Wojna szwedzko-amerykańska pod flagą Millenium. Która wersja 'Dziewczyny z tatuażem' lepsza?

O tym filmie było głośno na długo zanim David Fincher włączył kamerę. Miliony przeczytały przecież trylogię 'Millennium' Stiega Larssona, a potem oglądały szwedzką ekranizację ze znakomitą Noomi Rapace w roli Lisbeth Salander. A tu pojawia się reżyser z Hollywood i twierdzi, że on potrafi lepiej. Ale już po pierwszych seansach na amerykańską 'Dziewczynę z tatuażem', a szczególnie grającą ją Rooney Marę spadł grad pozytywnych recenzji. Przyjrzyjmy się bliżej filmom z oby stron oceanu.

Zwiastuny i liczby

Wersja szwedzka

Rok realizacji: 2009

Reżyser: Niels Arden Opiev

Obsada: Michael Nyqvist, Noomi Rapace, Sven-Bertil Taube

Zysk: 10 milionów dolarów w USA, 104 na świecie

 

Wersja amerykańska

Rok realizacji: 2011

Reżyser: David Fincher

Długość: 156 min.

Obsada: Daniel Craig, Rooney Mara, Christopher Plummer

Zysk: póki co 80 milionów dolarów w USA, 29 milionów na świecie

Plakaty

Konsekwencja, minimalizm, tylko czerń i biel - wszystkie plakaty amerykańskiej wersji utrzymano w tym samym, robiącym wrażenie klimacie. Nie tylko plakaty, podobnie wyglądała również strona internetowa filmu, na której umieszczono kartotekę głównych bohaterów.

Mroczna kartoteka z "Millennium". Zobacz kluczowe postaci >>

Plakaty szwedzkiej wersji, utrzymane w tradycyjnej konwencji kinowego afiszu, robiły dużo mniejsze wrażenie. Ale w obu przypadkach jasne było, że to Lisbeth gra tu filmowe pierwsze skrzypce. W jednej z szwedzkich wersji plakatu Mikaela zabrakło w ogóle.

Mikael Blomkvist

Obsadzenie Daniela Craiga w roli Mikaela Blomkvista wywołało emocje równe tym, jakie towarzyszyły jego debiutowi w roli Bonda. Ale tak jak w przypadku 007 szybko okazało się, że oryginalność i niepełne dopasowanie do książkowego oryginału czynią z niego jednego z najciekawszych agentów w serii, tak i w tym przypadku zaskoczenie może działać na jego korzyść.

- Craig jako Blomkvist nie daje pretekstu, by kojarzyć go z Bondem. Ma siwawy zarost, nosi okulary. Częściej siedzi niż biega, raczej myśli, niż bije - napisał Jacek Szczerba w swojej recenzji.

Według niektórych krytyków po szwedzkim odtwórcy roli Blomkvista - Michaelu Nyqviście, o którym można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest gogusiem, Craig jest po prostu za przystojny. Ale dla większości kinomanów (i kinomanek) to raczej nie będzie problemem:)

Lisbeth Salander

O pojedynku Noomi Rapace vs. Rooney Mara napisano już wszystko i to jeszcze zanim amerykańska wersja weszła do kin. Nic dziwnego, że odtwórczyni roli Lisbeth wzbudza tyle emocji - dawno nie było tak barwnej postaci w literaturze i filmie.

Wydawało się, że Rapace zagrała Lisbeth tak, że lepiej już nie można. Była jednocześnie ordynarna i inteligentna, zimna i pełna emocji, nie mówiąc już o wszystkich uczuciach, jakie kryły się w TYM spojrzeniu.

- Noomi Rapace jest niby niebrzydka, ale alienacja i bunt czynią ją odpychającą, nie tylko w kwestii wyglądu zewnętrznego. Salander Rooney Mary jest łagodniejsza. Tamta była ostrą punkówą. Ta też jest ostra, ale w bladości jej twarzy jest coś z romantycznego wampira - pisze krytyk Gazety Wyborczej Jacek Szczerba.

Romantyczny wampir przypadł chyba do gustu krytykom, bo to wokół Rooney koncentrowały się wszystkie (pozytywne!) recenzje po światowej premierze "Dziewczyny...". - Chociaż to ja gram główną rolę - to ona ukradła mi cały film - żartuje Daniel Craig.

Jak się ma do Lisbeth życiorys Rooney? Nijak - czytaj w Dużym Formacie >>

Muzyka

Po Oscarze za soundtrack do filmu "Social Network" Fincher nie miał wątpliwości i o skomponowanie soundtracku do "Dziewczyny..." poprosił duet Trent Reznor & Atticus Ross. Zachwyt wywołał już promujący film cover Led Zeppellin, który Reznor wykonuje wraz z wokalistką Yeah Yeah Yeahs - Karen O.

Muzyka Reznora idealnie dopasowuje się do sposobu zmontowania i tempa filmu Finchera. Drapieżne, szorstkie dźwięki współgrają z montażowymi skokami, zlepkami zdjęć i sekwencjami zdarzeń z przeszłości przeplatającymi się z teraźniejszością. Choć w porównaniu do zimnej symfoniki Jacoba Grotha, szorstki Reznor może wypadać mało "skandynawsko".

Nastrój

- To film zimny. Kadry są szarawe, częściej coś dzieje się w ciemności, niż w słońcu. Zimno bije też od ludzi.  Zdecydowanie nie dla grzecznych dzieci - ostrzega Gazeta Wyborcza przed seansem "The Girl with the Dragon Tattoo".

David Fincher był ponoć bliski przeniesienia akcji "Millenium" do USA. Ale wyprawa do Szwecji uświadomiła mu, że Seattle jako Sztokholm nie przejdzie. - Nie znałem przedtem dokładnie Szwecji, miałem w głowie wiele stereotypów - przyznaje. Niewiedza czasem jednak pomaga. Dzięki niej reżyser wychwycił wiele niewidocznych dla Szwedów szczegółów, których Larsson nie czuł potrzeby opisywać np. to, że w Szwecji drzwi do mieszkania otwierają się zawsze do wewnątrz.

Gęstej atmosferze oryginału ciężko będzie jednak dorównać. W szwedzkiej wersji klimat całej trylogii niesamowicie oddaje wnętrze mieszkania, w którym adwokat Bjurmann, opiekun prawny Salander, gwałci swą podopieczną. Sposób rozlokowania sprzętów, które znajdują się w jego sypialni, kolor tamtejszych ścian - to doskonałe odwzorowanie złych emocji - pisaliśmy dwa lata temu. Nie bez znaczenia jest też swoista "egzotyka" języka szwedzkiego. Ale trzeba przyznać - Fincher robił co mógł. Jak poradził sobie ze śniegiem? Czytaj w artykule Wojtka Orlińskiego.


Rooney Mara jako Lisbeth Rooney Mara jako Lisbeth

Słabości?

"Ten film chwilami nie opowiada historii Blomkvista i Salander, lecz ją streszcza" - ten zarzut często pojawiał się w recenzjach szwedzkiej wersji. Niektóre sceny wydają się napisane tylko po to, by przekazać ważny wątek widzom, którzy nie przeczytali książki. Ale wraz z upływem czasu akcja się rozpędza.

W amerykańskiej wersji sytuacja wygląda odwrotnie. - Film ogląda się bez znużenia, mimo mamuciego rozmiaru. Ale kulminacyjna scena, rozgrywająca się w swoistej "piwnicy tortur" jest bardziej groteskowa, niż przerażająca - ocenia Paweł Mossakowski w Co Jest Grane. Krytycy zarzucają też Fincherowi skrótowe potraktowanie zakończenia głównego wątku, ale z drugiej strony miał odwagę zakończenie to nieco zmodyfikować. By widzowie z jeszcze większą ekscytacją oczekiwali kolejnych dwóch części amerykańskiej ekranizacji.

Przedtem jednak porównaj inne amerykańskie przeróbki  z ich oryginalnymi wersjami >>

Więcej o: