Nocne wachty i akrobacje na rejach. Tak się żyje na ''Fryderyku Chopinie''

Michał Gostkiewicz, Marek Jarzynka
24.08.2012 18:38
'Fryderyk Chopin' osiągnął wspaniały rezultat w prestiżowych regatach Tall Ships Races. Polski żaglowiec zwyciężył w swojej, najbardziej prestiżowej klasie 'A' i w całych regatach. Tymczasem nieco wcześniej ekipa portalu Gazeta.pl sprawdziła, jak się na 'Chopinie' pływa i żyje. Sprawdzaliśmy przez 10 dni. Chodziliśmy po rejach, stawialiśmy żagle, szorowaliśmy pokład i odwiedzaliśmy piękne porty. Założenie było proste: jesteśmy członkiem załogi, robimy wszystko to, co inni i tak samo starannie, jak inni. A do tego jeszcze to kręcimy. I udało się! Z każdym wejściem na reje podobało nam się to coraz bardziej. Nagranie pochodzi akurat z jednej z niższych rei, ale kiedy kapitan każe biec na maszt, nie zawsze jest czas pobiec najpierw po kamerę. Praca przy żaglach to jedna z najprzyjemniejszych części żeglarskiej roboty. Stawiamy lub zrzucamy żagle, wspólnie w kilka osób ciągniemy właściwe liny, bądź te, które rozwijają ciężkie płótno na masztach, bądź te, które je zwijają na rei. Jeśli na początku rejsu nasze mięśnie odzwyczaiły się nieco od tego typu wysiłku - to na koniec rejsu mamy jak w banku ich dużo lepszą kondycję. No, chyba, że zbyt dużo czasu spędzamy w kambuzie, czyli kuchni, gdzie przygotowywane jest (czasem przez nas) jedzenie dla całej załogi. Obok poprzednia wachta śpi w kajutach, czyli kabinach załogi. Proste, wręcz spartańskie, nie zachwycają wygodą. Ale zmęczony intensywnością pokładowego życia żeglarz natychmiast zasypia w swojej koi jak kamień. Ze snu najczęściej wyrywa go dzwonek alarmu do żagli - albo bosman. Na pokładzie 'Chopina' rządzi bosman Karol Petryka. To od niego zależy stan olinowania, żagli, łańcuchów kotwicznych, masztów, a nawet klepek poszycia pokładu. Bosman - jak przyznaje Petryka - musi znać się na wszystkim: szyciu żagli, lutowaniu metali, pleceniu lin, smarowaniu części ruchomych czy obsłudze i konserwacji urządzeń elektronicznych. I musi znać się dobrze. Bez mechanika z kolei potężny silnik szwedzkiej marki Scania, pracujący w maszynowni żaglowca, nawet by nie ruszył. Mechanik 'Chopina' Krzysztof Olczyk pozwolił naszym reporterom rozejrzeć się po swoim królestwie. Rejs 'Fryderykiem Chopinem' trwał 10 dni. Kiedy dopływaliśmy do Brugii, na pokład statku zawitało dwóch niespodziewanych gości - belgijskich ratowników morskich. Kiedy dowiedzieli się, że 'Fryderyk Chopin' będzie zawijał do portu w Brugii, wykorzystali okazję i przeprowadzili efektowne ćwiczenia ratownicze - opuścili się na pokład z helikoptera. Po krótkiej rozmowie z kapitanem Małgorzatą Czarnomską wrócili na śmigłowiec, który majestatycznie odleciał w kierunku lądu. A 'Chopin' popłynął dalej. Niestety, od Amsterdamu już bez nas.