Tak 'Anioł Śmierci' eksperymentował na dzieciach. 'Zszył im plecy. Czuć było smród gangreny'

Josef Mengele miał mieć w zwyczaju stawać na rampie w Auschwitz i selekcjonować więźniów, kierując się ich przydatnością do jego eksperymentów. Wyszukiwał przede wszystkim bliźniąt i karłów, a matki szybko oddawały mu dzieci, licząc, że pod jego opieką znajdą lepszy los. 'Anioł Śmierci' z Auschwitz dokonał eksperymentów na ok. 1500 bliźniąt, z których przeżyło mniej niż 100. 'Garbaty był przyszyty do drugiego dziecka plecami i nadgarstkami. Mengele połączył ich żyły' - tak opisywano makabrę organizowaną przez zbrodniarza, którego nigdy nie zdołano ukarać.
Od lewej: Richard Baer, Josef Mengele i Rudolf Hoess w Auschwitz, 1944 Od lewej: Richard Baer, Josef Mengele i Rudolf Hoess w Auschwitz, 1944 Fot. Karl-Friedrich Höcker z Yad Vashem / domena publiczna

"Wyglądał jak amant filmowy, ale roztaczał atmosferę strachu"

Josef Mengele przybył do Auschwitz 30 maja 1943 roku za namową swojego protektora uczelnianego prof. Otmara von Verschuera. W Oświęcimiu prowadził badania nad ciążą mnogą, nad nomą (rakiem wodnym), dziedzicznością oraz cechami rasowymi (dwa ostatnie rodzaje badań były prowadzone w porozumieniu z Instytutem Badań Antropologicznych i Biologiczno-Rasowych).

Więźniowie, którzy nadali mu przydomek "Anioł Śmierci", wspominali go w taki sposób:

Był to mężczyzna wyglądający jak amant filmowy, z gładką, przyjemną twarzą, o niezwykle regularnych rysach. Zawsze nosił na sobie mundur, wyglądał czysto i elegancko, gdziekolwiek się pojawił, roztaczał atmosferę strachu i niepewności, ponieważ było wiadomo, że przeprowadzał selekcje i wysyłał ludzi do gazu.

23 września mija dokładnie 77 lat, od kiedy w Auschwitz przeprowadzono pierwsze egzekucje w komorach gazowych.

Bliźnięta były przedmiotem szczególnego zainteresowania Mengele. Uważał on, że podobieństwa to cechy odziedziczone, a różnice między nimi powstają w wyniku wpływu czasu oraz warunków zewnętrznych. Pierwsze doświadczenia rozpoczął w obozie cygańskim na dzieciach. Był wobec nich bardzo miły, łagodny, dbał o ich wyżywienie i rozdawał im słodycze. Dzieci nazywały go dobrym wujkiem.

Na terenie obozu cygańskiego w barakach 29 i 31 Mengele polecił zbudować Kindergarten (niem. przedszkole), w którym umieszczał wszystkie dzieci. Bloki te były w nieco lepszym stanie niż pozostałe baraki - wybielone i ozdobione malunkami. Teren za budynkiem 31 urządzono na plac zabaw.

Później okazało się, że to właśnie z owego "przedszkola" "Anioł Śmierci" czerpał "żywy materiał" do swoich eksperymentów. W pobliżu urządził pracownię, w której dokonywał pomiarów antropologicznych oraz opisów wykroju ust, barwy oczu i barwy skóry.

Dzieci w Auschwitz Dzieci w Auschwitz Alexander Voronzow / domena publiczna / Wikimedia Commons

Eksperymenty Mengele w Auschwitz. "Zszył dzieci, jak bliźnięta"

Mengele zatrudnił jako swoją asystentkę więźniarkę, dr Martynę Puzynę, której zadaniem było pomaganie w wykonywaniu pomiarów oraz segregacji dokumentacji. Oprócz tego pracowała dla niego sekretarka Janina Prażmowska oraz malarka Dina Gottliebova, która wykonywała malunki porównawcze kształtów nosów, ust, rąk. Prócz porównań Dina malowała portrety Cyganów. Jak wspominała później:

Dr Mengele nie lubił kolorowej fotografii, on chciał wszystkie kolory i odcienie skory najdokładniej skopiować w naturalnych barwach (...) Pewnego razu musiałam malować usta i gardło chorego chłopca. Pamiętam, że Mengele siłą otworzył mu usta. Gardło i podniebienie miał chłopak zupełnie czarne.

Mengele interesował się także dziećmi żydowskimi, zwłaszcza z anomaliami wrodzonymi. Bliźnięta do lat dwóch oraz ich matki umieszczano w baraku 22, a bliźnięta starsze, karłów i kaleki w baraku 15. Dzieci te były chronione przed selekcjami oraz złym traktowaniem ze strony funkcyjnych i SS-manów. Pozostawały do wyłącznej dyspozycji Mengele, który poddawał je przeróżnym eksperymentom.

Schemat postępowania lekarskiego obejmował badania wieloetapowe pod kątem kliniczno- -psychiatrycznym. W pierwszej kolejności przeprowadzano wywiad chorobowy, który miał pomóc w ustaleniu przebytych schorzeń, ale także wskazać ewentualne choroby dziedziczne bądź encefalopatię (uszkodzenia mózgu).

Kolejnym etapem były oględziny lekarskie, na podstawie których stwierdzano formacje czaszki (np. otwarte ciemiączko), formacje żuchwy (anomalia podniebienia), skrzywienia zębów, kręgosłupa, deformacje palców, wreszcie zajmowano się organami wewnętrznymi i gruczołami. Następnie wykonywano badania systemu nerwowego: sprawdzano odruchy powiek, kończyn górnych i dolnych, mobilność, siłę, wrażliwość, chód, dysmetrię. Po tej serii badań wnioskowano, czy występują oznaki jakiejkolwiek degeneracji, zaburzenia wzrostu bądź bezwład.

W ostatniej części tego eksperymentu zajmowano się kwestiami psychiatrycznymi oraz kontrolą, a więc prócz wyglądu i zachowania, oceniano orientację (np. pytano o datę i miejsce pobytu), spostrzegawczość (np. szybkość wskazania wybranego pola na oznaczonej tablicy), pamięć (np. powtórzenie z pamięci przeczytanego zdania), wiedzę (zadawano pytania np.: "co wiesz o obecnej wojnie?"), zdolność rozumienia (np. "dlaczego tutaj jesteś?"), sylogizm słowny, osiągnięcia szkolne, życie uczuciowe (zdolność do pobudzeń) oraz perwersje instynktowne.

Najtragiczniejsze w skutkach były "doświadczenia chirurgiczne". Była więźniarka, która pełniła funkcję w baraku dla bliźniaków w obozie cygańskim, Vera Alexander, zeznała:

(...) Przyszedł esesman i zabrał z polecenia Mengelego dwoje dzieci. Byli to moi ulubieńcy, Guido i Nino, lat około 4. Jeden z nich był garbaty. W dwa dni albo trzy dni później esesman przyniósł ich z powrotem w strasznym stanie. Byli oni jak bliźnięta zszyci. Garbaty był przyszyty do drugiego dziecka plecami i nadgarstkami. Mengele połączył ich żyły. Rany ich ropiały, ponieważ były brudne. Czuć było straszny smród gangreny. Dzieci krzyczały całą noc.
Dzieci ze szpitala psychiatrycznego w Schonbrunn, fotografia z 1934 r. Dzieci ze szpitala psychiatrycznego w Schonbrunn, fotografia z 1934 r. Bauer, Friedrich Franz / Bundesarchiv

"Na stole były gałki oczne. Wszystkie miały numerki i karteczki"

Prócz operacyjnych starań połączenia dzieci w bliźnięta syjamskie, "Anioł Śmierci" zajmował się także innymi operacjami. Więzień Moshe Ofer zeznał, że Mengele dokonywał cięć na jądrach, wstrzykiwał w nie chemikalia i operował kręgosłupy garbatych. Pozostałe badania wykonywali z jego polecenia więźniowie lub lekarze specjaliści z danej dziedziny. Jeden z nich powiedział później:

Dokonywałem dla niego pomiarów bliźniąt, pobierałem i badałem ich krew. Pracowałem pod jego nadzorem. Nie miał do mnie zaufania. Posądzał mnie o sabotaż i celowe fałszowanie wyników.

Do omawianej grupy eksperymentów należały m.in.:

Badania okulistyczne - sprawdzano czy rozstaw oczu u bliźniąt jest taki sam i porównywano odcienie tęczówek zgodnie z tabelą kolorów. Ponadto zakrapiano oczy różnymi preparatami, a następnie obserwowano, co się z nimi dzieje. Mengele był zafascynowany występowaniem różnokolorowych tęczówek u tej samej osoby. Jancu Vexler zeznawał:

(...) Widziałem tam drewniany stół, na nim były gałki oczne. Wszystkie miały numerki i karteczki. Oczy były koloru bladożołtego, jasnoniebieskiego, zielonego i fioletowego.

W celu zmiany koloru oczu zakraplano je (zarówno niemowlętom, dzieciom jak i ludziom starszym) za pomocą nieustalonych środków chemicznych. U osób dorosłych powodowały one ropienie, u dzieci utratę wzroku (całkowitą lub częściową), a u niemowląt śmierć. Po doświadczeniu dzieci uśmiercano, a ich gałki oczne preparowano.

Poza tym Mengele zabijał bliźniaki, których barwa oczu różniła się między sobą. Znany jest przypadek, kiedy zafenolował (wykonał śmiertelny zastrzyk fenolu bezpośrednio do komory serca) dzieci, gdyż jeden z bliźniaków miał jedno oko niebieskie, a drugie szare. W takich przypadkach liczyły się tylko i wyłącznie gałki oczne.

Dzieci - ofiary eksperymentów w Auschwitz Dzieci - ofiary eksperymentów w Auschwitz auschwitz.org

Makabryczne badania "Anioła Śmierci"

Badania antropometryczne - dzieci rozbierano do naga i godzinami wykonywano pomiary różnych części ciała (małżowin usznych, nosów) z użyciem jak najdokładniejszych przyrządów: suwmiarek, kątomierzy, cyrkli.

Badania morfologiczne - dzieciom pobierano krew z palca lub żyły (do 20 centymetrów sześciennych). Konserwowano ją i przeznaczano dla żołnierzy frontowych. W wyniku częstego pobierania dzieci zaczynały cierpieć na anemię. Poza tym przetaczano krew. W przypadku bliźniąt wykonywane to było wymiennie. Doświadczenie to prowadzono, aby zobaczyć, jak organizm zareaguje na krew bliźnięcia. Oprócz krwi pobierano także kał, ślinę oraz płyn mózgowo-rdzeniowy. Wszystko to wysyłano do Instytutu Higieny w celu wykonania analiz.

Badania rentgenologiczne - nagie dzieci stawały przed aparatem rentgenowskim na 5-15 minut, w tym czasie wykonywano kilka fotografii. Po wykonaniu zdjęcia omawiano je dokładnie.

Badania uzębienia - wykonywano odlewy gipsowe szczęk i porównywano je. Prócz powyższych schematów istniały także karty ogólnej analizy, które przechowywali więźniowie - lekarze, i które zawierały różnorodne informacje, w zależności od rodzaju badań, np.: badania ogólne - pytania na temat towarzyskości czy temperamentu, badania ortopedyczne, karłowatość i gigantyzm w rodzinie, dermatologia - ogólny stan skóry, badania dentystyczne - rodzaj zgryzu, badania neurologiczne - wyczucie muzyczne.

Była więźniarka Eva Kor zeznała, że bliźnięta poddawano jeszcze jednemu doświadczeniu, które polegało na zadawaniu pytań i wydawaniu komend w celu sprawdzenia, które z bliźniąt przewodzi. Oględziny lekarskie trwały średnio około 8 godzin.

Wszystkie powyższe ankiety i badania miały być tylko wstępem do późniejszych operacji doświadczalnych. Ostatnim, najważniejszym etapem eksperymentów było przeprowadzenie sekcji zwłok. Bliźnięta zabijano jednocześnie poprzez fenolowanie. Zabezpieczone w trakcie sekcji organy wysyłano do Instytutu Badań Antropologicznych i Biologiczno-Rasowych z oznaczeniem: "Pilne, przesyłka ważna dla celów wojennych".

Blok 10 w Auschwitz Blok 10 w Auschwitz VbCrLf / CC BY-SA 4.0 / Wikimedia Commons

"Policjantka zabrała moje i jedno inne dziecko pod pachę, jak lalki, do spalenia"

Niekiedy Mengele zabijał dzieci sam, zwłaszcza jeśli pożądał konkretnych wyników. Erszebet Fleischmann wyznała, że była świadkiem, kiedy to jeden z niemowlaków-trojaczków został na polecenie Mengele, po podaniu narkotyku, przecięty na oczach matki na stole operacyjnym wzdłuż na dwie części. Zwłoki zostały zabrane do Berlina w celu zbadania.

Rudolf Diem (numer obozowy 10022) opowiadał, że jeśli jedno dziecko zmarło na zapalenie płuc, wówczas drugie zostało zabijane i przeprowadzano na nim sekcję zwłok, by stwierdzić, czy u niego również pojawiły się objawy tejże choroby.

Ruth Elias (numer obozowy 73643) zeznała, że po urodzeniu córeczki Mengele nakazał zabandażować jej piersi, aby nie mogła karmić. Ruth dawała córce, co tylko mogła, jednak ona sama nie dostawała zbyt wiele jedzenia - jedynie kawałek chleba i czarną kawę. "Anioł Śmierci" odwiedzał ją codziennie i pytał, jak się czuje, po czym obserwował jej dziecko i odchodził. Jednego dnia poinformował ją, że nazajutrz zostanie zabrana. Z pomocą przyszła jej czeska lekarka, która przekazała jej zastrzyk (morfinę), którym Ruth miała uśmiercić swoje dziecko.

Na drugi dzień, gdy Mengele dowiedział się o śmierci dziecka, powiedział jej, że miała dużo szczęścia i że wyjedzie najbliższym transportem z obozu. W przekonaniu Ruth Mengele chciał sprawdzić, ile noworodek jest w stanie wytrzymać bez jedzenia. W związku z tym, że noworodki z góry były skazywane na śmierć głodową niemal w każdym obozie, wiadomo, że mogły wytrzymać bez jedzenia nawet do kilkunastu dni:

Nieustanny płacz i niemoc zaradzenia temu stawały się udręką nie do wytrzymania (...) w 17 dniu życia Stefanek już nie płakał. Leżał cichutko i czekał. W południe umarł (...). Policjantka zabrała moje i jedno inne dziecko pod pachę, jak lalki, do spalenia.
Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha) Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha) Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha)

Fascynacja Mengelego nomą. Ze zwłok dzieci wykonywano preparaty całych głów

Rak wodny to choroba, która poprzez bakteryjne zapalenie śluzówek prowadzi do zniszczenia tkanek jamy ustnej i policzków. Schorzenie było bardzo rozpowszechnione w XVIII i XIX wieku w Europie, jednak już na początku XX wieku występowało rzadziej. W obozie koncentracyjnym Auschwitz na nomę chorowali głównie Cyganie, a zwłaszcza dzieci.

Spośród chorych na nomę wybrano kilka osób, które wysłano do leczenia w ambulatorium dentystycznym w obozie macierzystym. Lekarze poszukiwali bakterii odpowiedzialnych za schorzenie i badania wykazały obecność krętka w symbiozie z pałeczką wrzecionowatą oraz inne drobnoustroje.

Chorzy przedstawiali sobą straszny widok, dlatego że ich gnijące tkanki odpadały, co powodowało ubytek i odsłonięcie kości szczęki. Według opisu Tadeusza Szymańskiego (numer obozowy 11785) przebieg choroby wyglądał następująco:

Zapalenie jamy ustnej - pojawiał się posokowaty ropień, na poziomie zębów pojawiała się sina plamka, wskutek rozpadu tkanek powstawała przetoczka, powiększanie ubytku, obnażenie zębów, dziąseł oraz kości szczęki, w drastycznych przypadkach ubytek sięgał szyi.

Rozpad tkanek wydawał charakterystyczny zapach, co powodowało, że już w pierwszym etapie choroby można było postawić diagnozę. Mimo to Mengele poświęcał tym pacjentom mnóstwo czasu: dokładnie ich oglądał, robił zdjęcia lub nakazywał obozowemu malarzowi Vladimirowi Zlamalowi, by narysował twarze chorych, bądź utrwalił je akwarelą.

Początkowo chore dzieci przewożono do przychodni w obozie macierzystym, gdzie leczenie ograniczało się do przepłukania jamy ustnej wodą utlenioną, która chwilowo usuwała zapach rozkładających się tkanek. Następnie zraszano brzegi rany prontosilem (lek bakteriobójczy) i nakładano opatrunek.

Chorzy na raka wodnego przebywali w bloku 22, którym kierował dr Bertold Epstein, światowej sławy pediatra i dr Rudolf Weisskopf, którego specjalizacją była dermatologia. Na polecenie Josefa Mengele wybierali oni spośród wszystkich chorych na nomę małą grupę osób.

Dzieci te dobrze karmiono (podawano im mięso, warzywa, wartościowe pieczywo), przebywały w normalnych warunkach (posiadały m.in. wygodne, ładnie pościelone łóżka), a oprócz tego były leczone farmakologicznie. W leczeniu chorych stosowano takie preparaty jak: sulfamidy, witaminy - zwłaszcza witaminę C, oraz mieszankę talku z protonsilem.

Celem takiego postępowania było m. in. stwierdzenie zależności rozwoju choroby od warunków bytowych oraz intensywności leczenia. Jeśli zaobserwowano poprawę, sporządzano adnotację i zdjęcia, po czym skazywano więźnia ponownie na typowe obozowe życie bądź przenoszono na inne łóżko i decydowano, by nie podawać diety odżywczej. Po tej zmianie stan chorych pogarszał się, co doprowadzało do otwarcia się rany policzka. Po ponownej adnotacji i wykonaniu fotografii Mengele zaprowadzał chorych do tzw. "Sauny", z której już nie wracali.

Z relacji Jana Cešpivy, lekarza i więźnia obozu od stycznia do czerwca 1943 roku, wiadomo, że podjęto próbę leczenia nomy: Wycinałem dzieciom raka z jamy ustnej i starałem się, żeby mi pozwolono używać do ich leczenia rentgena.

Zeznawał także, że ze zwłok dzieci zmarłych na nomę wykonywano preparaty całych głów, po to, by następnie poddać je badaniom histopatologicznym. Badania nad nomą ustały wraz z likwidacją obozu cygańskiego.

Joseph Mengele w 1956 roku Joseph Mengele w 1956 roku Domena publiczna / Wikimedia Commons

Nieuchwytny zbrodniarz. Mengele dożył 1979 roku bez wyroku

Tuż przed końcem wojny Josef Mengele został schwytany i umieszczony w obozie jenieckim pod Monachium. Ostatecznie uniknął jednak automatycznego aresztowania, ponieważ nie posiadał typowego dla SS-manów tatuażu z grupą krwi.

Mimo intensywnych poszukiwań i ogromnej nagrody finansowej w wysokości 10 mln marek nie udało się pochwycić "Anioła Śmierci". Wyjechał do Argentyny, następnie do Paragwaju, a w końcu osiadł w Brazylii. W 1979 roku w trakcie kąpieli w morzu doznał udaru mózgu i w jego wyniku zmarł. Został pochowany jako Wolfgang Gerhard.

Szacuje się, że Mengele wykonał swoje zbrodnicze eksperymenty na ok. 1500 bliźniąt, z których przeżyło mniej niż 100.

W 1984 roku Eva Kor założyła fundację CANDLES (Children of Auschwitz Nazi Deadly Lab Experiments Survivors). Miała ona zrzeszać wszystkie osoby, które jako dzieci przeżyły eksperymenty medyczne. W 1995 roku otworzyła Muzeum Holocaustu oraz Centrum Edukacji CANDLES w Terra Haute w Indianie.

Autorką artykułu "Doktor Mengele - Anioł Śmierci z Auschwitz", przedrukowanego ze stron serwisu historycznego Histmag.org, jest Katarzyna Okoniewska.

Więcej o:
Komentarze (323)
Tak "Anioł Śmierci" eksperymentował na dzieciach. "Zszył im plecy. Czuć było smród gangreny"
Zaloguj się
  • pawuja

    Oceniono 92 razy 76

    Należało jeszcze dopisać kto pomógł uciec mu do tej Argentyny.
    Sprawdźcie jak wrócicie dzisiaj z Kościoła

  • 0roman0

    Oceniono 42 razy 34

    Makabra. Szkoda że nie wspomniano o jednym fakcie. Prace i wnioski Mengele a także innych "lekarzy" (np. japońskich) po wojnie były łakomym kąskiem dla uniwersytetów medycznych, koncernów farmakologicznych oraz wojska. W normalnych czasach nikt nie pozwoliłby sobie na takie eksperymenty jakie miały miejsce w czasie wojny ale wielu było ciekawych ich wyników.

  • masaladosa

    Oceniono 65 razy 33

    Jestem lekarzem i stanowczo protestuję przeciwko nazywaniu działań tej głęboko zaburzonej jednostki eksperymentami medycznymi lub naukowymi. To były (nad)zwyczajne tortury i znęcanie się, które z badaniami naukowymi nie miały nic wspólnego. Umieszczanie sadystycznych działań psychopaty z dyplomem lekarza w obszarze aktywności badawczej jest porównywalne do stosowania określenia „polskie obozy śmierci”.

    mdosa

  • koenzymq10

    Oceniono 51 razy 29

    Ksiunc go rozgrzeszył (z mamony) i przeszmuglował do Argentyny. Zdolności biznesowe kościoła katolickiego są zaprawdę ...święte.

  • 1bonscott

    Oceniono 28 razy 26

    Obóz Auschwitz to byłe Polskie koszary wojskowe zaadoptowane na obóz koncentracyjny dla Polaków tzw więźniów politycznych i tak było aż do czasów gdy Niemcy postanowili na masową skalę mordować Żydów i w tym celu wybudowano obóz w Birkenau (Brzezinka) zawany Auschwitz II. Tam w szybki sposób postawiono wiele drewnianych baraków, że do dziś już wiele tych baraków nie stoi bo się porozpadały ze starości - powinno się zadbać o konserwację tych co jeszcze stoją tak by pamiętano o Niemieckich wynaturzeniach z czasów 2giej wojny światowej i dokonanych tam zbrodni przede wszystkim na Żydach - najliczniej tam zginęli potem Polakach głównie w Auschwitz Blok 11 i "słynna" ściana śmierci. dalej cyganie Rosjanie itd. Potem wybudowano Auschwitz III Monowitz. W czasie wojny w Monowicach znajdował się obóz pracy przymusowej w fabryce Buna-Werke koncernu IG Farben,

  • d.alexa

    Oceniono 32 razy 16

    Kiedyś mnie to przerażało, gdy byłam dzieckiem, gdy dorastałam dowiadując się o takiej makabrze. Nadal przeraża ale w inny sposób. Dowiedziałam się bowiem, zdobywając wiedzę o świecie, że COKOLWIEK ROBIŁ TAKI NIEMIEC MENGELE CZY JAKIŚ JAPOŃSKI NAUKOWIEC, to potem każdy psychol fundował zwierzętom jako tzw eksperymenty.
    Nic ludzi nie powstrzyma w okrucieństwie. Nie wystarczy naukowcom logika i metody pracy etyczne. Jeśli mogą się pastwić, to będą to robić.
    Tylko kwestią sposobności jest, czy jedno z drugim psychopatyczne indywiduum w laboratorium, wybierze do cięcia żywcem, zszywania, torturowania psa, kota, świnię czy człowieka.

    Póki tego nie zrozumiemy i nie skończy się przyzwolenie ludzi na okrucieństwo eksperymentów, póty na równi ze zwierzętami, ofiarą sadyzmu będą padały także więzione w czasie wojny czy porywane w czasie pokoju dzieci.

  • alex2222

    Oceniono 43 razy 15

    A w jaki sposób ci zbrodniarze po wojnie znaleźli się w Ameryce Płd?
    Czy to nie Watykan ich tam wysyłał?

  • hanusinamama

    Oceniono 27 razy 13

    Nie wiem czy najwazniejsze z tego nie jest to ze Watykan wysłał Medge;e na luksusową emeryture do Ameryki poudniowej. Watykan doskonale wiedział co mengele robił. Jak to jest ze nikt Watykanu nie rozliczył z przemycania hitlerowców i ich utrzymywania...

  • byann

    Oceniono 21 razy 13

    Szkoda że nie wpadł w ręce Amerykanom. Skumali by go z japońskimi potworami z obozu 731, których do siebie przywieźli. Generał Douglas MacArthur, wódz naczelny alianckich sił okupacyjnych, potajemnie udzielił immunitetu części naukowców biorących udział w zbrodniach, w zamian za wyniki badań.
    Jeszcze jak ZSRR opublikował śledztwo i wyroki w sprawie o ten obóz, Amerykanie powiedzieli, że to wymysły i propaganda.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX