Ma drut w ręce, nie ma lekarzy, by go wyjęli

Katarzyna Wójtowicz
14.02.2008
A A A Drukuj
Michał Dybowski ma w prawej ręce trzy druty po operacji. To zespolenie lekarze mieli mu wyjąć w styczniu. Problem w tym, że ordynator stwierdził, że nie ma pracowników, którzy mogą to zrobić.
Michał Dybowski rok temu w lutym wpadł pod tramwaj w al. "Solidarności". Był środek nocy, oszołomiony i ranny trafił na ostry dyżur w szpitalu na Lindleya. - Lekarze zaopiekowali się mną bardzo troskliwie. Zrobiono mi wszystkie badania, a trzy dni później zrobiono operację. Okazało się, że mam pęknięcie wyrostka łokciowego - opowiada pan Michał. Założono mu tzw. zespolenie; trzy metalowe druty, które pomagają się zrosnąć kościom. Pan Michał dostał zwolnienie lekarskie, potem przeszedł na tzw. świadczenie rehabilitacyjne i czekał na wyjęcie drutów. Ordynator oddziału urazowego powiedział, że chirurg usunie mu je 14 stycznia. - W wyznaczonym dniu zadzwoniłem o godz. 7 do szpitala, upewniłem się, czy operacja się odbędzie, a gdy usłyszałem, że tak, spakowałem plecak - opowiada Michał Dybowski. Godzinę później jednak plan się zmienił. Ordynator poinformował pana Michała, że nie ma lekarzy, trudno mu planować operację i zabieg przekłada na luty. W lutym nic się jednak nie zmieniło. - Gdy zadzwoniłem do szpitala, usłyszałem, że lekarze składają wypowiedzenia, więc trudno ułożyć kalendarz operacji, i że mam czekać do marca - mówi pan Michał. Niepokoi się o rękę, bo ta go nadal boli. - Jestem magazynierem i nie mogę wrócić do pracy w tym stanie. Ręka, jak mi powiedziano w szpitalu, zrosła się już w listopadzie i rehabilitanci nie wiedzą, czy nadal powinienem korzystać z rehabilitacji, czy nie - irytuje się pan Michał. Podkreśla, że po wypadku zajęto się nim bardzo fachowo, ale teraz, rok po tym zdarzeniu, chciałby wreszcie zakończyć sprawę.

Zapytaliśmy dyrektora szpitala, czy to prawda, że odwołuje zabiegi, bo nie ma lekarzy. Zaprzeczył. - Nikt z moich pracowników nie złożył ostatnio wypowiedzenia, ale prawdą jest, że brakowało nam anestezjologów, bez których taka operacja nie może się obejść - przyznał prof. Janusz Wyzgał, dyrektor szpitala. - To niedopatrzenie. Jeśli pan Michał skontaktuje się z nami, wyjmiemy mu to zespolenie od ręki - zapewnia.

A na zabieg zaprasza pana Michała dyrektor ds. medycznych. - Jestem ortopedą i jak najbardziej mogę przeprowadzić ten zabieg. Zapewniam jednak, że noszenie zespolenia przez rok, półtora to norma, żeby kość odpowiednio się zrosła i przebudowała. To, że jeszcze nie wyciągnięto drutów, w żaden sposób nie wpłynęło na stan ręki - zapewnia dr Włodzimierz Wiśniewski.

  • Ma drut w ręce, nie ma lekarzy, by go wyjęli magilka 17.02.08, 16:51

    W listopadzie ur. bliska osoba z rodziny miała mieć usunietą ostatnią szpilke ze stawu skokowego. Zabieg planowany. Zapisała sie za trzy miesiące wcześniej. I w dniu zabiegu ordynator »