Liroy: jestem gotów wystartować na prezydenta Kielc i te wybory wygrać

Jacek Gądek
- Nie jestem starym dziadem, który by sobie wymyślił, że zrobi karierę w polityce na barkach chorych np. na padaczkę - mówi Piotr Liroy Marzec. Poseł w rozmowie z Gazeta.pl zaznacza, że może kandydować na prezydenta Kielc.

Jacek Gądek: Mówił pan, że "idzie ich wszystkich stamtąd - czyli z Sejmu - wypier... na zbity łeb". Już się udało?

Piotr Liroy-Marzek: - Powiedziałem dosadnie. I dokładnie to robię.

Jak?

- Mamy wymianę pokoleń w polityce. Chcę też doprowadzić do rewolucji w myśleniu: to obywatele stanowią siłę - nie partie polityczne. I ta rewolucja już się dzieje.

Skoro to obywatele są największą siłą, to PiS i rząd PiS jest emanacją obywateli.

- Chodzi o to, żeby ludzie poczuli w sobie siłę. Że nie potrzebują pośredników, by egzekwować coś od rządu i samorządu.

Ale duże wybory są w stanie wygrywać tylko duże partie. Prawda?

- Ciągle tak.

Jest więc w polityce jakieś miejsce dla pana? Outsidera bez partii.

- Jestem posłańcem obywateli. Traktuję siebie zadaniowo. Przyszedłem do Sejmu z konkretnymi sprawami, które mam załatwić - jak na przykład z leczniczą marihuaną. Jak sprawy kultury, zmiany w prawie o ruchu drogowym. Albo ciągłość procesów w sądach. To pozornie drobne rzeczy, ale żeby naprawić zegarek, trzeba się zająć najdrobniejszymi elementami.

A Sąd Najwyższy? A Trybunał Konstytucyjny? A przestrzeganie konstytucji? To pana nie interesuje?

- Ależ pewnie, że interesuje. TK był pierwszą instytucją, do której - już trzy lata temu - zgłosiliśmy się w sprawie legalizacji leczniczej marihuany. Pracuję też w zespole parlamentarnym na rzecz nowej konstytucji...

...a co zespół parlamentarny może? Nic.

- Może proponować nowe zapisy konstytucji. Z histerycznych krzyków na ulicy wynika mniej niż z takiej pracy nad ustawami. Choć oczywiście demonstracje też mogą wpływać na zmianę prawa. Dla ludzi często najistotniejsze są jednak drobne, najbliższe sprawy - te trybiki w zegarku. Polerowanie zegarka od zewnątrz i udawanie, że tak naprawimy całość, nie ma sensu.

Dam panu przykład: sprawa bobrów.

Bobrów?

- Ludzi i bobrów. W jednej z świętokrzyskich gmin ludzie mieli poważny problem z bobrami.

Za dużo drzew powalają i za dużo pól niszczą?

- Rozmnożyły się niesamowicie i powodowały stałe podtopienia pól. Nikt nie chciał się nad tym pochylić. Niby śmieszna sprawa - nie? Każdy najpierw się uśmiecha. Ale zagłębiłem się w problem - poważny. Okolica wyludniła się praktycznie. Dzieci nie chciały obsiewać ciągle zalewanych pól. Wyjeżdżały więc za pracą. W końcu zostało niemal wyłącznie paru staruszków. Od rozwiązania problemu z bobrami zależy przetrwanie społeczności.

A miejscowi mieli pomysł, żeby sprofilować się na uprawy ekologiczne, ale bez odłowienia nadmiaru bobrów nic się nie uda. Poszedłem do wojewody i rozmawialiśmy. Udało się doprowadzić do przesiedlenia zwierząt, a wieś może się rozwijać. Tak to wygląda: ja się zajmuję przesiedleniem bobrów, a wielu w polityce jedynie chce gonić króliczka.

Strasznie długą drogę pan przeszedł: od muzyka zaszczepiającego hip-hop na polski grunt - do posła, który zajmuje się bobrami.

- Paradoksalnie jest w tym konsekwencja.

Tak?

- Na swoich płytach zawsze poruszałem kwestie społeczne.

Pójście w politykę to była dobra decyzja?

- Na pewno dobra. Przed wyborami miałem dwie opcje: albo chcę zostać posłem, albo zabieram swoją rodzinę i wyjeżdżam. Do końca życia mógłbym robić muzykę za granicą i być szczęśliwy, a przy stole pieprzyłbym z kumplami, jak to mnie wkurza karanie ludzi za stosowanie leczniczej marihuany. Mógłbym mówić "olewam system!" i nic nie zmieniać, bo mnie nic nie obchodzi. Ale wybrałem inną drogę: nie będę się zasłaniał kłamstwami. Będę walczył, bo chcę Polskę zmieniać. Nie uciekam i dlatego rozmawiamy teraz w Sejmie.

A czy do kultury politycznej należy kłamstwo?

- Nie powinno.

Panu zdarzało się kłamać.

Nie. Przez to właśnie wyleciałem z klubu Kukiz'15, bo chciałem mówić, jak jest.

A zanim pan wyleciał, to zapewniał pan, że żadnego konfliktu w Kukiz'15 nie ma i jest super z Pawłem Kukizem. Przecież nie było.

- Mówiłem, że nie ma sporu pomiędzy mną a Pawłem Kukizem. Tak czułem - źle oceniłem jego intencje. W końcu jednak musiałem sobie zrobić rachunek sumienia. Zadałem sobie pytanie: czy ciągłe utrzymywanie, że wszystko jest super, sprzyja dobru obywateli? Odpowiedziałem: nie. Nie trafiłem do Sejmu, by bić się o Kukiz'15 i o Pawła Kukiza, ale o obywatela. Nie możemy wytykać ludziom na około, że są hipokrytami, a nie dostrzegać belki we własnym oku.

Dwóch zakapiorów, krewkich muzyków - Liroy i Kukiz - musiało się pożreć?

- Widziałem potencjał ok. 40 osób, które znalazły się w klubie Kukiz'15. Widziałem, że mogą wykrzesać iskrę, która zapali szerokie środowisko. Teraz też nie postrzegam Pawła jako konkurencji.

A cokolwiek możecie jeszcze wspólnie zdziałać?

- Nie przyszedłem do Sejmu, by się z kimś bić, ale o coś. Gdybym opuścił Kukiz'15 i zaczął zwalczać Pawła, to byłbym frędzlem.

O! To wyzwisko jest pana ulubionym.

- Jest staropolskie. Ale frędzlem nie jestem i dalej walczę o to samo, co wcześniej. I nadal nie chcę się bić o partyjne barwy.

Szedł pan z Kukiz'15, by walczyć z "partiokracją", a teraz okazuje się, że Kukiz'15 to dla pana kwintesencja "partiokracji"!

- Nie tyle Kukiz'15, co niektóre zachowania. Zresztą nie mówiłbym: jesteśmy "antysystemowcami", skoro zasiadamy w Sejmie, bo to już jest śmieszne.

Jest pan teraz salonowcem.

- Ależ bez przesady. Moja praca polega na tym, aby ten system uzdrowić. Pracuję dla ludzi. Mam też obowiązek wobec swoich bliskich, bo jestem ojcem dużej rodziny...

...ma pan czworo dzieci...

- ...więc muszę brać odpowiedzialność za sprawy państwa. Muszę dawać w ten sposób przykład swoim dzieciom.

Rodzina czasami pyta: Piotrek, po coś ty wdepnąłeś w to bagno?

- Nigdy. Cała rodzina uczestniczyła w podejmowaniu decyzji o moim kandydowaniu na posła.

Na serio nigdy, nawet na moment, pan nie pożałował?

- I dalej nie żałuję. A nawet gdybym dziś został z polityki wykluczony albo po prostu bym umarł, to i tak w dwa lata udało mi się załatwić sprawy, które wydawały się nie do przeforsowania. Tak było z leczniczą marihuaną. Teraz trzeba zadbać o to, aby państwo realizowało ustawę, edukować lekarzy, aptekarzy - oni są przecież wystraszeni.

Poseł-muzyk ma teraz uczyć lekarzy, kiedy przepisywać marihuanę?!

- A gdzie mieli się uczyć? Przecież to my - ludzie od lat zajmujący się marihuaną medyczną - mamy praktyczną wiedzę i doświadczenie. Tego nie rozumie choćby minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. No jak to! Że ja go mogę pouczać, choć nie skończyłem żadnych studiów?! Dlatego zadałem ministrowi raz pytanie: panie ministrze, a na jakim to uniwersytecie uczono pana o leczniczej marihuanie?

Bądźmy realistami! Kilkanaście lat poświeciłem na zajmowanie się leczniczą marihuaną i kolejne też będę. Dla mnie liczą się konkretne rzeczy. A oni są starą ekipą, której czas się kończy.

Ta medyczna marihuana brzmi jak pana misja życia w polityce?

- Jedna z misji. Z punktu widzenia chorych to bardzo ważna rzecz. Byłem przy ludziach, którym ta marihuana medyczna pomaga w chorobie. Niektórych już pochowano, byłem na ich pogrzebach. Ale wcześniej widziałem, jak żyją i umierają. Słowo honoru: nie pisałem ustawy pod siebie albo swoich kumpli. Nie jestem starym dziadem, jakich wielu w polityce, który by sobie wymyślił, że zrobi karierę w polityce na barkach ludzi chorych na przykład na padaczkę.

A teraz co pan pisze - jaką ustawę?

- Gotowy jest m. in. projekt o udziale polskiej muzyki, debiutantów i twórców niezależnych w rynku. I o zakazie reklam w TVP. Oraz o przywróceniu 50 proc. kosztów uzyskania przychodu.

Nawet jak ludzie będą chcieli słuchać niemieckiego techno...

- ...to będą go sobie słuchać! Nikt im nie zabroni. Włączą radio albo w internecie będą mieć to, czego chcą.

Ile więcej byś zarobił, gdyby taki projekt przeszedł?

- Mniej niż teraz. Bo pojawiłoby się wielu artystów niezależnych i debiutantów. Dziś 33 proc. muzyki w radiach musi być polskiej. Podobny limit jest w każdym cywilizowanym kraju. Jak się jest w Czechach, Hiszpanii, Włoszech to radio gra ich własną muzykę, a we Francji prawie wszystkie utwory grane w radiach są francuskie. A u nas Polskie Radio nagrywa i wydaje płytę niezależnego artysty, ale go nie gra na własnej antenie, bo playlisty dostaje z zagranicznych koncernów.

Co pan opowiada, że polskie media nie promują polskich artystów? Przecież gwiazdą festiwalu w Opolu jest Jan Pietrzak i inni rodzimi muzycy.

- Pan żartuje, a ja wolałbym, żebyśmy się nie oszukiwali.

Zatem marihuana jako używka to według pana powinna być dostępna jak papierosy?

- Jeśli chodzi o szkodliwość, to na pewno jest zdrowsza niż papierosy. Przeszliśmy już długą drogę, aby wytłumaczyć ludziom, czym jest marihuana medyczna i by ją zalegalizować. Dokonał się przełom - dyskusje są w telewizji śniadaniowej, a kiedyś nawet w nocy nie można było o niej porozmawiać na antenie. W końcu Polacy przestali udawać, że nie widzą tego słonia, który od dawna stoi w pokoju. W głowach rodaków coś zaczęło się zmieniać.

A co do marihuany już jako używki, to wszyscy muszą sobie zadać pytanie, co jest lepsze: czy prohibicja, która oddaje cały rynek bogacącym się przestępcom? Czy jakieś nowe unormowanie?

I jak sam sobie na to pytanie pan odpowiada?

- Już w latach 20. w USA udowodniono, że prohibicja to zaczątek wielkiej przestępczości. W Polsce odejście od zakazu palenia marihuany musi być stopniowe - to naturalne. Jako już od dawna dorosły człowiek zrozumiałem, że moje osobiste zdanie nie ma tu jednak znaczenia. A w Sejmie to już szczególnie. Mogę sobie myśleć, co chcę, ale nie reprezentuję siebie - tylko obywateli.

Dla pana zalegalizowanie jointów to jednak trochę prywata - prawda?

- Jeśli prywata, to nie moja, ale 5 milionów Polaków - i to tylko oficjalnie. A więc to już nie jest moja prywata. Trzeba rozmów i dyskusji nad depenalizacją marihuany. Na pewno karanie za posiadanie niewielkich ilości nie powinno mieć miejsca. Policja łapiąc ludzi z pojedynczymi gramami reperowała sobie statystyki - tak naprawę kosztem dzieciaków.

To jest absurd, że w wieku 46 lat mogę upić się wódką i nikt mnie nie skaże. Ale nie mogę spokojnie zapalić jointa. Przecież joint zaszkodzi mi mniej niż pół litra wódki. Społecznie bardziej szkodzi prawo, przez które ludzie za skręta trafiają do więzienia. Czas więc na rozmowę o depenalizacji. Jak ktoś ma hurtowe ilości, gangi handlujące narkotykami, należy karać więzieniem - tak. A jak ktoś woli w domu wypalić jointa zamiast nawalić się wódą, to po co policja ma mu robić rewizję i słać za kraty?

Więc wspomina pan sobie czasy, gdy mógł pan palić marihuanę bez skrępowania?

- W 1995 r., gdy nagrywałem płytę, to oficjalnie w parku paliłem skręta. Przyszła policja, ale nic mi nie zrobiła, bo miałem przy sobie 2 gramy. Stwierdzili: żadnego przestępstwa tu nie ma. To było w latach 90. - potem bardzo się cofnęliśmy.

Dziś trafiłby pan na "dołek".

- Co najmniej.

Będzie pan kandydował na prezydenta Warszawy?

- Nie. Z mojej strony nawet nie było takiego pomysłu.

A Kielc?

- Oczywiście to rozważamy. Każdemu miastu należy się kandydat, który faktycznie będzie dla miasta pracował.

I sądzi pan, że mógłby pracować dla Kielc jako prezydent miasta?

- Oczywiście. Jestem gotowy. Pracujemy - ja i mój team ze Stowarzyszenia Skuteczni - nad tym od dawna. Nawet nie rozważałbym startu, gdybym nie był przekonany o swojej gotowości. W Kielcach potrzebujemy dobrego menadżera, który skupi wokół siebie specjalistów. A to dlatego, że zaraz skończą się dotacje z Unii Europejskiej. Jeśli nowy prezydent nie znajdzie pieniędzy gdzieś indziej, to wszystko, co wybudowano za pieniądze unijne, zwyczajnie zniszczeje. Kielce muszą przyciągać, a póki co ludzie z miasta uciekają.

Jako self-made man ma się pan pewnie za dobrego menadżera?

- Czuję, że mam wokół siebie specjalistów, z którymi mógłbym współpracować jako prezydent Kielc. A jeśli sam bym się na czymś znał, to zajmowałbym się tą działką osobiście.

Jeśli będzie taka potrzeba, jestem gotów wystartować na prezydenta Kielc i te wybory wygrać. Najbardziej chciałbym jednak znaleźć kompetentną, energiczną osobę, która mogłaby wystartować z moim poparciem. I chyba znalazłem takiego kandydata.

Bierze pan 500+?

- Tak. I jest to pierwsza w życiu pomoc, jaką biorę od państwa! A w zasadzie moja żona bierze, choć decyzję podejmowaliśmy wspólnie. Nigdy nie braliśmy becikowego ani innych świadczeń, choć nasza rodzina jest wielodzietna. Wiem więc, ile kosztuje wychowanie, opiekunki, żłobek, przedszkole...

Gdyby pan zapytał moją córkę, która ma teraz 14 lat, to odpowie, jakie to dla niej zobowiązanie i ile my wszyscy będziemy musieli za to zapłacić. Socjalizm nie popłaca. Lepiej jest nie zabierać, niż rozdawać. Kiedyś jeszcze rozważałem, ile z tych 500 zł na dziecko wyniknie patologii...

...że w rodzinach alkoholików 500+ rzekomo zapewni jedynie dopływ wódki?

- Jeśli tak się dzieje, to jest to patologia - margines. Widzę jednak, jak wielu ludziom te 500 zł pomaga. Stać ich na wyprawki szkolne, wakacje... Sam nie pochodzę z bogatej rodziny - w życiu zapieprzam i zarabiam, ale taka pomoc od państwa bywa cenna.

5 lat temu dałbyś złamanego grosza za to, że dziś będziesz palił papierosy w Sejmie jako poseł?

- Brałem to pod uwagę wcześniej niż 5 lat temu.

Serio?

- Od 10 lat świadomie interesuję się polityką. Na serio zajmowałem się jej rozumieniem: czytam, rozmawiam z kolegami naukowcami, politologami. Przestałem głównie mówić, ale zacząłem słuchać. Wiedziałem, że muszę się zacząć bić w polityce, jeśli chcę się z czystym sumieniem obrażać na to państwo. Byłem pewny: dość gadania przy stole - muszę się wziąć do pracy.

Zobacz także. "Gazeta do pociągu":

Komentarze (100)
Liroy chciał cały Sejm "wypier... na zbity łeb". Teraz robi sobie rachunek sumienia
Zaloguj się
  • ochujek

    0

    Ale mONdry ten poseł. Gdzie on mieszka?

  • senior2244

    Oceniono 3 razy 3

    Ależ ten pajac ma o sobie mniemanie. Człowieku zejdź na ziemię.

  • loneman

    Oceniono 4 razy 4

    Watpie by byl to oczekiwany idol porywajacy tlumy taki na jakiego Kupis pozowal a skonczyl jako podnozek prezesika, tym b zalosne bo rzekomy "antysystemowiec" i facet z jajami oraz rodzina dal sie zdominowac jakiejs szczerbatej popie...e z marzeniami o dyktaturze i wlasnym Zomo oraz Ub.

  • elenem

    Oceniono 2 razy 2

    Skoro ludzie z Kielc będą na niego głosować? to mnie to lotto :))) Ich wola.

  • marekptr

    Oceniono 2 razy 0

    Poprosze o komentarz Liroya w kontekscie kampanii antypolitycznej jaka prowadzil jako Dick Dobrowolski

  • artur702

    Oceniono 3 razy 1

    Największe głupki i durnie rwą się do władzy, a głupki i durnie ich wybierają. Durnie rządzą Polską.

  • Oceniono 4 razy 2

    Oczywiście, że joint szkodzi mniej niż wódka, a nawet i fajki. Kto ma trochę intelektu i chęci szukania naukowych informacji, ten przyzna rację. Amen!!!

  • antropoid

    Oceniono 4 razy 2

    Ja tez jestem gotów kandydować na prezydenta. USA, lub Rosji np...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX