Ostatnie wspólne chwile. Robią coś wspaniałego dla rodziców, którzy przeżywają tragedię

Now I Lay Me Down To Sleep

Now I Lay Me Down To Sleep Fot. Sandy Puc

Podziel się

Rodzice nie mają wiele czasu by nacieszyć się dziećmi, które rodzą się z nieuleczalnymi chorobami. By odrobinę ulżyć im w cierpieniach, organizacja Now I Lay Me Down To Sleep fotografuje dzieci i rodziców, by po maleństwach na zawsze pozostała wyjątkowa pamiątka.

Maddux Achilles Haggard urodził się z nieuleczalną chorobą, uniemożliwiającą mu samodzielnie oddychanie, połykanie czy jakikolwiek ruch. Szóstego dnia rodzice musieli podjąć najtrudniejszą decyzję w ich życiu i odłączyć nowonarodzone dziecko od aparatury. Zanim to zrobili, wezwali jednak do szpitala fotografkę, żeby uchwyciła jedyne chwile, jakie spędzili razem ze swoim synkiem. Dzięki temu na zawsze mają piękną pamiątkę po dziecku. Matka wraz z fotografką postanowiły umożliwić to też innym. Założyły fundację, która wysyła profesjonalnych fotografów-wolontariuszy do rodziców, aby udokumentowali ich ostatnie chwile z dzieckiem. Nie w otoczeniu aparatury, ale w czułych objęciach.

Wszystkie zdjęcia
Komentarze (115)
Ostatnie wspólne chwile. Robią coś wspaniałego dla rodziców, którzy przeżywają tragedię
Zaloguj się
  • alexx42

    Oceniono 213 razy 199

    piękne i smutne zarazem:( śpij maluszku*

  • maxthebrindle

    Oceniono 197 razy 189

    U zarania fotografii to właśnie zdjęcia zwane memnto mori, na ktorych uwieczniano właśnie zmarłe osoby (nie robiono tego przed śmiercią, bo o wiele trudniej było ten moment przewidzieć, ludzi nie podtrzymywala przy życiu aparatura, ktorą by mozna było wylączyć) - były jednym z najczesciej, poza portretami, zamawianych zdjęć. Zdolność fotografii do 'zamrażania' ulotnej chwili na wieczność sprawia, że to medium jest tak popularne. Szkoda, że dziś w dobie miliardów kretyńskich 'selfie' ładowanych na internetowe serwery kazdego dnia zapominamy, ze fotografia może być dla ludzi tak ważna. Do tego stopnia, że odkrywamy na nowo jej znaczenie po zaledwie po nieco ponad stu latach od czasu, gdy fotografie memento mori były powszechnie wykonywane.

  • leszek

    Oceniono 202 razy 184

    Bardzo się cieszę, że artykuł o NILMDTS trafił na główną Gazety.pl

    Jestem ojcem chłopca, który umarł przy porodzie. Ponieważ wiedzieliśmy z żoną już wcześniej, że naszemu synowi nie będzie dane żyć dłużej niż kilka minut, najwyżej godzin chcieliśmy mieć jego zdjęcie. Dowiedzieliśmy się o NILMDTS działającym w Stanach. W Polsce też była wtedy (pięć lat temu) tak możliwość. Dzięki Stowarzyszeniu Rodziców po Poronieniu (poronienie.pl) nawiązaliśmy kontakt z fotografką. Wszystkie szczegóły mogliśmy omówić jeszcze za życia Piotrusia tak byśmy mogli świadomie zdecydować czego chcemy, a czego nie.
    Gdy nadszedł dzień narodzin i śmierci fotograf dołączyła do naszej rodziny na sali poporodowej. Nie mieliśmy pozowanych zdjęć i aranżowanych ujęć. Na aranżację jak na zdjęciu 10 na pewno byśmy się nie zdecydowali. Ponieważ czas, który przysługuje w polskim szpitalu na pożegnanie z martwym dzieckiem zanim jego ciało zastanie przeniesione do chłodni jest bardzo krótki (formalnie to 2 godziny) poświęciliśmy go na umycie ciała po porodzie, ubranie, modlitwę, tulenie i całowanie tego na którego tak czekaliśmy i którego zaraz wypuścimy z ramion. W tym towarzyszyła nam fotograf i takie mamy zdjęcia. Zostały one potem obrobione cyfrowo (wyglądają bardzo podobnie do przedstawionych w artykule) i są bardzo estetyczne.
    Nasza historia była wyjątkowa, bo my wiedzieliśmy już wcześniej. Zazwyczaj taka tragedia spada na rodziców jak grom z jasnego nieba. Zdjęcia można więc wykonać najwcześniej dzień po śmierci dziecka. I tu tkwi jedna z przyczyn ( poza oporem mentalnym) dlaczego w Polsce takich zdjęć się nie wykonuje. Ciało ląduje w chłodni. Nawet, gdy rodzice wymogą na personelu, żeby wpuszczono ich do pomieszczenia chłodni i wyjęto ciało dziecka (a tacy rodzice traktowani są jak naprzykrzający się wariaci) dzieje się to w odhumanizowanych warunkach. Pomieszczenie wyglądające zazwyczaj jak bunkier, stół prosektoryjny i personel uważnie patrzący rodzicom na ręce by ci nie wykradli ciała będącego "na stanie". W cywilizowanym świecie naturalne jest, że niedaleko chłodni zorganizowane są pokoje pożegnań i tam rodzina zmarłego dziecka może je w godnych warunkach opłakiwać.
    W Polsce wiemy tylko o jednym takim szpitalu. Pokój pożegnań, przeszkolony psychologicznie i o przysługujących rodzinie prawach personel. Przede wszystkim ludzie, którzy z wrażliwością i bez strachu towarzyszą będącym w ogromnej traumie matce i ojcu. Szpital św. Rodziny na Madalińskiego w Warszawie.
    Pani Haniu, pani Ulu, Justyno, panie profesorze - dziękuję. Dzięki Wam przeżyłem ten najczarniejszy dzień z mojego życia. Pisząc ten post mogę patrzeć na zdjęcie syna w moich ramionach.

    Jestem wdzięczny Gazecie za dzisiejszy tekst i artykuł Joanny Pietrusiewicz i Piotra Pacewicza sprzed 2 dni. Rodzić po Ludzku zmieniło Polskę. Może czas na akcję "Po ludzku rodzić śmierć"? Zaangażujecie się?

  • el_bigos

    Oceniono 191 razy 183

    Patrząc na te zdjęcia mając w głowie obraz mojego dwuletniego syna nie jestem w stanie sobie wyobrazić ogrom cierpienia tych rodziców.

  • wooki74

    Oceniono 130 razy 122

    Oceany bólu :( ale zdjęcia dobre...

  • abc1712

    Oceniono 106 razy 96

    ... niesamowite zdjęcia ... wzruszające, poruszające ...

  • 2dropsy

    Oceniono 79 razy 75

    W Polsce przydałaby sie również taka fundacja, może ktoś chciałby się tym zająć? Przydałoby się również szkolenie pielęgniarek w zakresie obsługi matek (i ojców) w czasie porodu zmarłego dziecka. Słyszałam o okropnym traktowaniu takich matek.

  • zocha688

    Oceniono 74 razy 70

    Sama wychowuje córkę, czasem jest nam ciężko, ale z całego serca dziękuje Bogu za nią i zabwszystkie trudne a także piękne momenty. A takie zdjęcia uzmyslawiaja mi jaka jestem szczęśliwa kobietą

  • jollaa77

    Oceniono 75 razy 65

    Popłakałam się jak bóbr :(

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje