Nowacka: Mam marzenie władzy, nie marzenie o funkcjach. I to łączy mnie z Jarosławem Kaczyńskim

- Każdy polityk chce mieć władzę. Sama nie chcę wkładać sobie na głowę korony premiera albo innej. I to łączy mnie z Kaczyńskim - mówi w wywiadzie dla Gazeta.pl Barbara Nowacka, liderka Inicjatywy Polskiej.

Jacek Gądek, Gazeta.pl: Chce pani być premierem?

Barbara Nowacka: Każdy polityk chce mieć władzę. Sama nie chcę wkładać sobie na głowę korony premiera albo innej - marzenia o stanowiskach przecież nijak się mają do realnego wpływu na rzeczywistość.

To gdzie w polityce chciałaby pani być za 5-10 lat?

- W sprawiedliwej, demokratycznej Polsce - części Unii Europejskiej.

Ale jako kto?

- Przede wszystkim obywatelka. Jeśli są inni ludzie, którzy chcą robić rzeczy, na których mi zależy, czyli rozwijać edukację, naukę i czynić Polskę bardziej społeczną, otwartą i  przyjazną kobietom, to super. Ja też się tym chętnie zajmę.

Dla pani ważniejsza jest kariera na uczelni czy polityka?

- Jeśli ktoś na serio chce się zajmować polityką, to musi mieć kontakt z rzeczywistością. Każda normalna praca jest potrzebna, bo wtedy stykamy się z czymś więcej niż tylko z bańką własnych wyobrażeń o kraju.

A polityka to nie jest praca normalna?

- Jest ciężka, ale często oderwana od realiów codzienności. I jałowa. Marek Belka mówił, że najgłupszą rzeczą jest być posłem opozycji. I tak jest: możliwości znikome, a oczekiwania ogromne.

Waldemar Pawlak mając 33 lata miał ambicję zostać premierem. Jaką pani ma ambicję, oprócz górnolotnych słów...

- ...ale one nie są górnolotne! Poprawa jakości życia w Polsce, niezgoda na nierówności - to mnie napędza.

Jako szeregowa obywatelka ma pani wpływ mniejszy niż poseł opozycji.

- Ależ ja zmieniam rzeczywistość. W komitecie „Ratujmy Kobiety” już drugi raz zbieramy podpisy pod liberalizacją ustawy antyaborcyjnej. Zmieniam ją, gdy jeżdżę na spotkania i rozmawiam z ludźmi. Nie uciekam od bycia polityczką. Beata Szydło jest premierem, ale czy sama realnie coś zmienia, czy jedynie wykonuje polecenia? Czy prezydent Andrzej Duda - oprócz ostatnich dwóch wet - realnie coś zrobił jako prezydent?

Proszę na ulicy zapytać: kto dał 500 zł na dzieci?

- Odpowiedź będzie: PiS. I to jest niezły program socjalny. Ale nie jest pomysłem Beaty Szydło, ale Pawła Kowala jeszcze z 2014 roku.

Słysząc własne słowa ma pani wrażenie, że zbyt wiele w nich pięknoduchostwa, oderwania od twardej, brutalnej polityki?

- Nie. Wiem, czym jest ta brutalność polityki, bo odczułam ją na własnej skórze. Człowiek bez marzeń i wizji, ale jedynie z pomysłem na samego siebie, zazwyczaj staje się nikomu niepotrzebnym narcyzem polityki. Mnie to nie interesuje.

O Januszu Palikocie pani mówi?

- Nie. On akurat miał marzenie.

Jarosław Kaczyński też ma marzenia i pomysły. Jego celem nie jest bycie w polityce, ale zmiana Polski. A ludzie wokół niego? Nie wiem, czy już Andrzej Duda ma jakąkolwiek wizję państwa.

Prezes PiS z pewnością miał i ma - zrealizowane zresztą - marzenie posiadania dużej władzy. Pani też ma to marzenie?

- Tak. Mam marzenie władzy. Ale niekoniecznie wiąże się ono z marzeniem o byciu akurat premierem. I to łączy mnie z Jarosławem Kaczyńskim - on też o funkcjach dla funkcji nie marzy.

W odpowiedzi na pytanie, czy chciałby nim być, stwierdził: „chciałaby dusza do nieba, ale grzechy nie pozwalają”. Chciał być premierem, ale wtedy PiS nie zdobyłoby władzy.

- Dziś już by mógł, ale nie chce. Bo i po co mu to?

Ma władzę bez stanowiska. Pani wpływu nie ma.

- Paradoksalnie mam dużo większy wpływ, gdy organizujemy się oddolnie. Brak lewicy w Sejmem pozytywnie wpływa na społeczną mobilizację, aby walczyć o postulaty wolności i praw obywatelskich. Parę lat temu zawsze znalazł się w Sejmie ktoś, kto występował o związki partnerskie czy świeckość szkoły - teraz nikogo takiego nie ma! Trzeba więc wykonać dużo większą pracę społeczną. Powtórzę: lewica teraz poza Sejmem, to paradoksalnie dobra sytuacja do wzmacniania idei lewicowych w społeczeństwie.

To już nie wiem, czy życzyć pani przedłużenia tej dobrej dla lewicy sytuacji.

- Nie! Kiedyś trzeba wreszcie jednak zrealizować te postulaty, a nie tylko mówić o nich na ulicy, czyli musimy wygrać wybory.

Wsparcie społeczne dla jakiejś konkretnej propozycji lewicy (np. in vitro) może być duże, ale nie przekłada się to na poparcie w wyborach.

- Wybory rzadko się wygrywa - a nie tylko wchodzi do Sejmu - jednym hasłem. Dla mnie wartością jest wygranie wyborów, aby mieć jeszcze większy wpływ na rzeczywistość.

Wszystko albo nic: albo przejęcie władzy, albo lepiej być poza Sejmem?

- Przekroczenie 5 proc. progu wyborczego to żaden cel. Chcę przekonać co najmniej 30 proc.

To marzenie, a co realnie udało się lewicy w ciągu roku albo i pięciu?

- Ostrzejsze prawo alimentacyjne...

...projekt był rządowy, czyli PiS, a w Sejmie niemal wszyscy go poparli.

- Nie chodzi o to, kto je zgłosił i przegłosował. Podobnie przecież PO przegłosowała konwencję antyprzemocową - to realny sukces lewicy. Ani PO, ani PiS by tego nie zrobiło, gdyby ktoś ich nie postawił pod ścianą i nie zmusił.

Z prawem alimentacyjnym do uchwalenia parł sam Zbigniew Ziobro. Nie trzeba było nikogo zmuszać.

- Od lat działały dziewczyny ze Stowarzyszenia „Alimenty to nie prezenty” - związane z Kongresem Kobiet. Okazało się, że były skuteczne.

Oklaskiwała pani Mateusza Kijowskiego, czyli alimenciarza, na minionym Kongresie Kobiet, którego był gościem?

- Nie spotkałam go tam osobiście. Wiele razy mu mówiłam: jeśli marzy o byciu liderem, to alimenty powinien natychmiast uregulować. Nie można mówić o wolności i demokracji, nie stosując tych zasad wobec siebie.

Ale niestety... Kijowski nie słuchał.

A inne sukcesy lewicy? Są takie?

- Zmiany w prawie pracy. PiS realizuje, choć nie najlepiej, postulat z programu Zjednoczonej Lewicy: wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej. Pewne rzeczy postulowane przez lewicę weszły do głównego nurtu polityki w Europie. Spójrzmy na Niemcy: to konserwatywna Angela Merkel wprowadziła postulat SPD o równości małżeństw osób homo- i heteroseksualnych. Podobnie programy socjalne Niemiec to dzieło także lewicy, choć wyborcy zasługi przypiszą Merkel.

Na co w istocie obliczony jest projekt „Ratujmy Kobiety” pozwalający na aborcję na żądanie do 12. tygodnia ciąży? Żeby coś zmienić, czy żeby nic się nie zmieniło?

- Zbiórka podpisów pod tym projektem to jednocześnie kampania społeczna o prawach kobiet. Wiem, że dzisiejszy Sejm nie zliberalizuje ustawy antyaborcyjnej. Natomiast jeśli jest zagrożenie, że zaostrzy obowiązujący zakaz aborcji, to oczywiście pozostawienie obecnych przepisów jest lepsze.

To po co ten projekt?

- Nasz projekt jest przygotowaniem do zmiany ustawy już po przejęciu rządów przez kogokolwiek mniej konserwatywnego od PiS.

Ale przy obecnej konstytucji nie da się zliberalizować ustawy o aborcji.

- Da się. W 1997 r. bardzo konserwatywny wówczas Trybunał Konstytucyjny uznał liberalizację ws. aborcji za niekonstytucyjną, powołując się na zasadę sprawiedliwości społecznej. Wtedy ustawa dopuszczała aborcję do 12. tygodnia ciąży z przyczyn społecznych.

Proponowana przez panią zmiana idzie dalej niż zakwestionowana przez TK ustawa z 1996 r. Wniosek jest taki: na gruncie polskiej konstytucji tym bardziej powinien zostać zakwestionowany przez TK.

- Dlaczego idzie dalej? Po pierwsze: świat od 1997 r. się zmienił.

Ale konstytucja została ta sama.

- Kwestią sporną był sposób interpretowania przyczyn społecznych aborcji. Przyczyną społeczną wcale nie musi być status majątkowy kobiety, a to zakwestionował TK. Nasz projekt tego rozróżnienia nie czyni. Chcemy tylko normalnych standardów europejskich ws. aborcji, edukacji seksualnej i antykoncepcji w Polsce.

Pani naprawdę ma przekonanie, że z obecną konstytucją i z obecnym Trybunałem Konstytucyjnym można w jakikolwiek sposób złagodzić ustawę antyaborcyjną?

- Konstytucja nie jest przeszkodą. Niestety też wszyscy dobrze wiemy, że przy tym Trybunale niczego się nie zrobi ws. liberalizacji ustawy antyaborcyjnej.

Ile podpisów jest już pod projektem, którego - jak pani mówi - przy tym TK nie można wprowadzić?

- 80 tys.

A dlaczego celuje pani w tylko 100 tys.?

- Nie celuję - to wymagane minimum, aby móc wnieść obywatelski projekt do Sejmu. Poprzednio zdołaliśmy zebrać 250 tys. Będzie więcej.

W kampanii wyborczej prezydent Andrzej Duda mówił: jeśli jakiś projekt zgromadzi milion podpisów, to ma być referendum. To jest wyzwanie?

- Andrzej Duda i PiS obiecywali, że nad każdym projektem obywatelskim odbędzie się debata i nie będzie od razu odrzucany. Nasz poprzedni projekt padł już w pierwszym czytaniu - po prostu nie dotrzymali słowa. Ponad 920 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum ws. reformy edukacji również zmielili. Czy dlatego, że akurat zabrakło tych 80 tys.? No przecież nie.

Zbierzemy tyle podpisów, ile się da, choć tym razem nie jest łatwo, bo wolontariuszki i wolonariusze nieraz są fizycznie atakowani. Obelgi i wyzwiska to dla nas codzienność.

Konkuruje pani z inicjatywą „Zatrzymaj Aborcję”?

- Nie.

Jak nie? W jednym czasie zbieracie podpisy pod projektami, które idą w przeciwnych kierunkach.

- To nie rywalizacja.

Tylko?

- Taktyka. Wiemy, że ich projekt trafi do Sejmu. Wiemy, że ich projekt będzie miał wsparcie PiS. Nie możemy pozwolić, aby w momencie debaty nad zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej głos strony liberalnej był niesłyszalny. Nie możemy być niemi. Może w obecnym Sejmie znajdzie się kilka osób chcących liberalizować obowiązującą ustawę, ale wielu będzie po prostu dążyć do utrzymania zgniłego kompromisu.

Sondaż IPSOS dla Oko.press mówi, że 42 proc. Polaków chce złagodzenia zakazu. Ich głos musi być w Sejmie słyszalny.

W tym samym sondażu największe poparcie ma utrzymanie stanu obecnego: 45 proc.

- Pozostały nam 2-3 proc. do przekonania. Mówię o taktyce, bo w Sejmie można powiedzieć, dlaczego obowiązująca ustawa jest zła.

„Biskupi polecają modlitwie tę inicjatywę i popierają zbieranie podpisów” - to nie o pani ustawie, ale o tej, która ma prawo zaostrzyć. I co pani na to?

- Kościół Katolicki ma pełne prawo mieć swoje poglądy, ale jestem zaskoczona, że aż tak mocno usiłuje pisać prawo. Dla mnie to brutalna ingerencja Kościoła w proces stanowienia prawa.

Dla pani modlitwa to jest rzecz brutalna?

- Brutalne jest wspieranie zbiórki podpisów pod projektem.

Księża ich nie zbierają.

- To dopiero zobaczymy, bo był już list częstochowskiej kurii do szeregowych księży, aby wyznaczali miejsce do zbierania podpisów. Dziwię się, dlaczego Kościół w Polsce, gdzie ponad 90 proc. ludzi to osoby wierzące, nie namawia tych ludzi do trzymania się swojej nauki, ale namawia do zmieniania prawa. Kościół nie radzi sobie z sumieniami wiernych, więc działa na rzecz wpisania swoich zakazów do prawa.

A może po prostu Episkopat wspiera te inicjatywy, które są po drodze z nauką Kościoła? Gdy poprzedni projekt zakładał karanie więzieniem kobiet za dokonanie aborcji, to Kościół powiedział „nie”.

- Dopiero pod koniec Kościół nerwowo wycofał się z popierania tamtej ustawy.

Ile prawdy jest w diagnozie, że lewica w Polsce jest kawiorowa - to „warszawka”, która pije piwo na Zbawixie, a o problemach zwykłych ludzi nic nie wie?

- To tylko prawicowa propaganda. Picie piwa na Zbawixie nie jest wyznacznikiem ani lewicowości, ani prawicowości. Przywykło się myśleć, że lewica to albo SLD, albo grupki hipsterów ze Zbawixa. Ten plac zresztą od dawna okupują prawicowi hipsterzy...

...część akurat przeniosła się na ul. Woronicza, do TVP.

- I stamtąd mogą się śmiać, że lewica jest oderwana od życia. A kto podnosił problem umów śmieciowych jak nie lewica?

„Solidarność”.

- Z pierwszych demonstracji przeciwko „śmieciówkom” jakoś ich nie pamiętam. Albo mieszkalnictwo - pierwsze skrzypce grali tu ludzie związani z lewicą jak Piotr Ikonowicz.

Będzie pani kandydować na prezydenta Warszawy?

- Przyszedł pan z najtrudniejszymi pytaniami ever.

Ja nie mówię „nie” wyzwaniom. Warszawa to jest wielka władza, a kandydowanie na prezydenta stolicy to na pewno jest wyzwanie. Chciałabym, abyśmy - cała opozycja - nie pozwolili ultraprawicy zniszczyć tego, co w mieście się udało.

Słyszę delikatne „tak”.

- Nie słyszy pan „tak”, ale moje poważne podejście. Warszawa i zatrzymanie PiS-u wymagają powagi. Stolica zasługuje na uczciwość.

A pani jest uczciwa?

- Staram się. To fundamentalna wartość.

Stanisław Karczewski z PiS pytany o kandydowanie też mówił, że miasto kocha. Że nie mówi „nie”. Że z dziką reprywatyzacją trzeba skończyć. Że miasto czeka na zmiany. Słychać w jego słowach potwierdzenie: tak, chcę kandydować. W pani słowach też.

- W Warszawie trzeba powstrzymać szalone pomysły PiS, ale też oczyścić ją z tych złogów reprywatyzacyjnych - to będzie naprawdę ważne.

A te „złogi” to...?

- Wszyscy ludzie zamieszani w skandale z reprywatyzacją. Możemy sięgać dużo głębiej niż do ekipy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Czy Gronkiewicz-Waltz jest „złogiem”?

- Pani prezydent powiedziała, że już nie będzie kandydować. I dobrze. Nie dlatego, żeby Warszawa źle się rozwijała, ale mogła rozwijać się lepiej, mądrzej i sprawiedliwiej.

Jako obywatelka miasta może pani powiedzieć: przyjdzie Gronkiewicz-Waltz odpowiedzieć przed sądem za bycie „złogiem reprywatyzacyjnym”?

- Robiąc z niej jedyną twarz zła, popełniamy błąd. Wielka korupcja działa się niżej. A to, co można jej zarzucić, to absolutny brak reakcji i zaniechania.

Pod koniec rządów PO uchwaliła małą ustawę reprywatyzacyjną i to w dużej mierze ukróciło dziki proceder. Ale dopiero teraz prokuratura pod rządami PiS na serio bierze się za te „złogi”. Są dziesiątki śledztw, aresztowania, zarzuty i jest komisja weryfikacyjna. W 2001 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski zawetował dużą ustawę reprywatyzacyjną, a PO lekceważyła problem. Wobec działań PiS można mieć wątpliwości, czy wszystko jest lege artis, ale w końcu ktoś na serio coś z tym robi?

- Nie zabrano się na serio, bo na warsztat wzięli to, co obciąża Platformę. Z rzeczy ważnej PiS robi swoje narzędzie polityczne. A dlaczego nie sięgają do samych siebie i prezydentury Lecha Kaczyńskiego?

Wiceminister Patryk Jaki zapewnia, że sięgną, ale najpierw zajęli się najgłośniejszymi przypadkami.

- Realia są takie, że PiS chce aferą reprywatyzacyjną zniszczyć całą opozycję. Wrzucić nas do jednego wora - również tych, co byli w opozycji do rządów PO. Tak zresztą wyglądają kolejne komisje śledcze, że chcą po pierwsze zniszczyć opozycję, a nie znaleźć prawdę.

Ot, polityka.

- A szkoda. Dlatego ludzie nie chodzą na wybory.

Czy PiS ma dziś z kim przegrać?

- Partie rządzące same doprowadzają się do porażki. W Polsce wyborów się nie wygrywa z kimś, ale przegrywa przez siebie.

PiS przez lata rządów Platformy pokazywało, że jest alternatywą. Gdzie teraz jest realna alternatywa dla PiS?

- Będziemy. Dajcie nam trochę czasu - nikt, kto jest poważnym politykiem dziś, nie znając ordynacji nie ogłosi swoich planów, a haseł na dwa lata przed wyborami. Wiem, że jest społeczne oczekiwanie, że nagle cała opozycja zacznie mówić jednym głosem. A my zgodnym głosem możemy teraz powiedzieć kilka najważniejszych zdań - filarów. Ale już na przykład o rodzaju obecność Polski w Unii Europejskiej rozumiemy inaczej - konserwatyści czy socjaldemokraci tu się różnią, choć proeuropejskość jest jednym z tych wspólnych obszarów.

Wybory samorządowe rządzą się swoimi prawami, ale myślę, że już wybory do Parlamentu Europejskiego (wiosną 2019 r.) będą bardzo ważne. Bo wtedy zobaczymy, na ile opozycja nauczy się rozmawiać, a nie gryźć. I pokazywać pozytywne wizje.

Wizja zjednoczonej opozycji skończy się tak, jak wizja Zjednoczonej Lewicy, która poniosła porażkę i się rozpadła?

- ZL miała parę plusów: bardzo wzmocniła młodszych polityków - wiele się nauczyliśmy. W wyborach do Sejmu w 2019 najbardziej rozsądny i uczciwy wydaje mi się wariant startu dwóch bloków opozycji. Pierwszy: opozycja parlamentarna, czyli PO, Nowoczesna i być może PSL. I drugi: blok liberalno-lewicowy.

To brzmi jak przepis na to, aby się pożreć - trochę jak PO i PiS w 2005 r. Też były one dwoma obozami, które miały potem zawiązać koalicję.

- Przepisem na pożarcie się jest „pójdźmy wszyscy razem”. Trudno sobie wyobrazić listę, na której obok siebie są ludzie z Partii Razem i z Nowoczesnej. Albo konserwatystę Marka Biernackiego z PO i feministkę Kazimierę Szczukę. Taka lista jest możliwa, ale tylko wtedy, gdy będą to ostatnie wolne wybory w Polsce.

W Polsce nadchodzi czas, żeby więcej w niej znaczyli politycy 30+, nowi politycy, którzy nie działali w czasach PRL, których spory o teczki nie dotyczą. Tu będzie przyszłe porozumienie i tu jest nadzieja.

Postulat stworzenia nowej partii już padł - zgłosiła go Joanna Mucha z PO. Szefostwo Platformy uznało to za naiwność i bajki. Z uznaniem Grzegorza Schetyny się to nie spotkało.

- Nie wiem, czy dziś postulat stworzenia kolejnej nowej partii potrzebny. Ale na pewno jest potrzeba stworzenia ruchu intelektualnego połączonego z ruchem politycznym. Właśnie w tym duchu patrzenia w przyszłość, nie odwoływania się do podziałów historycznych.

Był Komitet Obrony Demokracji - nie wiem, czy można go uznać za ruch intelektualny, ale społeczny i polityczny na pewno. I KOD padł.

Komitet miał bronić, a my mamy teraz tworzyć.

Z kim chciałaby pani tworzyć?

- Szukam ludzi bliskich ideowo - niewątpliwie więc z Robertem Biedroniem. Dużo aktywnych osób z ruchów kobiecych, społeczników lokalnych. Jest też świetna Paulina Piechna-Więckiewicz z Inicjatywy Polskiej.

Chłodno: może parę promili ludzi w Polsce wie, kim jest Paulina Piechna-Więckiewicz.

- Dziś, żeby osiągać cele, nie trzeba być popularnym na wejściu. Kto kojarzył Andrzeja Dudę, gdy Jarosław Kaczyński wskazał go na kandydata PiS?

Na starcie Andrzej Duda miał 17 proc. poparcia. A czy Robert Biedroń jako polityk nie jest „napompowany” przez media?

- Jest fantastyczny. Jest świetnym prezydentem Słupska.

Słupska.

- I jest pełny energii. Z planem.

Chciałaby pani dopisać jakieś pytanie do referendum, które chce rozpisać prezydent Andrzej Duda?

- To referendum jest bez sensu. Konstytucję mamy dobrą, ale nie jest ona przestrzegana.

Lepsze jest wrogiem dobrego - na serio nie da się ulepszyć konstytucji?

- Nie ulepszy jej na pewno obóz PiS. Oni po prostu nie ufają ludziom. Chcieliby stworzyć państwo kontrolujące obywateli.

Instytucja referendum jest jednak wyrazem zaufania do obywateli.

- Ale to referendum jest tylko grą polityczną Andrzeja Dudy. Nie ma się co oszukiwać, że chodzi o cokolwiek innego poza pokazaniem, że jako prezydent coś znaczy.

I teraz znaczy. Mimo niewielkiego doświadczenia wybił się na pewną autonomię.

- Nie, walczy o to, by nie dać się kompletnie zdeptać panom Ziobrze czy Macierewiczowi. Nie tworzy nowej jakości. Jest sam.

Jarosław Kaczyński zapowiedział, że na rocznicę katastrofy smoleńskiej staną przy Krakowskim Przedmieściu dwa pomniki. To zakończy pewien etap i spór o miesięcznice?

- Nie - wtedy się on nie zakończy. Będziemy dalej obserwować ten teatr wokół Smoleńska. Nie jest tak, że tematu pomnika smoleńskiego nie można było załatwić wcześniej. Otóż można było. Można było przed samym Pałacem Prezydenckim stworzyć piękny pomnik światła. I to byłby koniec dyskusji o pomnikach.

Tylko, że prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz porównywała ten projekt do nazistowskiego monumentu z Norymbergi.

- A teraz obserwujemy próbę wzbudzenia tematu przez PiS. Jarosławowi Kaczyńskiemu nie chodzi o pamięć o prezydencie Lechu Kaczyńskim. Po tym, jak PiS podeptało konstytucję i praworządność nie można powiedzieć, że dba o pamięć o profesorze prawa Lechu Kaczyńskim. Bo przynajmniej wtedy, kiedy zmarły prezydent żył i działał w polityce, to myślał i mówił zupełnie inaczej, niż robi to teraz jego brat Jarosław.

Pomniki zapewne powstaną: zgodnie z prawem albo z jego pogwałceniem. Możliwe, że będzie na jednym z nich nazwisko pani mamy. Czy dla pani to będzie miejsce pamięci?

- Swoje miejsce pamięci mam na grobie swojej matki. Są nimi też ścieżki, którymi chodziłam z nią na spacery i tam, gdzie spędzałyśmy razem wakacje. A te pomniki? Będą wymuszeniem swojej racji przez Jarosława Kaczyńskiego - nie przysłużą się pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Szczerze mówiąc, to przez eskalację sporu politycznego wokół miesięcznic i pomników już teraz wielu ludzi nie chce słyszeć o ofiarach - nie chcą też więc pamiętać o naszych najbliższych.

Można próbować wspólnie zbudować pomniki, ale na zgodzie. Bardzo bym tego chciała. Jeśli PiS taką próbę by podjęło, to wiele osób jest gotowych podjąć dyskusję. Ale to od nich - od PiS, które ma władzę i siłę - wymagamy więcej. Jarosław Kaczyński musi wyciągnąć do nas rękę - do nas wszystkich - i powiedzieć: porozmawiajmy wspólnie o pomniku ofiar katastrofy smoleńskiej. Jeśli prezes i jego partia nie chcą rozmawiać, to w końcu odsłonią coś, co będzie przedmiotem sporu i walki, a nie pamięci.

A jak pani przyjmuje makabryczne informacje o pomieszanych szczątkach i pomylonych ciałach?

- Wszyscy mamy wyobraźnię i możemy się domyślać, jak wyglądało miejsce katastrofy, ciała ofiar. Było oczywiste, że fragmenty ciał będą pomieszane. Temat jest bolesny nie tylko dla najbliższych. Tym bardziej nie wiem, dlaczego prokuratura na konferencjach prasowych ogłasza kolejne szczegółowe, bardzo obrazoburcze informacje. Widzimy dowody na bałagan polski i rosyjski, ale nie na zamach. W ten sposób znikać zaczął temat zamachu i bomby - czy do tego potrzebne było jednak kolejne cierpienie rodzin? Rozszarpywanie naszych ran jest głęboko niemoralne.

Więcej o:
Komentarze (108)
Nowacka: Mam marzenie władzy, nie marzenie o funkcjach. I to łączy mnie z Jarosławem Kaczyńskim
Zaloguj się
  • 20portal

    Oceniono 2 razy 0

    Ta panienka pomarzyła sobie o władzy z Palikotem i ... WYSTARCZY.
    Do domu, kobieto, do domu. Albo skup się na własnym biznesie, który przynosi niezłe zyski, a więc można się "bawić" w politykę.

  • kawabis

    Oceniono 7 razy -3

    Mama miała władzę to i ja chcę.

  • stagrz20

    Oceniono 4 razy 4

    Rządzić a nie ponosić odpowiedzialności.

  • wujekdolf

    Oceniono 4 razy 4

    ...tylko że to już pewnie jedne z ostatnich dziwnych ruchów sukienkowców w Polsce - za życia moich wnuków to zniknie.

  • damiann_38

    Oceniono 4 razy 0

    Kościół nie ma żadnych instrumentów do tworzenia prawa. Instrumenty mają posłowie i ministrowie, którzy mogą słuchać Kościoła, ale nie muszą. Ludzie wybrali takich a nie innych posłów i mieli do tego prawo. Tak samo jak mieli prawo wybrać Biedronia na prezydenta Słupska.

  • hastatrespasos

    Oceniono 4 razy 4

    Marzenia o władzy, i inne opinie B. Nowackiej, są bardzo ciekawe. Ale mnie do lektury tego wywiadu zachęciła zajawka w serwisie GW: KOŚCIÓŁ NIE RADZI SOBIE Z SUMIENIAMI WIERNYCH... To najważniejszy wg mnie aspekt rozmowy. Bo to naprawdę intrygujące: „Dlaczego Kościół w Polsce, gdzie ponad 90 proc. ludzi to osoby wierzące, nie namawia tych ludzi do trzymania się swojej nauki, ale namawia do zmieniania prawa. Kościół nie radzi sobie z sumieniami wiernych, więc działa na rzecz wpisania swoich zakazów do prawa??” Ta wykracza daleko poza sferę oporu kościoła wobec prawa kobiet do decydowania o własnym ciele i macierzyństwie. Przecież księża z inspiracji episkopatu, radyjka Maryjka i TV Nie-przetrwam, i z własnej inicjatywy, wpływają na życie swych naiwnych owieczek. Sterują ich poglądami, kształtują ich postawy wobec rzeczywistości, usiłując za wszelką cenę uchronić ich od „demoralizacji” świata XXI w., od postępu. Kościół nie radzi sobie z sumieniami wiernych m.in. dlatego, że ludzie widzą obłudę tej instytucji oraz sukienkowych: ci przodują wśród pedofilów wciągając młodzianków w sferę seksu w najobrzydliwszy sposób, a hierarchowie chronią ich zamiast karać.

  • oczy_argusa

    Oceniono 7 razy -5

    Pani Nowacka jest polityczką. Nie chce być premierą może zostałaby ministrą? Albo prezydentką. Na przykład, Słupska. Na liderkę ruchu intelektualnego niestety słabo się nadaje.

  • miksztal2354

    Oceniono 9 razy 5

    Szydło, Kaczyńskim , Macierewicz i rozwodnik Kurski prawdziwi polscy katolicy. Rydzyk ich błogosławi.

  • ursi51

    Oceniono 10 razy 8

    Musi w Polsce powstać realna siła sprawcza, która po legalnym przejęciu władzy odsunie całkowicie kler od finansowania go w jakiejkolwiek formie przez państwo i samorządy, wypowie konkordat, usunie religię z przedszkoli i szkół, zlikwiduje stanowiska kapelanów, wyruguje z wyższych uczelni świeckich wydziały teologiczne, opodatkuje wszystkie dochody kościołów i związków wyznaniowych i nie pozwoli na łączenie uroczystości religijnych i państwowych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX