''Wulgarne'', ''bluźnierstwo'', sceny jak z ''Egzorcysty'' - tak uważa prawica. Obejrzeliśmy ''Klątwę''

Od premiery ''Klątwy'' minęło ledwie kilka dni. Każdy przynajmniej raz słyszał, że skandal, że bluźnierstwo, że kontrowersja. Co jest w spektaklu chorwackiego reżysera, który tak rozwścieczył część Polaków? I dlaczego?

„Klątwa” - najnowszy spektakl Teatru Powszechnego wywołał burzę. Oliver Frljic, chorwacki reżyser, opierając się na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego stworzył spektakl o przekraczaniu granic tego, co poprawne, a co nie.

Na stronie warszawskiego teatru jest ostrzeżenie, że spektakl jest dla osób dorosłych. Że są w nim sceny seksu i przemocy. Że poruszana jest tematyka religijna i sceny, które pomimo ich satyrycznego charakteru mogą być uznane za kontrowersyjne. Wszelkie sceny przedstawione w spektaklu są odzwierciedleniem wyłącznie wizji artystycznej.

Ale to i tak za mało.

Od dwóch dni w mediach publicznych temat „Klątwy” mielony jest na wiele sposobów. Rzecz poważna - otarła się nawet  prokuraturę. Wszczęto z urzędu śledztwo ws. obrażania uczuć religijnych i „publicznego nawoływania do popełniania zabójstwa" w trakcie spektaklu „Klątwa" w Teatrze Powszechnym. Oburzenie wyrażają osoby, które w znakomitej większości spektaklu nie widziały.

Jednym z niewielu wyjątków jest np. Piotr Zaremba, prawicowy publicysta, który w portalu wpolityce.pl, pisze po obejrzeniu spektaklu, że aktorzy miotają się po scenie, co przypomina sceny z „Egzorcysty”. Mało tego, zauważył, „w oczach prawie wszystkich widzów radość, prawie zwierzęcą”. - To spektakl robiony przez złych ludzi dla innych złych ludzi - uważa Zaremba. 

Tak się składa, że siedzieliśmy tego samego wieczora na widowni Teatru Powszechnego. I wydaje mi się, że oglądaliśmy inne przedstawienie. Zdaje się, że publicysta nie usłyszał zdania - być może kluczowego - które wykrzyczano ze sceny kilkakrotnie: wszystko, co się dzieje na scenie w teatrze to fikcja.

Oceny recenzentów, zwłaszcza tych, którzy sztukę widzieli, są wysokie. Ich zdaniem to jeden z bardziej bezczelnych, skłaniających do refleksji przedstawień na deskach stołecznych teatrów. Od dawna. 

Aktorzy - w wyrazistych, odważnych kreacjach - mylą tropy. Czy ich wyznania o molestowaniu w dzieciństwie przez księży były prawdziwe? Nie wiemy. I to może nie jest istotne, bo w przecież „wszystko, co się dzieje na scenie w teatrze jest fikcją”.

Co z tym seksem

W tym słynny seks oralny, który „obraził uczucia religijne”, z „teatru zrobił burdel”, a spektakl przemienił w „kloakę”.

Tak, jest taka scena. Tak, aktorka liże dildo przymocowane do posągu przypominającego Jana Pawła II. Tak, na tej figurze zostaje potem zawieszony napis „obrońca pedofili’, a sama figura powieszona na sznurze.

Przypominam: wszystko, co się dzieje na scenie w teatrze jest fikcją.

Nie, to nie aktorka Julia Wyszyńska zrobiła fellatio papieżowi-Polakowi, tylko postać, w którą się wcieliła zrobiła fellatio gipsowej figurze przypominającej Jana Pawła II. Kto nie widział szkaradnych pomników JPII, które są przejawem płytkiego kultu?. 

Pamiętajmy, że to scena w spektaklu dotyczącym granic prowokacji, niezdrowych stosunków państwo-Kościół czy tuszowania przypadków pedofilii osób duchownych. Wszyscy wiemy, że do tych sytuacji dochodziło na masową skalę.

Chorwacki reżyser zmusza nie tylko swoich aktorów, ale i widzów do zastanowienia się, na ile religijna cenzura i autocenzura wpływają na to, co oglądamy w teatrze. O wpływie Kościoła na polityków, o przywilejach, wyjątkowej pozycji kleru wiemy wszyscy, czemu ten temat nie przebija się do debaty?

To zadanie domowe dla widzów.

Czego oczy nie widzą, to uczucia obraża

Scena seksu oralnego wyizolowana z całego przedstawienia dla jednych to już za dużo, to już obraza. Episkopat ''Klątwę'' nazwał bluźnierstwem.

Dla drugich ta sama scena może np. nie mieć sensu. Dla mnie to prowokacja. I to skuteczna, bo zadziałała wywołując serię oburzeń po prawej stronie sceny politycznej. Głównie u osób, które spektaklu nie widziały.

Twórcy nie mogli marzyć o lepszej reklamie - bilety są wyprzedane miesiąc naprzód, a garstka protestujących wczoraj przed spektaklem - czterech zmarzniętych obrońców krzyża „od Giewontu do Bałtyku” oraz Golgota Młodych modlących się w foyer teatru, jest dowodem na to, że prowokacja była skuteczna.

Skąd ta wściekłość, skąd ten gniew? Może Chorwat dotknął sedna?

Z ekipą Teatru Powszechnego solidaryzuje się środowisko.

- Aktorskie kreacje w "Klątwie" są empatycznym działaniem w obronie krzywdzonych i wykluczanych, doświadczających drastycznej przemocy, którą polskie społeczeństwo toleruje w imię obrony swoich symboli i uczuć religijnych. Jesteśmy przekonani, że działanie aktorek i aktorów Teatru Powszechnego jest działaniem dla dobra wspólnoty i szczególnym dowodem na potęgę tradycji polskiej sztuki scenicznej - czytamy w oświadczeniu pod którym podpisało się kilkudziesięciu ludzi teatru.

Kto chce zabić Kaczyńskiego

Druga rzecz - sprawa nawoływania do zabójstwa Jarosława Kaczyńskiego, to chyba największe przekłamanie dotyczące „Klątwy”.

Żeby w jednym z monologów dopatrzyć się podżegania do morderstwa trzeba kompletnie nie rozumieć, czym jest teatr. Trzeba nie wiedzieć, że to, co się dzieje na scenie to fikcja.

Kluczem do zrozumienia tej sceny jest obejrzenie spektaklu w całości i wpisanie jej w kontekst monologów, które wygłaszają kolejni aktorzy. W ich prześmiesznych (!), autoironicznych scenkach mamy uderzenie m.in. w teatr i miejsce kobiety w nim (Klara Bielawka), w prowokacyjnych twórców, którzy na skandalach zarabiają całkiem niezłe pieniądze (Barbara Wysocka) czy o aktorach, którzy dla roli zrobią wszystko (fenomenalny Michał Czachor). Jest też gorzko o polskich fobiach i rasizmie (Jacek Beler szukający za pomocą psiego węchu muzułmanów na widowni) czy prawie kobiet do wyboru: urodzić dziecko czy nie (Karolina Adamczyk).

Co więc mówi Wyszyńska?

Oliver, znając moje poglądy, zaproponował mi scenę, w której miałam zbierać pieniądze na zabójstwo Kaczyńskiego (...) i miałam w tej scenie zapytać was, czy chcielibyście przeznaczyć pieniądze na ten cel i sprawdzić, czy nadal będziemy w ramach działania artystycznego, w tym przypadku spektaklu teatralnego. (...) Co się okazuje - naprawdę można znaleźć człowieka, który może to zrobić za 50 tysięcy euro, czyli tanio. No i właśnie teraz powinna być ta scena, właśnie teraz powinnam schodzić po schodkach z woreczkiem płacząc, że naprawdę żarty się skończyły i naprawdę boję się o przyszłość mojego kraju i powinnam teraz was prosić o jakieś małe wsparcie finansowe naszej kwesty, zaznaczając, jakie są wszelkie prawne konsekwencje tego działania

- mówi aktorka.

Następnie cytuje art. 255. par. 2 Kk ws. "No i przez to nie mogę przeprowadzić mojego eksperymentu, a moja scena marzeń została z tego spektaklu brutalnie wykreślona" - dodała.

Sceny nie ma, awantura jest. 

Dziwi mnie to, że oburza fellatio, a nie mówi się o ściętym piłą mechaniczną drewnianym krzyżu, o scenie seksu ze słowem „Polska” wykrzykiwanym w ekstazie czy o złożeniu z krzyży karabinów, z których przebrani za księży aktorzy strzelają w szale do widzów.

Spektakl jest napisany i wyreżyserowany wybitnie. Niektórych może razić język, ale trudno nie docenić szalonej konwencji zgrabnie łączącej różne teatralne gatunki. Dystans, wychodzenie z roli... Tylko ta brutalna forma mogła zmusić ludzi do reakcji, do tego, że teraz cała Polska o spektaklu mówi.

O to chodziło.