Setki cennych pamiątek po Komedzie w zbiorach Biblioteki Narodowej

Zdjęcia z koncertów, pocztówki z wakacji, partytury do muzyki do filmów 'Dziecko Rosemary' czy 'Nóż w Wodzie' - dziś 700 pamiątek po najsłynniejszym polskim jazzmanie Krzysztofie Komedzie przekazali Bibliotece Narodowej jego siostra Irena Orłowska i przybrany syn artysty Tomasz Lach.

Najważnieszy był jazz

- Nazywają mnie muzykiem filmowym, ja jednak zawsze będę przede wszystkim jazzmanem - mówił o sobie Komeda.

Nieśmiały młodzieniec

Z czasów młodzieńczych przyjaciele wspominają go jako niezwykle nieśmiałego, rudowłosego okularnika. - Kiedy poznałem go bliżej, zdałem sobie sprawę, że jego rezerwa jest oznaką chorobliwej nieśmiałości, pancerzem, pod którym kryje się łagodność i niezwykła inteligencja - mówił o nim Roman Polański w filmie "Komeda - koncert specjalny".

- Nie można się było w Krzysiu nie kochać - wspomina Krzysztofa Komedę Urszula Dudziak, która przez lata z nim koncertowała. - Był taki zamyślony, skupiony, ale jak już coś powiedział to zawsze miało to wagę.

 

Z matką i siostrą Ireną

Gdy miał cztery lata matka posłała go na lekcje fortepianu. Był '35 rok. Zaczęły się wysiedlenia. Całą rodziną uciekli z Poznania do Częstochowy. - Tam Krzysio uczęszczał na lekcje do nauczycielki Żydówki. Jak skoszarowali Żydów w getcie, to matka załatwiła mu przepustkę i tam do niej chodził. Ja się dziwię. Przecież był ryżawy i gdyby coś zrobił nie tak, to w każdej chwili mogli go zastrzelić - wspominała w wywiadzie dla Dużego Formatu żona Komedy Zofia Komeda-Trzcińska.

Grał od dziecka

Mały Krzysztof Trzciński, bo tak naprawdę nazywał się Komeda, otrzymał klasyczne wykształcenie i skończył szkołę muzyczną. Grywał z przyjaciółmi, ale długo nie traktował swoich muzycznych pasji jako możliwego sposobu na życie.

Miał zostać lekarzem, został Komedą

Zdecydował się na zawód lekarza. Grywając z Dixieland Band i Melomanami na potajemnie organizowanych jam sessions w prywatnych mieszkaniach i piwnicach, skończył Akademię Medyczną w Poznaniu. Zaczął pracować w klinice laryngologicznej. Żeby inni pracownicy nie dowiedzieli się o jego fascynacji wyklętym w czasach stalinizmu jazzem, zaczął używać pseudonimu "Komeda".

Zofia

O ich ślubie, zorganizowanym wspólnie z parą Trzaskowskich, "Przekrój" napisał: "Obaj panowie po raz pierwszy, obie panie po raz drugi". Pobrali się w Zaduszki, bo wtedy cała jazzowa śmietanka zjeżdżała się na koncerty do Krakowa. Też na Zaduszkach Jazzowych w Krakowie się poznali. Przegadali wtedy całą noc siedząc pod Wawelem z butelką wina. Wiedzieli już, że będą nierozłączni.

Krzysztof Komeda Krzysztof Komeda Fot. Biblioteka Narodowa

Wolał grać

Doktor Trzciński - jak był znany w środowisku lekarskim - przeprowadził ponad 20 operacji laryngologicznych. Dostał nawet propozycję zrobienia specjalizacji w Pradze. Jego koledzy mogli tylko pomarzyć o takim wyjeździe. Jednak długo nie wytrzymał w zawodzie. - Muzyka była w moim życiu ważniejsza - miał powiedzieć Komeda porzucając karierę lekarza po roku praktyki.

Sopot '56

W '56 Komeda zagrał z Janem "Ptaszynem" Wróblewskim w Sopocie na Festiwalu Jazzowym. To był prawdziwy boom. Grał potem m.in. ze Stańką i Urbaniakiem, koncertował w  całej Europie. Choć w przyszłości miał być najbardziej znany ze swoich muzycznych ilustracji do filmów Wajdy, Morgensterna czy Polańskiego, dla niego to koncerty na zawsze zostały najważniejsze.

- W '59 Komeda mnie odkrył - opowiada Dudziak. Mieszkała wtedy w Zielonej Górze, miała 16 lat. Komeda przyjechał na występy z teatrzykiem Tingel-Tangel. Przyszła wokalistka jazzowa uciekła wtedy ze szkoły, żeby się z nim spotkać. A on zaprosił ją do Warszawy.

 

"Kołysanka"

W '68 Komeda wyjechał do Stanów, żeby pracować nad muzyką filmową dla Polańskiego i Kulika. To wtedy powstał jeden z jego najbardziej rozpoznawalnych utworów - hipnotyzujący motyw "Kołysanki" do "Dziecka Rosemary". Jednak pobyt w Stanach nie okazała się dla niego szczęśliwy. W tym samym roku uległ tragicznemu wypadkowi. Wracając do domu z Markiem Hłasko uderzył się bardzo poważnie w głowę. Stwierdzono u niego krwiaka. Żona przewiozła go do Polski, gdzie po kilku dniach zmarł. Wśród przekazanych BN partytur znajduje się zapis nutowy i tego utworu.

Przybrany syn artysty Tomasz Lach opowiada, o tym co jeszcze został przekazane Bibliotece Narodowej:

 

Lubił ostrą jazdę

Mówiło się o nim, że kochał prędkość i szybkie samochody. Za pieniądze zarobione w Szwecji kupił pierwszego "garbusa". Później jeździł czerwonym BMW z białymi skórzanymi obiciami. Marzył o porsche.

"My"

Mimo że utykał na jedną nogę uwielbiał też szaleć na nartach. Do archiwum BN trafiła seria pocztówek i listów prywatnych do żony Zofii oraz rodziców, pisane głównie podczas pobytu w Skandynawii i Stanach Zjednoczonych.

Stosy notatek i listów

Bibliotece Narodowej zostały przekazane też rękopisy muzyczne z listami montażowymi i notatkami Komedy, które same w sobie mogą być ilustracją do tego, jak powstawały dzieła filmowe nad którymi pracował. Spadkobiercy Komedy przekazali BN jego korespondencję z firmami fonograficznymi, wytwórniami filmowymi, teatrami, filharmoniami oraz klubami jazzowymi.

 

Więcej o: