- Nasz organizm jest tak skonstruowany, że nawet klęska żywnościowa, jaką jest jednodniowe obżarstwo. Umie sobie poradzić z jednorazową dużą dawką energii i po dwóch, trzech dniach nie będzie śladu po zjedzonych pączkach - pociesza Alicja Kalińska dyrektor Centrów Dietetycznych SetPoint. - Ważne jednak, żebyśmy w ciągu roku odpowiednio się odżywiali - zaznacza.
- Jednodniowe szaleństwo nie zaoowocuje skokiem wagi - potwierdza dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywienia w Warszawie. - A to dlatego, że pączki zawierają tłuszcze i węglowodany proste, substancje łatwo wchłaniające się i szybko przekładające się na energię. Poza tym pączki są na tyle sycące, że po prostu wyprą inne posiłki. Więc tego dnia już dużo więcej nie zjemy.
W tym jedynym dniu możemy więc zanurzyć się w słodkiej rozpuście. - Każdy grubas zwariowałby, gdyby od czasu do czasu sobie nie pofolgował - mówi Barbara Markowska, twórczyni "Klub Kwadransowych Grubasów". - Żeby utyć, trzeba tygodni. Nie ma więc obawy, że przybierzemy na wadze, jeśli po jedzeniowym wyskoku powrócimy do normalnej diety. Ale opychanie się pączkami niestety nie jest bezkarne. Można je okupić solidnym bólem brzucha. Dlatego jeść trzeba z głową. - Zachęcam do popijania drożdżowych pyszności
gorącym napojem, kawą lub herbatą, które wspomagają trawienie - proponuje Alicja Kalińska. - Poza tym pączki najlepiej jeść małymi kęsami.
Zaczęło się od pączków nadziewanych słoniną
Pączek jaki jest, każdy wie - słodki, miękki, smaczny. Ale nie zawsze tak było. Pierwsze pączki, którymi opychano się w średniowieczu, dziś tylko nielicznym przypadłyby do gustu. Zrobione były z chlebowego ciasta, nadziewane słoniną i smażone na smalcu. Podawano je z tłustym mięsiwem i suto zakrapiano wódką. Dopiero w XVI w. tłusty czwartek stał się słodkim czwartkiem. Początkowo słodkie pączki były tak twarde i szczodrze wypełnione marmoladą, że można było nimi podbić oko lub nabić guza. Dopiero później jednak stały się tak giętkie i pulchne.
|
ŹRÓDŁO:
|  |