Żony bojowników uciekają ze stolicy IS. "Żałują tego, że kalifat okazał się porażką"

Z oblężonej stolicy tzw. Państwa Islamskiego uciekają nie tylko cywile, ale też żony bojowników. Kobiety twierdzą, że zostały "oszukane" przez propagandę samozwańczego kalifatu, jednak nie krytykują przemocy i okrucieństwa IS.

Szturm wspieranych przez USA sił kurdyjskich na Rakkę trwa od początku miesiąca. W tym czasie udało się odbić przedmieścia nieformalnej stolicy tzw. Państwa Islamskiego i zamknąć okrążenie miasta. 

Dla cywilów życie podczas oblężenia stało się jeszcze cięższe, niż przed początkiem bitwy. Zdesperowani bojownicy IS jeszcze zaostrzają swój reżim i wykorzystują ludzi jako żywe tarcze, by utrudnić szturm na miasto. W walkach i bombardowaniach ginie o wiele więcej ludzi, niż zabijało samo Państwo Islamskie. Tylko w ostatnim czasie w amerykańskich nalotach życie straciło około pół tysiąca cywilów.

Choć bojownicy starają się powstrzymać cywilów od ucieczki, wielu i tak się to udaje. Uciekają także sami członkowie IS oraz ich żony i dzieci - czasem wbrew, a czasem z pomocą samych bojowników.

Z żonami członków Państwa Islamskiego w obozach na północy Syrii rozmawiała Jenan Moussa z arabskiej telewizji Al-Aan. Kobiety i dzieci, które uciekły z Rakki, przebywają obecnie na terenach kontrolowanych przez Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF).

Kobiety próbowały uciec do Turcji i dalej, do państw, z których pochodzą. Jednak zostały aresztowane przez SDF. Ich mężowie zostali zabici lub aresztowani, lub pozostali w Rakkce. - Al-Baghdadi (przywódca tzw. Państwa Islamskiego - red.) oszukał nas wszystkich - mówi Libanka Nur al-Huda.

Tunezyjka z dwójką dzieci twierdzi w rozmowie z Moussą, że zostały "zwiedzione" przez organizację terrorystyczną, a przyjazd do Syrii nazywa "wielkim błędem".

"Zobaczyłaś nagania egzekucji i pomyślałaś, żeby wstąpić do IS?"

Arabska dziennikarka pisała na Twitterze, że żony bojowników IS, z którymi rozmawiała, "wierzą w koncepcję Państwa Islamskiego", jednak samozwańczy kalifat Baghdadiego nie okazał się "tym prawdziwym".

Jedna z żon pochodzi z Indonezji. Tłumaczyła reporterce, że Państwo Islamskie "oszukało je" swoją propagandą. "Zapytałam wtedy: czyli rozumiem, że zobaczyłaś nagrania ze ścinania głów więźniom i pomyślałaś, że to świetny pomysł przyłączyć się do IS? Kobieta nie odpowiedziała" - napisała na Twitterze Moussą.

W rozmowach z Moussą kobiety nie krytykowały przemocy na terytorium IS, a nawet usprawiedliwiały np. obcinanie rąk złodziejom. "Wydaje mi się, że one żałują przystąpienia do Państwa Islamskiego, ponieważ okazało się ono porażką. Teraz muszą wrócić do swojego życia" - komentowała dziennikarka.

Co dalej z żonami islamistów?

Jednak powrót nie będzie dla nich łatwy, o ile w ogóle okaże się możliwy.

Według stacji Al-Aan ludzie zarządzający obozem zapewniają kobietom rzeczy niezbędne do życia. Problemem mają być jednak ataki ze strony syryjskich cywilów, którzy musieli uciekać przed Państwem Islamskim. "Gdy kobieta z Indonezji stwierdziła, że jest ofiarą IS, syryjskie uchodźczynie chciały ją pobić" - wspomniała na Twitterze dziennikarka.

Kobiety domagają się teraz pomocy od ambasad państw, z których pochodzą. Nie wiadomo jednak, jak poszczególne kraje postanowią postępować w przypadku żon bojowników IS. Nawet jeśli wrócą do domu, prawdopodobnie czekają je procesy i więzienie. 

Rozpoczął się szturm na Ar-Rakkę, stolicę tzw. Państwa Islamskiego

Więcej o: