- To kpina z wymiaru sprawiedliwości. Nie przychodzi na wezwanie sądu, a urządza sobie wycieczki! - denerwuje się Grzegorz Schetyna, sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej. To właśnie jego partia wytoczyła Kurskiemu proces o zniesławienie. W ubiegłą środę poseł PiS nie stawił się jednak na rozprawę. - Nie czuję się na siłach uczestniczyć w wielogodzinnym procesie 400 km od domu, wymagającym pełnej koncentracji i pełni władz umysłowych - wyjaśniał. A jego adwokat przedstawił zwolnienie lekarskie wystawione do 4 września.
Tymczasem, jak ustaliło ŻW, trzy dni później, 2 września, Kurski wyruszył w służbową podróż do stolicy Islandii Reykjaviku. Jako członek pięcioosobowej delegacji polskiego parlamentu, będąc ciągle oficjalnie na zwolnieniu, wziął udział w 15. Konferencji Parlamentarnej Państw Morza Bałtyckiego.
W jaki sposób chory do niedawna Kurski tłumaczy swój udział w konferencji w Reykjaviku? - Sam decyduję, czy jestem chory i czy mogę jechać w delegację, czy nie - mówi w rozmowie z ŻW. - Moja nieobecność w Reykjaviku byłaby większą aferą niż udział w konferencji.