż centro-lewica to zaraz populiści, krzykacze, faszyści i podpalacze tęcz. A jeśli ktoś odpowiada za wzrost poparcia dla organizacji skrajnych to tylko i wyłącznie rządzący, bo ich nieudolność powoduje u zwykłych ludzi frustrację i chęć jej zamanifestowania.

  • white_lake

    Oceniono 40 razy 10

    o poziomie zakłamania i propagandy w Niemczech świadczy fakt, że Merkel nawet nie pofatygowała się do rannych ofiar zamachu z Berlina, a ostatnio przedstawicielka rodzin ofiar została w ostatniej chwili wyproszona z telewizyjnej debaty z nią, bo mogła zadać niewygodne pytania, np. o bezpieczeństwo...
    rzeczy niewygodne, jak negatywne konsekwnecje polityki "otwartych granic" się po prostu przemilcza, a tych, którzy o nich mówi, się demonizuje, że naziści czy populiści, w każdym razie "źli ludzie"
    społeczeństwo to widzi, ludzi to wkurza, dlatego głosują na AfD, jedyną alternatywę w tej chwili, proste jak budowa cepa

  • fruchtzwerg

    Oceniono 34 razy 8

    Przed chwila zaglosowalem na AfD. Z jasnych i logicznych motywow.

    - wypraszam sobie jakiekolwiek wplywy islamu w moim otoczeniu. Rezygnuje z betonowych blokow na ulicach, hord naladowanych testosteronem fanow allha, szmatoglowych kobiet na ulicy i z budek z kebabami z odpadow.
    - nie podoba mi sie, ze likwiduje sie stabilny system produkcji energii elektrycznej, co spowodowalo wzrost cen pradu o 100% przez 10 lat. Nie jestem dotkniety ekoobledem.
    - nie zgadzam sie na ratowanie pieniedzmi z moich podatkow Grecji, Euro, klimatu na swiecie, Syrii i w ogole nikogo. Pomagac moge z ze wzgledow humanitarnych a nie pod panstwowym przymusem.
    - nie zgadzam sie na coraz wieksze ingerencje panstwa w moje zycie prywatne, w to co mam jesc i czym mam jezdzic.

  • mazzini890

    Oceniono 9 razy 7

    Przykro mi panowie z pis, ale za obecny stan Zachodu, prawica i liberałowie, ponoszą taką samą odpowiedzialność jak lewica.Wszystkie te kierunki polityczne, mają za co bić się w piersi.Dlatego też tamtejsze "prawactwo", nie ośmiela się za mocno krytykować lewicy, bo ta wyciągnie im ich własne poglądy i działania z przed lat.Zaczeło się w 1914 roku ,kiedy to ówczesna prawica i część liberałów ochoczo Europę do wojny pognała, kończąc jej hegemonie.A w efekcie umożliwiając start sowieckiego bolszewizmu i hitlerowskiego nazizmu, który zaczynał z pozycji lewicowych zjeżdżając na skrajny nacjonalizm.Dodajmy włoski faszyzm,Przed skrajnymi konsekwencjami takiej postawy i wielkiej wojny ostrzegał już w latach 90 XIX wieku von Moltke.Potem mamy drugą wojnę, po której zaczeła się polityczna poprawność , która zbyt przesadnie zdominowała Zachód.Ale nie byłoby jej raczej, gdyby nie Hitler, i to strach przed powtórką jego czasów,oraz przed bolszewią, wykreował działania Zachodu po 1945.Dalsze nasilenie tej poprawności od czasów Reagana, bo liczyła się tylko kaska dla korporacji, tyle że otwarto za szeroko drzwi Azjatom i Bliskiemu Wschodowi.Lewica tu nie jest bez winy, ale i zachodnia prawica i liberałowie, także.Milton Friedman, czy Reagan to też lewacy?Albo de Gaulle, za którego czasów muzułmanie zw większych ilościach zaczeli się osiedlać w Francji?W UK też w latach 60.W obu przypadkach z kolonii.Tylko polskie "prawaczki" o tym nie wiedzą.I dlatego nie rozumieją , dlaczego Zachód nie widzi ratunku przed islamem, w działaniach skrajnej prawicy.Bo jest całej sytuacji współwinna.Dorzućmy tez budzenie świata muzułmańskiego od I wojny, przez Niemców,na polecenie cesarza Wilhelma, czy Anglików, np działania słynnego pułkownika Lawrence,a.

  • elasp

    Oceniono 34 razy 6

    11 % poparcia wśród wszystkich obywateli Niemiec, a ile wśród rodowitych Niemców - ?

  • 1234qwerty

    Oceniono 11 razy 5

    Muzułmanie na razie siedzą cicho na tyłkach ale jak wejdą do wojska i policji to dopiero się zacznie. Za dekadę to Europa może się obudzić z ręką w nocniku. To nie Putin jest zagrożeniem ale ci na razie pokorni wyznawcy religii miłości i pokoju. Niech tylko okrzepną w siłę

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje