PiS wycofuje się na bezpieczną pozycję. Z PO mają się rozprawić nowi "szeryfowie"

Jarosław Kaczyński chciał iść na ostro, ale PiS wycofuje się na bezpieczną pozycję i oddaje pole młodym, gniewnym "szeryfom". Równolegle Grzegorz Schetyna wykonuje odwrót z pozycji 2015 r., bo inaczej PO będzie skazana na porażkę. Dla obu najważniejsza jest perspektywa kolejnych wyborów.

Ponad rok temu wydawana na Podlasiu "Gazeta Współczesna" podała, że "PiS szykuje miotłę na samorządowców" ograniczając liczbę ich kadencji do dwóch i to - co ważne - licząc wstecz. Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński spieszył z zapewnieniami, że zmiany mają dotyczyć jedynie przyszłych kadencji. Według niego - mówił wówczas - "próba przypisywania PiS-owi intencji usunięcia niektórych spośród obecnych samorządowców, zwłaszcza z przeciwnych formacji, to nieprawdziwy wymysł".

Siekiera i skalpel

Kilka miesięcy później Jarosław Kaczyński postawił sprawę inaczej: partia chce liczenia kadencji wstecz i basta. A to w praktyce oznaczałoby momentalne, jak siekierą, wycięcie ok. 1,6 tys. lokalnych włodarzy. Jakich na przykład? W Gliwicach Zygmunt Frankiewicz: rządzi od 1993 r. W Gdańsku: Paweł Adamowicz od 1998 r. W Krasnymstawie: wójt Janusz Korczyński - od 1980!

Skoro prezes PiS chciał iść na ostro, to Zieliński zmienił zdanie i już był na "tak". PiS miało zatem rozwiązać problem samorządowych dinozaurów jak najszybciej, a nie skalpelem za 8 bądź 10 lat. Siekiera mogłaby jednak obciąć palce prezesowi PiS.

Dlaczego? Sprzeciw najpierw zgłosił Jarosław Gowin, ale jego PiS akurat mogło zignorować. A także prezydent Andrzej Duda - na niego prezes nie mógł machnąć ręką. Co ciekawe, szef klubu PiS prof. Ryszard Terlecki nie kryje, że partia obawia się obalenia wstecznego liczenia przez Trybunał Konstytucyjny, choć w nim większość mają nominaci PiS.

Efekty na niekorzyść PiS

Co jednak istotne: z punktu widzenia partyjnego interesu PiS i tak niewiele by zyskało na liczeniu kadencji wstecz. Owszem - w takich miastach jak Łódź, Rzeszów, Kraków czy Wrocław PiS mogłoby nawiązać bardziej realną walkę o prezydentury, ale w innych miejscach utrąciłoby własnych ludzi, a przynajmniej część lokalnych elit stałaby się zaprzysięgłymi wrogami PiS. Przy okazji, często pod parasolem opozycji, już zaczął wyrastać samorządowy ruch oporu - tak jak wcześniej przez wojnę o TK wykiełkował KOD, a przez obywatelską ustawę zakazującą aborcji przeszły czarne marsze.

Słowem: zysk dla PiS marny, a ryzyko przegrania najpierw wyborów samorządowych, a potem parlamentarnych by wzrosło. Łamanie oporu Andrzeja Dudy, aby jednak podpisał ustawę, ośmieszałoby głowę państwa i redukowało szansę na jego reelekcję. A odesłanie jej do atrapy TK naraża na ryzyko obalenia ustawy, co wbiłoby klin między partię i "swoich" sędziów.

Szef klubu PiS prof. Ryszard Terlecki publicznie dał więc sygnał do odwrotu. - Myślę, że będzie to ograniczenie do dwóch kadencji w przyszłości. To znaczy nie będziemy odwoływać się do kadencji już minionych, ale to jeszcze wciąż jest przedmiotem prac fachowców od prawa, ekspertów - stwierdził w TVP Kraków. A potem już sam prezes ogłosił, że z pomysłu się wycofuje.

To już kolejny odcinek frontu, z którego PiS zarządziło odwrót, by się nie pogrzebać.

Kilka kroków wstecz albo widmo porażki

Wcześniej PiS zrezygnowało z projektu budowy wielkiej Warszawy, co teoretycznie miało zwiększyć szanse PiS na odbicie stolicy. Skutek był jednak taki, że lokalne społeczności podwarszawskich gmin się buntują. Parafrazując lubiane przez Jarosława Kaczyńskiego powiedzenie: w stolicy PiS rubelka nie zarobiło, a w warszawskim "obwarzanku" cnotę straciło.

Projektów, które PiS przyhamowało bądź się wycofało, jest więcej: ustawa o sądach, ustawa Macierewicza o degradacji żołnierzy (ta miała być nawet bardzo pilna) czy zamrożenie prac nad ustawą zakazującą aborcji.

PiS wraca jednak do źródeł. Partia powstała na fali sprzeciwu wobec Rywinlandu, a walkę z przestępczością zawsze miała na sztandarach. Obóz władzy wycofuje się więc teraz na bezpieczny odcinek frontu. Chce rozliczyć "złote czasy dla przekręciarzy", bo "gdzie się człowiek ruszy, tam są szwindle" (oba cytaty za Terleckim).

Dziś synonimem afery jest reprywatyzacja w Warszawie, a PiS powołało komisję weryfikacyjną. Ma ona za złe karać, a krzywdy naprawiać.

Paliwa nie zabraknie

Kwestią czasu wydaje się postawienie prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz (wiceszefowej PO) zarzutów w rodzaju niedopełnienia obowiązków. W dzikiej reprywatyzacji masa jest ludzkich dramatów - włącznie z niewyjaśnionym morderstwem. Słowem: doskonały materiał na polityczną opowieść o zwykłych ludziach zdeptanych przez elity polityczne i prawnicze. Faktem jest, że niektórzy prawnicy i biznesmeni potraktowali Warszawę - zgodnie z prawem lub nie - jak majątek do splądrowania. CBA i prokuraturze nie zabraknie więc tu paliwa w śledztwach.

Twarzą walki z reprywatyzacyjną ośmiornicą i szefem komisji jest Patryk Jaki. Wiceminister sprawiedliwości nie jest prawnikiem, ale - co sam podkreśla - od prawie dwóch lat nadzoruje w resorcie departamenty od gospodarowania nieruchomościami i innym majątkiem.

Tymczasem ustawa o komisji weryfikacyjnej mówi, że warunkiem jest albo wykształcenie prawnicze, albo wiedza w zakresie gospodarowania nieruchomościami. Drugi warunek jest tu nakreślony miękko, dzięki czemu nie wyklucza Jakiego. Jedno jest pewne: Patryk Jaki nie jest żadnym nowym Misiewiczem. Weryfikacją jego wiedzy i skuteczności będą efekty pracy komisji weryfikacyjnej.

Wiceminister sprawiedliwości jest dziś jednym z "szeryfów" PiS. Obóz rządzący kieruje do komisji młodych gniewnych. Marcin Horała (rocznik 1981, poseł PiS), Sebastian Kaleta (z wyróżnieniem ukończył studia w 2013 r., rzecznik ministerstwa, do 2016 r. szef stow. Młodzi dla Polski). To ta trójka będzie grać pierwsze skrzypce w komisji.

Platformy ucieczka od przeszłości

PO też zmienia kurs. W 2015 r. partia ta przegrała, bo PiS zaoferowało 500+, obniżenie wieku emerytalnego i postawienie na polskich granicach tamy przed uchodźcami.

Już zaraz po wyborach czołowi politycy Platformy nieoficjalnie mówili, że kolejnych wyborów nie będzie się dało wygrać bez zachowania 500+, a PO pójdzie tu dalej i rozszerzy program dając pieniądze na wszystkie dzieci. Wiek emerytalny? Grzegorz Schetyna obiecuje już, że go nie podwyższy. Z kolei w sprawie uchodźców, których wedle sondaży Polacy się boją i nie chcą widzieć, daje sygnał, że PO będzie bardziej sceptyczna, niż była. Wzorem Angeli Merkel.

Schetyna patrzy na badania i widzi, że bez korekty swojej polityki w tych budzących silne społeczne emocje sprawach, może zapomnieć o wygranej w 2018 i 2019 r. PO i PiS wzięły kurs na kolejne wybory.

Więcej o:
Komentarze (179)
PiS wycofuje się na bezpieczną pozycję. Z PO mają się rozprawić nowi "szeryfowie"
Zaloguj się
  • jojo148

    Oceniono 1 raz 1

    Dla zrozumienia motywów wypowiedzi i działania Jarosława Kaczyńskigo trzeba koniecznie zapoznać się z charakterystyką pana prezesa, którą naszkicował Jarosław Gowin w wywiadzie dla tygodnika "Wprost" w lipcu 2012 roku ,:
    "To stuprocentowy cynik(...). Fanatyczna wiara w słuszność celów usprawiedliwia w jego oczach sięganie po dowolne środki.Nie ma w polskiej polityce człowieka równie bezwzględnego jak on".
    Tak, to ten sam Jarosław Gowin, który dzisiaj patrzy Kaczyńskiemu z psią pokorą w oczy i czeka na polecenia.

  • adam545

    Oceniono 2 razy -2

    Nareszcie tych POpulistow ktoś wezmie za mordy żeby nie mieszaly w kraju

  • baj62

    Oceniono 5 razy -1

    Fobie polskich polityków zadziałały na nieuków, niedowartościowanych tych osobników którym si,e w życiu nie udało. Zamiast tworzyć politykę przyjazną polskiemu społeczeństwu, budować dobre stosunki międzysasiedzkie, a tu mamy skłócanie wszystkich z wszystkimi. Kaczory są z tego znane że dążyło do zawłaszczania władzy już od czasów Wałęsy, ich chęć odgrywania się nie jest dobra dla Polski, Kaczor jest już jedna nogą w grobie, wiecznie żył nie będzie ale jego działanie może niekorzystnie rzutować na dalszą przyszłość kraju. Odkręcenie złamanych reguł, konstytucji, zawłszczanie prokuratur i sądów może być zachcianką na utrzymanie statu qwo.

  • zarator

    Oceniono 3 razy -1

    Schetyna powinien oddać przywódctwo partii Rafałowi Trzaskowskiemu. PO powinna jasno, po doświadczeniach Niemiec, Francji i Szwecji z uchodźcami, określić się wobec uchodźców, to znaczy, nie przyjmujemy ale pomagamy potrzebującym pomocy. Unia może sobie krzyczeć a 70% społeczeństwa nie chce tu islamu i każdy rząd musi to uszanować. Murowana wygrana.

  • cztery0000ziobra

    Oceniono 6 razy 2

    To Zombie jest "prefesur"? A czego, jeśli wolno zapytać?

    Co się natomiast tyczy wiceministra Bylejakiego, z całego jego marnego jestestwa najładniejsza jest ta fryzurka na Kim Dzong Una../

  • popijajac_piwo

    Oceniono 6 razy -2

    Na polskiej scenie politycznej nie ma ani jedej partii, która by się nie nadawała do utylizacji...

  • guarnica

    Oceniono 7 razy 3

    Zemsta to główne paliwo Kaczyńskiego, a kłamstwo to jego narzędzie więc nie dajmy się nabrac, że on się z czegoś wycofuje. Zaatakuje i wbije nóż w plecy.

  • idioteka-narodowa

    Oceniono 8 razy 2

    Kiedy dziennikarze zadadzą pytanie p.Senatorowi J.M. Jackowskiemu ..."czy Pan jest trzeżwy?" Słuchając dziś wieczorem i kilka razy wcześniej, (pana J.)nie sądzę,że w Sejmowych korytarzach są alkomaty!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX