B737 MAX trafiają na lotnisko z 'cmentarzyskiem'. Będą czekać na decyzję

Na pustynnym lotnisku w Kalifornii, znanym z bycia 'cmentarzyskiem' cywilnych samolotów pasażerskich, robi się coraz ciaśniej od nowych boeingów B737 MAX. Ponieważ zakazano ich lotów z pasażerami, to linie lotnicze głowią się, co zrobić z chwilowo nieprzydatnymi maszynami, które zagracają lotniska i generują koszty.
B737 MAX linii Southwest lądujący w Victorville B737 MAX linii Southwest lądujący w Victorville Fot. Matt Hartman / AP Photo

Decyzja o uziemieniu

B737 MAX linii Southwest, największego operatora tych maszyn, przylatują na lotnisko w Victorville od kilku dni. Obecnie jest ich tam już co najmniej kilkanaście - spośród 34, które posiada firma. 

Boeingi przelatują tam z najróżniejszych portów lotniczych w USA, gdzie zastała je decyzja o uziemieniu. Dopuszczono przy tym wykonywanie pojedynczych nadzwyczajnych przelotów technicznych, właśnie celem przemieszczenia B737 MAX do lepszych miejsc postoju.

B737 MAX linii Southwest na lotnisku w Victorville B737 MAX linii Southwest na lotnisku w Victorville Fot. AP

Postój w optymalnym klimacie

Lotnisko w Victorville jest znane z bycia "cmentarzyskiem" samolotów pasażerskich. Znajdujący się tam "Logistyczny Port Lotniczy Kalifornii Południowej" służy od początku lat 90. jako miejsce przetrzymywania chwilowo niepotrzebnych lub zupełnie niepotrzebnych maszyn. Victorville leży na skraju wyżynnej pustyni i panuje tam bardzo stabilny, ciepły i suchy klimat. Służy to samolotom, które po prostu znacznie wolniej tam niszczeją.

Wysyłane są tam głównie stare i niepotrzebne maszyny. Niektóre mogą tam stać wiele lat jako źródła części zamiennych, czekać na kupca czy ewentualną przebudowę do wersji transportowej. Większość jest jednak ostatecznie złomowanych.

B737 MAX linii Southwest oczywiście nie trafią już na stałe na "cmentarzysko". To jedynie tymczasowy pobyt dla tych nowych maszyn do momentu, aż zapadną decyzje co do tego, czy można je bezpiecznie przywrócić do lotów.

To właśnie podczas lotu do Victorville jeden z B737 MAX linii Southwest miał usterkę silnika tuż po starcie z Orlando na Florydzie. Piloci zawrócili i bezpiecznie wylądowali.

Lotnisko w Victorville. U góry widać samoloty stojące na 'cmentarzysku' Lotnisko w Victorville. U góry widać samoloty stojące na 'cmentarzysku' Fot. Bobak Ha'Eri/Wikipedia CC-BY-SA 3.0

Szykowanie się na długi postój boeingów

Podobnie ze swoimi B737 MAX postępują inne duże amerykańskie linie lotnicze. American gromadzi je na lotniskach w Miami na Florydzie i w Tulsa w Oklahomie. United w teksańskim Houston. W przypadku obu linii lotniczych są to miejsca, w których umieszczono centra obsługi maszyn tego typu i gdzie jest dużo przestrzeni na ich przetrzymywanie.

Liniom lotniczym znacznie bardziej opłaca się trzymać swoje uziemione B737 MAX "u siebie" czy na "cmentarzysku". Każde lotnisko pobiera opłaty za postój samolotu, a im bardziej lotnisko ruchliwe, tym są one wyższe. Dodatkowo nowych i dużo wartych maszyn nie można tak sobie porzucić na kilka tygodni czy miesięcy, ale ktoś musi ich doglądać. Wszystko to oznacza koszty, które można zredukować, przenosząc maszyny w miejsca, gdzie ma się swoje centra serwisowe, albo gdzie ceny za takie usługi są niskie.

Tego rodzaju zabiegi oznaczają, że amerykańskie linie lotnicze szykują się na dłuższy przymusowy postój B737 MAX. Inaczej nie byłoby warto tego robić. FAA (Federalna Administracja Lotnictwa - cywilny nadzór nad lotnictwem cywilnym w USA) oraz Boeing zamierzają wprowadzić poprawki do oprogramowania uziemionych maszyn do końca kwietnia i po ich zweryfikowaniu być może zostanie zniesiony zakaz lotów. Oznacza to co najmniej około miesiąca postoju. Jest jednak możliwe, że zajmie to nawet więcej czasu.

Przymusowy postów B737 MAX na pewno potrwa dłużej poza USA. Europejskie i Kanadyjskie służby zapowiedziały, że same będą chciały zweryfikować poprawki wprowadzone przez Amerykanów. Oznacza to najpewniej dodatkowe tygodnie albo nawet miesiące. Jest możliwe, że maszyny wrócą do lotów z pasażerami dopiero latem.

Szczegółowo o tym, co zawiodło w B737 MAX i jakie były najbardziej prawdopodobne przyczyny dwóch katastrof kosztujących życie ponad 300 osób, pisaliśmy wcześniej. To, co się stało, rzuca duży cień na standardy Boeinga i FAA.

Więcej o:
Komentarze (147)
Boeingi B737 MAX szykowane na długi postój. Efekt katastrof
Zaloguj się
  • valverde20

    Oceniono 59 razy 39

    Najlepsze, że LOT długo dywagował czy wziąć Airbusa czy Boeinga. Ostatecznie, jak zwykle to bywa polaczki-cebulaczki chcieli podlizać się amerykanom i wzieli Boeinga. Gdyby LOT jak 80% linii europejskich wziął Airbusy A320Neo to dziś by się tylko śmiał z innych frajerów. A tak sam się nim stał. Co z tego że A320Neo są tańsze, mają lepsze parametry, niższe koszty i jak widać nie są tak niebezpiecznie awaryjne. Ważne że amerykanom można było się podlizać.

  • jacutin

    Oceniono 36 razy 30

    Można by wynająć lotnisko w Radomiu jako Europejskie cmentarzysko 737 Maxów. Może by wreszcie coś zarobili?

  • ps11111ps

    Oceniono 30 razy 24

    Matołuszku! Szybko otwieraj Pan lotnisko w Radomiu! Powstała nisza rynkowa którą należy szybko zapełnić i zarobić troche kasiory

    Centralne Złomowisko Boeingów w Radomiu czas otworzyć!

  • mark6

    Oceniono 57 razy 23

    Made in USA !!
    Już niedługo Jankesi nałożą sankcje na kraje odmawiające używanie amerykańskiego złomu.
    Ostatnio się w tym wyspecjalizowali.

  • spyderman2

    Oceniono 39 razy 19

    niezły szwindel, pis kupił takie samoloty za kasę podatników i do ostatniej chwili uparcie tym wozli ciemnego sÓwerena. na szczęście europa zachodnia zamknęła niebo dla tego złomu i pis nie miał gdzie tym lądować i też uziemili

  • kastoripollux

    Oceniono 22 razy 14

    Jest okazja aby sekta smoleńska za grosze kupiła kilka takich maszyn, wypchała je pajacami typu Antek i poleciała do smoleńska na żniwa przerośniętych brzózek. Pilotować może Wosztyl a na pakę wybierze się z sekty najaktywniejszych działaczy smoleńskich typu gienieralowa, wesołe wdówki po Edgarze, jakieś kochanowskie, wasserpanny, tw wnuczek i reszta hołoty pod światłym przywództwem bliźniaka i wielu innch, którzy by w ogień za nim skoczyli jak. lichocka, bracia Godlewscy, różne króle, klarenbachy, rachuje, ogórki i Koreanki. Udowodnią, że samolot może przydzwonić w drzewo i lecieć dalej ku wiecznej chwale i na świadectwo niezłomności zaprzańców, którzy z katastrofy zrobili sobie cyrk i trampolinę do władzy.

  • cmok_wawelski

    Oceniono 20 razy 14

    Problem jest znacznie powazniejszy niz blad w oprogramowaniu.
    Blad oczywiscie mozna naprawic ale jak naprawic percepcje wsrod klientow?
    N.p. Southwest - najwiekszy klient Boeinga w USA nie jest linia panstwowa tak jak LOT, gdzie jakis Macierewicz czy podobny 'specjalista' z nadania politycznego decyduje co ma sie pasazerom podobac. LOT pomalowal jednego takiego 737 MAX w bialo-czerwony szlaczek, odstwil szopke z tancami ludowymi w hangarze i jak teraz oddanczyc to ze ludzie nie chca biletow na ten sprzet?
    Inny - dosyc powazny PRAWNY problem moze i prawdopodobnie wyniknie z cofniecie certyfikacji na ten samolot. To moze oznaczac koniec Boeinga - a przynajmniej w takiej postaci jak teraz.

  • tadian

    Oceniono 16 razy 14

    Czy bedzie lot do Smolenska MAX'em? Trzeba zabrac caly rzad i prezia

  • lubicz56

    Oceniono 14 razy 12

    Boeing 737 to konstrukcja z lat sześćdziesiatych a MAX jest tylko przebudowana wersja. W MAXach zamontowano duzo wieksze silniki, ktore zwyczajnie nie mieszcza sie pod skrzydlami i trzeba bylo je przesunac do przodu co z kolei spowodowalo, ze zmienila sie nośność maszyny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX