5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]

5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]

  • wtorek, 07 maja 2013
  • Pani Grażyna Garboś-Jędral kontaktuje się z Gazeta.pl po publikacji wywiadu z Anną Kęsicką, mamą Jasia, który zmarł, bo kolejni lekarze nie potrafili zdiagnozować u niego sepsy. Pani Grażyna w swoim mailu deklaruje, że jest radcą prawnym z doświadczeniem w sprawach sądowych o błędy medyczne i deklaruje pani Ani wsparcie prawne.

    Dodaje, że sama też padła „ofiarą błędów lekarzy, którzy zrobili z niej kalekę”. „Cudem przeżyłam, co potwierdzili biegli. Już wygrałam w I instancji, przechodząc 9-letnią gehennę w sądzie... Zasądzono mi najwyższe odszkodowanie, jakie kiedykolwiek w Polsce przyznały sądy za utratę zdrowia” – pisze nam.

    Swoją historią chce zainteresować media dopiero teraz, bo obawia się, że "sprawa stała się polityczna i w Sądzie Apelacyjnym prawda i jej umiejętności prawnicze zdadzą się na nic".

    Nawiązujemy z panią Grażyną kontakt.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • czwartek, 09 maja 2013
  • W trakcie pierwszej wymiany maili dowiadujemy się, że szpital, w którym w 2004 r. z pani Grażyny – jak mówi kobieta – uczyniono kalekę, to Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Banacha w Warszawie, największy szpital w kraju. Okazuje się, że kobieta wcześniej pracowała tam jako radca prawny – do jej obowiązków należało reprezentowanie szpitala w sprawach... o błędy medyczne.

    Sąd I instancji po blisko 9 latach zasądził jej w listopadzie ub.r. 2,5 mln zł odszkodowania – z odsetkami 5 mln zł – które placówka ma zapłacić pani Grażynie. Ma to być rekompensata za to, że kobieta dziś prawie nie chodzi, cierpi z powodu postępującego uszkodzenia kręgosłupa, ma nieoperacyjną przepuklinę, nieuleczalne problemy z układem trawiennym, moczowym, brak funkcji seksualnych, usunięte trzy łuki kręgowe i kilka metrów jelita cienkiego. To najwyższe odszkodowanie w sprawie o błędy medyczne w kraju.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • niedziela, 12 maja 2013
  • Przez kolejne sześć miesięcy wielokrotnie odwiedzamy panią Grażynę w jej domu pod Warszawą. W tym czasie zapoznajemy się z historią jej choroby (chorób), dokumentacją medyczną i aktami sądowymi sprawy.

    Historia pani Grażyny zaczyna się w nocy z 1 na 2 czerwca 2004 r., kiedy kobieta trafia z zawałem serca do szpitala przy ul. Banacha. Po tym, jak lekarze ratują jej życie, zaczyna jednak odczuwać bardzo silne bóle w okolicach klatki piersiowej. Ich przyczyną okazuje się neuralgia międzyżebrowa, czyli zapalenie nerwów międzyżebrowych.

    Fot. Gazeta.pl

    "Zapalenie nerwów międzyżebrowych po stronie lewej" - zapis z karty choroby o neuralgii*.

    * Wszystkie dodatkowe zapiski na kartach historii choroby pochodzą od pani Grażyny.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • wtorek, 14 maja 2013
  • W związku z uciążliwym bólem w klatce piersiowej w dniach 24-29 czerwca dr A.** zakłada pani Grażynie trzy blokady przeciwbólowe. Robi to na zwykłym łóżku szpitalnym, nie na sali operacyjnej czy choćby zabiegowej, mimo że użycie Depo-Medrolu wymaga zachowania najwyższej ostrożności aseptycznej.

    Blokady początkowo pomagają na ból. Pacjentka zostaje wypisana ze szpitala 2 lipca. Ma skierowanie do sanatorium w Konstancinie. Wyrusza tam 4 lipca, ale wcześniej jeszcze raz odwiedza szpital, ponieważ ból powrócił zaraz następnego dnia po powrocie do domu - choć tym razem po drugiej stronie pleców. Lekarze w izbie przyjęć nie podejmują żadnych poważniejszych działań diagnostycznych, tylko zakładają jej kolejną blokadę przeciwbólową. Nie znajdują żadnych przeciwwskazań do wyjazdu pani Grażyny do sanatorium.

    W sanatorium pani Grażyna zaczyna mieć problemy z chodzeniem. Po 10 dniach - 14 lipca - jest już sparaliżowana od klatki piersiowej w dół. Na żądanie męża i córki zostaje przewieziona z powrotem do szpitala przy Banacha.

    ** Inicjały wszystkich lekarzy pojawiających się w publikacji zostały zmienione.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • piątek, 17 maja 2013
  • W szpitalu okazuje się, że na rdzeń kręgowy pani Grażyny uciska ropień, który natychmiast trzeba operacyjnie usunąć. Lekarz usuwa go razem z trzema łukami kręgowymi Th4-Th6 i – jak chora powie po latach – „dokonuje cudu”. Słyszymy od niej, że szanse na uratowanie jakiejkolwiek sprawności w nogach, wynosiły wtedy zaledwie 5 proc.

    Fot. Gazeta.pl

    Karta opisu operacji usunięcia ropnia.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • niedziela, 19 maja 2013
  • Tydzień po operacji, 21 lipca, lekarze otrzymują wyniki badań posiewowych pani Grażyny. Okazuje się, pacjentka została zakażona salmonellą pokarmową. Jeden z lekarzy na Banacha miał ją poinformować, że ropień powstał w czasie, gdy wykonywano jej blokadę i to najprawdopodobniej właśnie podczas wykonywania zabiegu wstrzyknięto jej w kręgosłup bakterię. Szpital nigdy nie zgodzi się z tą wersją wydarzeń.

    Fot. Gazeta.pl

    Wynik badania pani Grażyny potwierdzający zakażenie bakterią Salmonella enteritidis.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • środa, 22 maja 2013
  • Mimo usunięcia ropnia nadtwardówkowego 14 lipca pani Grażyna jest ciągle częściowo sparaliżowana i ma trudności z wypróżnianiem się. Zgodnie z dokumentacją medyczną przez 10 dni pielęgniarki i lekarze nic z tym nie robią. Dopiero 24 lipca zarządzona zostaje lewatywa. W czasie gdy pielęgniarki wykonują ją - na toalecie - pacjentka zaczyna odczuwać bardzo silny ból. Ból nie przechodzi po przerwaniu zabiegu. Dochodzi do tego krwawienie z odbytu. Później okaże się, że pielęgniarki wykonały zabieg nieprawidłowo.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • piątek, 24 maja 2013
  • 27 lipca w związku z tym, że u pani Grażyny potwierdzono zakażenie salmonellą, przychodzi do niej pismo z Sanepidu. Powiatowa Stacja Sanitarna w Pruszkowie każe jej zgłosić się na badania i zapowiada przeprowadzenie odkażenia jej domu. Oznacza to, że szpital musiał zawiadomić Sanepid, że jego pacjentka trafiła już do niego z zakażeniem salmonellą - choć w momencie przyjmowania pani Grażyny do szpitala nie zrobiono żadnych badań, które by to potwierdzały.

    Fot. Gazeta.pl

    Pismo Sanepidu do pani Grażyny.

    Ponieważ szpital nie zawiadomił Sanepidu, że do zakażenia salmonellą u jego pacjentki mogło dojść na jego terenie, 29 lipca pani Grażyna sama wysyła do Stacji pismo w tej sprawie.

    Fot. Gazeta.pl

    Pismo pani Grażyny do Sanepidu.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • poniedziałek, 27 maja 2013
  • Ponadto 2 sierpnia pani Grażyna pisze do dyrektor szpitala mgr Ewy Marzeny Pełszyńskiej, że domaga się wypłacenia jej odszkodowania. W piśmie zaznacza, że nie chce, by szpital ponosił przy tym jakiekolwiek koszty, bo całość powinna zostać pokryta przez ubezpieczyciela szpitala CIGNA STU S.A.

    "W związku z tym, że szpital jest ubezpieczony w CIGNA STU S.A. od błędów w sztuce lekarskiej i zakażeń wewnątrzszpitalnych, kwotę odszkodowania pokryje ubezpieczyciel, a szpital nie straci na tym "ani grosza". W przypadku, gdybym jednak była zmuszona skierować sprawę na drogę postępowania sądowego, kwota odszkodowania i zadośćuczynienia będzie obejmować odsetki".

    Pismo zostaje dostarczone dyrektor szpitala 5 sierpnia.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • środa, 29 maja 2013
  • 11 sierpnia, czyli 6 dni po dostarczeniu tego pisma do dyrektorki szpitala, wobec pani Grażyny - decyzją naczelnego epidemiologa szpitala dr. D. - zostaje zastosowany reżim sanitarny. Zostaje ona umieszczona w izolatce. Oficjalny powód: zakażenie salmonellą.

    Fot. Gazeta.pl

    Fragment historii choroby.

    Decyzja jest jednak niezrozumiała, bo od momentu, w którym u pani Grażyny wykryto salmonellę, minęły już 23 dni, a od momentu, w którym badania wykazały, że dzięki zastosowanej antybiotykoterapii jej organizm jest wolny od zakażenia, minęło 20 dni.

    Fot. Gazeta.pl

    Badanie z 22 lipca wskazuje jasno, że pani Grażyna nie choruje już na salmonellę. Dr E., następczyni naczelnego epidemiologa szpitala, który zarządził reżim sanitarny, przyzna kilka lat później przed sądem, że "nie wie, dlaczego reżim miał miejsce".

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • sobota, 01 czerwca 2013
  • W międzyczasie ból i krwawienie z odbytu, które zaczęły się po nieprawidłowo przeprowadzonej 24 lipca lewatywie, nie przechodzą. Lekarze informują panią Grażynę, że to wynik hemoroidów. Jednak w historii choroby pojawiają się sprzeczne informacje na ten temat. Bóle i krwawienie przez miesiąc pozostaną w zasadzie niezdiagnozowane.

    Fot. Gazeta.pl

    Fragment historii choroby ze sprzecznymi zapisami nt. krwawienia z żylaków odbytu.

    W sądzie pani Grażyna będzie wielokrotnie zwracać uwagę na to, że tak naprawdę nigdy nie zdiagnozowano u niej żylaków odbytu (mimo że lekarze twierdzili, że było to u niej "przewlekłe schorzenie"). W jednym z pism procesowych pani Grażyna napisze:

    "Nigdy nie chorowałam na hemoroidy. Było to błędne rozpoznanie lekarzy pozwanego, co potem potwierdził fakt powstania przetoki pochwowo - odbytniczej z powodu przegnicia jelita grubego w miejscu jego uszkodzenia w czasie lewatywy.

    Właśnie zmiany zapalne w wyniku przebicia odbytnicy lekarze badający mnie przy pomocy palca nazywali hemoroidami, które po powstaniu przetoki pochwowo-odbytniczej same zniknęły i nikt ich już dalej nie diagnozował i nie leczył, co jest zapisane w dokumentacji medycznej.

    Po rozpoznaniu przez pozwanego hemoroidów byłam pacjentką Oddziału Proktologii w Szpitalu na Solcu, gdzie wielokrotnie przeprowadzono mi badanie specjalistyczne per rectum i NIGDY nie stwierdzono choroby żylaków odbytu, czego dowodem jest dokumentacja lekarska i przesłuchania świadków".

    Sąd I instancji w uzasadnieniu swojego wyroku przyjmie to tłumaczenie:

    "Zasadny jest również zarzut powódki, iż błędem medycznym lekarzy pozwanego szpitala była diagnoza o krwawieniu u powódki żylaków odbytu. Te żylaki nie krwawiły, co stwierdzono w szpitalu na Solcu. Przyczyna krwawienia u powódki była inna, niezdiagnozowana".

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • poniedziałek, 03 czerwca 2013
  • Pani Grażyna, której już w czasie pobytu w szpitalu nie przekonuje diagnoza z żylakami, bezskutecznie prosi lekarzy o skierowanie jej na badanie kolonoskopem. Później w sądzie prof. F. z Kliniki Neurochirurgii, w której pani Grażyna leżała w momencie nieprawidłowego przeprowadzenia u niej lewatywy, będzie tłumaczył, dlaczego jego pacjentka nie została przebadana kolonoskopowo.

    Pani Grażyna, z wykształcenia prawniczka, w przeszłości pracowała jako prokurator i radca prawny, w sądzie reprezentuje sama siebie. Jej pełnomocnikiem zostaje córka, wówczas studentka prawa.

    Fragment zeznania prof. F., pytania zadaje pani Grażyna:

    Prof. F: - Wskazanie do kolonoskopii ustala tylko chirurg, gdyż on to wykonuje. Natomiast obecność zalegających mas kałowych uniemożliwia wykonanie tego badania. We wcześniejszych konsultacjach stwierdzono zaleganie mas kałowych i dlatego mogłem odmówić zabiegu bez konsultacji z chirurgiem. W żadnej z konsultacji chirurg nie widział wskazań do kolonoskopii.

    Pytanie: - Dlaczego nie zastosowano środków przeczyszczających, żeby te masy usunąć?

    Prof. F.: - Nie zastosowano tych środków ze względu na olbrzymią ilość zalegających mas. Stosowano lewatywy, natomiast każde duże wypróżnienie jest trudno osiągnąć środkami chemicznymi i groziło to krwawieniem z żylaków.

    Prof. F. zeznał, że chirurdzy nie widzieli wskazań do kolonoskopii, bo nie stwierdzili żadnego uszkodzenia odbytu. Uszkodzenie tymczasem - jak wykaże opis zabiegu wykonanego 21 września - znajdowało się poza zasięgiem palca, "na tylnej ścianie pochwy, ok. 10-12 cm od przedsionka pochwy".

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • czwartek, 06 czerwca 2013
  • Gdy lekarze kilkukrotnie odmawiają skierowania pani Grażyny na kolonoskopię, pacjentka zaczyna reagować nerwowo. Dr H., lekarz stażysta kilkukrotnie odnotowuje w karcie: "chora nastawiona roszczeniowo", "chora roszczeniowa do personelu", "chora opryskliwa":

    Fot. Gazeta.pl

    Fragment historii choroby z zapiskami dr. H.

    Kilka lat później w sądzie pani Grażyna powie, że lekarz ten nigdy jej nie badał ani nawet z nią nie rozmawiał, a tylko zapisywał w karcie, co kazali mu lekarze prowadzący.

    Kilka lat później w sądzie prof. J. z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby, u którego był na stażu dr H., nie będzie potrafił odpowiedzieć na zarzuty swojej dawnej pacjentki ws. lekarza stażysty. Pytania prof. J. zadaje pani Grażyna:

    Pytanie: - Dlaczego są wpisy innego lekarza niż lekarz prowadzący?

    Prof. J.: - Nie pamiętam, kto był lekarzem prowadzącym i jakie są wpisy.

    Pytanie: - Czy lekarz, który nie widział pacjenta, może wpisać informacje do historii choroby, z której wynika, że musiał badać pacjenta?

    Prof. J.: - Taka rzecz w mojej klinice się nie zdarzyła.

    Pytanie: - Czy jest dopuszczalne, żeby dr H., co wynika z pieczątki, dokonywał przez 19 dni wpisów do karty historii choroby, pomimo że mnie nie badał, nie widziałam go na oczy i z nim nie rozmawiałam?

    Prof. J.: - Taka praktyka nie byłaby dopuszczalna.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • sobota, 08 czerwca 2013
  • Według pani Grażyny w szpitalu często dochodzi do awantur między nią a personelem. Kobieta mówi, że podczas jednej z nich prof. F. kazał pielęgniarkom wyjąć jej cewnik i wozić ją na wózku inwalidzkim do toalety. Po kolejnej awanturze cewnik został założony z powrotem kilka godzin później.

    Fot. Gazeta.pl

    Fragment historii choroby o usuwaniu cewnika, ponownym jego założeniu i ponownym usunięciu na przestrzeni doby:

    "Usunięto cewnik Foleya"; "Założono ponownie cewnik Foleya"; "Ponownie usunięto cewnik Foleya".

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • wtorek, 11 czerwca 2013
  • Jeden z lekarzy zajmujących się panią Grażyną po badaniu per rectum zapisuje w karcie choroby podejrzenie powstania procesów rozrostowych, czyli nowotworu.

    Fot. Gazeta.pl

    Jeden z lekarzy podejrzewa u pacjentki nowotwór.

    Pani Grażyna twierdzi, że na podstawie tego badania jeden z lekarzy, dr I., mówi jej, że kobieta ma raka jelita grubego i trzeba będzie usunąć jej odbyt. Dr I. w rozmowie z nami zaprzeczy, by kiedykolwiek coś takiego powiedział.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • piątek, 14 czerwca 2013
  • 26 sierpnia - miesiąc po nieprawidłowym przeprowadzeniu u pani Grażyny lewatywy - kobiecie robi się przetoka odbytniczo-pochwowa - co oznacza, że kał zaczyna jej się wydobywać pochwą. Lekarze decydują, że konieczna będzie operacja wyłonienia u kobiety stomii, czyli sztucznego odbytu.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • niedziela, 16 czerwca 2013
  • Przeprowadzona przed operacją tomografia niczego nie wykazuje niczego, poza podejrzeniem ropnia w miednicy mniejszej.

    Fot. Gazeta.pl

    Badanie tomografem przed operacją.

    Zgoda na zabieg, którą podpisuje pacjentka, obejmuje tylko wyłonienie stomii (czyli "przetoki kałowej na jelicie grubym"). I tu kończą się zbieżności pomiędzy wersją pani Grażyny i szpitala odnośnie tego, co wydarzyło się potem.

    Fot. Gazata.pl

    Zgoda na wyłonienie stomii.

    Wersja pani Grażyny: lekarze mówią jej, że wycięty jej zostanie także odbyt w związku z rakiem jelita grubego. Jej mąż zostaje poinformowany, że operacja będzie długa i ciężka. Przeprowadzany 1 września zabieg kończy się jednak już po 1,5 godziny. Dr I. mówi mężowi pacjentki, że poprzez podwójne cięcie na brzuchu udało się wyłonić jedynie stomię, a operację trzeba było przerwać z powodu zrostów - lekarze nie wycięli odbytu. Pacjentka spędza kolejne trzy dni na oddziale intensywnej terapii, nie odzyskując do końca przytomności. W czasie zabiegu - jak usłyszy - nie pobrano żadnych wycinków do badania histopatologicznego, lekarze nie będą już więcej mówić o raku.

    Pani Grażyna mówi nam dziś, że rok później usłyszała od znajomego pracownika szpitala - nazwiska nie podaje - że zabieg przerwano nie z powodu zrostów, ale ponieważ pacjentka dostała zapaści. To wtedy kobieta zacznie podejrzewać, że lekarze nigdy nie myśleli, że ma ona raka, a jedynie chcieli wyciąć jej odbyt, aby zatuszować ślady zaniedbań personelu, które doprowadziły do powstania przetoki. Pani Grażyna jest przekonana, że lekarze gotowi byli ją okaleczyć na całe życie. To dlatego założyli jej np. stomię jednolufową, o której mówi się, że jest stomią stałą (po ok. roku jelita nie da się już zrekonstruować tak, aby działało samodzielnie). Oskarży szpital o przeprowadzenie zabiegu bez jej zgody, polegającego na tym, że poza cięciem koniecznym do wyłonienia stomii, wykonano u niej także "zwiadowcze otwarcie jamy brzusznej".

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • środa, 19 czerwca 2013
  • Wersja szpitala: lekarze zaprzeczają wszystkim zarzutom swojej dawnej pacjentki - nigdy nie mówili jej, że ma raka, nigdy nie chcieli wyciąć jej odbytu, a jedynie wyłonić stomię, co można uczynić poprzez dwa odrębne cięcia na brzuchu - tę ostatnią informację potwierdzają nam niezależnie proktolog i dwójka chirurgów.

    Lekarze nie poprzestali na wyłonieniu stomii - jak tłumaczą - ale postanowili skontrolować też potencjalnie patologiczne zmiany w miednicy mniejszej, które wykazało badanie tomografem. Chirurdzy podczas operacji do miednicy jednak nie dotarli - z powodu właśnie zrostów.

    Fot. Gazeta.pl

    Karta opisu operacji.

    Sprawy nie da się dziś jednoznacznie zweryfikować, mamy słowo przeciwko słowu. Sąd I instancji w swoim nieprawomocnym wyroku daje jednak wiarę wersji pani Grażyny, jej męża i córki. Lekarze przeprowadzili zabieg bez zgody pacjentki, a rozumowanie kobiety - że chirurdzy chcieli ją okaleczyć, aby zatuszować wcześniejsze błędy i zaniedbania - według sądu "nie jest pozbawione logiki".

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • piątek, 21 czerwca 2013
  • Tomografia z 16 września - wykonana ponad dwa tygodnie po operacji wyłonienia stomii - wykazuje powstanie przepukliny pooperacyjnej. Lekarze nie odnotowują tego jednak w karcie i nie informują o tym pacjentki. Pani Grażyna o wyniku badania dowiaduje się od jednej z zaprzyjaźnionych pielęgniarek. Gdy chce o tym porozmawiać z dr. G., który ją operował, słyszy, że nie ma żadnej przepukliny, a badanie pokazuje źle zinterpretowany obraz stomii.

    Fot. Gazeta.pl

    Wynik badania tomografem, którego lekarze nie uwzględnili.

    Skutkiem operacji jest nie tylko przepuklina, ale i zakażenie rany pooperacyjnej bakteriami kałowymi. U kobiety dochodzi do zapalenia otrzewnej. Tego również lekarze nie odnotowują w historii choroby.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]
  • poniedziałek, 24 czerwca 2013
  • Już w sądzie prof. J. z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby nie będzie potrafił wytłumaczyć, dlaczego informacje o przepuklinie i zapaleniu otrzewnej nie znalazły się w karcie choroby i nie zostały przekazane pacjentce.

    Fragment jego zeznań. Pytania zadaje pani Grażyna:

    Pytanie: - Czy profesor przypomina sobie, czy i kiedy badał powódkę?

    Prof. J.: - Tak (...). W czasie badania stwierdziłem u powódki przepuklinę (...).

    Pytanie: - Dlaczego świadek nie umieścił informacji o przepuklinie w historii choroby?

    Prof. J.: - Mogę tylko potwierdzić, że nie wiem.

    Pytanie: - Czy świadek sporządził z badania powódki jakiś dokument?

    Prof. J.: - Nie pamiętam w tej chwili takiego dokumentu.

    Kolejna rozprawa i ciąg dalszy przesłuchania świadka prof. J.

    Pytanie: – Dlaczego została sfałszowana historia choroby poprzez brak wpisu o zapaleniu otrzewnej, brak wpisu o powstaniu przepukliny pooperacyjnej, (...) przebiciu odbytu, brak wpisu o podaniu dwóch jednostek krwi? (...)

    Prof. J.: – Nie bardzo wiem, o co powódka pyta. Na czym polega sfałszowanie?

    Pytanie: – Dlaczego nie ma wpisu o rozległym zapaleniu otrzewnej?

    Prof. J.: – Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego nie ma tego wpisu. Nie ma, bo nie ma.

    Pytanie: - Dlaczego jest brak wpisu o przepuklinie?

    Prof. J.: - Nie wiem.

    wiadomosci.gazeta.pl
    5 mln zł za błędy medyczne. Dyrektorka szpitala: "Czy mam coś pacjentce do powiedzenia? Nie, nic" [116 DNI NA BANACHA - MATERIAŁY]

Najnowsze informacje