''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna

''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna

  • sobota, 07 lipca 2018
  • Na tym kończę moją korespondencję z Jordanii. Bardzo dziękuję za jej śledzenie w ostatnim tygodniu. Poniżej znajdą państwo wszystkie wpisy o tym, jak w pierwszym tygodniu lipca rozwijała się sytuacja i kryzys humanitarny na pograniczu jordańsko-syryjskim, oraz jak wygląda życie uchodźców syryjskich w Jordanii. Zapraszam do śledzenia dalszych informacji na te tematy na Gazeta.pl oraz na moim Twitterze:

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • piątek, 06 lipca 2018
  • - Słychać je cały dzień, całą noc. Przez huk bomb nie możemy spać - mówi mi Ahmad Al-Sarhan. Młody lekarz pochodzi z miasta Jaber na pograniczu Jordanii z Syrią. Nie mieszka tu, ale akurat przyjechał do rodziny na wakacje. W tym czasie po drugiej stronie granicy, która leży kilkaset metrów od miasteczka, rozgorzała wojna.

    Na wzgórzu, z którego doskonale widać miasta w Syrii, zgromadzili się mieszkańcy, dzieci, wozy telewizyjne, a przez chwilę - kilku mężczyzn z Arabii Saudyjskiej. Oglądają wojnę. Jeden z Jordańczyków w zrujnowanym budynku sprzedaje herbatę. - Arabska whisky - nazywają ją żartobliwie mieszkańcy.

    Najpierw słyszymy, a później widzimy mały samolot daleko na niebie. Dzieci zaczynają krzyczeć w ekscytacji. Wiedzą, co stanie się za chwilę. Głuchy huk i z syryjskiego miasta na horyzoncie podnosi się słup dymu. Ahmad tłumaczy, że dzieci lubią się przyglądać, bo ''coś się dzieje''. - Jak w telewizji? Zgadza się.

    - U dorosłych - mówi - bombardowania 5-10 km od domu wywołują strach, nie podekscytowanie. Ale oni też się przyglądają, z bezpiecznej odległości. Mówi, że nie zdarzyło się, żeby pocisk spadł w pobliżu ich miasta po jordańskiej stronie. Choć odgłosy wojny nie dają spać, nikt nie myśli o opuszczeniu Jaber. - Jeszcze nie - dodaje Jordańczyk.

    Ahmad mówi, że mieszkańcy modlą się za ludzi w Syrii. - Wiele osób stąd ma tam krewnych - dodaje. Wiele więcej nie można zrobić. Co najwyżej mieć nadzieję, że w bombardowanych miastach nie zostali już cywile. Do tej pory 330 tys. ludzi w Daraa uciekło z domów. Ok. 60 tys. koczuje w różnych punktach przy granicy z Jordanią.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Z wzgórza w Jaber doskonale widać strefę, gdzie wojsko udziela pomocy rannym, oraz miasteczko namiotowe, które wyrosło tuż za barykadą. To uchodźcy, którzy uciekli przed ofensywą Rosji i Baszara Al-Asada w rejonie Daraa. W wojskowej strefie spotykam tych samych żołnierzy i pracowników organizacji humanitarnych, których widziałem wczoraj. Mają podkrążone, czerwone oczy, z dłoni schodzi im skóra. - Jeśli nie jesteś zmęczony, to co z ciebie za lekarz - żartują.

    - Dziś przyjęliśmy 220-240 pacjentów, od niedzieli w sumie 1500 - mówi podpułkownik dr Muhammad Dżąjusi, dowódca medyczny w regionie. - To w większości przypadki poparzeń, od pierwszego stopnia w górę, w tym poparzenia całego ciała. Do tego poważne urazy, obrażenia zagrażając życiu - wymienia.

    Jakie są przyczyny urazów? - Między innymi to, co słyszycie teraz - mówi po tym, jak z oddali dochodzi grzmot wybuchu. Wojskowy fotograf pokazuje zdjęcia, zrobione tego dnia. Mężczyzna z oderwaną ręką. Małe dziecko z głęboką raną na pośladkach.

    W ciągu pół godziny widzę, jak lekarze przyjmują i opatrują kolejne osoby z oparzaniem. Jeden mężczyzna, z bandażami na rękach i nogach, krzyczy z bólu, gdy ratownicy powoli przenoszą go z polowego szpitala do karetki. Auto, które jest wynajęte ze środków Polskiej Misji Medyczne, zabierze go do szpitala na terenie Jordanii. Niektóre z poparzeń mogą pochodzić z ogromnego pożaru na dawnych terenach przemysłowych - dziś ziemi niczyjej na granicy Jordanii i Syrii. Koczuje tam nawet 30 tys. ludzi.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • W środę nie udały się negocjacje zbrojnej opozycji i Rosji, która wspiera ofensywę syryjskiego reżimu. Po tym siły Asada wściekle zaatakowały opozycję. Grupy monitorujące konflikt mówią o setkach bombardowań, ostrzałów rakietowych i artyleryjskich. W sumie od początku ofensywy w połowie czerwca zginęło 150 cywilów, w tym kobiety i dzieci - podaje pozarządowe Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. W czwartek zbrojna opozycja ogłosiła gotowość do zawieszenia broni i powrotu do rozmów. Jednak już po tym po stronie syryjskiej wciąż było słychać naloty.

    Gdy opuszczamy polowy szpital, Jordańczycy montują stalową bramę na wjeździe przez barykady. Najwyraźniej spodziewają się, że zostaną tam dłużej. Co przyniosą kolejne dni? Podpułkownik Dżąjusi nie ma pojęcia. Zapewnia, że armia będzie leczyć rannych niezależnie od tego, co się stanie. Z kolei jordański rząd powtarza, że pomimo apeli ONZ i organizacji pozarządowych nie wpuści tysięcy uchodźców na swoje terytorium.

    Działania PMM w Syrii można wesprzeć wpłatą na konto nr 08 1240 4650 1111 0010 4607 7315. Więcej przeczytasz TUTAJ>>

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • czwartek, 05 lipca 2018
  • Ludzie stoją w kolejce i zza barykady nie widzę jej końca. Co rusz jedni są wpuszczani, a inni wracają. Na horyzoncie za nimi wydać słupy dymu, a od czasu do czasu słychać huk bomb. Zamieniam kilka słów po rosyjsku z lekarzami jordańskiej armii i w tym czasie mijają nas: młody mężczyzna z dzieckiem; dwie kobiety, które podtrzymują się na wzajem; mężczyzna na noszach. Jego koszula i spodnie są czerwono-czarne od krwi i much.

    Tak wygląda przejście humanitarne obok miasta Jaber, na granicy syryjsko-jordańskiej. Za płotem i barykadami jest ziemia niczyja, dawniej wolna strefa ekonomiczna oby państw. Teraz koczuje tam nawet 30 tys. ludzi, którzy uciekli przed walkami i bombardowaniami Rosji i armii syryjskiej w Daraa.

    W sumie przez ostatnie dwa tygodnie 270-300 tys. mieszkańców południowo-wschodniej Syrii musiało uciec z domów. Ponad połowa z nich jest na granicy z okupowanymi przez Izrael Wzgórzami Golan. Armia dostarcza tam pomoc - jednak nie tyle, ile potrzeba. Ewakuowała rannych do szpitali w Izraelu.

    Uchodźcy, którzy skierowali się na granicę z Jordanią, być może liczyli, że znajdą w kraju schronienie. Ale władze od początku zapowiedziały, że nie są w stanie poradzić sobie z większą liczbą uciekinierów. Szacują, że Jordania gości teraz 1,3 mln Syryjczyków, choć kraj ma populację mniejszą od Czech.

    Nie znaczy to jednak, że nie starają się pomóc. Sami Jordańczycy organizują się, by zebrać pomoc dla potrzebujących. Problemem jest jednak jej dostarczenie. Druga strona granicy nie jest bezpieczna i od kilku dni nie wjeżdżają tam konwoje ONZ. Armia jordańska zapewnia jednak pomoc medyczną, a we współpracy z organizacjami pozarządowymi - ewakuacje medyczne. Przed barykadą między ziemią niczyją, a punktem działań armii, stoi kolejka potrzebujących Syryjczyków. Trudno dostrzec, jak jest długa.

    W pewnym momencie wybiegają z niej ratownicy z noszami. Leży na nich mężczyzna z raną postrzałową. Jego ubranie jest zakrwawione, siedzą na nim muchy. Jednak on sam zdaje się być przytomny, podpiera się jedną ręką, patrzy w przestrzeń w milczeniu. Ratownicy i wojskowi lekarze zajmują się nim w szpitalu polowym. Gdy można go przetransportować, wnoszą Syryjczyka do karetki z logiem Polskiej Pomocy.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Na pograniczu w Jaber stacjonują trzy polskie ambulansy, które służą do ewakuacji medycznych. Jeden kupiła w zeszłym roku polska ambasada, dwie kolejne wynajęto w tym tygodniu ze środków Polskiej Misji Medycznej. Obsługuje je kadra jordańskiej organizacji JHASi International.

    W ostatnich dniach w tym miejscy przeprowadzono ponad ok. 50 ewakuacji medycznych. Osób, które otrzymują pomoc w szpitalach polowych, jest dużo więcej. Przychodzą ludzie z lekkimi obrażeniami, atakami, chorobami, którymi nie mogą leczyć z braku szpitali. Są kobiety w ciąży, które musiały uciec z domów. Dzieci i starci są narażeni na udary - to niemal pustynny rejon, gdzie w ciągu dnia jest 35-40 stopni. Matki, ojcowie i żołnierze przynoszą niemowlęta i małe dzieci. Niektóre z nich trzeba transportować na noszach. Wchodzą młode pary, trzymając się pod rękę; wycieńczone kobiety, które muszą się podtrzymywać; ojcowie z dziećmi na rękach; matka i córka z łzami na twarzy; kuśtykający, samotny mężczyzna.

    Gdy po zmroku odjeżdżamy, pojedyncze wybuchy przechodzą w kanonadę. Słychać coraz głośniejsze tąpnięcia, serie strzałów, widać smugi pocisków i błysk eksplozji. Rosja i arma Barszara Al-Asada ostrzeliwują miejscowości 5 km od granicy.

    Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało później, że w czwartek w szaleńczych nalotach dokonano 320 bombardowań w całej prowincji. Obserwatorium pisze też o setkach ataków przy pomocy rakiet i artylerii. Tej nocy będą kolejne zniszczenia, kolejni uchodź, ranni, ofiary. Od początku ofensywy w Daraa w połowie czerwca zginęło ponad 140 cywilów, w tym 26 dzieci i 30 kobiet. Ranni liczeni są w setkach.

    AFP po godz. 9 rano podało, że wczoraj były tam największe naloty od początku ofensywy.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • środa, 04 lipca 2018
  • Polacy pomagają w leczeniu uchodźców syryjskich w Jordanii oraz potrzebujących Jordańczyków. Polska Misja Medyczna współfinansuje przychodnię w mieście Az-Zarka, ok. 40 km na północ od stolicy kraju. Tak wygląda dzień otwarty w przychodni:

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • wtorek, 03 lipca 2018
  • Karetki wynajęte dzięki polskiej pomocy będą pomagać na granicy z Syrią

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Dwie karetki, których wynajem ufundowała Polska Misja Medyczna, a obsadziła jordańska organizacja JHASi, są gotowe i ruszyły na pogranicze syryjsko-jordańskie. Będą tam prowadzić ewakuacje medyczne rannych i chorych Syryjczyków, którzy uciekli z domów przed walkami w rejonie Daraa. Więcej o sytuacji na pograniczu przeczytacie we wcześniejszych wpisach w tej relacji.

    Przekazane na ten cel pieniądze pochodzą z wpłat indywidualnych darczyńców. Działania PMM w Syrii można wesprzeć wpłatą na konto nr 08 1240 4650 1111 0010 4607 7315.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Jordańczycy sami zbierają dary i próbują dostarczyć je do potrzebujących w Syrii

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • 00:00

    Woda, koce i arbuzy - na ciężarówkach w 35-stopniowym upale czekają na wpuszczenie na syryjskie pogranicze. Jordańczycy na własną rękę organizują pomoc dla Syryjczyków w Daraa, których wojna wygnała pod zamkniętą dla nich granicę.

    Najpierw prosta autostrada Amman - Damaszek, znak "Syria border", później skręcamy, mijamy wojskowy punkt kontrolny. Jeszcze droga wzdłuż miasteczka, ale z niej już widać: kolejka ciężarówek i pick-upów, a dalej na horyzoncie wzgórza i smugi ciemnego dymu - Syria.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Na syryjsko-jordańskim pograniczu w poniedziałek zebrała się kolejka ludzi i samochodów. Przyjechali, by dostarczyć pomoc Syryjczykom na ziemi niczyjej i po drugiej stronie granicy. Dziesiątki tysięcy ludzi koczują tam - bez wody, prądu, czasem pod gołym niebem - po tym, jak uciekli przed rządową ofensywą. Jordańczycy wiozą: koce, arbuzy, chleb, wodę, mleko, napoje, wafelki, banany, materace i jeszcze więcej wody. Co jakiś czas pojawia się nowa ciężarka. Podjeżdżają też wojskowe pick-upy z ciężkimi karabinami i żołnierzami, którzy będą pilnować granicy.

    Jest 35 stopni, dookoła pustynia. Konwoje czekają, bo wojsko nie wpuszcza w tej chwili aut. W międzyczasie kilka wraca, im się udało. Teraz wjechać nie można - kwestia bezpieczeństwa. Przez to dochodzi do kłótni między ludźmi z darami, a wojskowymi. Ci pierwsi są sfrustrowani czekaniem i tym, że choć mają pomoc, nie mogą jej dostarczyć. - Nasza ciężarówka czeka od doby - mówi nam Hani, 30-letni student.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Zaznacza, że produkty dla Syryjczyków nie zostały zebrane przez organizacje. - Darowali je zwykli Jordańczycy, dokładają się ludzie z każdej miejscowości - mówi. - Potrzeba wszystkiego. Ludzie dają zbędne rzeczy, ale nie tylko takie - podkreśla. Hani opowiada, że według relacji sytuacja po drugiej stronie granicy jest tragiczna.

    Rząd Jordanii nie zgadza się, by Syryjczycy z Daraa przekroczyli granicę. Od początku wojny do kraju przybyły 1,3 mln osób z Syrii (z tego połowa jest zarejestrowana jako uchodźcy) i władze mówią, że nie są w stanie przyjąć więcej uchodźców. Jednak niektóry mieszkańcy nawołują na Twitterze do otwarcia granicy. Co sądzi o tym Hani? - To bardzo trudne. Zasmuca mnie myśl, o dzieciach tam. Chciałbym, aby mogły wjechać do Jordanii. Ale wiele osób ma obawy. Boją się, że przybyliby wśród nich źli ludzie - mówi.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • poniedziałek, 02 lipca 2018
  • Polacy przekażą 10 tys. dol. na pomoc dla rannych uchodźców w Daraa

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • 130 ofiar i niezliczeni ranni - to efekt ofensywy Asada i Rosji. Polska organizacja pomoże ratować na miejscu

    Tylko przez ostatnie dwa tygodnie 270 tys. Syryjczyków zostawiło swoje domy i uciekło przed bombami i wojną w rejonie miasta Daraa. Ich ucieczka wcale nie gwarantuje jednak bezpieczeństwa. Granice Izraela i Jordanii, dokąd się udali, pozostają zamknięte dla uchodźców. Dostarczana jest jednak pomoc, a niektórzy ranni są ewakuowani. Tylko dziś udało się ewakuować m.in. troje dzieci z tej samej z amputowanymi nogami. Pomoc lekarką w rejonie wesprze Polska Misja Medyczna. Gazeta.pl jest w Jordanii, skąd relacjonujemy sytuację.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • 132 osoby, w tym 25 dzieci i 23 kobiety zginęło od początku ofensywy w połowie czerwca - podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Nie wiadomo, ile osób może być rannych, jednak potrzebujących pomocy są dziesiątki tysięcy. Uchodźcy wewnętrzni na granicach koczują w polowych warunkach, bez prądu i bieżącej wody, z bardzo ograniczoną pomocą. Władze Syrii i Jordanii starają się dostarczać pomoc. Prowadzą też ewakuacje medyczne ciężko rannych.

    Granicy jordańsko - syryjska, przy której gromadzą się wysiedleni Syryjczycy.

    Dr Yaroup Ajlouni, szef jordańskiej organizacji pomocowej JHASi, mówił dziś rano w rozmowie z Gazeta.pl, że jordańskie sił zbrojne przyjęły 12 rannych z Syrii, oraz otworzyły w strefie przygranicznej szpital polowy z 20 łóżkami. - Tylko dziś mieliśmy 12 ewakuacji medycznych. Wśród nich było troje dzieci, wszystkie z amputowanymi kończynami dolnymi, oraz kobieta w ciąży, która musiała mieć cesarskie cięcie ? relacjonuje nam dr Ajloun. Uchodźcy wewnętrzni, koczujący przy granicy ? w tym kobiety i dzieci ? mają bardzo ograniczone środki higieniczne i nie mają dostępu do opieki medycznej.

    Władze spodziewają się, że walki w rejonie Daraa potrwają długo i już teraz planują otworzenie drugiej kliniki polowej. Wojsko poprosiło organizacje humanitarne o ambulansy, które pomogą przewozić rannych.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Polska Misja Medyczna zdecydowała dziś, że przekaże JHASi 10 tys. dolarów na pomoc medyczną dla uchodźców, którzy uciekli na granicę syryjsko-jordańską. Ze środków PMM zostanie sfinansowany wynajem dwóch karetek, które będą transportować rannych Syryjczyków z rejonu przygranicznego. Strona jordańska zapewni kierowców, personel medyczny i leki. Jeśli sytuacja będzie się przedłużać, z nowej zbiórki może zostać sfinansowany dalszy wynajem ambulansów lub uzupełnienie zapasów medycznych.

    - Polska Misja Medyczna pokryje koszty wynajmu ambulansów. Zaś za hospitalizację w Jordanii zapłaci UNHCR. Postawimy też namiot medyczny w strefie przygranicznej - mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Yaroup Ajloun. Podkreśla, że JHASi już wcześniej otrzymała ambulans ze środków polskiej pomocy, i teraz jest on wykorzystywany do ratowania rannych Syryjczyków z rejonu Daraa.

    Przekazane na ten cel pieniądze pochodzą z wpłat indywidualnych darczyńców. Działania PMM w Syrii można wesprzeć wpłatą na konto nr 08 1240 4650 1111 0010 4607 7315.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Odwiedziliśmy dziś obóz Zaatari, największy obóz uchodźców syryjskich w kraju. W Zaatari mieszkają m.im. uchodźcy z Daraa, gdzie ponownie toczą się walki. Niektórzy liczą, że gdy sytuacja się ustabilizuje, będą mogli wrócić. Inni mówią, że nie ma już do czego wracać.

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Dziesiątki tysięcy Syryjczyków uciekają przed ofensywą w Daraa

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
  • Z jednej stront ofensywa i bomby, z drugiej - zamknięte granice. Syryjczycy ponownie znaleźli się w klinczu.

    Co najmniej 160 tys. uchodźców wewnętrznych, dziesiątki ofiar wśród cywilów, nieznana liczba rannych - to bilans dwóch tygodni nowej ofensywy armii syryjskiej. Siły Baszara Al-Asada z pomocą milicji i rosyjskiego lotnictwa w połowie czerwca zaczęły atak na rejon miasta Daraa, który jest częściowo zajmowany przez grupy zbrojnej opozycji.

    Rejon Daraa to ostatnia dużą enklawa zbrojnej opozycji na południu Syrii. Po tym, jak w pierwszej połowie roku siły rządowe po krwawej ofensywie zajęły Wschodnią Ghutę, jasne było, że Daraa stanie się ich kolejnym celem. Po zajęciu enklawy - co zdaje się nieuniknione - Baszar Al-Asad odzyska kontrolę nad całym południem Syrii. Rejon ma strategiczne znaczenie, m.in. dlatego, że leży na pograniczu okupowanych przez Izrael Wzgórz Golan oraz Jordanii. Rebelianci przez ostatnie lata odcinali siły rządowe od de facto granicy z Izraelem oraz części granicy z Jordanią, w tym głównej drogi w kierunku stolicy kraju, Ammanu.

    Daraa ma też ogromne znaczenie symboliczne. To właśnie w tym mieście w 2011 roku wybuchły protesty, które przerodziły się w syryjską rewolucję, a z czasem - wojnę domową i zmaganie regionalnych mocarstw.

    W mediach społecznościowych krąży zdjęcie, które miał sobie zrobić pilot śmigłowca wojsk rządowych nad Daraa. Widać, że trzyma kartką z napisem: "Tutaj narodził się ten chaos (rewolucja) i tutaj zostanie pogrzebany".

    wiadomosci.gazeta.pl
    ''Nie możemy spać od huku bomb'' - Jordańczycy żyją obok miejsca, gdzie rozwija się katastrofa humanitarna
Redagowane przez:
  • Z Ammanu Patryk Strzałkowski Z Ammanu Patryk Strzałkowski