Zebrali 2 mln i wyślą do Somalii samolot z jedzeniem. Ale czy to najlepszy sposób na pomoc?

Somalii grozi klęska głodu. Uwagę świata na problem zwrócił pewien Francuz, który zebrał ponad 2 mln dolarów i zamierza wysłać tam samolot załadowany żywnością. Eksperci mówią, że to akcja dobra pod względem wizerunkowym, ale bardzo kosztowna. Znacznie lepiej wspomóc organizacje, które kupują żywność na miejscu.

Somalia to jeden z najbiedniejszych krajów świata. Regularnie pojawia się na pierwszym miejscu w rankingu państw o najgorszych warunkach do życia. Poza ciągnącą się od 26 lat wojną domową, korupcją, biedą i niestabilnym rządem zmaga się także z suszą. Na południu kraju w ciągu dwóch dni zmarło z tego powodu 26 Somalijczyków. W sumie od początku marca głód pozbawił życia co najmniej 136 osób.

Jerome Jarre, francuski gwiazdor mediów społecznościowych, był oburzony faktem, że media tak mało uwagi poświęcają katastrofie w afrykańskim państwie. Wpadł na pomysł, jak może pomóc. Jak opisuje Spider's Web, plan był prosty: uzbierać milion dolarów i wysłać do Somalii wypełniony żywnością i wodą samolot Turkish Airlines (tylko ta linia lata do stolicy państwa, Mogadiszu).

Akcja błyskawicznie zdobyła rozgłos w sieci. Pojawił się hashtag #TurkishAirlinesHelpSomalia, Jarre zorganizował zbiórkę pieniędzy w serwisie gofundme. Milion dolarów zebrano już w 48 godzin, ale szybko okazało się, że pieniędzy będzie dużo więcej (stan na 25.03 to ponad 2,3 mln). Do akcji włączyli się też celebryci, jak amerykański aktor Ben Stiller.

Pomogły również same linie lotnicze. Zobowiązały się, że w każdym swoim locie komercyjnym umieszczą w samolocie przynajmniej jeden kontener z jedzeniem. Mają tak robić aż do zakończenia głodu w Somalii.

Samolot wypełniony żywnością (w tym wodą, mąką, ryżem i jedzeniem o wysokiej wartości odżywczej dla zagrożonych śmiercią głodową) o łącznej masie 60 ton ma wylecieć do Afryki 27 marca. Za drugi milion dolarów do Somalii zostaną wysłane ciężarówki z czystą wodą. Akcja pokazała, że ludzie są gotowi pomagać, jeśli wiedzą, że jest ktoś, kto tej pomocy potrzebuje. To oczywiście kropla w morzu potrzeb, ale każdy taki gest ma znaczenie.

Czy takie akcje mają sens?

Paweł Kęska, rzecznik prasowy Caritas Polska, przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl, że akcja Francuza ma przede wszystkim walor wizerunkowy, zwraca uwagę na problem. - Ale robienie transportu żywności jest rzadką sprawą. Koszty są bardzo wysokie, znacznie lepsze jest kupowanie żywności na miejscu - podkreśla. Jak dodaje, ostatnio odchodzi się od wysyłania konwojów, ich skuteczność jest bowiem dużo niższa.

Również zdaniem Bogny Różyczki, specjalistki ds. współpracy z mediami z Polskiej Akcji Humanitarnej, akcja z samolotem jest "cenna pod względem informacyjnym". - Bardzo się to rozchodzi, udzielają się ludzie, którzy chcą ją wesprzeć. Bardzo budująca jest skala zjawiska - zaznacza w rozmowie z Gazeta.pl.

- Nowatorskie przedsięwzięcie - ocenia dr Wojciech Wilk z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. Także docenia informacyjny aspekt akcji, bo "człowiek jest obojętny wobec tej tragedii". Ale zauważa minusy. - Transport lotniczy jest najdroższy, dostarczenie żywności wartej 100 dolarów do terytoriów, gdzie prowadzone są działania wojenne, kosztuje 400 dolarów - mówi w rozmowie z nami. Podkreśla, że bardziej opłacałoby się wysłać pomoc statkiem.

Co na miejscu robią organizacje?

W Somalii działa Polska Akcja Humanitarna. Do jej zadań, jak mówiła w rozmowie z Gazeta.pl Bogna Różyczka, należy zapewnienie wody - poprzez remont i budowę studni, latryn i kiosków wodnych oraz prowadzenie szkoleń dla lokalnej ludności.

Na filmie Anna Geller, koordynatorka projektu PAH w obozie dla osób wewnętrznie przesiedlonych, Deman, Mogadiszu, Somalia, marzec 2017.

Widoczne na filmie kioski mają w zamierzeniu zmniejszyć ogromne kolejki po wodę. Pomysł jest bardzo prosty - jedno źródło wody zostaje rozdzielone na kilka kranów, dzięki temu więcej osób może w tym samym momencie napełniać zbiorniki.

Inna forma pomocy to przekazy pieniężne. Nie każdy wie, że płatności przy użyciu telefonów komórkowych są bardzo popularną metodą kupowania w Somalii. Na razie jest to w planach PAH, akcja ma ruszyć po zdobyciu funduszy. Jak mówi rzeczniczka organizacji, to bardzo dobre rozwiązanie. Każda rodzina kupuje wtedy to, co jest jej najbardziej potrzebne (a więc nie tylko jedzenie, ale też naczynia czy materiały do budowy schronienia).

Dr Wilk z PCPM, które działa w Sudanie Południowym, mówi, że są dwa sposoby, w jakie możemy pomóc: dostarczenie żywności na miejscu albo zwiększenie dochodów rodzin. Jedzenie jest dostępne w Sudanie, tylko najbiedniejsi nie mają na nie pieniędzy. - Siła nabywcza jest zjedzona przez inflację. Ludzie nie są w stanie kupić żywności, która zdrożała 15-krotnie - podkreśla.

MACKENZIE KNOWLES-COURSIN/AP

PCPM 20 marca otworzyło w Sudanie Południowym centrum dożywiania dzieci, z którego, jak ma nadzieję organizacja, skorzysta 1200 dzieci. - 25 tys. dzieci w regionie zagrożonych jest głodem. Tyle może umrzeć, jeśli nie zapewnimy im pomocy - mówi ekspert.

Fundacja przygotowuje również transport 20 ton żywności, która będzie dostarczona z innej części Afryki. Chodzi przede wszystkim o wysokoenergentyczne herbatniki i masło orzechowe. To, jak mówi ekspert, najlepsze sposoby odżywiania dzieci zagrożonych śmiercią głodową. Żywność musi jednak trafić na miejsce szybko - przed porą deszczową, kiedy drogi zamienią się w trzęsawiska.

Jak ty możesz pomóc?

- Dobrze sprawdzić działanie organizacji pozarządowej, zaufać jej - mówi rzecznik Caritas. Radzi, by zwrócić uwagę, czy organizacja tworzy wyczerpujące sprawozdania, wyraźnie pokazuje, ile pieniędzy na co konkretnie przeznacza. A gdy już jesteśmy pewni, wtedy realizować pomoc - jednorazowo bądź długofalowo.

Wilk podkreśla, że ważne są każde pieniądze. - Koszt zakupu żywności dla jednego dziecka, która pozwoli przerwać proces prowadzący do śmierci głodowej i pozwoli mu na odbudowanie organizmu, masy mięśniowej to jedynie 65 zł - mówi.

Szczątki kozy na pustyni w SomaliiSzczątki kozy na pustyni w Somalii BEN CURTIS/AP

Inna rzecz to wsparcie indywidualnych rodzin. Kwota 300 zł miesięcznie pozwala rodzinie (z reguły 6- czy 7-osobowej) na zakup 50 kg zboża, 5 l olejów, 5 kg cukru i 5 kg fasoli - to pakiet pomocy żywnościowej porównywalny do tego, co oferuje ONZ. - To zabezpiecza rodzinę przed głodem. Powoduje, że dzieci nie wpadają w proces prowadzący do śmierci głodowej - mówi Wilk.

Jak dodaje, PCPM chce taką formą pomocy objąć kilkaset rodzin w Sudanie Południowym. - Rodziny trzeba wspierać przynajmniej do września. Przeprowadzamy je w ten sposób przez okres głodu - zaznacza. Dopiero po zbiorach (druga połowa sierpnia) można ocenić, czy mają wystarczająco dużo jedzenia, by przeżyć bez pomocy.

Jak wygląda sytuacja?

W Somalii od 1991 r. trwa wojna domowa. Państwo de facto nie istnieje - władzę na części terytorium sprawuje Tymczasowy Rząd Federalny. Na terenie kraju funkcjonuje kilka autonomicznych tworów, nieuznawanych przez społeczność międzynarodową. W latach 1991-1992 kraj nawiedziła susza, w wyniku której zmarło ok. 250 tys. ludzi. W latach 2010-2012 podczas kolejnej katastrofalnej suszy z głodu zmarło niemal 260 tys. osób - co druga ofiara nie miała ukończonych pięciu lat.

Około połowa mieszkańców kraju jest zagrożona głodem. Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres, który niedawno odwiedził Somalię, powiedział, że prawie sześć milionów ludzi potrzebuje pomocy. Padają zwierzęta gospodarskie, wysychają rzeki i studnie, tegoroczne zbiory mogą być fatalne. Setki rodzin opuściły południowy region Jubaland i udały się do stolicy w poszukiwaniu pomocy.

BEN CURTIS/AP

Sudan Południowy to najmłodszy kraj na świecie, niepodległość uzyskał w 2011 roku. Nieustannie rozdzierają go konflikty wewnętrzne i wojna domowa, a gospodarka jest w tragicznym stanie. Dochodząca do 800 proc. w skali roku inflacja powoduje, że wielu ludzi nie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

A nadchodzi bardzo trudny czas dla tej części Afryki. Jak mówi nam dr Wilk, zbliża się największa od 40 lat klęska głodu w regionie, od Nigerii na zachodzie po Jemen na wschodzie. Zagrożonych głodem jest 20 mln ludzi, w tym cztery miliony dzieci poniżej piątego roku życia. One są szczególnie narażone na śmierć głodową. - Muszą otrzymać odpowiednią ilość białka. Jeśli tego nie dostaną, bardzo trudno je odratować - zaznacza ekspert.

Pomoc jest potrzebna właśnie teraz. Maj-czerwiec to okres przed zbiorami, ryzyko śmierci głodowej jest wtedy bardzo wysokie. - Dziennie na 10 tys. mieszkańców umierają co najmniej dwie osoby. W regionie, w którym mieszka milion ludzi, dziennie z głodu może zatem umierać 200 albo więcej osób - podkreśla Wilk. - Im więcej możemy zrobić, żeby teraz zmobilizować międzynarodową opinię publiczną, tym lepiej - dodaje

OTO, JAK MOŻESZ POMÓC:

Polska Akcja Humanitarna

  • Wpłać dowolną kwotę na konto – Alior Bank S.A. 91 1060 0076 0000 3310 0015 4960 z dopiskiem „SOS GŁÓD”
  • Wpłać darowiznę online na stronie www.pah.org.pl/wspieraj – jako cel darowizny wybierz „SOS GŁÓD”
  • Dołącz do Klubu PAH SOS i regularnie wspieraj działania PAH w krajach dotkniętych kryzysem humanitarnym

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

  • Przelej dowloną kwotę na konto Fundacji PCPM (BRE Bank S.A.): 18 1140 1010 0000 5228 6800 1001 z dopiskiem: Sudan Południowy
  • Adoptuj jedną z rodzin z Sudanu Południowego i wspieraj ją przez sześć miesięcy do czasów zbiorów

Caritas Polska

  • Wyślij SMS z hasłem SUDAN na numer 72052 (2,46 zł z VAT)
  • Dokonaj wpłaty na konto Caritas Polska PL 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 z hasłem SUDAN
Więcej o: