Dwóch Polaków brutalnie zgwałciło muzyka "dużym przedmiotem". Artysta zmarł, teraz ruszył proces

Ruszył proces dwóch Polaków oskarżonych o zamordowanie ze szczególnym okrucieństwem 47-letniego muzyka Jima Reevesa. Do tragedii doszło ponad rok temu w Berlinie.

Reeves zmarł w styczniu zeszłego roku w wyniku poważnych obrażeń, jakich doznał w trakcie ataku. Tragedia rozegrała się w jednym z hosteli w dzielnicy Charlottenburg. Muzyk zatrzymał się wówczas w 6-osobowym pokoju, w którym przebywało dwóch Polaków. W Berlinie byli tylko przejazdem.

Mężczyźni - motywowani według prokuratora nienawiścią do homoseksualistów - zgwałcili muzyka za pomocą bardzo dużego narzędzia, co wywołało krwotok wewnętrzny. "Był bardzo brutalnie torturowany, a jego śmierć długa i bolesna" - pisze niemiecki "Suuedeutsche Zeitung". Ciało artysty następnego dnia rano odnalazł inny gość hostelu.

Jeden odsiadywał już karę

Podejrzani o morderstwo Reevesa to dwaj Polacy w wieku 23 i 30 lat. Jeden z nich, kiedy udało się go już odnaleźć, odbywał w Polsce karę za inne przestępstwo. Do Niemiec został przewieziony dopiero po jej zakończeniu.

Drugi z mężczyzn został złapany w Hiszpanii. Znaleziono przy nim dwa sfałszowane dowody osobiste, paralizator, trzy telefony komórkowe i 7000 euro w gotówce. 

Jim Reeves był liderem niemieckiego zespołu eurodance pod nazwą Sqeezer. Popularni w latach 90. muzycy sprzedali w sumie ponad milion płyt, a ich hit "Sweet Kisses" znalazł się na szczycie listy przebojów w Hiszpanii w 1996 roku. Popularny był też ich hit "Blue jeans".

 

Potrzebujesz wezwać pomoc? Czy wiesz, jak prawidłowo korzystać z numerów alarmowych?

Więcej o: