Dyktatorzy przed sąd! [ZOBACZ FILM WATCH DOCS]

Tzw. ''Arabska Wiosna'' trwa - świat arabski sądzi swoich dyktatorów. Czarna Afryka wciąż ma z tym problem. Pokazuje to film z festiwalu WATCH DOCS - ''Łowca Dyktatorów'' (link do niego na dole pierwszego slajdu). Kiedy przed sądem staną kolejni władcy?

Kaddafi miał być kolejnym sądzonym dyktatorem

Muammar Kaddafi miał być kolejny dyktatorem, który przed sądem odpowie za lata swych rządów. Zginął zanim zdążył stanąć przed wymiarem sprawiedliwości.

27 czerwca 2011 r. Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Muammara Kaddafiego w zw. z podejrzeniem o zbrodnie przeciwko ludzkości. Jeśli Kaddafi stanąłby przed sądem, musiałby odpowiedzieć za liczne zbrodnie. Lista zarzutów Zachodu wobec satrapy z Trypolisu jest długa: finansowanie palestyńskich, irlandzkich (IRA) i niemieckich (Frakcja Czerwonej Armii) terrorystów, zabójstwa krytyków reżimu za granicą i liczne zamachy bombowe. To Kaddafi odpowiada za atak na dyskotekę ''La Belle'' w Berlinie Zachodnim w 1986 r i zamach na samolot Pan Am w Lockerbie z 1988 r., w którym zginęło 270 osób. I choć za część ze swoich wybryków reżim z Trypolisu już zapłacił, to sam Kaddafi pozostał bezkarny. Do listy jego zbrodni można dodać bombardowanie miast zajętych przez opozycję i nakazanie żołnierzom gwałcenia kobiet na masową skalę w ramach walki z rebelią. Dzisiejsza wojna domowa w Libii nie dziwi - Kaddafi od chwili przejęcia władzy dławił próby sprzeciwu. Rozwinął bezpiekę i system podsłuchów, często osobiście nadzorował egzekucje pokazywane w państwowej telewizji. Także i tym razem poszedł na konfrontację. Libijczyk miał ogromne ambicje - był zwolennikiem panarabskiej, a potem panafrykańskiej jedności. Jego plany nie zawsze spotykały się ze zrozumieniem sąsiadów, jak Czadu, z którym Kaddafi toczył wieloletnią wojnę. Od 1982 r. jego przeciwnikiem w tej wojnie był Hissene Habre - rządzący w latach 1982-1990 krwawy tyran opisany w filmie ''Łowca Dyktatorów''.


Hissene Habre. Kadr z filmu ''Łowca Dyktatorów'' Hissene Habre. Kadr z filmu ''Łowca Dyktatorów''

Kat Czadu wciąż unika sprawiedliwości

Reed Brody, prawnik Human Rights Watch, który pomógł przekonać Izbę Lordów do wydalenia Augusto Pinocheta z Wielkiej Brytanii, przez lata walczył o postawienie Habre'a przed sądem. O jego staraniach opowiada wyreżyserowany przez holenderską dokumentalistkę Klaartje Quirijns i pokazany na w 2007 r. na festiwalu WATCH DOCS film ''Łowca Dykatorów''. W 2007 r. wydawało się, że sprawiedliwość dosięgnie Habre'a - Senegal, w którym były dyktator przebywa w luksusowym areszcie domowym, zapowiedział, że go osądzi.



Minęły jednak prawie cztery lata, a Habre wciąż mieszka w Senegalu. W tym czasie wyrok śmierci wydał nań ojczysty Czad. W czerwcu 2011 r. Senegal zapowiedział ekstradycję Habre'a do ojczyzny. Niedługo później rząd w Dakarze zmienił zdanie. Ofiary terroru Habre'a wciąż nie doczekały się sprawiedliwości. A lista zarzutów jest długa. Wykształcony na Zachodzie Habre rządził Czadem od 1982 do 1990 r. Jego tajna policja, DDS, dokonywała czystek etnicznych, masowych aresztowań i zabójstw, torturowała przeciwników politycznych. Kaci z DDS lubowali się w przypalaniu, rozpylaniu gazu w oczy, nos i usta i przytykaniu ust aresztowanych do rur wydechowych działających samochodów. Według szacunków z rąk reżimu zginęło ok. 40 tys. ludzi.
Jean-Bedel Bokassa i Charles Taylor Jean-Bedel Bokassa i Charles Taylor fot. Wikipedia/Makakaaaa/Jerry Lampen AP/montaż: Gazeta.pl

Czarna Afryka bezkarna. Dwóch przed sądem to za mało

Do niedawna Hissene Habre był jedynym afrykańskim dyktatorem, który musiał bać się sądu. Wielu byłych satrapów Czarnej Afryki może spać spokojnie bądź zdążyło już umrzeć w spokoju i dostatku. Wśród nielicznych, którzy zostali osądzeni i skazani bądź czekają na wyrok sądu, jest m.in. dwóch pupili Muammara Kaddafiego - Jean-Bedel Bokassa, dyktator Republiki Środkowoafrykańskiej, i Charles Taylor z Liberii. Bokassa rok po upadku swoich rządów został zaocznie skazany na śmierć za udział w masakrze młodzieży w 1979. Kiedy siedem lat po swoim upadku próbował powrócić do kraju, został oskarżony o zdradę, morderstwo, kanibalizm i malwersacje. W 1987 r. skazano go na śmierć, ostatecznie spędził jednak w więzieniu tylko sześć lat. Trzy lata po wyjściu na wolność zmarł jako osoba prywatna. Z kolei Charles Taylor przebywa w więzieniu w Hadze. Stamtąd odpowiada przed Specjalnym Sądem dla Sierra Leone ws. swojej roli w wojnie w tym kraju, m.in., według sądu, za ''amputacje rąk i nóg mężczyzn, kobiet i dzieci w ramach kampanii 'spalonej ziemi', której celem było przejęcie bogatego w kopalnie diamentów regionu''.

fot. Wikipedia/Makakaaaa/Jerry Lampen AP/montaż: Gazeta.pl
Mengistu Hajle Mariam, Mobutu Sese Seko i Mohammed Siad Barre Mengistu Hajle Mariam, Mobutu Sese Seko i Mohammed Siad Barre fot. Wikipedia/Frank Hall/Daffy123/Rainer Mittelstädt/Bundesarchiv/U.S. Library of Congress

Amin, Mobutu, Mengistu, Barre... kaci czarnej Afryki bez kary

Sprawiedliwości uniknęli za to tacy zbrodniarze jak Idi Amin z Ugandy, którego liczba ofiar jest szacowana przez organizacje broniące praw człowieka na od 100 tys. do pół miliona, Mobutu Sese Seko z Kongo, który torturował ministrów własnego rządu, oskarżony o ludobójstwo Mengistu Hajle Mariam z Etiopii czy dyktator Somalii Mohammed Siad Barre, według ONZ twórca ''jednego z najbardziej lekceważących prawa człowieka reżimów w Afryce''. Wszyscy stracili władzę, żaden nie usłyszał wyroku za swoje uczynki. Bezkarność wielu dyktatorów czarnej Afryki kontrastuje z falą rewolucji w afrykańskich krajach arabskich.

Zine el-Abidine Ben Ali Zine el-Abidine Ben Ali Fot. Hassene Dridi/AP/edycja: Gazeta.pl

35 lat dla Ben Alego. Kolejne wyroki w drodze. Dyktator też - uciekł

Rządzący Tunezją przez 24 lata Zine el-Abidine Ben Ali stracił władzę w styczniu po fali niepokojów społecznych i trwających ponad miesiąc masowych demonstracjach. 14 stycznia razem z żoną i dwójką dzieci uciekł do Arabii Saudyjskiej. 20 czerwca Ben Alego i jego żonę Leilę Trabelski tunezyjski sąd skazał zaocznie na 35 lat więzienia i grzywny w wysokości odpowiednio: 50 mln dinarów (25 mln euro) i 41 mln dinarów w procesie dotyczącym sprzeniewierzenia publicznych pieniędzy. Proces trwał jeden dzień. Niedługo później Ben Ali został zaocznie skazany na 15 lat więzienia za przechowywanie broni i narkotyków w swoich tunezyjskich posiadłościach. Nie wiadomo jednak, czy kiedykolwiek były satrapa z Tunisu odsiedzi oba wyroki - u Saudów znalazł bezpieczne schronienie. Gdyby obalony przywódca Egiptu Hosni Mubarak poszedł jego śladem, dziś zapewne również żyłby spokojnie w zaprzyjaźnionym kraju. Mubarak pozostał jednak w Egipcie. A jego byli poddani wytoczyli mu proces.

83-letni Mubarak na ostatnią rozprawę przyjechał ze szpitala w łóżku 83-letni Mubarak na ostatnią rozprawę przyjechał ze szpitala w łóżku Fot. AP

Mubarak przed sądem na szpitlanym łóżku

Hosni Mubarak zdobył władzę w Egipcie niejako ''przypadkiem'' - jako wiceprezydent kraju zastąpił zamordowanego w 1981 r. w zamachu prezydenta Anwara Sadata. Wprowadził stan wyjątkowy i na 30 lat stał się faktycznym dyktatorem Egiptu. Kiedy 11 lutego ustąpił po prawie miesiącu masowych protestów w Kairze i innych miastach, tłumy rozradowanych Egipcjan wyległy na ulice, krzycząc "Allahu akbar!". Niecałe pół roku później państwo postawiło zarzuty byłemu przywódcy - 3 sierpnia rozpoczął się proces. Mubaraka oskarżono o spowodowanie śmierci setek osób, które uczestniczyły w antyrządowych demonstracjach. Grozi mu nawet kara śmierci. W ciagu 18 dni demonstracji w Egipcie zginęło prawie 850 osób, a ponad 6 tys. zostało rannych. 15 sierpnia schorowany były prezydent uczestniczył w posiedzeniu sądu leżąc na szpitalnym łóżku. Po tym, jak transmisja z pierwszego posiedzenia pobiła w krajach arabskichrekordy oglądalności, 15 sierpnia sąd zakazał filmowania procesu. Kolejne posiedzenie sądu 5 września. Dziennikarze zostaną wpuszczeni dopiero na ogłoszenie wyroku.

Prezydent Jemenu Ali Abdullah Saleh Prezydent Jemenu Ali Abdullah Saleh Fot. REUTERS/AMMAR AWAD

Ranny, leczony za granicą. Władzy oddać nie chce

Ciężko ranny 3 czerwca w zamachu na meczet w pałacu prezydenckim prezydent Jemenu Ali Abd Allah Salah zaraz po ataku wyjechał na leczenie do Arabii Saudyjskiej. W zamachu zginęło 11 osób, 124 zostały ranne.

Rewolta przeciwko Salahowi wybuchła w styczniu. Rządzący od ponad 30 lat prezydent niedługo przed zamachem obiecał, że nie będzie kandydował w kolejnych wyborach. Pod koniec maja odmówił jednak podpisania umowy ws. zakończenia niepokojów społecznych w kraju. Po wylądowaniu w Rijadzie tuż po zamachu Salah wysiadł z samolotu o własnych siłach, ale obrażenia na jego szyi i twarzy były wyraźnie widoczne. Według "El Pais", odłamki raniły go w twarz, szyję i klatkę piersiową. W późniejszym przemówieniu do narodu prezydent pokazał się na ekranie z zabandażowanymi rękami i widocznymi poparzeniami. Według CNN miał poparzone 40 proc. ciała i uszkodzone płuco. Będzie musiał przejść operacje plastyczne.

Nie wiadomo czy jemeński przywódca zachowa władzę. Tymczasowo w kraju rządzi wiceprezydent Jemenu i pełniący obowiązki głowy państwa Abd al-Rab Mansur al-Hadi. Opozycja zapowiada, że nie dopuści do powrotu Salaha do władzy. - Leczenie potrwa kilka miesięcy, więc Salah jest już poza wszelkim politycznym zainteresowaniem. Ale on ma potężną rodzinę i ona będzie walczyć o wpływy - mówił w TOK FM arabista, prof. Janusz Danecki.

Prezydent Syrii Baszar al-Assad Prezydent Syrii Baszar al-Assad Fot. Anonymous AP

Czy Baszar al-Asad będzie następny? Na razie wygrywa

''Arabska Wiosna'' trwa. Pewni władzy nie mogą być przywódcy Algierii, Maroka czy Jemenu. Na baczności muszą się mieć radykałowie z Teheranu. Dwa lata temu zdławili Zieloną Rewolucję po wyborach prezydenckich, teraz jednak przykłady z Tunezji, Egiptu czy Libii mogą okazać się zaraźliwe. Chociaż irańskie władze po upadku Mubaraka pochwaliły wybór egipskiego społeczeństwa, to równocześnie zablokowały odbiór programu BBC w języku perskim. Kanał obszernie relacjonował egipską rewolucję. Jednak najcięższa walka z dyktatorem toczy się obecnie w Syrii, gdzie od marca trwają prodemokratyczne protesty. Demonstranci żądają reform politycznych, przestrzegania praw obywatelskich i zniesienia wprowadzonego 8 marca 1963 roku stanu wyjątkowego. Prezydent Asad 21 kwietnia spełnił ten postulat. Nie zrezygnował jednak z brutalnej rozprawy z opozycją. Syryjska armia pacyfikuje kolejne demonstracje. Przez granice z Libanem i Turcją przeszły już tysiące uchodźców. Według danych ONZ, w wyniku represji od marca w Syrii zginęło ponad 2200 osób. Human Rights Watch ujawniła, że syryjska bezpieka torturowała setki osób. Znajdowane są też zmasakrowane ciała zaginionych. Syryjskie wojsko dokonało też krwawych szturmów na zbuntowane przeciw Asadowi miasta, m.in. 800-tysięczną Hamę, gdzie w lipcu na ulice wyszło pół miliona ludzi.

Prezydent Assad najwyraźniej wyciągnął wnioski z upadku Ben Alego, Mubaraka i Kaddafiego. Nie ma zamiaru trafić przed sąd. Na łagodny wyrok nie mógłby liczyć.

Więcej o: