Burbon, karty i nabożeństwa. Historie z pokładu Air Force One

27 maja na warszawskim Okęciu wyląduje prawdopodobnie najbezpieczniejszy samolot świata. Boeing 747, którym przyleci do Polski Barack Obama, ma już ponad 20 lat. Ale to wciąż naszpikowana nowoczesną techniką, luksusowa maszyna, kontynuująca tradycje poprzedników. Pionierem lotnictwa wśród prezydentów USA był Theodore Roosevelt, jego lot odbył się jednak już po zakończeniu kadencji. Właściwa historia Air Force One rozpoczęła się ponad 30 lat później.
''Dixie Clipper'' ''Dixie Clipper'' fot. Wikipedia/United States Library of Congress

''Dixie Clipperem'' na tajne spotkanie z Churchillem

Przed II wojną światową prezydenci USA latali samolotami bardzo rzadko. Głównym powodem niechęci Białego Domu do podróży lotniczych był długotrwały wówczas brak komunikacji prezydenta z ziemią - czyli poważne utrudnienie kierowania państwem. Ale w 1943 r., kiedy zagrożenie atakiem niemieckich U-bootów na Atlantyku wzrosło tak, że podróż prezydenta USA statkiem do Europy stała się bardzo ryzykowna, w Waszyngtonie zaczęto myśleć o przystosowaniu specjalnego samolotu do prezydenckich podróży. I jeszcze w 1943 r. prezydent Franklin Delano Roosevelt poleciał na tajne spotkanie z Winstonem Churchillem hydroplanem Boeing 314, znanym jako ''Dixie Clipper''.

 

Produkowany w latach 1938-1941 Boeing 314 był jedną z największych samolotów na świecie. Nic dziwnego, że - według Kennetha Walsha, wieloletniego korespondenta z Białego Domu i autora książki ''Air Force One: A History of the Presidents and Their Planes'', prezydent Roosevelt żywo zainteresował się zarówno maszyną, jak i szczegółami pracy swojej załogi. A gdy z okazji dnia 61 urodzin w drodze powrotnej załoga postawiła przed nim tort urodzinowy, prezydent chwycił łopatkę i rozdzielił solidne kawałki ciasta między załogę i swoją ekipę.

''Sacred Cow'' ''Sacred Cow'' fot. Wikipedia/United States federal government

''Świętą Krową'' na konferencję w Jałcie

Po locie do Casablanki zapadła decyzja: do potrzeb prezydenta należy przystosować solidny samolot wojskowy. Pierwszą propozycją był C-87A VIP o numerze 41-24159. Maszyny o nazwie ''Guess Where II'' nie zaakceptowała jednak Secret Service - według służb specjalnych USA samolot nie był wystarczająco bezpieczny. Zamiast niego prezydent Roosevelt otrzymał do dyspozycji Douglasa VC-54 Skymastera. Ten czterosilnikowy, zwany ''Świętą Krową'' (''Sacred Cow'') samolot miał przeznaczone specjalnie dla prezydenta miejsce do spania, a także radiotelefon do łączności z ziemią i najważniejsza modyfikację - specjalną windę, którą poruszający się pod koniec życia na wózku inwalidzkim prezydent przemieszczał się między pokładami. Roosevelt użył samolotu jednak tylko raz. Poleciał nim na konferencję w Jałcie w lutym 1945 r.

''Independence'' ''Independence'' fot. Wikipedia/Truman Library photograph 72-814

''Independence'': lot nurkowy nad Białym Domem

Jeszcze na pokładzie ''Świętej Krowy'' następca Roosevelta, Harry Truman, podpisał akt utworzenia nowych sił lotniczych Stanów Zjednoczonych - U.S. Air Force. Dwa lata później wysłużonego Skymastera zastąpił Douglas DC-6, w siłach lotniczych USA oznaczony jako C-118 Liftmaster [ZOBACZ WIDEO]. Truman nazwał nową maszynę ''Independence''. Po raz pierwszy na prezydenckim samolocie pojawił się zewnętrzny emblemat - orzeł bielik amerykański na nosie maszyny.

Truman bardzo lubił swój samolot. Książka ''Air Force One: A History of the Presidents and Their Planes'' opisuje, że prezydent miał zwyczaj grywać na pokładzie ze swoimi doradcami w karty przy szklaneczce burbona. A gdy pewnego razu wystartował z Waszyngtonu, i dowiedział się, że tuż obok odbywają się pokazy lotnicze, które z dachu Białego Domu oglądają jego żona i córka, popisał się prawdziwie ułańską fantazją. Kiedy pilot ''Independence'' usłyszał, że ma wykonać nurkowanie nad Białym Domem, poprosił o powtórzenie rozkazu. - Zanurkujmy nad Białym Domem. Teraz - odparł prezydent. Kiedy ''Independence'' pierwszy raz śmignął nad prezydencką rezydencją na wysokości zaledwie ok. 150 m, rodzina prezydenta nie zorientowała się, co się dzieje - opisuje Walsh. Dopiero, kiedy ''Independence'' po raz drugi przeleciał 150 m nad Białym Domem, Margaret i Bess Truman zrozumiały, kto siedzi w samolocie, i pomachały w stronę prezydenckiej maszyny.

U.S. Air Force Lockheed VC-121E Super Constellation U.S. Air Force Lockheed VC-121E Super Constellation fot. Wikipedia/U.S. Air Force photo 050322-F-1234P-024

Air Force One

W 1953 roku samolot prezydenta USA, o numerze lotu 8610, napotkał w przestrzeni powietrznej drugi lot o identycznym identyfikatorze - cywilny lot linii Eastern Airlines. Aby uniknąć powtórzenia się podobnie niebezpiecznego przypadku, od tej pory każdy samolot, który wiózł prezydenta USA, otrzymywał specjalne oznakowanie - Air Force One. Za czasów prezydenta Dwighta D. Eisenhowera do służby w prezydenckiej flocie weszły dwa nowe samoloty - Lockheed C0121 Constellations (VC-121E). Otrzymały nazwy Columbine II i Columbine III [ZOBACZ WIDEO], a nadała im je osobiście Pierwsza Dama, ''Mamie'' Eisenhower. Columbine, czyli orlik błękitny, to oficjalny kwiat stanu Colorado, z którego pochodziła.

 

Produkowany przez Lockheeda w latach 1943-1958 Constellations był napędzany czterema 18-cylindrowymi śmigłowymi silnikami Wright R-3350. Charakterystyczny kształt samolotu przywodził na myśl sylwetkę delfina. W przekazanych do dyspozycji prezydenta Eisenhowera maszynach zamontowano m.in. system pozbywania się lodu ze skrzydeł i ogona. Prezydenckie maszyny wyposażono też m.in. w telefon i dalekopis. Obie wersje ''Columbine'' mogły latać z prędkością 480 km/h i mogły osiągnąć pułap 7300 m. Oprócz dwóch Lockheedów do dyspozycji Eisenhowera oddano też dwa Aero Commandery - najmniejsze samoloty, które służyły jako Air Force One.

Boeing 707 - SAM26000, czyli Air Force One Kennedy'ego i Johnsona Boeing 707 - SAM26000, czyli Air Force One Kennedy'ego i Johnsona fot. Wikipedia/www.af.mil

Boeingiem dookoła świata w 19 dni

Jeszcze pod koniec kadencji Eisenhowera, w 1958 r. do floty prezydenckich samolotów dodane zostały trzy Boeingi 707, o kodzie USAF: VC-137 [ZOBACZ WIDEO]. Latali nimi prezydenci Kennedy, Johnson i Nixon. Otrzymały oznaczenia (Special Air Mission - Specjalne Misje Powietrzne) SAM 970, 971 i 972. Także Eisenhower zdążył skorzystać z VC-137 - w czasie podróży po krajach Azji, znanej jako ''Flight to Peace'', odwiedził 11 krajów i pokonał 35 tys. km w 19 dni. Lecąc ''Columbine'' Eisenhower nie dokonałby tego w tak krótkim czasie.

Za kadencji J.F. Kennedy'ego do trzech Boeingów dołączył C-137 Stratoliner - zmodyfikowana wersja Boeinga 707, oznaczona numerem 26000. Projektant Raymond Loewy zaprojektował oficjalny wzór barw dla samolotów prezydenckich. Maszynę pomalowano na biało i na dwa odcienie niebieskiego. Na burtach znalazła się Pieczęć Prezydenta Stanów Zjednoczonych i napis ''United States Of America'', dla którego wzorem była czcionka tegoż napisu z pierwszej drukowanej kopii Deklaracji Niepodległości USA. Na ogonie maszyny umieszczono flagę USA.

 

SAM26000 służył prezydentom USA od Johna F. Kennedy'ego do Billa Clintona. JFK udał się na jego pokładzie do Dallas, gdzie zginął w zamachu. Ten sam samolot przywiózł ciało Kennedy?ego z powrotem do Waszyngtonu, i to na jego pokładzie dotychczasowy wiceprezydent Lyndon B. Johnson (zwany LBJ) złożył przysięgę prezydencką. LBJ bardzo polubił SAM26000, nazywał go nawet ''moim małym samolocikiem''. A w 1970 r. ruszył w nim w nieplanowaną wcześniej podróż dookoła świata. Odwiedził po drodze Kalifornię, Hawaje, Australię, Tajlandię, Wietnam Południowy, Pakistan i Włochy.

Ronald Reagan z małżonką na lotnisku w Moskwie Ronald Reagan z małżonką na lotnisku w Moskwie fot. Wikipedia/www.reagan.utexas.edu

SAM26000: z eskortą MIGów do Syrii, z przygodami do Austrii

W 1972 r. SAM26000 został samolotem rezerwowym, a jego miejsce zajął kolejny Boeing 707 - oznaczony jako SAM27000.

 

Pierwszy przetestował go Richard Nixon. i to bardzo dokładnie. W 1974 r. Nixon leciał do Syrii. Syryjski rząd wysłał dwa myśliwce Mig dla eskorty Air Force One. Ale nikt nie powiedział pilotowi prezydenckiej maszyny, że dostanie asystę. Kiedy pilot zobaczył lecące w jego kierunku dwa Migi, natychmiast podjął manewry unikowe. Na szczęście Siły Powietrzne USA szybko poinformowały go, że nadlatujące Migi to eskorta, a nie zagrożenie.

SAM27000 służył wszystkim prezydentom aż do 1990 r. Nixon udał się tym samolotem również w swoją ostatnią podróż jako prezydent - po ogłoszeniu rezygnacji z funkcji po aferze Watergate. W chwili, gdy urząd przejął Gerald Ford, nad stanem Missouri oznaczenie samolotu zmieniło się z Air Force One na SAM27000.

Ford nie mógł zresztą zbyt dobrze wspominać Air Force One. Wysiadając z samolotu na lotnisku w Austrii następca Nixona w połowie drogi w widowiskowy sposób ześlizgnął się po mokrych od deszczu schodkach i ''zjechał'' na płytę lotniska.

.

Air Force One (Boeing 747 VC-25) nad Mount Rushmore Air Force One (Boeing 747 VC-25) nad Mount Rushmore fot. Wikipedia/US Air Force

VC-25: samowystarczalny powietrzny bunkier

Za kadencji Ronalda Reagana do służby nie wszedł żaden nowy samolot. W 1985 r. zamówiono jednak dla potrzeb prezydenckiej floty nowe samoloty. Zmodyfikowane maszyny Boeing 747-200B trafiły do użytku w 1990 r., za kadencji George'a Busha seniora. Oznaczone numerami 28000 i 29000 samoloty otrzymały też oznaczenie amerykańskiej armii - VC-25.

SAM28000

Wysoki na prawie sześć pięter (ok. 19 m), ponad 70-metrowej długości kolos zapewnia komfortowe warunki dla 26 osób załogi i 76 pasażerów. Rozpięte na szerokości 59,6 m skrzydła i cztery turbowentylatorowe silniki General Electric CF-6-80C2B1 umożliwiają zwiększenie wagi samolotu do maksymalnie 375 ton. Na wysokości prawie 10,7 km Air Force One może lecieć z maksymalną prędkością 1,015 km/h (0,92 macha). Kosztujące około 325 mln. USD samoloty oplecione są plątaniną 383 km kabli - dwa razy dłuższą, niż w standardowym 747. Całe okablowanie jest chronione przed impulsem elektromagnetycznym, mogącego powstać przy ataku nuklearnym. Samoloty wyposażono w elektroniczne zagłuszacze wrogich radarów, konwencjonalne flary cieplne służące myleniu rakiet przeciwlotniczych, a także tzw. dipole odbijające, chroniące przed rakietami sterowanymi radarem.

SAM29000

Kwatera prezydenta na Air Force One Kwatera prezydenta na Air Force One fot. Wikipedia/George Bush Presidential Library and Museum

We wnętrzu prezydenckiej maszyny

Na dolnym pokładzie Air Force One znajduje się przestrzeń bagażowa i spiżarnia. Poziom II to główny pokład dla pasażerów, podzielony na pomieszczenia dla załogi, gości, służb specjalnych i mediów. Na najwyższym pokładzie znajduje się kabina pilotów i urządzenia telekomunikacyjne. Samolot ma trzy wejścia: frontowe przeznaczono dla prezydenta, jedno z tylnych dla dziennikarzy i innych pasażerów. Przód samolotu to kwatera prezydenta: sypialnia, łazienka z prysznicem i prywatny gabinet, zwany ''Gabinetem Owalnym Air Force One''. Wprost z samolotu prezydent może zwrócić się z orędziem do narodu. Air Force One to centrum dowodzenia, z 87 telefonami, 19 telewizorami i salą konferencyjną wyposażoną w 50-calowy ekran plazmowy.

Według oficjalnej strony Air Force One, samolot posiada też gabinet lekarski ze stołem operacyjnym i apteką. W każdy lot z prezydentem udają się lekarz i pielęgniarka. VC-25 może przelecieć 12,6 tys. km bez tankowania. A jeśli lądowanie z jakichś powodów nie byłoby możliwe - Air Force One zawsze można dotankować w powietrzu. Samolot jest praktycznie samowystarczalny: nie potrzebuje nawet zapewnianych przez lotnisko schodków - ma własne, przewozi też cały niezbędny zapas żywności.

S-3 Viking startuje z lotniskowca USS Abraham Lincoln S-3 Viking startuje z lotniskowca USS Abraham Lincoln Fot. Wikipedia/U.S. Navy photo by Photographer's Mate Airman Philip A. McDaniel

Navy One na lotniskowiec. Czy z Bushem leciał pilot?

Według Kennetha Walsha, wielu prezydentów siadało w kokpicie Air Force One, by popatrzeć na pracę pilotów. Znalazł się też jeden, który usiadł za sterami wiozącej go maszyny, jednak nie był jedynym jej pilotem. W czteroosobowej kabinie Lockheeda S-3 Viking usiadł prezydent George W. Bush. Oprócz niego na pokładzie było dwóch pilotów i agent służb specjalnych.

George W. Bush po lądowaniu na USS Abraham Lincoln

Prezydent George W. Bush po lądowaniu na USS Abraham Lincoln

Czteromiejsowy, dwusilnikowy odrzutowiec S-3 w latach 90. XX w. zmienił przeznaczenie ze zwalczania okrętów podwodnych na wsparcie zwiadowcze dla grupy bitewnej lotniskowców. Maszyna stacjonowała wyłącznie na tym typie statków. Poprzedni prezydent USA miał doświadczenie lotnicze, dlatego podczas lądowania Vikinga na pokładzie lotniskowca nie był jedynie biernym asystentem pilotów. Na czas pobytu Busha na pokładzie S-3 - jako jednostka maarynarki wojennej, a nie sił powietrznych - otrzymał nazwę kodową Navy One zamiast Air Force One.

Barack Obama ze swoim sztabem w sali konferencyjnej Air Force One Barack Obama ze swoim sztabem w sali konferencyjnej Air Force One fot. Wikipedia/White House (Pete Souza)/ Maison Blanche (Pete Souza)

Prezydent w samolocie: rozmowy, karty, praca, nabożeństwo

Każdy z lokatorów Białego Domu odcisnął na Air Force One swoje piętno. Słynący z osobistej skromności i nieznoszący oficjalnej pompy prezydent Carter przystosował wnętrze samolotu do swoich upodobań, i upierał się, by on i jego rodzina sami wnosili swój bagaż na pokład. Truman z kowbojską fantazją latał nad Białym Domem, Nixon chciał prywatności dla rodziny i tak też przebudował samolot po Johnsonie, a Bill Clinton, który zawsze od snu wolał w samolocie pograć w karty i oglądać filmy, słynął z gadulstwa. Był dzięki temu szczególnie lubiany w przedziale prasowym, gdzie wpadał na pogawędki. Gorzej znosili to doradcy prezydenta, którzy obawiali się, że w nieoficjalnych okolicznościach Clinton powie coś, czego mówić nie powinien. Jak jednak podkreśla w swojej książce K. Walsh, Clinton na pokładzie Air Force One potrafił też ciężko pracować. Z kolei prezydent George W. Bush, który w dojrzałym wieku stał się człowiekiem głęboko religijnym, zażyczył sobie w Niedzielę Palmową nabożeństwa na pokładzie. Śpiewanie pieśni wzięła na siebie sekretarz stanu Condoleezza Rice. W rozmowie z Walshem Bush wyznał mu zresztą, że ''czuł obecność Boga wśród przyjaciół na Air Force One''. Na razie niewiele niestety wiadomo o ''zwyczajach pokładowych'' Baracka Obamy.

Boeing 787 Dreamliner podczas dziewiczego lotu Boeing 787 Dreamliner podczas dziewiczego lotu fot. Wikipedia/boeingdreamscape

Obama: kierunek Warszawa. A nowe Air Force One na horyzoncie

Obsługiwana przez 89 skrzydło US Air Force z bazy Andrews w stanie Maryland prezydencka flota szykuje się do zmian. Siły powietrzne zamówiły następcę obecnego Air Force One. Wśród kandydatów wymieniane były początkowo Boeing 747-8 i A380, produkowany przez konsorcjum EADS Airbus. 7 stycznia 2009 r. siły powietrzne USA ogłosiły, że nowy samolot ma wejść do prezydenckiej flotylli w 2017 r. 21 dni później EADS ogłosił, że nie będzie ubiegał się o ten kontrakt. To oznacza, że nowym Air Force One zostanie niemal na pewno znowu Boeing. Firma rozważa przygotowanie do tej roli modelu 747-8 lub najnowszego 787 Dreamlinera.

27 maja do Warszawy przyleci jeszcze ''stary'' Air Force One. Kiedy samolot z Barackiem Obamą i (z teczką z kodami do głowic nuklearnych, która podróżuje zawsze z prezydentem) wyląduje na warszawskim lotnisku, będzie ono najlepiej strzeżonym miejscem na świecie. Amerykańskie służby specjalne od tygodni współpracują z Polakami nad zabezpieczeniem wizyty i szczytu państw Europy Środkowej i USA. Zwłaszcza po zastrzeleniu 2 maja przez Amerykanów Osamy ben Ladena.

Komentarze (91)
Burbon, karty i nabożeństwa. Historie z pokładu Air Force One
Zaloguj się
  • polujacy_na_kaczki

    Oceniono 13 razy 11

    jezu Chryste, żygać się od was chce! Nie ważne, o czym jest artykuł i tak zawsze znajdzie się kilku/kilkunastu debili, którzy koniecznie muszą napisać, że PiS to, a PO tamto. Na dodatek nic nowego, nic od siebie, tylko zawsze tę samą idiotyczną, prpagandową papkę przciwników dowolnej strony tego prymitywnego konfliktu. Dajcie sobie spokój, bo wstyd mi za was, jako Polaków. Zajmijcie się czymś pożytecznym.

  • swawolny_dyzio

    Oceniono 11 razy 11

    Więc już wiadomo na kim wzorował się Kaczyński gdy wymuszał lądowanie w Tbilisi. Tyle że "Zanurkujmy nad Białym Domem. Teraz" Trumana brzmi bardziej elegancko niż "ląduj dziadu"

  • judaszowy

    Oceniono 8 razy 8

    jak sie Rydzyk dowie że nie jest najważniejszy będą jaja.

  • sverir

    Oceniono 5 razy 5

    W sumie interesujący artykuł, ale w jednym miejscu redaktor popełnił błąd, którego ustrzegł się wcześniej. Otóż AFO to oznaczenie każdego samolotu sił powietrznych, na którym przebywa prezydent USA, a nie tylko tego konkretnego modelu. Dlatego może być i tak, że "na dolnym pokładzie Air Force One" wcale nie będzie bagażowni i spiżarni.

  • miroo

    Oceniono 5 razy 5

    a w dodatku gdy pilot takiego samolotu mówi: w tych warunkach nie damy rady wylądować...

    ... to nawet Prezydent USA "nie podejmuje decyzji" o lądowaniu i nikt pilotowi lądować nie każe...

    W Polskim "air force one" za kadencji Kaczyńskiego było odwrotnie - co można przeczytać ze stenogramów... piloci powiedzieli, że sytuacja jest beznadziejna i nie ma co próbować lądować ale "prezydent podjął decyzję"...

  • popijajac_piwo

    Oceniono 5 razy 5

    No proszę, Truman powiedział "Zanurkujemy nad Białym Domem", a Tuman powiedział "Wylądujemy w Smoleńsku"...

  • xsawer

    Oceniono 6 razy 4

    " W. Bush, który w dojrzałym wieku stał się człowiekiem głęboko religijnym, zażyczył sobie w Niedzielę Palmową mszy na pokładzie."
    Jakże bezkresna jest ignorancja redaktorów GW. U protestantów nie ma mszy świętej, jest nabożeństwo. Niebędę im tłumaczył różnicy bo mieli w szkole lekcje religii i powinni to wiedzieć. A może przez te lekcje są ignorantami w sprawie obrządków.

  • lodzermensz1

    Oceniono 4 razy 4

    @jedynyrafcio
    Prawie jakbym czytał wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego: "ostatnim prawdziwym prezydentem RP był..."

  • no4nwo

    Oceniono 10 razy 4

    Michał Gostkiewicz musi być zajebiście nieszczęśliwym / skrzywdzonym przez życie / zindoktrynowanym / nawiedzonym kolesiem, skoro dla niego obama to najważniejsza osoba na świecie. dla mnie na przykład najważniejsza na świecie jest moja córka/matka/ojciec/.

    gazeta pierze mózgi aktywnie i zaangażowaniem. ręcoma ułomnych redaktorków.

    do tego te pożal się boże artykuliki w formie slajdów. pi€rdolę, nie klikam. gazeta uczestniczy w procesie ogłupiania widocznie nie dość jeszcze ogłupiałego społeczeństwa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX