MATURA 2014: jak właściwie wybrać kierunek studiów? Kierunki studiów 'od kuchni'

Wybór kierunku studiów to trochę gra na loterii. Można trafić na studia, które dobrze odzwierciedlają wyobrażenia o danym kierunku lub wręcz przeciwnie, może się okazać, że studia okazały się kompletną klapą. Żeby nie pójść na studia, które będą pasmem rozczarowań, warto przed dokonaniem wyboru przejrzeć listę przedmiotów oraz przede wszystkim porozmawiać z ludźmi, którzy już dany kierunek studiują. Oto opinie studentów i absolwentów popularnych kierunków. Dowiedz się jak interesujący cię kierunek studiów wygląda naprawdę.
W jaki sposób studiować, aby po studiach znaleźć dobrą pracę albo ją sobie stworzyć? W jaki sposób studiować, aby po studiach znaleźć dobrą pracę albo ją sobie stworzyć? Fot. shutterstock

Kulturoznawstwo - Marta Buczek absolwentka kulturoznawstwa w Instytucie Kultury Polskiej UW

Według popularnej opinii kulturoznawstwo to kierunek, który "produkuje bezrobotnych". I będzie to po części prawda, jeżeli idziesz na kulturoznawstwo, nie mając pomysłu na siebie.

Na kulturoznawstwie nikt nie mówi ci, kim masz być, gdy dorośniesz. Od pierwszego roku studiów I stopnia plan zajęć jest jedynie ramowy - oprócz kilku obowiązkowych wykładów student ma zrealizować określoną programem odpowiednią ilość ćwiczeń i zajęć konwersatoryjnych.

Instytut oferuje także świetnie prowadzoną specjalizację: animacja kultury, podczas której studenci realizują wybrane przez siebie projekty, poznając od strony praktycznej zagadnienia związane z zarządzaniem kulturą i działaniem w jej obszarze.

Ta specjalizacja bardzo dobrze przygotowuje do pracy w trzecim sektorze: pozyskiwanie funduszy, pisanie wniosków o dofinansowanie, planowanie budżetu przedsięwzięcia i wszelkie logistyczne działania związane z jego realizacją można przećwiczyć "na sucho" w ramach tej specjalizacji. Inne oferowane prze Instytut specjalizacje to kultura wizualna, kultura miejska i teatr w kulturze.

Wszystkie można realizować w trakcie studiów II stopnia.

Na kulturoznawstwie prowadzonym przez Instytut Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego można wyróżnić dwa główne bloki badawcze - antropologię i historię kultury. W ramach tego ostatniego od początku studiów podczas wyboru grupy ćwiczeniowej można podążać trzema ścieżkami tematycznymi: literaturoznawczą, związaną z obrazem (sztukami wizualnymi) lub teatrem.

Na trzecim roku studiów I stopnia pojawiają się też obowiązkowe zajęcia z kultury obcej. Jest w czym wybierać: w ofercie znajdują się zajęcia z historii kultury żydowskiej, arabskiej, skandynawskiej, czeskiej, francuskiej, litewskiej, niemieckiej.

Student kulturoznawstwa w dużej mierze samodzielnie kształtuje swoją ścieżkę rozwoju naukowego, dlatego tak ważne jest, by zaczynając studia wiedział, co go interesuje najbardziej.

teatr teatr Fot. Shutterstock

Kulturoznawstwo - część II

Te studia przede wszystkim poszerzają horyzonty. Jeżeli czytuje się sumiennie wszystkie zalecane na zajęcia teksty (a czytania jest baaardzo dużo) można zdobyć ogromną wiedzę na temat historii, literatury, filmu oraz antropologii. Jest to bardzo wszechstronny rozwój. Według mnie kulturoznawstwo daje typowe wykształcenie akademickie, które osobiście bardzo sobie cenię.

Jeśli chodzi o nabywane umiejętności, to najważniejszą wydaje mi się zdolność do refleksji nad otaczającą człowieka rzeczywistością (wcale nie tak często spotykana cecha!) i kontestowania zastanego porządku w dobrym tego słowa znaczeniu.

Dzięki "myśleniu antropologicznemu", którego w IKP można się nauczyć, łatwiej przychodzi poszukiwanie nowych rozwiązań zastępujących stare schematy działań, analizowanie różnych procesów społecznych, historycznych czy kulturowych i wyciąganie z nich wniosków. I właśnie te cechy ? innowacyjność, kreatywność i umiejętności analityczne ? stanowią żelazny zestaw wymagań w przypadku większości ofert pracy.

Dla mnie właściwie wszystkie zajęcia były interesujące pod względem omawianego materiału. Problem pojawił się dopiero na studiach drugiego stopnia, kiedy to niestety teksty i zagadnienia zaczęły się pokrywać z tym, co było omawiane w poprzednich latach.

Moi znajomi ze studiów pracują teraz w bardzo różnych miejscach. Większość wybrała chyba pracę w organizacjach pozarządowych lub publicznych instytucjach kultury takich jak muzea czy lokalne ośrodki kultury. Część pracuje w mediach.

Dla wielu osób studia kulturoznawcze były drugim, uzupełniającym wiedzę kierunkiem lub jedynie wstępem do własnej twórczości: na moim roku studiowała przyszła dramatopisarka, reżyserka teatralna, projektantka mody, studentka wzornictwa, blogerka czy... cukiernik.

Byli to ludzie, którzy albo mieli już na siebie pomysł, albo w trakcie studiów na niego wpadli, ale kulturoznawstwo tylko częściowo się do tego przyczyniło.

Filologia polska - Justyna Książek - absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim

Często też jest tak, że najciekawsze przedmioty są dopiero w kolejnych latach i rezygnując ze studiów po pierwszym miesiącu tracimy szansę na zapoznanie się z nimi. Tak jest na filologii polskiej.

Na pierwszym roku trzeba przebrnąć przez mieszankę literatury staropolskiej, która pasjonuje tylko nielicznych, gramatykę opisową, która też jest dopiero swoistym wstępem do gramatyki historycznej. Dopiero w późniejszych latach pojawiają się ciekawsze epoki literackie oraz przedmioty nastawione na twórcze, a nie odtwórcze myślenie jak na przykład poetyka czy teoria literatury.

Tak naprawdę idąc na studia powinno się już mieć jakiś plan, wiedzieć, czego się chce dowiedzieć i nauczyć. Bardzo łatwo jest przejść przez studia, w wielu przypadkach nawet z dobrymi ocenami, jednak samo uzyskanie dyplomu to teraz za mało.

Mnie zajęło kilka lat, by uświadomić sobie, że same studia to tylko papierek.

Co mi one dały?

Na pewno jakąś wiedzę na temat literatury, języka i kultury, nauczyły mnie też wyrażać własne zdanie i pracować zarówno indywidualnie, jak i w grupie. Czy jednak czuję się dobrze wykształcona i gotowa podjąć pracę? Raczej nie. Wiem, że jest jeszcze wiele rzeczy, których się muszę nauczyć i, że studia były tylko początkiem.

Filologia polska - Nona Stopka - studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim

Najbardziej załamana byłam zwłaszcza na pierwszym roku, kiedy mieliśmy łacinę i literaturę staropolską. Później do zestawu dołączyła jeszcze gramatyka historyczna. Uważam, że polonistyka powinna jak najbardziej oddalać się od filologii klasycznej i unikać przedmiotów, które ją do niej zbliżają.

Próbuje się ją "unowocześnić" wymyślając takie specjalizacje jak medioznawcza, redaktorska, kreatywnego pisania, translatorska.

Generalnie same studia nie dały mi dużo, mogłam byłam równie dobrze robić o wiele mniej i mieć takie same wyniki w nauce dzisiaj.

Studia polonistyczne to trochę takie typowe studia dla kogoś, komu tata już załatwia ciepłą posadę. Wtedy na studiach dobrze się bawisz i czytasz dużo książek. Nie jest aż tak, że żałuję decyzji, ale gdybym miała jeszcze raz wybierać, wybrałabym inny kierunek. Polonistyka jest świetnym uzupełnieniem twojego hobby.

Politycy i ich poglądy Politycy i ich poglądy Fot. ag

Politologia - Justyna Politańska, absolwentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim

Studia były różnorodne: zajęcia z prawa, socjologii, historii, psychologii. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie i przekonać się, który aspekt nauk politycznych najbardziej go interesuje.

Większość prowadzących była bardzo na poziomie, z dużą wiedzą, wymagający od studentów. Niestety sporo było też takich, z którymi zajęcia to była farsa: np. profesorowie w bardzo podeszłym wieku, którzy na wykładach przez 90 minut odczytywali swoje notatki, pisane na maszynie kilkadziesiąt lat wcześniej.

Fajne było też to, że sporo działo się "po godzinach": debaty akademickie, nieformalne dyskusje, różnego rodzaju imprezy. Kampus politologii jest na samym Krakowskim Przedmieściu, co sprzyjało byciu w centrum wydarzeń. Było sporo ciekawych wydarzeń "intelektualnych", z których można było korzystać.

Myślę że politologia to są tego typu studia, gdzie bardzo dużo zależy od ciebie. Możesz wszędzie iść na łatwiznę, nie chodzić na zajęcia, na egzaminach ściągać (za moich czasów nie było to specjalnie trudne). Ale możesz też wykorzystać elastyczny plan zajęć, to że nie ma ich (przynajmniej na niektórych semestrach) bardzo dużo - i pogłębiać wiedzę czy zdobywać pierwsze doświadczenie zawodowe na własną rękę.

Po moich studiach na UW praktycznie nie ma takich, którzy by sobie "nie poradzili". Część osób zostało na uczelni (doktoranci), albo pracuje w branży (ministerstwa, biura posłów czy posłanek). Spora część poszła w kierunku dziennikarstwa, reklamy lub PR.

Według mnie to jest najlepszy dowód na to, że nie jest winna sama politologia, tylko ludzie którzy bez sensu decydują się na byle jakie studia, nie mając pojęcia co chcą robić dalej, i nie wykorzystując tego czasu do tego, żeby się tego dowiedzieć.

Dziennikarze przed redakcją tygodnika Dziennikarze przed redakcją tygodnika "Wprost" Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Dziennikarstwo - Bartłomiej Pograniczny - student dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim

Po dwóch latach na dziennikarstwie rzeczywiście mogę przyznać, że zawodu szybciej można nauczyć się współpracując z redakcjami, niż chodząc na ćwiczenia czy wykłady. To studia ogólnohumanistyczne. Pozwalają lepiej poznać historię, polski system medialny.

Całość ma jednak swoje zalety. Jednak przedmioty naprawdę dużo wnoszące, dałoby się zmieścić w intensywnym półrocznym kursie.

Jest kilka specjalności: fotograficzna, PR i marketing medialny oraz dziennikarstwo ogólne, z którego potem można wybrać specjalizację typu sport, telewizja, radio. Oczywiście najwięcej dają przedmioty praktyczne. Specjalność dziennikarska bardzo dużo pisze, przygotowuje materiałów, PR tworzy teksty promocyjne.

Dla mnie najciekawsze są jednak przedmioty ogólnohumanistyczne: historia świata po '45 roku czy język wypowiedzi dziennikarskiej (błędy ). Lepiej chyba skorzystać ze starych wzorców, kiedy to przyszli dziennikarze kończyli jakiś kierunek studiów, a potem szli na podyplomowe studium dziennikarskie.

Pochód pierwszomajowy w Moskwie Pochód pierwszomajowy w Moskwie Fot. SERGEI KARPUKHIN / REUTERS

Filologia rosyjska - Lena Janeczko - studentka filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Warszawskim

Filologia? Ślęczenie nad starymi książkami i dłubanie w języku. Rosja? Wszyscy wiedzą, gdzie to jest, ale nikt nie chce tam jechać. A jednak ten kierunek był moim marzeniem i aktualnie wydaje mi się, że, no cóż, to jest to.

Będąc na filologii musisz naprawdę fascynować się krajem, którego kulturę studiujesz. Filologia rosyjska, w odróżnieniu od anglistyki czy sinologii ma stosunkowo niskie progi punktowe, często więc dostają się tam osoby, które nie mają pomysłu na życie. Takie osoby męczą się na tych studiach.

Na filologii rosyjskiej wchodzimy w Rosję po uszy, Rosja przejmuje niemal wszystkie dziedziny naszego życia: to, co wrzucamy na Facebooka; rozmowy ze znajomymi; muzykę, której słuchamy; język, którym mówimy (nieuniknione rusycyzmy!) i to jest wspaniałe. Jeżeli odrzuca nas ten kraj, będziemy mieli warunek już podczas pierwszej sesji, chociaż egzaminy generalnie rzecz biorąc trudne nie są.

Tym, na co się nastawiałam w czasie studiów, była gruntowna analiza tekstów literackich i surowe egzekwowanie znajomości lektur. Tego zabrakło. Teksty są streszczane, omawiane bardzo pobieżnie, dużo gorzej niż w liceum, nawet tak ważne lektury jak Eugeniusz Oniegin.

Na egzaminie znajomość lektury nie jest wymagana, wystarczą notatki z ćwiczeń i ewentualnie krótka notka o utworze z podręcznika do literatury. Większość osób lektur nie czyta - ja uważam, że jeśli już studiujemy filologię, jest to, delikatnie mówiąc, głupie zachowanie.

Filologia rosyjska - część II

Zaskoczeniem było dla mnie wprowadzenie wykładów po rosyjsku już w drugim semestrze (gdyż jestem w grupie z rosyjskim od zera) - w dodatku pojawiały się w nich specjalistyczne terminy, np. chrząstka nalewkowa lub spółgłoski zwarto-szczelinowe. Było to jednak pozytywne zaskoczenie, gdyż tego typu zajęcia ogromnie polepszają nasz język.

Najciekawsze okazały się zajęcia typowo językoznawcze, gdyż były najbliższe otaczającej nas rzeczywistości. Rozczarowaniem okazała się też organizacja studiów. Nie mamy pojęcia, co z praktykami, jak wygląda Biuro Karier na naszym wydziale, kiedy możemy aplikować o wyjazd do Rosji i w jaki sposób; nikt nie poinformował nas, jak korzystać z USOS-a.

Dla osób rozpoczynających naukę od zera nie ma też możliwości uczęszczania na zajęcia dając uprawnienia pedagogiczne. Przed rekrutacją nie zostaliśmy o tym poinformowani, więc jeśli ktoś z zerówki chciał pójść w karierę pedagogiczną, to niestety znalazł się w kropce.

Przed pójściem na studia filologiczne powinniśmy mieć jasno określony cel, co chcemy robić w życiu. Czy chcemy iść w tłumaczenia, nauczanie, czy zostać pracownikiem uniwersyteckim i poświęcić się na przykład badaniom literatury.

Osoby, które idą na studia filologiczne, bo wydają się łatwe i wesołe, zazwyczaj kończą w miejscach pracy kompletnie poniżej ich oczekiwań.

Trybunał Konstytucyjny Trybunał Konstytucyjny Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Prawo - Bartłomiej Pograniczny - student prawa na Uniwersytecie Warszawskim

Prawo dla wielu osób jest bardzo nudne. I taki rzeczywiście jest pierwszy rok. Są ciekawostki, ale człowiek dopiero poznaje ten świat i jeszcze nie może czerpać z tego żadnej przyjemności. Ale z biegiem czasu prawo staje się coraz ciekawsze. Każdy przedmiot daje nową wiedzę, którą dość szybko można wykorzystać w praktyce.

Same studia są wymagające, trzeba włożyć w nie dużo pracy, przynajmniej w okresie sesyjnym. A po studiach wcale nie trzeba zostawać prawnikiem. Ta wiedza ułatwia po prostu poruszanie się po świecie.

Marek Suska - student prawa na Uniwersytecie Śląskim

Jest kanon obecny wszędzie, na każdym wydziale prawa, jak prawo cywilne, postępowanie cywilne, prawo karne, postępowanie karne, prawo administracyjne, postępowanie administracyjne. I są przedmioty, które u nas są obowiązkowe, a na takim UW już nie, jak prawo ochrony środowiska, prawo rolne, prawo prywatne międzynarodowe. Za to na UW obowiązkowe było np. prawo ubezpieczeń społecznych, które u nas obowiązkowo jest realizowane w niezwykle małym wymiarze.

Ja myślę, że to zależy od wydziału - u nas np. prawo konstytucyjne nie było zbyt trudną przeprawą, a na UW chyba różowo nie było. Za to na UW nie było większego problemu z prawem karnym materialnym, a na moim roku skończyło się tragicznie, około stu warunków.

Socjologia - Paula Langnerowicz - studentka socjologii na Uniwersytecie Warszawskim

Socjologia jest świetnym wyborem dla osób, które chcą pracować z ludźmi, uważnie obserwują otaczającą je rzeczywistość i mają pomysł na siebie. Nie ma co się łudzić, że samo chodzenie na zajęcia otworzy przed nami drzwi każdej korporacji.

Poznawanie różnych teorii socjologicznych może wydawać się początkowo nudne. ale już wykorzystywanie ich do opisu współczesności może być bardzo rozwijające.

Jasne, że można się przez te studia przecisnąć i nie zmęczyć się przy okazji, ale nie ma to większego sensu. Jeśli ktoś ogranicza się do chodzenia na zajęcia, nie czyta dodatkowych lektur, nie interesuje się bieżącymi wydarzeniami i nie podejmuje aktywności w życiu publicznym to pracy łatwo nie znajdzie.

Dla mnie najciekawsze były zajęcia fakultatywne, zwłaszcza socjotechnika propagandy politycznej. Największy pogrom na roku? Statystyka!

Czy zdecydowałabym się na socjologię ponownie?

Tak! Ale nie szukałam studiów, po których będę miała konkretny fach. Socjologia uczy myślenia, analizowania i kreatywności. To dla mnie ważniejsze niż twarda wiedza. I pozawala na dużą swobodę i elastyczność. Wystarczy dobrze ją wykorzystać.

Stosunki międzynarodowe - Katarzyna Rumik - studentka Uniwersytetu Warszawskiego

Nikt mnie do studiowania tego kierunku nie namawiał, wręcz przeciwnie - wszyscy odradzali. Proponowali prawo, ekonomię, a nawet fizykę (na wszystko mogłabym się bezproblemowo dostać). Jednak wziąwszy pod uwagę profil klasy w liceum (dyplomatyczno-konsularny), uczestnictwo w olimpiadach, międzynarodową działalność społeczną, a przede wszystkim zainteresowania - powiedziałam sobie głośno: stosunki międzynarodowe.

Właśnie skończyłam pierwszy rok studiów licencjackich. Z lekką ręką. To poprzednie zdanie jest bardzo ważne. Uważam, że poziom nauczania powinien być wyższy. I powinno być mniej studentów. Góra 50 osób. Jest przecież takie stare prawo w fizyce, że masa ciągnie w dół. To co mnie również niepokoi to fakt, że żetony na lektoraty obejmują jedynie 4 semestry nauki języka. Potem trzeba płacić. A dyplomata powinien posługiwać się biegle przynajmniej dwoma językami obcymi?

W Polsce stosunki międzynarodowe nie są postrzegane jako prestiżowy kierunek (nie to co w Rosji i na Litwie). Winne są temu i uczelnie, i sami studenci. Remedium dla UW: mniej studentów, zwiększenie liczby żetonów na języki, więcej zajęć praktycznych, lepsze wyposażenie pracowni (ponad 40 osób kisi się w malutkiej salce), ograniczenie liczby referatów na zajęciach przygotowywanych przez studentów (strasznie głupi system, gdy kolega tłumaczy innym zagadnienia, których on sam nie rozumie!).

Za rok biorę się za prawo lub arabistykę. Na stosunkach międzynarodowych zostaję dalej. Ktoś musi trzymać poziom i ponosić poprzeczkę.

Więcej o: