Lech Wałęsa: co Pan Bóg chciał mi powiedzieć przez śmierć dziecka?

- Wiem, że mogło być inaczej. Zastanawiam się, co Pan Bóg chciał mi powiedzieć przez śmierć dziecka. Jednak nie zatracam rozumu i nie rwę włosów z głowy, bo to przecież nic nie da - mówi w wywiadzie dla Gazeta.pl Lech Wałęsa, były prezydent. Pierwszy raz tak szczerze o śmierci syna, Przemysława.

II część wywiadu z Lechem Wałęsą.

Jacek Gądek: Lata lecą, a pan wciąż jest publicznie aktywny. Czuje się pan zwierzem politycznym?

Lech Wałęsa: Ja polityki nie znoszę. Wcale nie chciałem w nią iść, ale zostałem przez los wmontowany. Wychowano mnie na ambitnego człowieka, więc musiałem się zgodzić.

A rodzina, przyjaciele?

- To było dawno, ale wszyscy byli przeciw. Do dziś pamiętam, jak matka mnie prosiła: nie tykaj się polityki! Nie bierz się za to!

Z perspektywy czasu: żałuje pan trochę, że wdepnął w politykę?

- Jeśli chodzi o karierę polityczną, to nie żałuję. Byłem prostym elektrykiem, a dostałem pokojową nagrodę Nobla i jeszcze wiele innych rzeczy.

A prywatnie?

- Zapłaciłem ogromną cenę. Straciłem dzieci z oczu, kiedy dorastały. Właściwie to straciłem swoją rodzinę. A potem okazało się, że to, o co walczyłem w polityce, uległo wypaczeniu.

Może pan powiedzieć: "miałem wspaniałe życie"?

- Nie mogę tak powiedzieć. Niestety.

Tylko?

- Miałem najgorsze i najtrudniejsze życie, jakiego nawet nie mogłem sobie wyobrazić.

Przeczytaj także I część wywiadu. Lech Wałęsa o nowej odsłonie sprawy "Bolka": to najlepszy kawał, jaki w życiu słyszałem!

Dlaczego?

- Ja chciałem coś w życiu zrobić. Walczyłem nie z ludźmi, ale z całym systemem. Właśnie przez to moje życie było straszliwe. Zostałem prosto wychowany i poświeciłem się dążeniu do rozwalenia systemu komunistycznego. No, ale nie chcę narzekać, bo sam się na to jednak zgodziłem. I dopiąłem swego.

Ktoś z boku rzuci okiem na pana: prywatnie liczna rodzina, a zawodowo pokojowy Nobel i prezydentura.

- Ale ja tak nie patrzę. To, co pan wymienia, to było jedynie finalizowanie mojej roboty. Niektórzy robią coś dla kariery, a ja odwrotnie - nagrody i prezydentura to były wypadkowe, a nie moje cele. Ja nie chciałem być prezydentem. Wiedziałem, że to nie będzie dla mnie dobre. Ale jaki miałem wybór? Przecież gen. Wojciech Jaruzelski nie mógł zbyt długo być głową państwa. Prezydentura to był dla mnie dramat.

Polityka zniszczyła panu życie?

- Zniszczyła i to całkowicie. Całe życie oddałem polityce. Guzik z tego miałem i guzik mam. Nie jest jednak tak, jakbym sobie tego życzył. Polityka upadła.

A rodzina podupadła?

- Powtórzę: gdy moje dzieci dorastały, to mnie przy nich nie było. Czasami poszły nie tą drogą, którą było trzeba. Gdybym był przy nich jako ojciec, to przytrzymałbym je i miałyby inne życie.

Mówi się często: nie ma w życiu trudniejszej rzeczy, niż pochować własne dziecko. To prawda?

- Bóg każe płacić rachunki po to, żeby ludzie wyciągali wnioski z tego, co zrobili. Jeśli tak pan popatrzy, to inaczej będzie pan widział śmierć. Wszyscy pójdziemy tam, dokąd już poszedł mój syn. Tam zresztą jest dużo lepiej niż tu. Gdyby było gorzej, to ktoś by uciekł, ale przecież ludzie stamtąd nie wracają.

Nie doświadczyłem nigdy sytuacji, w której pan się znalazł...

- ...i oby pana w życiu nigdy to nie spotkało.

Patrząc wstecz, to co było dla pana najtrudniejsze?

- Ja tak nie patrzę. Rozwiązuję te krzyżówki, które życie mi podsuwa. Jedne są łatwiejsze, inne trudniejsze. Nie mogę z ponad 70 lat wyciągać jednej rzeczy, jednego ogniwa z całego tego łańcucha zdarzeń.

Wiem, że to trudne pytanie...

- ...nie ma trudnych pytań.

Co pan czuł, gdy musiał pan pochować syna?

- Cały czas myślę religijnie. Wiem, że każdy z nas dostał od Boga w dzierżawę życie na czas tak do 100 lat.

Wiem, że mogło być inaczej. Zastanawiam się, co Pan Bóg chciał mi powiedzieć przez śmierć dziecka. Jednak nie zatracam rozumu i nie rwę włosów z głowy, bo to przecież nic nie da i niczego już nie zmieni. Takie jest przesłanie życia i śmierci: dziś tu jesteśmy, a jutro nas nie ma.

Ale wciąż pewnie boli.

- O czym pan mówi? Mnie ból nie bierze. Nie zrozumiemy się, bo pan inaczej patrzy na świat. Jestem człowiekiem zawierzenia wszystkiego Bogu. Jestem grzesznym, ale jestem człowiekiem wiary. Nie rwę włosów z głowy, bo mój syn zmarł. Boże, ja też za chwilę pewnie umrę. Ja już czekam na śmierć. Już jestem spakowany.

"Spakowany"?

- Tak.

73 lata. Piękny wiek...

- ...a to zależy. Może się rozmyślę i jeszcze zaczekam na pana. Wtedy zapytam, czy jest pięknie.

Wraca pan czasami do dzieciństwa? Bardzo trudnego przecież.

- I tak, i nie. Tamten czas już przeminął. Każdy kolejny okres w życiu człowieka ma swoje prawa. Zastanawiam się czasami, czy dobrze wykorzystywałem każdy swój wiek. Zastanawiam się, czy coś mi uciekło - czy coś nie zostało przeze mnie wykorzystane.

I dużo uciekało?

Prawie wszystko z normalnego życia mi uciekało. Całe moje życie jest przez to skopane.

Wiele normalnych - dziecięcych i młodzieńczych - przeżyć pan po prostu stracił?

- Urodziłem się w czasie wojny. Po wojnie była straszliwa bieda. Do szkoły miałem bardzo daleko. Do kościoła - też. Trudne to było życie, ale trzeba było je znosić.

Mój ojciec zmarł przez wojnę, zaraz po jej zakończeniu. A gdyby żył, gdy dorastałem, to wtedy na pewno byłby wobec mnie bardzo ostry. Tak by mnie dopilnował, że byłbym dyrektorem stoczni, a nie szeregowym elektrykiem. A gdybym był dyrektorem, to wtedy jakiś inny Wałęsa by występował przeciwko mnie i strajkował. Gdyby ojciec żył, to całe moje życie i kariera byłyby kompletnie inne. Na pewno nie dostałbym pokojowego Nobla, na pewno nie zostałbym prezydentem, na pewno nie byłbym tym, kim jestem dziś. Ojciec by mnie przymusił do nauki, bo byłem zdolny, ale niedopilnowany.

Widzi pan: gdybym chciał ze swojego życia wyciągnąć jakiś element albo dodać nowy, to wszystko później mogłoby się zmienić.

Co chciałby pan w życiu jeszcze zrobić?

- Świetnie mi się udało burzenie starego systemu, który hamował rozwój. Pokolenie moich rodziców miało tęsknotę do wolności. Los mi pozwolił spełnić ich marzenie. Rozbiłem komunę. Chciałbym jednak być bardziej kojarzony z budowaniem już w oparciu o demokrację. Etap do 1989 r. miałem przemyślany. A po już nie - z tego nie jestem zadowolony. Demokracja mi się jednak spełniła.

Podsumowuje pan swoje życie? Robi pan rachunki?

- Niczego nie będę sumował. Na co mi to? Żyłem w zadziwiających czasach. Teraz są nowe, a młodsze pokolenia mają szansę urządzić wolną Polskę po swojemu. Żadnego swojego politycznego testamentu nie zostawiam. Mówię jedynie: Polacy, odnajdujcie się w dzisiejszym świecie i rozwiązujcie problemy swoich czasów.

Pan myśli o śmierci?

- Tęsknię do tego nowego wymiaru. Ale boję się przejścia. Boję się własnego umierania. Tutaj wszystko mnie już nudzi. Wszystko już znam. Ten nasz świat jest ładny, ale wiem, że już niedługo muszę z niego zejść. Zastanawiam się: co potem? Jak Bóg sobie tam radzi? W Biblii jest napisane, że mieszkań w niebie jest wiele, a wszyscy są równi. To jak dostanę takie duże, to wciąż będę sprzątał.

Myślę, że Bóg pewnie rozwiązał ten kłopot.

- Sprawdzę. Ciekawe rzeczy mnie czekają.

Nie żal panu Gdańska i widoku stoczniowych żurawi, które widać z pana okien?

- Trochę tak. Ale z drugiej strony, kiedy stocznia się rozwijała, to była w środku miasta i nie pasowała do niego. Był hałas, farby, opary i bicie młotami. Powinna istnieć. Ale ja chcę już spokoju.

Przeczytaj także I część wywiadu. Lech Wałęsa o nowej odsłonie sprawy "Bolka": to najlepszy kawał, jaki w życiu słyszałem!

Rozmawiał: Jacek Gądek

Zobacz także: bójki i przepychanki na miesięcznicy smoleńskiej

Więcej o:
Komentarze (236)
Lech Wałęsa: co Pan Bóg chciał mi powiedzieć przez śmierć dziecka?
Zaloguj się
  • Janusz Kuszpit

    0

    kara boska za zbuchanie dziewczyny,ktorej dziecko niedługo zmarło...zawsze był wielkim egoistą

  • nietyp

    Oceniono 1 raz -1

    "- To było dawno, ale wszyscy byli przeciw. Do dziś pamiętam, jak matka mnie prosiła: nie tykaj się polityki! Nie bierz się za to!"

    Ale SBecy tak mnie przekonywali..., kasę przynosili, pralkę "Franie" Dance załatwili...

  • domix

    Oceniono 1 raz -1

    elektrykiem? konserwatorem wózków elektrycznych... kłamstwo już w pierwszych słowach "wywiadu" a potem jest już tylko gorzej...

  • cracken001

    Oceniono 1 raz -1

    Po pierwsze-Bolek...Boga NIE MA,ale skoro sie upierasz,to sadze,ze chcial ci powiedziec,ze jests PI ZDA ,a nie ojciec,ani polityk

  • Jacek Dąb

    Oceniono 1 raz 1

    Lechu wielki szacun dla Ciebie zrobiłeś swoje,kaczory wywiozły się na Twoich plecach a teraz co?Sort lepszy i gorszy a Ty masz twarz i niczego nie musisz żałować!

  • loneman

    Oceniono 2 razy 0

    Na te pytanie mogliby odpowiedziec tylko ci co wymyslili "boga" a duchy, omamy, mity milcza bo istnieja jedynie w niektorych glowach..

  • darazetes9898

    Oceniono 2 razy 0

    I jeszcze jedno lechu pomogles stworzyc najperfiniejszy system swiata z ktorym meczymy sie 25 lat system wktorym morduje sie nasze dzieci przez DZICZ ZACOFANA 400 LAT DO TYLU a my nie mozemy im nawet bluznac bo rzad kroleskiej k......y grozi kiedy ciala nie ostygly !!!!! ze bedzie gonil tych przeciw RELGII POKOJU . to jest milion razy gorsze niz gitleryzm i ty o tym wiesz ty to stworzyles ty nas tam poniekad przeniosles ten system jest od samego DIABLA !!!! dziekuje ci walesa , ja po smierc kota , pod kolami samochodu nie wstalem 4 dni do tzw. ludzi ty po smierci syna 2 dni pozniej poszles sie klocic o swoje donosy.

  • darazetes9898

    Oceniono 2 razy 0

    wszysko fajnie lechu , tylko nie klam blagam z zadna komuna nie walczyles BO JEJ NIE BYLO . Stales przy gierku i krzyczales POMOZEMY zapomniales ? Walczyles jesli to z wypaczeniami socjalizmu i jego komplentna bankrupcja ! pomogles stworzyc zwiazki 10 milionow ale tylko rok , bo potem ludzie z nich uciekli , zostal milion , teraz ? Lechu kapowales jak jakis menel za piwo ! bo nie miales zadnego pomyslu na siebie miedzy 70 a 74, skoncz te bajki , przepros i NA WIECZNE RYBY

  • sunzi15

    Oceniono 3 razy 3

    Zawisc ma ochydna twarz.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX