Co twórcy sądzą o podatkowym zamieszaniu

Kora, wokalistka Maanamu:

Oczywiście interpretacji tego, co robi rząd, może być mnóstwo. Może to być świadome działanie. Najpierw postraszyć, potem uspokoić inteligencję, która nie jest przecież zachwycona obrazem naszego rządu. Trochę działanie takie PR. To jest w ogóle rząd straszący, ale polityka strachu jest na krótką metę. My się już baliśmy przez wiele lat. Moje pokolenie nienawidzi straszenia i takie działania mogą wywołać bardzo agresywną reakcję.

Zawsze trzeba pamiętać, że jeśli chodzi o artystów, to jest to pewnego rodzaju koniunktura, szczęście, los. Są pisarze, którzy piszą książkę raz na dziesięć lat. Pani Zyta Gilowska pozwoliła sobie na bardzo arogancką uwagę, że cóż to pisarz, potrzebuje tylko kartki papieru i długopisu. Za to powinna być kara - o czarnym chlebie i zgniłej wodzie, dziesięć metrów pod ziemią. Nie wolno takich uwag robić. Bo takich pisarzy jak Dan Brown, autor "Kodu Leonarda da Vinci", to my w Polsce nie mamy. Czytelnictwo też nie jest na najwyższym poziomie. Ja mam ogromny szacunek dla pisarzy, i to mnie bardzo dotknęło, bo wiem, jaka to jest ciężka praca i jakie są z tego dochody mizerne.



Jacek Bromski, szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich:

Rząd powinien się przyzwyczaić do konsultacji. Przykład z mojego podwórka: wiceminister kultury Sellin przygotowuje rządowe poprawki do prawa autorskiego. W ogóle nie spotyka się ani z nami, ani z ZAIKS-em, czyli dwoma stowarzyszeniami najpoważniejszymi, od których rynek praw autorskich zależy. W związku z czym wiadomo, że skoro się na tym nie zna, to to, co poprawi, trafi głównie do kosza. Tak jak dziś trafiła podatkowa propozycja rządu.

Bardzo mnie dziwi taki bizantyjski styl rządzenia bez konsultacji. Inne rządy się jednak konsultowały, ten ma chyba jakąś alergię.

Obecny system opodatkowania dla twórców można by zmienić jedynie na gorszy. Twórca, ktoś, kto wykonuje wolny zawód, musi sam sobie te marksistowskie środki wytwórcze kupić. Innym zapewnia to pracodawca. Takie rozwiązanie było pomyślane stricte dla twórców, którzy nie pracują na etacie. Różne grupy zostały pod to podłączane i zrobił się z tego przywilej dla szerokiej grupy społecznej. Na przykład korzystają z tego doradcy prawni, podatkowi i biznesowi, którzy robią jakieś ekspertyzy, biorą za to grube miliony złotych i uważają, że to jest sprzedaż praw autorskich. Może tu jest jakieś nadużycie, może nad tym trzeba się zastanowić, a nie nad biednym malarzem, który jeśli mu się uda, sprzeda jeden obraz na dwadzieścia namalowanych.



Jan Woleński, profesor zwyczajny w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego:

Mi się to wydaje niepoważne. Jeszcze do ostatniej chwili mówiło się, że coś tam utną, przytną. I nie bardzo było wiadomo komu ani jak. Poważny rząd tak nie powinien się zachować. W jego działaniach zabrakło przede wszystkim jakiegoś kompleksowego spojrzenia na zarobki naukowców, sytuację nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. A nie można tych dwóch rzeczy od siebie oddzielać. Po to, żebyśmy pracowali, musimy mieć spokojną głowę, jeśli chodzi o nasze problemy bytowe. Ja byłbym za wyższymi pensjami, a mniejszymi pieniędzmi zdobywanymi z innych źródeł. Naukowiec nie powinien być uzależniony od dodatkowych wynagrodzeń, nagród, honorariów za doktoraty i recenzje.