'Poland, you are f****ng incredible!' Festiwalowe smaczki z Burn Selector Festival [TOP 7]

Najmilej zaskoczyli nas weseli Brytyjczycy z Does It Offend You Yeah?, najbardziej rozczarował kanadyjski duet Crystal Castles. Zawiodły dwa odwołane koncerty, ale stuprocentowo wynagrodził to piękny finał z La Roux w roli głównej. Nasze wrażenia na gorąco z Selectora.

Najlepszy start - Does It Offend You Yeah?

 

Tego wieczoru magia miała się zacząć o 22, gdy na dużej scenie przewidziano koncert Kanadyjczyków z Crystal Castles. Ale tym, którzy pojawili się tam dwie godziny wcześniej, Brytyjczycy z Does It Offend You Yeah? zaprezentowali koncertową niespodziankę na miarę całego festiwalu. Wyszli na scenę przy dźwiękach szlagieru "Time To Say Goodbye" i z pierwszymi dźwiękami perusji mieli publiczność w garści.

Crystal Castles Crystal Castles Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Największe rozczarowanie - Crystal Castles

Miało być najmocniej na całym festiwalu. Rytm balansujący na granicy wytrzymałości przeciętnego słuchacza, oślepiająca gra laserów i cyrkowe popisy enigmatycznej Alice Glass. Miało być jak na legendarnym koncercie na Openerze dwa lata temu, albo tegorocznej Coachelli:

 

 

Ale nie było. Nie porwało, nie zachwyciło, rozczarowało.

Hercules and Love Affair, Selector 2011 Hercules and Love Affair, Selector 2011 Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Mistrzowie wokalno-taneczni - Hercules & Love Affair

Po kolektywie DJ'sko-wokalnym z Nowego Jorku wielkich rewelacji nikt się nie spodziewał. Owszem, wszyscy znamy świetny "Blind" z Antonym Hogartym z Antony and the Johnsons i kojarzymy ich kawałki z tanecznych parkietów, ale w sobotni wieczór wszyscy czekali na grającą dwie godziny później La Roux. Tymczasem multikolorowa trójka i ich DJ'skie zaplecze zgotowali nam najlepszy koncert festiwalu. Świetne wokale, radosny taniec i euforia publiczności od samego początku sprawiła, że z piosenki na piosenkę bawiliśmy się tylko lepiej.

 

Publiczność podczas Burn Selector Festivalu Publiczność podczas Burn Selector Festivalu Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Niezbyt miła niespodzianka - burza na start

Rasowi festiwalowicze wiedzą, że kalosze zawsze trzeba mieć w zanadrzu. Ale tym razem wydawało się, że jedyne co będzie potrzebne to dobry nastrój i klapki. Prognozy zapowiadały 30-stopniowy upał, a namiot miał chronić przed niespodziewaną mżawką. Niestety, przybywających w zatłoczonych pociągach festiwalowiczów przywitały w Krakowie grzmoty, pioruny i deszcz. Skutek - grzęznące w błocie klapki, trampki i tenisówki. Jak widać na zdjęciach atmosfery to nie popsuło, a w sobotę po złym wrażeniu nie było śladu.

Najbardziej polscy z niepolskich - Klaxons

SELECTOR. Pierwszy dzień - Klaxons i Does it offend you... czyli szał pod sceną

To co lubimy najbardziej: interakcja z publicznością, wykrzykiwane łamaną polszczyzną: "Cześć, dziękujemy, jesteście super" itp. itd. W tym roku na podium polskości stanęli Klaxons, którzy oprócz wielu standardowych zwrotów najlepiej podsumowali polską publiczność: - Every time we are here you guys are f****ng incredible! Wzruszyła nas La Roux, która podziękowała polskiej publiczności za wspaniałe przyjęcie na pierwszym koncercie po długiej przerwie i przeprosiła, że gości u nas dopiero pierwszy raz. Ale najbardziej polsko poczuli się chyba Brytyjczycy z Does It Offend You Yeah, których podstawowe skojarzenie z Polską to odległe wspomnienie pierwszego, prawdziwego upicia się:

 

Publiczność podczas Burn Selector Festivalu Publiczność podczas Burn Selector Festivalu Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Najbardziej pechowe wpadki - dwa odwołane koncerty

Już przed festiwalem okazało się (choć na tyle późno, że organizatorzy nie zdążyli nawet zaktualizować line-upu na rozdawanym festiwalowiczom programach), że Fenech-Soler - elektropopowa sensacja z Wielkiej Brytanii nie dotrze na koncert do Krakowa. A w sobotę dodatkowo odwołany został ostatni punkt programu - występ SEBASTIaNa, francuskiego specjalisty od electrohousowych remixów m.in. Klaxons czy Daft Punk, na który ostrzyli sobie uszy najwytrawniejsi znawcy muzyki klubowej. Ale nie ma tego złego - zmiast Fenech-Solera usłyszeliśmy Novikę, a na zakończenie festiwalu porywający set zaprezentowała część kolektywu Hercules & Love Affair.

La Roux była gwiazdą Selectora w 2011 r. La Roux była gwiazdą Selectora w 2011 r. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Naj naj naj finał - La Roux

Kulminacyjnym punktem imprezy miał być występ Elly Jackson. Młodziutka Brytyjka ma na swoim koncie tylko jedną płytę, ale za to pełną hitów. Dodatkowego smaczku koncertowi dodawał fakt, że to pierwszy koncert La Roux po długiej nieobecności, o czym sama opowiedziała niepewnym głosem na początku koncertu. I gdy już już wydawało się, że przerwa zrobiła swoje, a jedna płyta to jednak trochę za mało, by grać koncert zamknięcia po takich gwiazdach jak The Orb, Elly zagrała rewelacyjną nową piosenkę, po czym wprowadziła publiczność w ekstazę przebojem "Bulletproof". To się nazywa kulminacja!

Więcej o: